Włoski historyk wspomina św. Ojca Pio

Przypadającą 23 września 40. rocznicę śmierci św. Ojca Pio „L’Osservatore Romano” uczcił wywiadem z włoskim historykiem Giuseppe Tamburrano. Poznał on zakonnika z Pietrelciny, gdy był dzieckiem, w San Giovanni Rotondo, którego jego ojciec Luigi był burmistrzem do chwili nadejścia faszyzmu. Potem, jako socjalistę, skazano go na zesłanie do tej samej miejscowości.

Jedyną osobą, która kontaktowała się z politycznym „banitą”, był właśnie ojciec Pio. Tamburrano przypomina, że był tym bardzo zdziwiony, ponieważ jego ojciec miał opinię bezbożnika. „Nigdy nie słyszałem, by mówili o wierze czy o religii. Ojciec Pio nie starał się nigdy nawrócić mego ojca: spotykali się dla czystej przyjemności rozmowy. Dopiero po latach uzmysłowiłem sobie, że ojciec Pio ze swą przyjaźnią był jedyną pociechą, jaką miał mój ojciec, zesłany i wykluczony ze wszystkiego z przyczyn politycznych. I za to będę mu zawsze wdzięczny. Nie mogę nie mieć szacunku dla tego cierpiącego człowieka, który znajdował słowo pocieszenia dla otaczających go ludzi” – mówi włoski historyk.

Jako człowiek niewierzący, nie wypowiada się on na temat świętości zakonnika: „Mogę jednak stwierdzić, że Ojciec Pio promieniował pogodą, nadzieją, ufnością, pociechą: uczuciami pozytywnymi, uczuciami zdrowymi. Dzięki temu stał się bardzo wielką postacią” – powiedział włoski historyk.

Tamburrano krytykuje opinię, pojawiającą się m. in. w najnowszych publikacjach na temat świętego, że był on symbolem Włoch „ klerykalno-faszystowskich”. „To niewiarygodne. Nie wiem nawet, czy czytał gazety, na pewno nie interesowała go polityka. Najwyżej mogła go interesować polityka, o której rozmawiali z moim ojcem, żartując i śmiejąc się z lokalnych faszystów, ich mundurów i retoryki. Stwierdzenie, że ojciec Pio mógł mieć coś wspólnego z klerykalnym faszyzmem… jest niezrozumiałe i nie do przyjęcia” – podkreślił Tamburrano.

Historyk nie pojmuje również, dlaczego przedstawia się zakonnika jako człowieka sprytnego i niesympatycznego: „Mam wrażenie, jakbym widział go jeszcze na klasztornym korytarzu: śmiał się, opowiadał dowcipy, anegdoty, wspominał swoje dzieciństwo. Pogodny, prosty, spontaniczny i sympatyczny święty” – powiedział włoski historyk w rozmowie z watykańskim dziennikiem.

za: www.niedziela.pl