Salezjański Ośrodek Misyjny: Peruwiańskie waka waka

S. Karina zabiera nas do Kościoła, zapala świecę, w tle cicho gra muzyka. Mówi o roli katechety, następnie modlimy się, czytamy Ewangelię. Nawiązuje do rozesłania uczniów. My, ja, ty jesteśmy powołani do jej głoszenia. Każdy bierze z ołtarza kartę. Jest to umowa między mną a Bogiem. Zobowiązanie do świadczenia swoim życiem o Bogu, głoszeniu Ewangelii, byciu katechetom zawsze, to umowa nierozerwalna. Każdy z nas może podpisać lub nie. Podpisuję. Ona była już w moim sercu, gdy wyjeżdżałam z Polski.

 
18 września

Jestem w autobusie, jadę do Piura. Autobus rusza, mijam Stadion Narodowy, który jest w budowie. To jest pierwszy budynek, który pokazali mi chłopcy z tarasu.. Nie wiem jak to jest, czas tu płynie inaczej. Tydzień w Casita w Limie, a ja czuję się jakbym tu była rok. I tak ciężko go opuścić..

W dzień moich urodzin każdy miał coś powiedzieć o sobie, o swojej rodzinie. Łamanym hiszpańskim powiedziałam o swych dwóch rodzinach. O tej jednej, w której się urodziłam i tej drugiej, salezjańskiej. Wszyscy chłopcy zaczęli klaskać. Teraz już wiem, że ta druga rodzina przekracza również oceany, góry.. To były jedne z piękniejszych urodzin w moim życiu, choć króciutkie, ale takie z całego serca, w domu Don Bosco. Mam tu teraz przyjaciół. Siostra br. Roberta, która dzwoni do mnie codziennie, choć ja prawie nie mówię po hiszpańsku. Grecia, dziewczynka z Colegio de Maria Auxiliadora, która jest taka pomocna. Gotowała ze mną polski urodzinowy obiad, a właściwie polsko-hiszpański, pomogła się spakować..

23 września


Pierwsze wspólne spotkanie z klerykiem Eliasem. Jesteśmy w trójkę: ja, Magda i br. Elias. Skończyliśmy swoją pracę późno, około 22.00. Każdy dzień rozpoczynamy modlitwą.. To spotkanie jest dla mnie bardzo ważne.

25 września


Dziś przygotowuję swoje pierwsze warsztaty z tańca. Sprawy techniczne zajmują mi najwięcej czasu, znalezienie muzyki, ściągnięcie, podłączenie całego sprzętu. Wybieram piosenkę Shakiry "Waka Waka". Powinno się spodobać, to w końcu gwiazda Ameryki Południowej i piosenka z Mundialu. Ćwiczę w pokoju godzinę, może dłużej. Trzeba stworzyć choreografię w tak krótkim czasie i jeszcze ją zapamiętać. Będzie dość prosta, oparta na kilku ruchach reggeatonu pomieszanych z tańcem orientalnym. Czy udało się, nie wiem. Zupełnie inaczej jest uczyć się samej, a uczyć kogoś. Przyszło ponad 20 osób. Bardzo zróżnicowani co do wieku, zdolności i płci. I tu żałuję, że mój taniec jest taki kobiecy. Kilku starszych chłopaków jest naprawdę uzdolnionych. Brakuje nam tu mężczyzny, który by im poprowadził naprawdę męskie warsztaty. Sama ćwiczyłam kiedyś karate, ale to zbyt dawno i krótko.

Fragmenty bloga Alicji Kołodziejczyk
Piura – Peru

Za: www.misje.salezjanie.pl