Kapucyni: Żyć tajemnicą Kościoła

100223b.png W Zboiskach koło Sanoka od 15 do 18 lutego odbyły się rekolekcje wspólnot Ruchu Światło Życie działających przy kapucyńskich parafiach z Krosna, Sędziszowa Małopolskiego i Stalowej Woli.
Rekolekcje opisuje jeden z uczestników: „Ferie. Tak, czas oczekiwany przez każdego ucznia, czyli i przez dużą liczbę członków Ruchu Światło – Życie. I właśnie my, oazowicze przebywaliśmy na początku wolnych dni (od 15 do 18 lutego 2010 roku) na rejonowych rekolekcjach w Zboiskach, niedużej miejscowości obok Sanoka. Temat naszego spotkania brzmiał: Żyć tajemnicą Kościoła."

W rekolekcjach brały udział wspólnoty ze Stalowej Woli, Krosna oraz
Sędziszowa Małopolskiego. A ile się wydarzyło! Tego, jak się
domyślacie, dowiecie się w dalszej części tekstu. Rekolekcje rozpoczęły się w poniedziałek 15 lutego
2010 roku. Mimo trudnych warunków pogodowych wszyscy, a co niektóre
wspólnoty z małymi problemami, zajechali do Zboisk. Po ciepłych i
głośnych przywitaniach oraz po zapoznaniu się z nowymi twarzami
zakwaterowaliśmy się w domu rekolekcyjnym, zaś po godzinie 18:00
udaliśmy się na kolację. Oczywiście jedzeniu towarzyszyły głośne
śmiechy i rozmowy. Następnie była chwila wolnego czasu i znaleźliśmy
się na Eucharystii, którą poprzedzała lekcja śpiewu. Słowo rozważane
podczas Mszy Świętej było na temat naszej wytrwałości w wierze, którą
chce umocnić Bóg, dopuszczając na nas różnorakie doświadczenia.
Następnie, zaraz po Eucharystii obejrzeliśmy film p.t. Historia św
Rity, opowiadający o świętej, która będąc zwykłą żoną, dążyła do
nawrócenia swojego męża oraz wielu innych ludzi. Mimo tego, że gdy
wszystko sobie układała to zaraz musiała zaczynać od początku, wytrwale
wierzyła i ufała Panu Bogu. Proste, że wątpiła, ale właśnie te
wszystkie doświadczenia doprowadziły ją do świętości. Film musieliśmy
dokończyć w środę przez złe warunki, pod postacią rozładowanej bateriiw
laptopie. Około 23:00 udaliśmy się do swych pokoi i poszliśmy, po
prostu, spać.

Wtorek rozpoczął się jutrznią o godzinie 8:00. Jedni
wyspani, drudzy nie do końca, ale wszyscy zebrali się, aby chwalić
Pana. Po skończeniu porannego nabożeństwa udaliśmy się do jadalni na
śniadanie. Tradycyjnie rozpoczęliśmy i zakończyliśmy je modlitwą.
Dostaliśmy chwilę odpoczynku i ok. 10:00 rozpoczęła się Eucharystia.
Tym razem słowo mówiło o tym, że wszelkie doświadczenia spływające na
nasze życie są Bożą łaską. Właśnie przykładem tej łaski jest św. Rita,
o której wcześniej napisałem. Mimo ciężkiego życia wytrwała i Bóg stał
się w jej życiu bliższy, a sama została wyniesiona na ołtarze. Msza
Święta zakończyła się, a my zyskaliśmy czas, aby móc się ciepło ubrać.
Mieliśmy udać się na spacer po tamtejszym, górskim terenie. Przed
południem wyruszyliśmy na tą przechadzkę, choć nie do końca można to
przechadzką nazwać. Dlaczego? Bo nie było za spokojnie. Bitwy na
śnieżki (którymi „zwycięzcami”, a raczej „zwycięzcami samozwańcami”
zostaliśmy my,  faceci), chodzenie po śniegu, a prędzej  rzucanie się w
śnieg sięgający do pasa, śmiechy, radosne okrzyki, rozmowy. A to
wszystko z grupą samych wspaniałych ludzi, wszystkich innych,  a tak do
siebie podobnych. Był to piękny, radosny czas. Ha, a bracia! Oni, idąc
w habitach też nie oszczędzali swoich sił. A także butów i ubrań, które
będąc mokre wszystkich nękały. Ok, nie do końca nękały, bo większość z
nas nie zwracała na to uwagi.

