O. Knabit: Człowiek jest jak odwrócona makatka

Spotkanie „Strach się bać – rozmowy niekontrolowane o końcu świata” z udziałem o. Leona Knabita i Marcina Jakimowicza odbyło się 30 października w Kamieniołomie Jana Pawła II, w parafii św. Józefa w Krakowie Podgórzu.

Wydarzenie miało związek z niedawno wydanym zbiorem wywiadów Jakimowicza pt. „Ciemno, czyli jasno”.

Spotkanie miało charakter rozmowy redaktora „Gościa Niedzielnego”, Marcina Jakimowicza ze znanym benedyktyńskim publicystą, ojcem Leonem Knabitem. Przewodnim tematem pytań stawianych o. Leonowi Knabitowi była wieczność oraz sposób jej postrzegania przez człowieka.

„Czy możemy zasłużyć na Królestwo Niebieskie?” – zagadnął zakonnika Jakimowicz. Odpowiadając o. Knabit mówił jakim wielkim brzemieniem staje się takie nastawienie człowieka do przyszłości – człowiek podejmuje próby podejmowania działań tu na ziemi, aby spełnić jakieś wymyślone przez siebie oczekiwania Boga. A nie jest rzeczą człowieka zastanawiać się nad wizją życia pozagrobowego. „Cudowna recepta na życie? Rób najlepiej to, co robisz teraz” – radził zakonnik. Tłumaczył jak istotne i odciążające dla człowieka jest zrozumienie, że ma zadania na dziś, na tu i teraz: „chcę dobrze przeżyć dzień do końca, żeby spokojnie zasnąć i żeby wstanie nie było problemem”.

Zaznaczył także, że życie człowieka jest ważne i niepowtarzalne – wbrew niektórym poglądom innych religii, np. o reinkarnacji. „Być chomikiem czy pchłą w przyszłym życiu – co za interes?” – pytał retoryczne.

Jednocześnie benedyktyn wskazał, że prawidłowa postawa człowieka objawia się w słowach z Pisma Świętego „słudzy nieużyteczni jesteśmy”. Z tym zdaniem zgodził się redaktor Jakimowicz, który przywołał przykład niemowlaka, który żadnym czynem nie jest w stanie zasłużyć na miłość rodziców. Obaj rozmówcy wskazali tym samym, że podstawą podchodzenia do „końca świata” jest zaufanie do Boga – wiara w to, że nie odrzuci mnie jako swojego dziecka, które stworzył.

W toku konwersacji dotknięto także codziennych dylematów i problemów człowieka. Zwłaszcza doświadczenia cierpienia oraz sposobów jego godnego przeżycia. Zakonnik przyrównał cierpienie do zadania, którym Bóg obdarza człowieka tylko wtedy, gdy ufa, że sobie z nim poradzi. Jako przykład przedstawił zaskakujące wyznanie młodej dziewczyny, której amputowano nogę. W rozmowie z nim, po pokonaniu najtrudniejszego czasu, powiedziała: „Już nigdy nie będę w złym humorze ojcze, bo nigdy nie wstanę lewą nogą z łóżka”.

Odwołał się też do słów Jana Pawła II, mówiąc, że mimo trudu i bólu, który mnie spotyka „mogę być przecież prezentem Boga dla tylu ludzi”. O. Knabit przyznał, że są takie chwile w życiu człowieka, gdy nie wiadomo co robić, gdy wydaje się, że wszystko jest przegrane, gdy mamy wrażenie, że Niebo milczy. Tą sytuację porównał do odwróconej makatki, której lewa strona jest nieczytelna, poplątana – dopiero po jej odwrócenie ukazuje się piękny obraz. Stąd trzeba być cierpliwym i trwać. „Najgorsze zło, które mnie spotkało, wyszło na dobre. A jak nie, to pewnie jeszcze wyjdzie” – powiedział benedyktyn.

O. Knabit ukazał także wyraźną zmianę koncepcji wizji Kościoła. Podkreślił, że przychodzą czasy, kiedy wiara katolicka nie będzie masowa. Kiedy nie będzie sformułowań, że „cała klasa gimnazjum idzie do bierzmowania”.

Nawiązując do słów Benedykta XVI powiedział, że chrześcijaństwo może stać się wiarą mniejszości, ale tym samym wiarą bardziej otwartą i silniejszą, bo opartą na osobistym stosunku ludzi do Chrystusa. Ludzi, którzy świadomie będą ją wybierać. „Nie bój się mała trzódko!” – zacytował fragment 12. Rozdziału Ewangelii Św. Łukasza, pokazując w ten sposób, że taką wspólnotę na pewno będzie wspierał Bóg.

Ojciec Leon Knabit jest jednym z bohaterów książki Marcina Jakimowicza. Wczorajsze spotkanie z nim w Krakowie było jednym z serii spotkań z postaciami przedstawionymi w książce „Ciemno, czyli jasno”, które odbywają się na terenie całej Polski.

KAI/slo

Za: www.deon.pl