Rzym: List Generała Saletynów z okazji objawień w La Salette

Z okazji 164. rocznicy objawień Matki Bożej w La Salette, ks. Dennis Loomis MS, przełożony generalny Zgromadzenia Misjonarzy Matki Bożej z La Salette skierował do wszystkich Misjonarzy Saletynów okolicznościowy list. 

 
Dnia 19 września 1846 roku dwojgu małym dzieciom Melanii Calvat i Maximinowi Giraud, w wysokich francuskich Alpach objawiła się Płacząca Matka Boża. Przyniosła światu swoje Orędzie o pokucie i pojednaniu. Po pięciu latach, po wielu wnikliwych badaniach, dnia 19 września 1851 roku Kościół zatwierdził to prywatne objawienie maryjne jako prawdziwe, a wierni mają uzasadnione podstawy uznać je za niewątpliwe i pewne.

Rok później, w maju 1852 roku, biskup Philibert de Bruillard osobiście położył kamień węgielny pod sanktuarium, którego budowa w trudnych do przebycia górach do dzisiaj jest świadectwem wielkiej ofiarności ludzi owego czasu. W celu rozpowszechniania ważnego Orędzia z La Salette powołał do istnienia Zgromadzenie Księży – Misjonarzy Matki Bożej z La Salette.

ks. Piotr Szweda MS
rzecznik Prowincji



List Księdza Generała z okazji 164. rocznicy objawienia Matki Bożej w La Salette

Uroczystość Matki Bożej z La Salette, 2010

Drogi Współbracie,
Kolejny raz będziemy przeżywali Uroczystość Matki Bożej z La Salette. Zwykle stanowi to okazję, i jest to uzasadnione, aby ponownie zgłębić Orędzie pięknej Pani przekazane dwojgu pastuszkom w sobotni dzień 1846 roku. To oczywiste, że bieżące wydarzenia skłaniają nas do ponownego przemyślenia Orędzia w nowy sposób, a czasem skłaniają, aby powrócić do zapomnianych treści.

Podczas jednej z moich wizyt na Świętej Górze w ciągu ostatniego roku miałem okazję uczestniczyć wraz z grupą pielgrzymów, którzy byli na miejscu zjawienia, w prezentacji tego co wydarzyło się 19 września wiele lat temu. Po prezentacji, podczas pytań i odpowiedzi, jednym z pierwszych było pytanie dotykające w treści "ramię mojego Syna".

"Co to znaczy?" zapytała kobieta.

"Cóż, nie jest to jasne? Rozejrzyj się wokoło. Są wojny, ogromne nieszczęścia, narkotyki, głód, susza i inne klęski żywiołowe – dowód, że jeśli się nie nawrócimy, Bóg nas ukarze".

Nie byłem w szoku, ale dane wyjaśnienie napełniło mnie przerażeniem. Muszę przyznać, że odszedłem raczej smutny. Jedynym pocieszeniem było to, że osoba która opowiadała takie bzdury nie należy do naszego Zgromadzenia.

Najbardziej martwi mnie to, że mija dwa tysiące lat, kiedy to Nasz Pan chodził po ziemi, ucząc nas, że Bóg jest, kim On jest, a nadal krążą błędne przekonania, niemal pogańskie, o Wszechmogącym. W większości religii naszego świata, jeśli nie we wszystkich, znajdziemy kapryśnych bogów, mściwych, znajdujących przyjemność w zadawaniu ludziom bólu i cierpienia. Nie tak jest w przypadku prawdziwego Boga, którego objawił nam Jezus. Św. Jan w liście wysłanym do pierwszych chrześcijan, wyraża to poprzez trzy krótkie słowa: Bóg jest miłością (1 J 4,8).

Jak zatem wyjaśnić zło, które dotyka ludzkość? – Na początek, nie ulegajmy pokusie, aby Boga obciążać odpowiedzialnością za wszelkie zło. Bóg nie rozpoczynał wojen. To nie On zachęcał aby zabijać się nawzajem. Chciwość, pycha, zemsta i inne perwersyjne skłonności, wraz z całkowitym lekceważeniem przykazania Jezusa abyśmy "wzajemnie się miłowali", znajdują się w katalogu głównym niekończących się wojen, które są na naszej planecie. Czy możemy odnaleźć w słowach Jezusa wezwanie do zabijania się nawzajem? Myślę, że nie.

