Duchacze: „Haiti – wyspa cierpienia i nadziei”

Zgromadzenie Ducha Świętego, od całego szeregu lat, w uroczystość Zesłania Ducha Świętego podejmuje próbę zorganizowania wiernych wokół pomocy dla najbardziej potrzebujących. Tegoroczny wysiłek ukierunkowany jest na karaibskie Haiti, przed dwoma laty dotknięte trudnym do wyobrażenia kataklizmem trzęsienia ziemi.

Wybór, naturalnie, jak każdego roku, był niezwykle trudny, gdyż dokonywany w niezwykle trudnym okresie. Za każdym razem biorąc pod uwagę skalę potrzeb tych, którzy otrzymają pomoc należy pozbawić jej tych, którzy częstokroć w równym stopniu jej potrzebują. Tegoroczny wybór Haiti miał kilka istotnych przyczyn. One zaś złożyły się na hasło „Haiti – wyspa cierpienia i nadziei”.

Na plan pierwszy wysunął się przede wszystkim ogrom zniszczeń i dramatu, który pochłonął kilkaset tysięcy istnień ludzkich w niewielkim skądinąd państwie, o jednym z najniższych w świecie wskaźników dochodu narodowego w przeliczeniu na jednego mieszkańca. To w jakiś sposób potęguje skutki żywiołu na długie lata. Drugim, istotnym argumentem na rzecz tego kraju jest obecność od wielu już lat misjonarzy ze Zgromadzenia Ducha Świętego. Po tragedii, podczas której stracili wszystko, co posiadali, z determinacją podjęli próbę niesienia pomocy i odbudowy zniszczeń. Szczególnym zadaniem stało się ratowanie najbardziej potrzebujących – osieroconych dzieci. W kilku miejscach zorganizowali dla nich przejściowe obozy pod namiotami dając schronienie, żywość i opiekę. Początkowo wszystko mówiło za tym, iż w niedługim czasie będą mogli przenieść się do budynków mających służyć za sierocińce ze szkołami. Tak jednak do dzisiaj się nie stało. Dlatego też prowizoryczność sytuacji stanowi największe wyzwanie. Jak długo pozostaną jeszcze w nieludzkich, tymczasowych warunkach małe dzieci, o których, zdaje się, świat zapomniał? Tu właśnie kryje się trzecia przyczyna dokonanego wyboru. Najczęściej najwyraźniej dostrzegamy to, co miało miejsce przed chwilą. Celują w tym zwłaszcza media. Epatują nas i żywią się sensacją, niezwykłym wydarzeniem, dramatem, bólem i łzami, rzadziej zaś radością, konsekwencją i codziennością. W ten sposób szybko minęło pięć minut dla Haiti. Społeczność międzynarodowa dowiedziała się o wydarzeniu. Wspaniale i żywiołowo zareagowała wyciągniętą dłonią w pierwszych dniach i tygodniach. Teraz jednak nastały czasy mozolnego wydobywania kraju z ruin i zniszczeń, których konsekwencje będą dawały znać o sobie jeszcze przez długie lata. Na arenie zaś zabrakło już nie tylko sponsorów, lecz nawet kibiców. Pozostała natomiast codzienność i namiotowe sierocińce dla dzieci, które stanowią z nami jeden i ten sam Kościół Chrystusowy spojony Duchem Świętym. Powstaje zatem pytanie: Czy w dalszym ciągu przynależymy do niego? Do tego samego dzieła Ducha Świętego z dnia Pięćdziesiątnicy?

Za: www.duchacze.pl