 
100223a.png

Tak,
było przyjemnie, ale pora przejść dalej. Wróciliśmy do ośrodka, gdzie
mogliśmy przez 2 godziny leżakować, odpoczywać czy przebywać z
przyjaciółmi.  Wkrótce potem zjedliśmy obiadokolację i rozpoczęła się
konferencja p.t. Powołanie kościoła, prowadzona przez brata Tomasza
Olejnika. Mogliśmy posłuchać i dowiedzieć się o wszelkich działaniach
Kościoła (Kościoła jako wspólnoty, czyli działaniach nie tylko kapłanów
itd., lecz i ludzi świeckich), ale też o niektórych trudniejszych
pojęciach, teoriach, np. o Ikonie Trójcy Świętej w Kościele.

Ważne
też były słowa na temat powołań i ich różnorodności, wszak większość z
osób należących do Ruchu Światło – Życie jest młodzieżą, która
niejednokrotnie nad swoją przyszłością myśli. A w tych powołaniach
wspaniałe jest to, że niekoniecznie trzeba być kapłanem czy
zakonnikiem, ale nawet żyjąc w małżeństwie można, i powinno się głosić
chwałę Pana! Konferencja dobiegła końca i od razu, z marszu ruszyliśmy
z Namiotem Spotkania. Każdy z nas miał czas, aby na spokojnie rozważyć
Słowo Boże zawarte w Ef 1, 3 – 14. Po skończeniu rozważania Słowa
udaliśmy się na świetlicę, w której został urządzony pogodny wieczór
pełen wesołych zabaw oraz agapa. Kolejny raz tamtego dnia cała sala
wypełniła się uśmiechami. Skończyliśmy o godzinie 22:00 modlitwą
wieczorną, po czym udaliśmy się do pokoi i mogliśmy pójść do łóżek.

Środa…
Najcięższy, a raczej dzień o najbardziej napiętym planie ze wszystkich.
Rozpoczęliśmy jutrznią o godzinie 8:00 i śniadaniem tuż po niej.
Najedzeni wsłuchiwaliśmy się w konferencję pt. Grupa a wspólnota,
której głównym celem było uświadomienie nam różnicy między tymi dwoma,
często mylonymi pojęciami. Po konferencji doszło do spotkań w grupach.
Zostaliśmy podzieleni według stopni oazowych, a każdej grupie został
wybrany animator, mający prowadzić spotkanie. Myślę, że nie będę go
opisywał, wszak każde spotkanie musiało wyglądać inaczej. Po spotkaniu
rozeszliśmy się, a po jakimś czasie,

o godzinie 12:00 rozpoczął
się, drugi na tych rekolekcjach Namiot Spotkania. Zastanawialiśmy się
nad Słowem z: 1 Kor 12, 12 – 30. Mówi ono o Kościele, który jest ciałem
Chrystusa, zaś w tym ciele każdy członek jest ważny. Ten fragment
uświadomił mnie do końca, że do należenia do wspólnot, a raczej do
samej wiary trzeba wszystkich zachęcać, a nie tylko wybrane, tudzież
lubiane osoby. W końcu jest napisane, że my jesteśmy poprzez chrzest
członkami Kościoła, a każdy z nas jest ważny i pełni jakąś funkcję,
natomiast: nawet niezbędne dla ciała bywają te członki, które uchodzą
za słabsze. Wkrótce potem posililiśmy się na obiedzie i zaczęło się
Nabożeństwo Pokutne. Wprawdzie byłem w stanie łaski uświęcającej, ale i
tak wspominam to wydarzenie jako jedno z najwspanialszych. Ten strach w
oczach niektórych czekających na spowiedź i wielkie uśmiechy na twarzy
tuż po rozgrzeszeniu. Potem mogliśmy obejrzeć resztę, a raczej końcówkę
filmu Historia św. Rity i udaliśmy się na Eucharystię o 18:00. Tym
razem już znaczna większość z nas mogła cieszyć się z przyjęcia
Chrystusa do swojego serca. Nie zabrakło też posypania głów popiołem,
jak to się działo we wszystkich kościołach tego dnia, co rozpoczynało
Wielki Post.

