Dominikanie: Ekumenizm po gruzińsku

Ewangelię zaniósł Gruzinom św. Andrzej, brat św. Piotra. Osobiste relacje między chrześcijanami, rozumiane jako wspólne pielgrzymowanie ku Chrystusowi, mogą okazać się globalne w skutkach. 

W październiku tego roku, dzięki zaproszeniu moich przyjaciół, wyruszyłem z grupą pielgrzymów do Gruzji i Armenii – krajów, które na początku IV wieku, jeszcze przed Cesarstwem Rzymskim, przyjęły chrześcijaństwo. Od dawna nosiłem w sobie pragnienie pokłonienia się temu starożytnemu chrześcijaństwu.

O Armenii mam nadzieję napisać przy innej okazji. Teraz skupię się na tym, co zobaczyłem i usłyszałem w Gruzji. W perspektywie bliskiego mi pragnienia jedności chrześcijan, podzielę się kilkoma refleksjami o relacjach i spotkaniu Kościoła Katolickiego z Gruzińskim Kościołem Prawosławnym i Apostolskim. Chciałbym napisać o spotkanych ludziach, o sile budowanych przez nich osobistych relacji i towarzyszących im gestów, które uważam za nie do przecenienia na drodze do pełnego pojednania.

Podzielone chrześcijaństwo to efekt złożonego i długotrwałego procesu a jego skutki głęboko tkwią w sercach i umysłach chrześcijan. Nieufność i izolacja zakorzeniały się wiekami, trudno więc oczekiwać ich natychmiastowego przełamania. I jeśli teologowie podzielonych Kościołów przebrną przez subtelne debaty, to zawsze pozostanie ten aspekt ludzki, który wymaga otwartości, wyczucia i cierpliwości.

Dominikanie w Gruzji, czyli okruchy historii

Wcześniej może trochę historii. Doświadczenie podziału i izolacji między naszymi Kościołami nie od początku było tak dramatycznie, jak w relacji Rzymu z Konstantynopolem. Trzeba pamiętać, że Kościół Gruziński w swych początkach był pod silnym wpływem Patriarchatu Antiocheńskiego, od którego w roku 486 otrzymał autokefalię. Z kościoła syryjskiego przybywało wielu mnichów, którzy zakładali liczne monastery i ewangelizowali kraj.

Jednak w wyniku sporu o monofizytyzm (czy Chrystus posiada boską i ludzką naturę czy tylko boską) uniezależnił się od Antiochii. Także Konstantynopol zaznaczał tu swoje wpływy.  Główna patronka Gruzji – św. Nino, której przypisuje się początek chrystianizacji Gruzji w 337 roku przybyła z Kapadocji, a za nią wielu duchownych z Konstantynopola. Pomimo więzi teologicznej oraz licznych wojen prowadzonych przez Bizancjum przeciw Królestwu Gruzji nie doszło do uzależnienia się Kościoła gruzińskiego od Konstantynopola.

Gdy po 1054 roku drogi Rzymu i Konstantynopola zaczęły się rozchodzić, Gruzini, tak jak wielu chrześcijan na Wschodzie, wydarzenie wielkiej schizmy postrzegali jako wynik osobistego poróżnienia między patriarchą Konstantynopola a legatem papieskim. Ciekawostką jest, że w 1065 roku gruziński mnich Jerzy z Góry Athos, odnosząc się do podejmowanych między Wschodem a Zachodem dyskusji liturgicznych, w tym kwestii niekwaszonego chleba i dodawania wody  do wina, opowiedział się po stronie „Rzymian”. Stwierdził, że łacinnicy nigdy nie zostali skażeni przez herezję.

Tak było przecież z kultem ikon. Gdy w Cesarstwie Wschodnim rozpowszechniał się ikonoklazm, obrońcą kultu obrazów okazał się Rzym i papież Grzegorz II, wraz ze swoimi następcami. W obronie kultu ikon stanął również Kościół gruziński.

