Lech Dorobczyński OFM: są tylko dwie rzeczy, które mogą przyciągnąć ludzi do Kościoła

„Ogólna tendencja jest spadkowa, ale myślę, że to dobrze” – mówi proboszcz i gwardian klasztoru franciszkanów w Warszawie.

W wywiadzie z Marcinem Jakimowiczem o. Lech Dorobczyński OFM opowiada, jak zareagował na informację, że zostanie gwardianem i proboszczem w Warszawie. „Gdy dowiedziałem się, że mam zostać gwardianem i proboszczem w Warszawie, poszedłem na Mszę świętą. Odprawiałem ją na korporale, na którym wyhaftowana była twarz Pana Jezusa. Na tej twarzy jest jedno oko „niedohaftowane”, przez co Jezus wyglądał, jakby je filuternie zmrużył. Popatrzyłem na Niego i powiedziałem Mu… Hm… Nie wypada cytować tego, co Mu wtedy powiedziałem. (śmiech)”

Duchowny, który wcześniej pracował na południu Polski, podkreśla, że Warszawa znacznie różni się od jego poprzedniej parafii. Zaznacza rosnącą świadomość tych, którzy wierzą i korzystają z sakramentów. „Mało kto idzie do spowiedzi, by ją „odpukać”. Ludzie chcą twojego czasu, rady. Coraz więcej z nich pyta o towarzyszenie, o kierownictwo duchowe. Ogólna tendencja jest spadkowa, ale myślę, że to dobrze.” Przywołuje też rozmowę z Szymonem Reichem z programu „Top Model” i jego słowa: „Mimo wrażenia, że Kościół się kurczy, myślę, że się wzmacnia.”

„Jeśli Kościół rzeczywiście jest łodzią, to naszym zadaniem jest wciągać ludzi na podkład, a nie wyrzucać ich poza burtę.”

Franciszkanin zastanawia się, czy w większych miastach dobrym pomysłem nie byłyby parafie personalne. „Jak mogę jako proboszcz wypisać zgodę na bycie matką chrzestną mojej parafiance, skoro chodzi do dominikanów czy jezuitów? W dużych miastach ludzie mają wydeptane ścieżki do „swojego” kościoła, czyli do tego, w którym czują się otoczeni opieką, prowadzeni…”

Jednocześnie zaznacza, że jako proboszcz nie może nie kochać swoich parafian. „Jako duszpasterze postanowiliśmy, że po każdej niedzielnej Mszy św. będziemy wychodzić do ludzi, podawać im rękę, życzyć dobrego tygodnia…” – opowiada i dodaje, że inspiracją był dla niego papież Franciszek i jego słowa o pasterzu, który ma pachnieć owcami. „A jak mamy pachnieć owcami, skoro jesteśmy pozamykani w klasztorach i na plebaniach?” – pyta. – „Myślę sobie, ile by nas ominęło, gdybyśmy nie wychodzili do ludzi przed kościół…”

Pytany przez Marcina Jakimowicza, o kwestie, które łączą katolików, wskazuje jednoznacznie na Boga i mocno podkreśla, że jest on mocniejszy niż cokolwiek, co nas dzieli.

„Są tylko dwie rzeczy, które mogą przyciągnąć do Kościoła: miłość Boga i dobroć ludzi Kościoła – duchownych i świeckich. Nie ma innego rozwiązania” – podkreśla. Powołuje się też na słowa kardynała Nycza: „Jeśli Kościół rzeczywiście jest łodzią, to naszym zadaniem jest wciągać ludzi na podkład, a nie wyrzucać ich poza burtę.”

Cały wywiad na www.gosc.pl

Za: www.deon.pl