„W drodze”: odkurzyć świętość

Lękam się bardzo, że w Kościele istnieje tendencja do fałszowania Bożego oblicza i, co się z tym wiąże, fałszowania istoty świętości chrześcijańskiej. Przejawów tego doświadczam wielokrotnie i „na zewnątrz siebie” (ambony, konfesjonały, choć na szczęście nie wszędzie), i – dotkliwiej – w sobie samej, w schematach myślenia, którymi niestety już od dzieciństwa przesiąkłam.
Nie jestem w mym niepokoju odosobniona. Za plecami mam, między innymi, zaniepokojonych Ojców II soboru watykańskiego, których nauczaniem polski Kościół niestety wciąż nie żyje w pełni.

Zrobiłam ostatnio swoisty test i celowo zwracałam uwagę na przesłanie kazań. Do dorosłych (cytaty): „Cóż z tego, że przychodzicie tutaj, a nie wychodzicie z kościoła lepsi, mniej chciwi, bardziej przebaczający”, „Chrystus powinien urodzić się w tobie, biada ci, jeśli nie pracujesz nad sobą, by twoja miłość była czystsza”. Do dzieci: „Bądźcie przyjaciółmi Jezusa. On potrzebuje przyjaciół. Będziecie Jego przyjaciółmi, jeśli będziecie w domu przypominać waszym rodzicom o niedzielnej mszy i wieczornej modlitwie”. W adwencie dominowała tematyka codziennego udziału w roratach, adwentowych dobrych postanowień poprawy, tudzież wyrzeczeń danych Panu Jezusowi jako powinności prawdziwego katolika i wyznacznika miłości do Boga.

Pewna osoba żyjąca od lat we Wspólnocie Błogosławieństw opowiadała mi o kazaniu, które słyszała gdzieś w Polsce. Gdy kapłan zaczął mówić, bardzo się ucieszyła (nawykła do polskiego tonu moralizującego), ponieważ nareszcie opowiadał o Jezusie – Przyjacielu, kochającym, przyjmującym i czułym.

I nagle padło zasadnicze pytanie wywodu: „Czy zatem musisz te skarpetki przy świętej niedzieli uprać? Skoro Bóg tak cię kocha, czy nie możesz powstrzymać się od tych czynności, które naruszają świętość Jego dnia?”. Jak się okazało, miłość Boża miała posłużyć wzbudzeniu większego poczucia winy, stała się narzędziem zranienia człowieka w celach pedagogicznych, zabrania wewnętrznej wolności kolejny raz.

Ze słów o miłości Boga, które wygłosił, kapłan nie potrafił wyprowadzić innych wniosków, jak tylko presji i oskarżenia; purystyczny lęk przed praniem skarpetek wydawał mu się jedynym środkiem zbliżenia wiernych do Boga. Myślę, że warto wsłuchać się w głosy osób krytykujących Kościół. Ich główny zarzut, z którym się często spotykam, to dominacja rozliczania z nakazów i zakazów, wpajania poczucia winy oraz wynikający z niego smutek.

Fragm. artykułu Tylko bądź Małgorzaty Wałejko, całość artykułu w najnowszym, lutowym numerze miesięcznika "W drodze".

za: www.dominikanie.pl