Piotr Skarga: Na Dzień Gromnic kazanie krótkie

Dzień Ofiarowania Pańskiego każdemu z nas daje prawo do kontemplacji, najtrudniejszej z modlitw, Bogu najmilszej. Kaznodzieja królewski musiał o tym wiedzieć, skoro pod datą 2 lutego zamieścił w swoich „Żywotach świętych na każdy dzień roku” wzruszającą medytację biblijną, a nie biogram czy egzegezę.

Język jego narracji, jak zawsze zwięzły i ścisły, tu zamienia wielkie teologiczne prawdy na zmysłowe doznania matki piastującej niemowlę, wnoszącej je do świątyni, a wsłuchany w Skargę czytelnik chce wyręczyć matkę, objąć Dziecię, jak Symeon, który wreszcie ujrzał i objął tego, który go stworzył i za którym tęsknił.

„Żywoty świętych”, „Kazania sejmowe” i „Kazania na niedzielę i święta” wielkiego kaznodziei można znaleźć na Books.Google.pl jako public domain. Tekst niżej zamieszczony może zawierać literówki, błędy skanowania, za co przepraszam. (K. M.)

Ks. Piotr Skarga SJ
Na dzień gromnic, albo oczyszczenia Przenaj­świętszej Matki Bożej, kazanie krótkie
2 lutego

Owo idzie w Kościół swój panujący Pan, któregośmy szu­kali, i Anioł Testamentu, któregośmy pragnęli, na Jego przy­witanie wynijdźmy, wierni synowie kościelni, i narodzie na Jego obietnicach fundowany. Bierzmy świece i pochodnie w rękach zapalone, a to, co mamy wewnątrz ku usprawiedliwieniu, wy­znajmy zwierzchu ku zbawieniu. Takimi się znajdujemy na sercu, jakimi się być na wierzchu, tą świecą pokazujemy, to jest oświeconymi wiarą i gorącymi miłością ku Bogu i Panu naszemu Jezusowi. Duszą i ciałem, sercem i zwierzchnym ko­ścielnym obrządkiem, co i jakie jest to maluczkie Pacholę, które nam na zbawienie białogłowa w kościół dziś wnosi, uważyć się godzi, a z Jego się przyjścia bezmiernie radując, pienie chwa­lebnego starca Symeona niechaj zabrzmi w ustach naszych. Boże, abychmy z tego Pana przyjścia uczuć z tym Prorokiem pociechę taką mogli, któraby nam i nędzę świata tego, i tę nakoniec gorzką śmierć, przyrodzeniu najstraszliwszą, słodką i w Panu Bogu pożądaną uczyniła. Co niesie błogosławiona ta Matka, i dlaczego zakon ten oczyszczenia niewiast po poro­dzeniu, i ofiarowania, na który powinną nie jest, tak pokornie pełni, dobrze się przypatrzmy.

Niesie tego, co Ją nosi, karmi tego, co Ją karmi; maluczki na ciele, ale w Bóstwie nieogarniony, w Jej się żywocie zam­knął, na Jej ręku odpoczywa, Jej piersi pożywa. O jaki to cud dla zbawienia naszego uczyniony, na który się i wszyscy w nie­bie aniołowie zdumiewają. Jako Cię wysłowić mam, Matko Pana mego, któraś tak jest uczczona? Znamy Cię błogosławioną między niewiastami, i inakszą nad inne, które w kościół z sy­nami pierworodnymi na oczyszczenie przyszły. Ty jako jedna z ich, między niemi pokorną stoisz, między nieczystemi jakoby nieczysta, między córkami Ewy jakoby z boleścią i pomaza­niem rodząca. Ale oczy wiarą oświecone, które miał ten starzec Symeon, i serce Duchem Bożym wzbudzone, inakszą Cię być znają. Tyś Jest między córkami jerozolimskiemi jako między cierniem lilja, jako palma między drzewami, i jako słońce mię­dzy gwiazdami. Tyś przeszła wszystkie, błogosławiona między niewiastami, przez taki owoc żywota Twego, który rodząc, dzie­wictwa nie tracisz i przeklęctwa Ewy, matki naszej, nie znasz. Oboja rzecz w Tobie zgodę znalazła, która w żadnej innej po­społu stać nie mogła, to jest macierzyństwo z panieństwem. Płodne dziewictwo Twoje i matką Cię czyni, i panieńskiej czy­stości nie traci. Ty sama między córkami syjońskiemi jako złoto między kruszcami świecisz. Na Tobie widzim dziwnie świetny a drogi u piersi Twoich zawieszony kamień, to jest Dzieciątko, które jest Bogiem i Panem naszym. Na ręku Twoim niebo a na ramionach Twoich Boga zastępów trzymasz. I patrzym na Ciebie jako na stolicę rozumną majestatu Bożego, iżeś wszystka jest słońcem ogarniona. O jako dziwna jesteś w oczach naszych, iżeś Ty, Panienko, Rodziciela Twego porodziła, swegoś żywota dawcę żywiła, rękoma Twemi niebo i ziemię noszącego powiła.

