Nie chwalmy trybunału. Felieton Dariusza Kowalczyka SJ

„Historyczne zwycięstwo Włoch w Strasburgu” – napisał włoski dziennik „Il Giornale”, ciesząc się z ostatecznego werdyktu Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie obecności krzyży w szkołach. Przypomnijmy, że w listopadzie 2009 roku ten sam Trybunał orzekł, że wieszanie krzyży w klasach narusza m.in. wolność religijną uczniów. Sprawę wniosła do Trybunału pochodząca z Finlandii obywatelka włoska, walcząca ateistka. Rząd Włoch odwołał się od tego wyroku.

 
Włosi, nawet ci niezbyt pobożni, mówili o zamachu na ich tradycję i tożsamość. Do procesu w charakterze strony trzeciej (amicus curiae), popierającej Włochy, przystąpiły Armenia, Bułgaria, Cypr, Grecja, Litwa, Malta, Monako, San Marino, Rumunia i Rosja. Polski rząd jakoś nie zdecydował się na wsparcie Italii w walce z ideologami ze Strasburga. Obecności krzyża w szkołach bronił przez Trybunałem dr Joseph Weiler, znawca prawa, a także wierzący Żyd, który stwierdził, że „jest rzeczą słuszną, że niewierzący nie chodzi na lekcje religii, ale jest także słuszne, że jakieś państwo zachowuje swoją tożsamość, jeśli tego chce”.
 
Próba narzucenia Włochom obowiązkowego laicyzmu była – zdaniem Weilera – sprzeczna z europejskim prawem, które zapewnia wolność do i od religii, ale jednocześnie równoważy ją wolnością poszczególnych państw do decydowania w sposób autonomiczny o swoim „dziedzictwie religijnym jako kolektywnej tożsamości narodu w odniesieniu do symboli, które są świadectwem tejże tożsamości”. Włochy mają prawo podtrzymywać swą tożsamość katolicką, tak jak np. Izrael ma prawo do podtrzymywania swej tożsamości żydowskiej. Dzieci z rodzin niewierzących nie są w szkole dyskryminowane, jeśli uczy się je pluralizmu i tolerancji dla dominującej religii.
 
Trybunał Praw Człowieka przychylił się do tej argumentacji i uznał tym razem, że krzyż jest symbolem „biernym” i nie może być traktowany jako indoktrynacja ze strony państwa. „Jest to wielkie zwycięstwo obrony niezaprzeczalnego symbolu historii i tożsamości kulturowej naszej ojczyzny” – stwierdziła włoska minister edukacji. Jezuita Federico Lombardi, rzecznik Stolicy Apostolskiej, zakomunikował, że decyzja Trybunału została przyjęta z satysfakcją. W Polsce prymas Józef Kowalczyk, powiedział krótko: „To zakrawało na absurd. Bogu niech będą dzięki, że ostatecznie zwyciężył rozsądek”.
 
Były też głosy przeciwne. Środowiska, które dążą do osłabienia w świecie chrześcijaństwa, a szczególnie katolicyzmu, wyrażały swe rozczarowanie. We włoskiej lewicowej prasie można znaleźć ubolewanie, że w ciągu półtora roku Trybunał tak diametralnie zmienił swe orzeczenie. Zwrot dokonany przez Trybunał zdziwił też nieprzyjemnie „Gazetę Wyborczą”. Jan Turnau zapewnia, że po ogłoszeniu wyroku „nie czuje się rozanielonym zwycięzcą”. I cytuje z aprobatą absurdalną opinię innej dziennikarki, że „gdyby Jezus zobaczył z krzyża, że on kogoś razi, zszedłby zeń, wziął go na ramiona i zaniósł w inne miejsce” (czy ta pani w ogóle czytała Ewangelie?).
 
Mnie też dziwi, że Trybunał tak sobie mówi raz to, a raz coś całkiem odwrotnego. Tyle że wyciągam z tego inne wnioski, niż różni lewacy. Twierdzę bowiem, że Trybunał Praw Człowieka to generalnie hucpa – kilkanaście osób, wybranych w mało przejrzystej procedurze, ma decydować o tym, czy gdzieś mogą wisieć krzyże lub symbole bożonarodzeniowe. Kto im dał taką władzę? Jestem zadowolony, że zapadł ostatecznie taki, a nie inny wyrok, ale nie mam złudzeń. Ideolodzy Trybunału wycofali się rakiem, bo wyczuli że „jeszcze nie czas”. Tu nie chodzi bowiem o jakieś obiektywne i racjonalne prawa człowieka, ale o laicką ideologię, którą próbuje się narzucać pod pozorem prawa. Nie chwalmy zatem zbytnio Trybunału, że taką mądrą decyzję podjął. Ten Trybunał w ogóle nie powinien zajmować się sprawą krzyży we włoskich szkołach, bo nie ma po temu żadnych kompetencji.