Z Krakowa na Czarny Ląd

100211b1.png Bracia Mniejsi Kapucyni Prowincji Krakowskiej od 1985 roku prowadzą działalność misyjną w centralnej Afryce (obecnie w Czadze i Republice Środkowej Afryki). 3 lutego br. rozpoczęła się trzyosobowa wyprawa z Krakowa na Czarny Ląd mająca na celu odwiedziny braci z Polski u braci posługujących w Afryce. Potrwa do 5 marca. W tym czasie bracia chcą na bieżąco informować o przebiegu wizyty w Afryce. Zapraszamy do czytania relacji i oglądania galerii zdjęć.

Oto przedstawiamy Państwu dwóch jawnych i jednego skrytego śmiałka, którzy zagościli w Afryce:

  • Damian Urbańczyk – pochodzący ze Śląska, wybiera sie na wycieczkę swojego życia, aby pomagać w Bocaranga. Będzie szefem budowy Centrum Edukacyjnego, które właśnie sie buduje. To szybka prośba i spełnienie marzeń.
  • br. Artur Pokrzywa – Wikariusz Krakowskiej Prowincji Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Po raz pierwszy wyjeżdża do Afryki..
  • br. Benedykt Pączka – sekretarz misyjny, odpowiedzialny za Sekretariat Misyjny w Prowincji Krakowskiej. Po raz czwarty stanie na ziemi marzeń, gdzie chciałby pracować i tam oddać swoje życie – za braci.

Dzień wyjazdu z Polski

I tak to się zaczęło. Rano wyjechaliśmy o godz. 5.45, w Polsce miało być załamanie pogody, no i tak się stało. Prawie przez całą drogę padał śnieg. Warunki były straszne, a trzeba było dojechać do Warszawy. Udało się – o godz. 10.00 byliśmy na miejscu. Odprawa bagażowa, i tutaj niestety musieliśmy wyjąć trochę kiełbasy z naszych 6 walizek i włożyć do bagażu podręcznego. Damian miał jeszcze kilka kilogramów w zapasie. Jednak i tym sposobem przemyciliśmy 5 kg. za które nie musieliśmy nic płacić. W Warszawie wszystko sprawnie poszło, oprócz tego że samolot był opóźniony o 45 minut.

Trochę zawiało grozą (śniegiem bardziej) ale co tam – co Bóg przygotował to będziemy mieli. Kiedy dolecieliśmy do Paryża – okazało się że mamy 20 minut czasu, aby zdążyć na dzisiejszy samolot do Ndżameny. I co ??? w bieg szybko na E 51…. Biegliśmy pytając gdzie to jest. Musieliśmy wybiec z terminalu D i udać się na właściwy nasz terminal. Autobus i bardzo miły Pan, który podwiózł nas szybko i bezpiecznie….. była już godz. 16.00. Szybko biegiem, a tutaj jeszcze kontrola paszportowa i bagażowa… kurcze nie wiem czy zdążymy. No cóż, ja przeszedłem (tylko do sera wędzonego który miałem w mojej torbie Pani miała jakieś wątpliwości. Polecono mi abym szybko biegł do terminalu i powiedział, że jesteśmy. Tak właśnie zrobiłem zabierając wszystkie paszporty w liczbie 3 i zacząłem biec. Kiedy już byłem przy obsłudze, która wpuszczała na samolot, okazało się że jest za późno, wszyscy już weszli. Zapytali mnie kim jesteśmy, czy może z obsługi ropy naftowej? Ja odpowiedziałem, że jesteśmy misjonarzami, braćmi kapucynami, i chyba była to karata przetargowa, obsługa zaczęła dzwonić, pisać, alarmować – i udało się. Otworzyli już zamknięty samolot, ja wbiegłem mówiąc, że za mną są jeszcze dwie osoby. To oczywiście br. Artur Pokrzywa i Damian Urbańczyk. Okazało się, że Damian miał duże problemy z bagażem podręcznym ponieważ przerzuciliśmy do niego trochę wędliny. No i jeszcze szukano u niego paszportu który ja miałem w swoich rękach. br. Artur pobiegł po niego, a tam Damian prawie cały rozebrany z butów i innych części odzienia wierzchniego, wszystko wyrzucone z plecaka, no i właśnie krzyk br. Artura „Paszport jest przy obsłudze” …. I tak oto udało się zabrać Damiana od człowieka który skrzętnie go przeszukiwał.

 
100211b2.png
 
Jesteśmy w samolocie – jednak chyba już na 100% bez naszych bagaży, czyli 3 x 46 kilo. A chyba nie musze Wam pisać, że właśnie tam wszystko co mieliśmy do przebrania się i zjedzenia zostało w Paryżu. Kiedy to doleci do Paryża nie wiadomo. Zobaczymy co Bóg da. Cali szczęśliwi, spoceni i zmęczeni czekamy na Czarny Ląd i na to czego będzie nam dane doświadczyć. Lądujemy o 21.45. Tak jak myśleliśmy nie mamy bagaży. Na lotnisku czekała na nas Dorota – s. zakonna, Andrzej Barszcz, Jacek Siemienia i Stasiu – ks. z diecezji Tarnowskiej. Super – trzy bramki do przejścia i już byliśmy w Stolicy.

Pierwsza noc za nami – trochę odpoczęliśmy przy śpiewie z jakiejś knajpy, który dochodził do naszego domu gdzie spaliśmy, huk samolotów i helikopterów… no i tak się zaczyna. Zostańcie z Bogiem – do napisania.

br. Benedykt Pączka OFMCap