Jesteście potrzebni Kościołowi polskiemu

Z JE Ks. Arcybiskupem Józefem Michalikiem, Metropolitą Przemyskim, rozmawia o. dr Zdzisław Klafka CSsR

Ojciec Święty Benedykt XVI powiedział kiedyś, że główne zagrożenie wiary płynie nie tyle z zewnątrz, ale raczej z wewnątrz Kościoła. Ekscelencjo, jak należy rozumieć te słowa i jakie to są zagrożenia?

– Myślę, że jedno z tych zagrożeń ujawnił Pan Jezus w czasie modlitwy na Ostatniej Wieczerzy, kiedy modlił się o jedność. Jedność w głoszeniu Ewangelii, w spojrzeniu na zadania, a także na rozeznane zagrożenia. Jedność w stawianiu wymagań sobie i innym. Nie, że ja chcę być lepszy, mądrzejszy, bardziej wyrozumiały, ale, że razem, w jedności realizujemy nasze zadania. Był taki moment w relacji Pana Jezusa do Apostołów, gdy oni powiedzieli, że Jego wymagania są tak trudne, iż wszyscy odchodzą. Jezus spytał: Czy i wy chcecie odejść?. Pamiętajcie jednak, że co niemożliwe u ludzi, możliwe jest u Boga. Czyli że człowiek, który spotkał Chrystusa, chrześcijanin, w niemożliwości ma szansę pomocy, przetrwania i zachowania się tak, jak mówił Pan Jezus. W tej rozmowie chodziło o jedność i o zdradę małżeńską, o słabość człowieka w tej dziedzinie. Pan Jezus nie zwolnił nas z obowiązku dążenia do doskonałości w żadnej dziedzinie, ale wziął nasze grzechy na siebie. Przebaczy i uczy powstawać. Uczy iść naprzód. I wreszcie dojdziemy. Zaprawimy się i dotrzemy na szczyt góry, na który się wspinamy, niekiedy z poślizgiem i po upadkach.

Niepokoje Papieża i Kościoła są przedłużeniem niepokojów Apostołów z pierwszych czasów. Czy dzisiaj są jeszcze jakieś inne? Na pewno są. Na przykład, myślę, że niekiedy cały styl naszego duszpasterstwa, do którego się przyzwyczailiśmy, może być utrudnieniem, a nawet przeszkodą w przyjęciu wiary. Robimy wszystko, jesteśmy do dyspozycji w kościele, ofiarujemy posługę w sakramentach i ofiarę Mszy Świętej, i prowadzimy charytatywne akcje, a ludzie się oddalają. Trzeba sobie postawić pytanie, czy może coś się w ludziach i w świecie zmieniło i czy ten nasz styl nie jest za bardzo pasywny? Owszem, ludzie mają odpowiedzieć na nasze zaproszenie, ale także trzeba ich szukać. Trzeba nabrać odwagi, iść do ludzi, pukać do ich umysłów i serc, pozyskiwać ich dla Chrystusa i Kościoła.

Bałbym się mówić zbyt ostro i nie chciałbym tego nazywać herezją, ale była taka trochę niedopracowana tendencja po Soborze, którą wyprano z pierwotnego smaku oryginalności. Mianowicie promowano tzw. anonimowe chrześcijaństwo. Takie anonimowe chrześcijaństwo jest dobre, jeśli świadectwo życia łączy się z przepowiadaniem wiary. Nie obnoszę się jak faryzeusz ze swoją dobrocią, z wiarą, tylko czynię to, co wskazywał Chrystus, daję świadectwo wiary. Ale nie można ograniczyć ewangelizacji do anonimowego chrześcijaństwa, bo to za mało. Trzeba i głosić, i dawać świadectwo. Być obecnym na zewnątrz. Ludzie muszą wiedzieć, że jestem chrześcijaninem, że właśnie tak żyję, ponieważ jestem chrześcijaninem. Chrześcijanin powinien budzić większą ufność. Zaufanie w dzisiejszym świecie, kiedy jest tyle nieprawdy, tyle powierzchowności i fałszu, interesowności, egoizmu jest bardzo potrzebne. Myślę, że to jest też jedna z wielkich przeszkód w ewangelizacji, tkwiąca w samym Kościele. 

Ekscelencjo, czy dzisiaj nie jest tak, że społeczeństwo pozwala Kościołowi spełniać czyny charytatywne, ale jeżeli Kościół wypowiada się jednoznacznie w sprawach chociażby moralności, zaraz słyszymy medialną krytykę. Pokazuje to przykład z ostatnich dni, kiedy ks. abp Andrzej Dzięga napisał, że ten, kto popiera in vitro, wyklucza się ze wspólnoty kościelnej. Skomentowano tę wypowiedź, że hierarcha pozwolił sobie za dużo.

