Nadzieja umiera ostatnia – rozmowa z o. Lubeckim

Rozmowa z o. Sewerynem Lubeckim, franciszkaninem pracującym w Betlejem

Małgorzata Godzisz: – Ojcze, proszę o nakreślenie początków konfliktu na Bliskim Wschodzie.

O. Seweryn Lubecki OFM: – Konflikt na Bliskim Wschodzie, który dotyczy przede wszystkim Ziemi Świętej, Izraela i Palestyny, ma swoje podłoże historyczne. Dzisiaj rozgrywa się on między narodem palestyńskim i narodem izraelskim. To konflikt polityczny, który dotyczy wytyczenia granic dla państwa palestyńskiego oraz utrzymania granic państwa izraelskiego. Ten konflikt, niestety, ma również wymiar i podłoże zbrojne; od dziesiątek lat ginie bardzo wielu ludzi, zarówno Palestyńczyków, jak i Izraelczyków. To jest ta smutna i najbardziej przerażająca strona tego konfliktu, który na pewno w jakiś sposób rozprzestrzenia się na cały Bliski i Środkowy Wschód. Jak do tej pory, po wielu latach współżycia, Palestyńczycy i Izraelczycy nie potrafią znaleźć pokojowej drogi życia razem obok siebie.

– Jak zatem przedstawia się obecna sytuacja w Strefie Gazy?

– Od tygodnia wszyscy jesteśmy świadkami bardzo poważnego konfliktu – eskalacji przemocy w tej strefie, która jest nazywana Strefą Gazy. Jest to strefa zamieszkiwana całkowicie przez Palestyńczyków. Żyje tam w bardzo trudnych warunkach ok. 1,5 mln osób. Jak wiemy, w Gazie panuje jako partia Hamas, wrogo nastawiony do Izraela. I ten konflikt między Hamasem a Izraelem stał się przyczyną wybuchu tej, dzisiaj można powiedzieć, prawdziwej wojny między Izraelem a partią Hamasu.

– A jak wygląda pozycja Betlejem, czy miasto jest zagrożone?

– Miejmy nadzieję, że ten konflikt nie rozszerzy się, nie tylko na Zachodni Brzeg Jordanu, ale również na Bliski Wschód. Wiemy, że w wielu miastach arabskich, w państwach ościennych, a więc w Egipcie, w Jordanii, Syrii, Libanie, doszło do manifestacji, które mogą się przerodzić nawet w bardzo wyraźne protesty i walki. Ufamy, że do tego nie dojdzie. Zarówno na terenie Izraela, jak i Palestyny, w Nazarecie, Jerozolimie, czy nawet w Betlejem doszło do manifestacji, podczas których protestowano przeciwko użyciu przemocy przez wojsko izraelskie. Jak do tej pory sytuacja w Betlejem wydaje się dosyć spokojna. Przyjeżdża nadal wielu pielgrzymów. Podkreślmy również, że między Betlejem a Gazą jest ok. 180 km. Jest to konflikt, którym na pewno jesteśmy wszyscy bardzo boleśnie zranieni i zaniepokojeni.

Cały artykuł można przeczytać w „Niedzieli” nr 04/2009