Kiedy przychodzi ubóstwo i głód, nie ma wątpliwości, że w naszym dzisiejszym świecie (a nawet w czasie Objawienia), jest wystarczająca ilość żywności i dóbr, pozwalających na należyte traktowanie i nakarmienie wszystkich. Problem nie tkwi w samym sercu Boga, jest bardziej po stronie serca człowieka. Więc myślę, że trudno sobie wyobrazić, że możemy przepowiadać pojednanie bez głoszenia sprawiedliwości społecznej. Słowa wypowiedziane w swoim czasie przez Jeremiasza do Ludu Bożego, pozostaną aktualne do dziś, nawet po upływie tysięcy lat.

"Oto nadchodzą dni – wyrocznia Pana –
Kiedy zawrę… nowe przymierze…

Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa
i wypiszę na ich sercu.

Będę im Bogiem,
Oni zaś będą Mi narodem" (Jr 31, 31.33).

Dzień w którym na serio zrealizuje się w praktyce, "Miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem" (J 15), będzie dniem znacznej poprawy kondycji człowieka na ziemi.

Według niektórych osób, nielicznych na tym świecie, różne rodzaje zła, klęski żywiołowe, wydarzyłyby się gdyby Piękna Pani, nie podtrzymywała ręki Syna. Być może jestem pośród tych nielicznych, którzy myślą w następujący sposób: dla mnie katastrofy, zarówno naturalne, jak i te spowodowane przez człowieka, nie są wydarzeniami za którymi stoi Bóg, który chce nas ukarać. Są pewne miejsca, gdzie niebezpieczne jest budować dom i żyć, takie jak tereny zalewowe, na zboczach wulkanów, gdzie skorupa jest cienką warstwą. Nasza planeta jest w stałym procesie zmian, dlatego powodzie, trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów, zdarzają się okresowo.

Gdy w moim kraju, w Stanach Zjednoczonych, miały miejsce jakieś katastrofy, wielu kaznodziejów posługiwało się nimi, aby ostrzec ludzi, że przez te klęski Bóg karze tych którzy popełniają zło, a innym daje możliwość nawrócenia. Jest jednak trudność w tego rodzaju rozumowaniu: jeśli tylko grzesznicy umierają, jak Bóg znajduje ich w jednym miejscu i w tym samym czasie? Jeśli nowonarodzone dzieci umierają, jakie straszne grzechy popełniły? Ponadto, jeśli Bóg pozwoli że sprawiedliwi umierają wraz z niesprawiedliwymi, jak możemy nazywać Boga sprawiedliwym i miłosiernym? Dodając, co uczyniliśmy z nauczaniem Jezusa, który mówił żeby do Boga zwracać się ABBA, Ojcze? Czy kochający Ojciec zabija swoje dzieci?

Gdy podczas katastrofy samolotu giną setki ludzi, musimy wierzyć, że to nie Bóg jest tego sprawcą, a wszyscy pasażerowie i załoga wielkimi grzesznikami? To samo moglibyśmy powiedzieć o zawaleniu mostu lub naturalnym wybuchu gazu, itd… Jak wytłumaczyć fakt, że w miejsce objawienia tak wielkiej miłości i nadziei, niektórzy ludzie czują potrzebę interpretowania wydarzeń w enigmatyczny sposób, który łatwo przeradza się w potępienie?

Według archiwalnych zapisów, wkrótce po tym jak dzieci opowiedziały o wydarzeniu, które miało miejsce w sobotę po południu, setki ludzi wyruszyło w trudną wspinaczkę na górę, do cudownego miejsca. Z pewnością nie dlatego że usłyszeli opowieść o zagniewanym Bogu, który zamierza ich ukarać. Myślę, że z powodu innego aspektu, o którym opowiadały dzieci, z powodu łez Pięknej Pani. Ludzie niemal od razu wyczuwali i wiedzieli, że to Matka Boża ukazała się dzieciom. Oni również zrozumieli, że Jej łzy ukazują, jak bardzo jest zaangażowana i rozumie ból, zmagania i cierpienia swojego ludu. Czuła się umęczona nie dla nich, ale z nimi.

W naszym dzisiejszym świecie, łzy współczucia Maryi nadal płyną. Jeśli chcemy skupić się na jakimś jednym aspekcie Objawienia, niech on będzie tym, co prowadzi nas do Syna Maryi, Który nie przyszedł na ten świat aby go potępić, ale aby go zbawić. I nie potępiajmy tych, którzy nie wierzą, że miłość i przebaczenie Boga jest silniejsze niż grzech. Jest Dobra Nowina, a my jesteśmy wezwani aby ją głosić.

W imieniu Zarządu Generalnego, życzę Tobie radosnego świętowania!
 
Dennis J. Loomis, MS
Przełożony Generalny