– Kościół i biskup nie może nie mówić, nie może grzechu nazywać cnotą. Jeżeli chodzi o in vitro, po pierwsze, trzeba zacząć od tego, że niewiastą i mężczyzną stworzył nas Bóg. Poczęcie nowego życia jest i powinno być wyrazem miłości, więzi, odnalezienia siebie w dziecku. To jest wypełnienie odwiecznego powołania wszczepionego w człowieka i powinno się dokonywać pomiędzy dwojgiem ludzi, mężczyzną i kobietą. To jest pierwszy element, który przekreśla in vitro, bo jest nie do pogodzenia z Bożym prawem. Trzeba też pamiętać, że w procedurze in vitro dokonuje się kilka poczęć. I nie jest ważne, czy ten człowiek ma jeden dzień czy jedną godzinę życia, czy ma parę dni czy 25 lat. To jest to samo życie człowieka. Dopuszczanie poczęcia jednego życia przy eliminacji, czyli przy zabójstwie dwóch, trzech, dziesięciu innych jest niemoralne i wiąże się z poważnym przekroczeniem prawa Bożego. Trzeba wyrabiać sumienia ludzi, mówiąc o tym. Jakiż to zafałszowany skrót myślowy: „Ja jestem za życiem, i dlatego jestem za in vitro”. Dziecko nie jest zabawką i satysfakcją posiadania, bo „ja potrafię wszystko, nawet będę miała dziecko”. Miłość drugiego człowieka a nie siebie jest ponad wszystkim. Jeśli masz prawdziwą miłość do dziecka, to przenieś ją na dziecko, któremu umarli rodzice, czy może na dziecko niepełnosprawne. Wracamy do barbarzyńskich czasów, jeśli w życiu przestajemy kierować się moralnością i nie możemy milczeć na ten temat. Wmawiamy ludziom, że jesteśmy narodem postępowym ponieważ zalecamy . Trzeba robić barierki dojazdowe do szkół i kościołów, żeby inwalidzi i niepełnosprawni mogli łatwiej tam wjechać, a niepełnosprawne dziecko poczęte pozwalamy zabić i takie uchwalamy prawo. Prawa stanowione mają też aspekt wychowawczy, uczą dobrych lub złych zachowań i mimo, że chrześcijaninowi nie wolno iść za niemoralnym prawem, to jednak dokonało się zgorszenie publiczne i publicznie trzeba je napiętnować Niech się wreszcie obudzą sumienia tych ludzi, którzy popełnili naprawdę zło. Nie ma za to zło strzałów w pierś, ale strzał w sumienie się dokonał. Nie można tego przemilczeć. Chore jest społeczeństwo, które ma takich posłów i dlatego nie wolno milczeć w tej sytuacji. Trzeba o tym mówić i dobrze, że są biskupi, którzy to mówią.

W ostatnich miesiącach Polacy wychodzą na ulicę, aby bronić wolności słowa, wolności w mediach; upominają się, by Telewizja Trwam miała możliwość nadawania, jak inne telewizje, na platformie cyfrowej. Często ta obrona wolności jest także obroną godności człowieka. Episkopat Polski wielokrotnie wypowiedział się w sprawie dyskryminacji Telewizji Trwam. A jak Ksiądz Arcybiskup postrzega działanie osób odpowiedzialnych za ład rządzenia wobec katolickiej telewizji?

