Michał, patron pokornych

„Gdzie był Bóg w czasie II wojny światowej, gdzie był Bóg w czasie Powstania?”

„Trzeba zdać sobie sprawę z celu życia […] Celem tym jest zupełne oddanie się na służbę Bogu […] Zupełne, całkowite, bezapelacyjne […] poprzez strapienia, bóle, krzyże, oschłości – aż do męczeństwa..

o. Michał Czartoryski OP

W środę, 2 sierpnia 1944 roku Michał Czartoryski zgłosił się do kpt. Juliana Szawdyna,, dowódcy III Zgrupowania „Konrad”. Ten mianował go kapelanem. Potrzeba posługi duszpasterskiej wśród rannych z oddziału była priorytetem dominikanina w Warszawie, która właśnie zaczęła walczyć, a poszkodowanych żołnierzy wciąż przybywało. Jego dyspozycyjność oraz ofiarność w służbie, a zwłaszcza spokój i dobre spojrzenie imponowały ludziom, którzy mu towarzyszyli, którzy potem opisywali jego trud w niesieniu pomocy. To zaangażowanie udzielało się innym.

Zawsze czekał w wyznaczonym miejscu, tak aby potrzebujący pomocy mogli z niej skorzystać. Sam ze względu na niedosłuch, w warunkach, które panowały, mógłby być zniecierpliwiony i poirytowany. On nigdy się nie złościł. Korzystający z jego posługi odchodzili od niego poruszeni.

Szpitalem, w którego pracę codziennie angażował się o. Michał był ten, który ostatecznie został przeniesiony 25 sierpnia do podziemi budynku firmy Alfa-Laval na rogu ulicy Tamka i Smulikowskiego. Dla każdego z hospitalizowanych potrafił znaleźć słowo pociechy, natchnąć nadzieją i wiarą na lepszą przyszłość.

6 września Michał Czartoryski odprawił swoją ostatnią Mszę. Osoba uczestnicząca w niej wspominała, jak z ogromną troską o Najświętszy Sakrament udzielał komunii. Tak, aby nic nie dostał się przypadkiem w ręce wroga. A ten nie zbezcześcił Ciała Pańskiego.

Po zajęciu Powiśla przez Niemców ludność cywilna musiała opuścić piwnice. Ojciec Czartoryski namawiany do opuszczenia szpitala i udania się z kolumną w stronę Pruszkowa, odmówił. Postanowił zostać z tymi, którzy ze względu na stan zdrowia nie mogli opuścić szpitala. Według prof. Stanisława Kasznicy, który go do ucieczki namawiał, zrobił to z opanowaniem, spokojem i łagodnym uśmiechem.

Miedzy godziną czternastą a piętnastą Niemcy wymordowali pozostałych jedenastu żołnierzy. Cudownie ocalały , jednemu z braci dominikanów, po wojnie miał wyjawić, iż o. Michał zginął, kiedy po zwymyślaniu przez niemieckiego żołnierza, iż jest duchownym – jednym z największych bandytów, nie chciał ściągnąć swojego habitu. Zastrzelono go.

Faktem jest, iż była to śmierć dobrowolna, którą wybrał człowiek, który mógł jej uniknąć. Wybrał tych, którym odważył się służyć aż do śmierci.

W 1945 roku odbyła się ekshumacja, w czasie której niestety nie udało rozpoznać się szczątków o. Michała. Prochy z miejsca ekshumacji złożono na cmentarzu Powstańców Warszawy przy ul. Wolskiej

Jego rodzina niemal od razu po śmierci – w kondolencjach, które nadsyłano – była informowana o tym, że autorzy przekonani są o świętości Michała Czartoryskiego. Podobne przekonanie obecne było w zakonie. W 1992 roku rozpoczął się jego proces kanonizacyjny, wraz z innymi męczennikami II wojny światowej. Beatyfikowany został przez Jana Pawła II 13 czerwca 1999 roku.

Tym, co niewątpliwie towarzyszyło bł. Michałowi Czartoryskiemu, kiedy stawał się czynnym bohaterem Powstania Warszawskiego, było pytanie św. Dominika – założyciela Zakonu, w którym jako kaznodzieja dorastał: „Co będzie z grzesznikami?”. Pragnienie zbawienia dla drugiego człowieka. Głoszenie pocieszenia na wszystkie możliwe sposoby zrealizowało się w życiu Michała Czartoryskiego w służbie walczącym za ojczyznę.

To, że na obrazie beatyfikacyjnym stoi tuż za Chrystusem też nie może być przypadkiem. W białym habicie i czarnej kapie z jednej strony po to, aby naśladować. Z drugiej po to, aby nieustannie za nim iść: przez życie, przez kapłaństwo, przez Powstanie.

Warto w bł. Michale odnaleźć patrona pełnego pokory wobec własnych słabości (także zdrowotnych), wobec tych, których spotykał na swojej drodze. Pokory wobec Powstania Warszawskiego i warunków, które mu towarzyszyły. Zwłaszcza pokory wobec Bożego Miłosierdzia i przekonania, że Bóg jest ponad tym wszystkim jednocześnie będąc w tych, którzy Go potrzebują.

Kiedyś na pytanie, gdzie był Bóg w czasie wojny, także w czasie Powstania Warszawskiego, usłyszałem odpowiedź: „Bóg był w sercach ludzi sprawiedliwych, pokornych i miłosiernych, tych, którzy nieśli pomoc”. Bóg był także w sercu ojca Michała Czartoryskiego.

Piotr Geisler OP

Za: www.dominikanie.pl.