Do szczególnego zbliżenia dochodzi w okresie, gdy Kościół Gruziński wraz z całym państwem  przeżywa swój duchowy renesans w XII i XIII wieku. W XIII wieku, za panowania księżniczki Rusudany, docierają do Gruzji, wysłani przez papieża Grzegorza IX, franciszkanie i dominikanie. Od początku XIV wieku aż do XVI w Tbilisi istniało także biskupstwo łacińskie.

Dopiero zajęcia przez Turków Konstantynopola i otoczenie Gruzji przez islam utrudniło kontakt z Zachodesm. W ten sposób zaczął się proces następującej izolacji. Sam Kościół gruziński zachował swoją niezależność do roku 1811, gdy autokefalię odebrała mu na sto lat cerkiew Rosyjska, po zajęciu Gruzji przez cara.

Mnich, biskup jako specjalista od animowanych filmów

Zanim wrócę do pielgrzymki, cofnę się jeszcze kilka lat wstecz. Przy jednym z naszych warszawskich klasztorów funkcjonuje Studium Chrześcijańskiego Wschodu, w którym katolicy wspólnie z prawosławnymi pogłębiają dziedzictwo ikony. Swego czasu Studium, z którym sam jestem związany, zorganizowało spotkanie z Isaia Czanturii, gruzińskim mnichem i  jednocześnie biskupem położonej na granicy gruzińsko-osetyjskiej eparchii Nicozi i Cchinwali. Ten, w sposobie bycia prosty i skromny człowiek, który zanim wybrał życie mnisze studiował w szkole filmowej na kierunku animacji, urzekł mnie swoją otwartością. Spotkanie potraktowałem jak zaproszenie bez słów, by kiedyś udać się z pielgrzymką do Gruzji.

Ekumeniczne przyjaźnie

Osobiste relacje między chrześcijanami, rozumiane duchowo, jako wspólne pielgrzymowanie ku Chrystusowi, mogą nieoczekiwanie okazać się globalne w skutkach. W roku 2004 Stolica Apostolska zamówiła u najwybitniejszego ikonografa gruzińskiego – Amirana Goglidze  ikonę Chrystusa Tronującego. Od tamtej pory jest ona wystawiana co roku na Liturgię Wielkanocną na Placu św. Piotra. Nie doszło by do tego, gdyby nie pewna przyjaźń.

Amiran Goglidze, w przeszłości wykładowca ikonografii w Akademii Sztuk Pięknych w Tibilisi oraz konserwator fresków i ikon, od 1992 roku sam tworzy freski i ikony dla kościołów i klasztorów w Gruzji i poza jej granicami. W roku 2006 z inicjatywy Katolikosa Patriarchy Gruzji Ilii II, za całokształt działalności, przyznano mu tytuł Naczelnego Artysty Gruzińskiego. Obecnie przewodzi grupie ikonografów pracujących przy imponującym rozmiarami Soborze Cminda Sameba (Świętej Trójcy) w Tibilisi.

W trakcie zwiedzania Soboru, byłem szczególnie pod wrażeniem ikon i fresków mistrza, a na koniec spotkania w jego pracowni ikonograficznej. Naszymi przewodnikami było dwóch przyjaciół. Ikonografowi towarzyszył ks. Witold Sulczyński – salezjanin, który w 1993 zorganizował Caritas w Tbilisi.

To „ekumeniczne” oprowadzanie, tak zwyczajne w swej prostocie i radości, wydawało mi się niepojęte na tle Misterium ukrytego w ikonach i freskach. Dla mnie to zapowiedź przyszłej jedności, kiedy prawosławni, katolicy, protestanci postępując w drodze uświęcenia aż do jej kresu, którym jest Chrystus, znajdą się jako żywe ikony złączone w ikonostasie wielkiej świątyni Boga, w której Królewskie Wrota otwarte są na niezgłębioną przepaść Ojca, jak pisał Paul Evdokimov w „Prawosławiu”.