– Myślę, że jest to kolejny przykład na to, jak słaba jest dziś demokracja. Bo jeśli dowiadujemy się, że aby wygrać wybory w Ameryce, trzeba mieć ileś tam milionów dolarów, to wiadomo, że coś nie jest w porządku z tym obiektywizmem i wolnością wyborów. Żeby utworzyć partię np. w Polsce, we Francji, czy w Niemczech, trzeba mieć pewien zasób pieniędzy. I tu pojawia się rola środków przekazu. Dlaczego? Dlatego że można wmówić ludziom, że to jest ta jedyna, najlepsza partia, która rozwiąże twoje problemy. Rada Stała i cała Konferencja Episkopatu Polski jednoznacznie oceniła odmowę przyznania miejsca na nowym multipleksie dla Telewizji Trwam. Dlaczego nie dano zgody? W przekonaniu Rady Stałej i całej Konferencji Episkopatu, naruszono deklarowane prawo pluralizmu w mediach, dlatego że nie znalazła się tam telewizja, która ma nieco inny, niezależny, chrześcijański profil, do czego katolicy mają prawo. Jeśli dwa i pół miliona ludzi dzisiaj wyraża dezaprobatę wobec decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i domaga się tej Telewizji, a tych ludzi jest znacznie więcej, czemu nie dać tego prawa do obecności na pierwszym multipleksie, gdzie znalazło się tyle miejsc dla jednej orientacji, a dla tej właśnie się nie znalazło. Następne kroki też pokazują, że to nie była decyzja pluralistyczna, tylko polityczna, albo ideologiczna. Cały ten niepokój wobec sprawy jest bardzo niebezpieczny społecznie, ale myślę, że może przynieść pewne owoce, bo bezwzględnie nastąpiło poruszenie w Narodzie. Trzeba unikać podziałów, ale tu nie ma podziału na katolików otwartych i katolików zamkniętych, do którego próbuje się sprowadzić ten casus i dlatego obserwujemy kolejne próby wciągnięcia Kościoła w odpowiedzialność za słabość demokracji. Tu chodzi o demokrację, o pluralizm w mediach i trzeba pytać , czy uszanowano tę zasadę czy nie. To nie ma nic wspólnego z Kościołem otwartym czy Kościołem zamkniętym, co próbuje się nam teraz aplikować i znaleźć znów kozła ofiarnego, którym są oczywiście ci źli biskupi, którzy niewłaściwie rozumieją polską rzeczywistość. Jest prawdą, że naród dojrzewa, budzi się społeczna świadomość, poczucie odpowiedzialności. To, co się dokonało wobec Telewizji Trwam słusznie jest odbierane jako niesprawiedliwość. W tej sytuacji trzeba jednej decyzji, która uzdrowi i uspokoi naród, uspokoi społeczeństwo.

Na początku Roku Wiary Rodzina Radia Maryja pod przewodnictwem księży biskupów udała się z pielgrzymką do Rzymu do grobów Apostołów, aby z Ojcem Świętym Benedyktem XVI wypowiedzieć swoje credo. Jak Ksiądz Arcybiskup ocenia ten radosny dla nas fakt?

– Bardzo dobrze, że pojechaliście do Ojca Świętego. Każde spotkanie z grobami Apostołów, z miejscem, gdzie usługiwał błogosławiony nasz Papież, gdzie obecnie następca św. Piotra, Benedykt XVI, spełnia tę ważną posługę wobec Kościoła, jest umocnieniem wiary. Rok Wiary koncentruje się między innymi na tym, żeby wszyscy przypomnieli sobie, że wyznajemy jedną wiarę wspólnie z Papieżem i biskupami. Dlatego bardzo dobrze, że odbyło się to spotkanie. Było obecnych kilkunastu polskich biskupów i tysiące ludzi, a obecność Polaków na Placu św. Piotra, modlitwa w bazylice św. Piotra to przecież świadectwo naszej wiary. Nie trzeba się tego wstydzić.

Dzięki Bogu, że jesteście, że staracie się modlić i pogłębiać wiarę. Jesteście potrzebni Kościołowi polskiemu. Powinniście znaleźć też uznanie za dobro, które czynicie. Oczywiście starajcie się też odczytywać znaki czasu, żeby nie angażować się w takie sytuacje, które byłyby zbyt jednostronnym politycznie zaangażowaniem się, bez zbadania do końca w co angażujecie siły, bo jesteście wielką potęgą, i nawet wasz szerszy uśmiech do jednego, a węższy do drugiego może powodować od razu larum, że ta inna strona czuje się niekochana. Dawajcie dowody, że jesteście otwarci także na tych, którzy są daleko od was, i również chcielibyście ich pozyskać dla dobrej sprawy, Bożej sprawy. Może oni też otworzą się i znajdziecie uznanie także z tamtej strony. Nie tylko nauka wiary, czy modlitwa jest zasługą Telewizji Trwam i Radia Maryja, choć to jest niezaprzeczalne. Ważną rzeczą jest inny, poszerzający punkt widzenia, zwrócenie uwagi na zauważone braki czy niedoskonałości. Przecież jeśli Polacy zwracają uwagę Polakom i dają dowód, że widzą troszkę dalej, to powinienem być wdzięczny, że ktoś to czyni i uprzedza o dziurach, o których wie, że grożą niebezpieczeństwem na naszej drodze. A jest wiele takich dziur wykopanych i przed rządzącymi, i przed Narodem. I dlatego docenił was Ojciec Święty i Sekretarz Stanu, obiektywnie patrzący z daleka na polską rzeczywistość i dobrze, że mieli odwagę zauważyć was na arenie międzynarodowej i powiedzieć to, co powiedzieli.

Dziękuję za rozmowę.

Fragment wywiadu udzielonego Telewizji Trwam.