Znamy Cię matką bez skazy, niewiastą nie niewieścią, rolą polną i niwą nieoraną, któraś bez nasienia kwiat światu wszystkiemu woniejący wypuściła.

Czemuż tedy Zakonowi, na niewiasty skażone i nieczyste danemu, Ty Panno bez skazy podlegasz, a oczyszczenia i dni czterdzieści czekasz, zawżdy czysta i nigdy niezmazana będąc? Rozumiemy iż dlatego, abyś się być Matką Tego pokazała, który nie przyszedł Zakonu psować, ale wypełnić; a wypełniwszy ten twardy i cielesny a niepożyteczny, inny nam lżejszy, serdeczny i pożyteczniejszy postawił. Pewnie i dlatego, abyśmy się, grzeszni bardzo i pomazani, przykładu Twego zawstydzili, gdy Ty Panno lekarstwo bierzesz, a niemocy nie masz, oczyszczenia zakonnego prosisz, a zmazy żadnej nie znasz; a my, rany i ciężkie grzechów choroby mając, do lekarstwa ochotni nie jesteśmy, i owszem je odwłóczym często i onych się głupi bardzo wstydzim. Ukazałaś nam nieczystym, jako się o oczy­szczenie w kościelnych sakramentach i ofiarach starać mamy, i przez świętą modlitwę Twoją do tego Syna, którego nosisz, który gładzi grzechy świata, abychmy na duchu i na ciele oczyszczeni, godnymi się sługami Jego stali, i Jemu się z duszą i z ciałem ofiarowali.

A to co za ptaszęta w ręku Twoim, Panno? Z parą syno­garlic na ofiarę, okupować miłego pierworodnego Syna Twego, i żywność dać kapłanom i sługom kościelnym, idziesz. I to dziwna tajemnica, jako Syn ten Twój okupu potrzebuje, który nas sam okupuje? On jednorodzony Ojcu, w niebie wszystko stworzył, i Jego jest świat i niebo; i pierworodny w żywocie Twoim, tą krwią, którą z czystego ciała Twego wziął, odkupić nas ma, a Ty zań jako za niewolnika i okupu potrzebującego taką ofiarę niesiesz? Co to za tajemnice? Daj nam zrozumieć, Skrzynio Zakonu i Stolico mądrości Bożej, a czemu baranka wedle Zakonu nie niesiesz? Nie przestanie Bóg na Twych syno­garlicach, i my z takiej ofiary u Boga łaski nic znajdziem, i Kościół się z tak ubogich darów nie wzbogaci. Chce Bóg Baranka tego, którego tak mile u piersi nosisz, aby był za nas zakłuty. My potrzebujem krwi Jego, bez której wynijść z Egiptu, i ziemi obiecane; dostąpić nie możem, i zgładzone złość nasze nie będą, i niebo się nam nie otworzy. Skarbu wielkiego Ko­ściołowi trzeba, zasług i męki tego Synaczka Twego, z któregoby synów swych wszystkich poświęcić i wierzących ubogacać mógł aż do końca świata. Przeto temi synagorlicami tego nie od­prawisz, Matko Niepokalana; musisz Tego, którego teraz cału­jesz i obłapiasz, pod krzyżem z żałością opłakać. To kochanie Twoje, które u piersi wisi, na srogich gwoździach zawieszone być ma, a Temu, któremu tak ścielesz te pieluszki, łoża krzy­żowego będzie potrzeba. Owo Symeon na takiej ofierze nie przestaje, ale o Twoim mieczu opowiada, który duszę Twoją przeniknąć ma, gdy będzie ten miły Syn Twój jako za cel po­łożony, do którego złości nasze strzelając, na nim umorzone i zgładzone będą. Lecz podobno w tych synogarlicach Zako­nowi tylko dosyć czynisz, posłuszeństwo Twoje i pokorę po­kazujesz, ubóstwo tu na świecie Pana i Syna Twego dajesz znać. Wiedziałaś iż tak będzie, iż na to przyszedł w żywot Twój ten Syn Twój najmilszy, aby się za nas Barankiem stał Bożym, i zabity był i na krzyżu ofiarowany. Ale czekać było trzeba, aby dorósł Ten, który wzrost i pomnożenie wszystkiemu stworzeniu daje, a żeby nam pierwej zbawienną naukę podał i rozsiał swoją świętą ewangelję, i przykłady nam żywota nie­bieskiego zostawił.