Caritas w Tbilisi, czyli bez przyciągania „na chleb”

Ksiądz Witold nie jest już dyrektorem Caritasu w Tbilisi, ale nadal tu służy nie tylko katolikom.To dobry duch ekumenicznego zbliżenia naszych Kościołów. W swojej pracy kieruje się poszanowaniem dla miejscowej tradycji i życia Kościoła Gruzińskiego.

Organizując w Tbilisi Caritas, szybko uświadomił sobie, że organizowana pomoc, przy współpracy sióstr Elżbietanek z Polski i świeckich, nie może być pozbawiona duchowej opieki dla podopiecznych, którzy w 99% są wyznawcami Kościoła Prawosławnego. W grę nie wchodziła postawa prozelityzmu i przyciągania Gruzinów „na chleb” do Kościoła Katolickiego. Znał on dobrze uzasadnione obawy Gruzinów, gdyż zdarzało się, że niektóre z ewangelikalnych wspólnot pozyskiwały wiernych w zamian na wyświadczoną pomoc.

Siostry, które spotkałem w Tbilisi – Bernarda i Dawida dzieliły się świadectwem zrozumienia uczuć Gruzinów i pracy dla nich bez wyznaniowej interesowności. Bywało, że same musiały przynaglać duchownych z Kościołów gruzińskiego, ormiańskiego czy chaldejskiego, aby roztoczyli sakramentalną opiekę nad swoimi wiernymi.

Po zorganizowaniu pomocy domowej dla ciężko chorych, przychodni dla najuboższych oraz jadłodajni, przyszedł czas na założenie domu dla sierot. I wówczas zrodziła się myśl wybudowania na terenie Caritasu świątyni, w której posługę, rzecz jasna, pełniliby duchowni Cerkwi Gruzińskiej. Pomysł pobłogosławił i wsparł finansowo Jan Paweł II. Błogosławieństwo przyszło także ze strony Katolikosa i Patriarchy Całej Gruzji Eliasza II, który niedowierzając kilka razy pytał ks. Witolda, czy rzeczywiście katolicy mają zamiar prawosławnym stawiać cerkiew. Świątynia, w nawiązaniu do typowej architektury sakralnej w Gruzji, ostatecznie powstała.

W podziękowaniu za okazywane prawosławnym Gruzinom oddanie, patriarcha Eliasz przekazał ks. Witoldowi pektorał papieski, wcześniej podarowany hierarsze przez Jana Pawła II. Paradoksalnie, inicjatywa budowy cerkwi, choć od początku wspierana przez papieża, nie wszystkim katolikom w Gruzji się spodobała. Niestety, wyznaniowa krótkowzroczność może okazać się przysłowiową łyżką dziegciu, co beczkę miodu zepsuje.

Piotr nie bez Andrzeja

Siła Ducha, który pragnie ożywić poranione podziałem chrześcijaństwo jest na szczęście nieporównywalna. Z nadzieją wyglądam więc dnia, w którym nasze Kościoły zbliżą się na tyle, by pojednane wspólnie sprawować Najświętszą Eucharystię. Mojej modlitwie towarzyszy kupiona na tbiliskim pchlim targu, w pobliżu Suchego Mostu, ikona św. Andrzeja – apostoła, który według tradycji, ewangelię na terenach dzisiejszej Gruzji miał głosić jako pierwszy.

Właśnie zbliża się jego święto, obchodzone według kalendarza gregoriańskiego 30 listopada a 13 grudnia według juliańskiego. Następca jego brata – św. Piotra, papież Franciszek, nie chcąc pełnić posługi umacniania braci bez wsparcia następcy św. Andrzeja, wyrusza więc z pielgrzymką w intencji jedności Kościołów Wschodu i Zachodu, śladem swych poprzedników Jana Pawła II i Benedykta XVI. do Patriarchy Konstantynopola  Bartłomieja I.

Więcej: www.dominikanie.pl.