Niebawem
wróciliśmy do ośrodka i obejrzeliśmy film pt. Podaj dalej, po czym po
raz kolejny tamtego dnia znaleźliśmy się w domu Bożym. Najpierw
mogliśmy obejrzeć scenkę wykonaną przez wspólnotę sędziszowską na temat
miłości Boga do każdego człowieka, po czym rozpoczęła się adoracja
Krzyża San Damiano. W jej trakcie kładliśmy obok krzyża napisane
wcześniej listy do Jezusa, w których mówiliśmy, przepraszaliśmy za
nasze grzechy i niepowodzenia. Była ona jednym z najbardziej
wzruszających i… Zresztą, nie da się tego opisać! Po prostu, w trakcie
adoracji bardzo odczuwalna była miłość Boża do każdego z nas. Trzeba
przyznać, chyba duża część osób miała łzy w oczach. Łzy szczęścia.  I
tak oto wybiła godzina 23:00, a my zmęczeni po ciężkim, ale jakże
wspaniałym dniu mogliśmy zająć się… spaniem. Chociaż i tak duża część
osób tego nie zrobiła.

Czwartek, ostatni dzień rekolekcji rozpoczął
się tradycyjnie, jutrznią i posiłkiem. W wolnym czasie większość z nas
pakowała się, gdyż niedługo miało dojść do wyjazdów każdej ze wspólnot.
O godzinie 9:30 wsłuchiwaliśmy się w trzecią na tych rekolekcjach
konferencję, tym razem o tytule: Warto wiedzieć. Składało się na nią
wiele informacji, na temat życia we wspólnocie, m.in. o jej sercu,
jakim jest Eucharystia i nabożeństwa pokutne, na temat rozeznawania
Pisma Świętego, czy o darach i charyzmatach we wspólnocie. Po godzinie
10:00 spotkaliśmy się w kościele na Eucharystii, w czasie której
uczestnicy mówili świadectwa. Każdy mógł się podzielić tym, co go
poruszyło, utkwiło mu w głowie podczas tych rekolekcji, a takich osób
nie brakowało. Choć, hm, początek nie wróżył niczego dobrego, to po
kilku świadectwach odwaga zawitała w wielu sercach, a Duch Święty nie
szczędził pomocy podczas każdej wypowiedzi. W czasie Mszy Świętej
naszej modlitwie tradycyjnie towarzyszył piękny (wszak inny być nie
mógł) śpiew. Sam, mając zdarte gardło, z bólem, ale też wielką chęcią
śpiewałem na chwałę Boga. Po pieśni, a może raczej pieśniach na wyjście
niechętnie opuszczaliśmy kościół. Następnie zaś czekał na nas obiad,
ostatni punkt rekolekcji.

Posililiśmy się i nadszedł czas
pożegnań. Miłych, a z drugiej strony smutnych. Po tysiącu uścisków i
ciepłych słów musiało, niestety, musiało dojść do odjazdu każdej
wspólnoty. I tak rekolekcje… zakończyły się.

Dla mnie samego ten
czas był czymś wspaniałym. Ci ludzie, zawsze chętni do pomocy, mili,  w
których czuć było działanie Boga, przez miłość z jaką podchodzą do
każdego człowieka. Sympatyczni, skłonni do wygłupów. Także, w trakcie
tego czasu mogłem odczuć taką bliskość Pana. Konferencje, które były
ciekawe (co najmniej ciekawe) i masa innych rzeczy. I pomyśleć, że
niezbyt chętnie zapatrywałem się na ten wyjazd. Pora skończyć ten
artykuł, chyba zaczynam się rozczulać. Więc, za to wszystko, chwała
Panu!”.

Maciej Waliłko

Za: Biuro Prasowe Kapucynów.