Tym czasem, gdy Panna z Synaczkiem i z oną ofiarą ku drzwiom się kościelnym z dalekiej drogi przybliżała, Duch Boży, który w Symeonie proroku przebywał, zawołał nań: Co teraz starcze, w domu czynisz? – wynijdź a podnieś zgrzybiałe członki twoje, bież do kościoła, znajdziesz oczekiwać pociechę na ręku białogłowy, ujrzysz Mesjasza, oglądasz Boga w ciele, a weźmiesz zapłatę cierpliwości, wiary i czekania twego, i po­znasz, jakoć się wierny Bóg w obietnicach swych uiścił. On na ten głos porwał się jako młodzieniec, a na one słowa ożył prawie duch jego, i ciało latami spróchniałe nową moc uczuło. Przybieży do kościoła, oświecone oczy jego między cierniem poznają różę, między rodzącemi i pierworodnych synów noszą­szącemi, Pannę bez skazy, a na ręku Jej jednorodnego przed wieki z Boga rodzonego Boga; i przypadłszy do nóg Matki onej, wiarą i obyczajem onych trzech Króli pokłon uczyniwszy i modłę, wyznał Pana i Zbawiciela swego. A przez radość wielką pragnął Go też sam na ręku swojem nosić, i pokornie Matki onej czystej prosił, aby mu się dała dotknąć Źródła żywota, żeby już Nowego Zakonu kapłaństwo zaczął, a piastunem był Bożym. I już w ręku trzymając, nie krew bydlęcą, ale ono Zbawienie świata i Ubłaganie grzesznych, i Baranka złości gła­dzącego, ukazał się z bogatym podarkiem przed oczyma Boga swego, aby miał już nie figury a prawie gołe ręce do ofiary ale pełne, i bogactwa wszystkiego nieba niosące. Panna tedy ściągnąwszy czyste ręce swoje, podała starcowi kochanie swe. A on wziąwszy Dzieciątko, jako stary orzeł odmłodnął w duchu, i członki jego, dotykając się żywot dającego ciała, krzepić się poczęły.

Tedy go radość niewypowiedziana opanowała, lepiej niż pragnący jeleń u wody ochłodzonym się czuł, i jakoby już był do nieba przeniesiony, ledwie się w ciele być pomniał. I długo się zdumiewając, a łzy bez miary wylawszy, jakoby jaki biały łabędź, gdy umiera, słodko bardzo i nad zwyczaj śpiewać począł pieśń oną: Teraz, powiada, Panie wypuść mię z ciała tego w pokoju, który mam, który noszę, któregom doczekał wedle słowa Twego. Oglądały te oczy moje rzeczy dziwne, nigdy niesłychane. Oglądałem Cię, Boga mego w ciele niestworzonego, stworzonym, nieoglądanego widomym, niecierpiętliwego cier­piącym. Oglądałem wielkość Boską w małości, światłość nie­przystępną w obłoku ciała śmiertelnego. Widzę to, co wszyscy przede mną prorocy i królowie widzieć chcieli, a nie widzieli; szczęśliwszym nad Abrahama i wszystkich patrjarchów. O, jakoś mię uczcił i te lata moje ubłogosławił! Nie wiem, jakie Tobie dzięki czynić mam. Oto patrzę na Światłość, którą mają być wszystkie narody oświecone; patrzę na sławę ludu i narodu sprawiedliwego, na kamień maluczki bez ręku uciosany, który ma uróść na wielką górę i zastąpić świat wszystek. Ziściłeś ludowi Twemu obietnicę, i mnie słudze Twemu wypełniłeś spuszczone słowo Twoje. Napełniłem się radością, a czegóż innego pragnąć mam? Wypuść mię Panie z ciała tego, w tym pokoju, który mam, który noszę. Nie chcę patrzeć na nie­wdzięczność ludu mego, który się Tobie sprzeciwiać będzie. Niechaj one głosy w uszy moje nie wchodzą: godzien jest śmierci! W radę mężobójców niechaj nie wchodzi dusza moja, którzy wołać będą: ukrzyżuj, ukrzyżuj, za króla Go mieć nie chcemy! Niech nie patrzy na rany i sromotną śmierć Twoja, zadaną z domu tego, i onych wielkich sług i proroków i królów Twoich, którzy Cię miłowali.

Niech nie widzę smutku tej miłej Matki Twojej, i na miecz serce Jej przenikający niech nie patrzą oczy moje. Wypuść mię w pokoju, poślij mię do otchłani, a ja onym ojcom, którzy Cię tam czekają, szczęśliwym posłem zo­stanę; powiem im tę dawno oczekiwaną nowinę, iżem ja Ciebie, Pana mego, już na ręku mojem nosił. Wolę Cię tam czekać między sprawiedliwymi, niźli tu żyć między niewdzięcznymi, którzy krew Twoją rozleją. Rozkaż mi, abych ten żywot na dzięki za to, coś mi uczynił, oddać Tobie mógł. Światłości moja, poprowadź mię do odpocznienia ojców moich!

O wdzięczna pieśni i słodkie pienie starca tego, przy tak szczęśliwem tego nędznego żywota dokonaniu! Taką nam daj Boże pieśń zaśpiewać wesołem sercem, gdy kończyć tego świata krótkie i złe dni będziem, przy noszeniu i używaniu tegoż Jezu Chrysta w Przenajświętszym Sakramencie, w którym się nam szczęście tego Symeona podaje, w którym jest prawdziwie i rzeczywiście ta Światłość nasza, która nas do widzenia jawnego światłości i samego siebie przyprowadzi, i przez wszystkie ciem­ności i niebezpieczeństwa przeprowadzi. Amen.

Piotr Skarga, „Żywoty świętych Starego i Nowego Zakonu na każdy dzień przez cały rok”, Kraków 1933, reedycja na podst. ósmego wydania z 1615, ss. 229-234.

Krzysztof Mądel SJ

Za: www.deon.pl