Oblaci wobec ofiar stanu wojennego

W dniu 13 grudnia 1981 roku na terenie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej wprowadzono stan wojenny, który przyniósł ze sobą internowanie ponad 10 tysięcy działaczy opozycji komunistycznej, związanych z “Solidarnością”. Przemoc jednak nie dotykała tylko osób osadzonych, ale powodowała również cierpienie ich bliskich. W wielu miejscach, jak np. w Kędzierzynie-Koźlu, Wrocławiu, Iławie, Katowicach i innych domach oblackich, pracujący tam w latach 1981-1983 oblaci, nieśli pomoc osobom represjonowanym i ich rodzinom.

Pomoc internowanym i ich bliskim

O wsparciu udzielanym ofiarom stanu wojennego nie tylko wspominają oblackie kroniki, ale także dokumenty wytworzone przez Urzędy ds. Wyznań oraz poszczególne jednostki Służby Bezpieczeństwa (SB). Polscy oblaci wspierali m.in. internowanych opozycjonistów, jak to miało miejsce poprzez posługę duszpasterską, którą zakonnicy nieśli w więzieniu w Iławie, gdzie m.in. internowani byli opozycjoniści o znanych dziś powszechnie nazwiskach. Miesiąc po wprowadzeniu stanu wojennego, 13.01.1982 roku, ówczesny superior domu w Iławie – o. Czesław Stachurski OMI, na mocy niekonsultowanej z prowincjałem nominacji, stał się za sprawą Biskupa Warmińskiego kapelanem więzienia i duszpasterzem internowanych. Od 01.07.1982 roku pierwszym oficjalnym kapelanem więzienia stał się o. Antoni Halmann OMI

Jednym z kanałów pomocy, jak to było chociażby przy parafii św. Mikołaja w Kędzierzynie-Koźlu, jak i w parafii św. Jerzego we Wrocławiu czy Najświętszego Serca Pana Jezusa w Katowicach, była pomoc materialna, dostarczanie paczek rodzinom internowanych, rozprowadzanie darów potrzebującym, także z darów, które dzięki solidarności innych oblackich prowincji w Europie, docierały do oblackich klasztorów w Polsce. Drugim kanałem wsparcia było organizowanie nieformalnych spotkań represjonowanych i ich rodzin przy klasztorze oblackim, jak to miało miejsce np. przy kościele św. Mikołaja w Kędzierzynie-Koźlu. Jak przekazują świadkowie tamtych wydarzeń, pomoc tę nieśli przede wszystkim o. Ryszard Sierański OMI i o. Jan Jop OMI. Ten ostatni został odznaczony pośmiertnie medalem zasługi opolskiej “Solidarności”.

Jak podają kroniki, przykładem może być też dom w Iławie, gdzie w latach osiemdziesiątych salki parafialne dawały schronienie opozycji, odbywały się tam m.in. spotkania grup związkowych, a zwłaszcza NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych czy też Msza święta w 1984 roku za zamordowanego ks. Jerzego Popiełuszkę  z odczytaniem kazania pogrzebowego, wygłoszonego przez Prymasa Polski oraz zapaleniem zniczy pod krzyżem misyjnym. Tu czynnie angażowali się m.in. ówcześni superiorowie i proboszczowie: o. Czesław Stachurski OMI i o. Tadeusz Hajduk OMI.

Warto przy tej okazji wspomnieć, że w Kędzierzynie-Koźlu sztandar „Solidarności” kolejarskiej z lokomotywowni przetrwał dzięki ukryciu go przez o. Jana Opielę OMI w powstających budynkach kościoła i klasztoru na Pogorzelcu, a w oblackim klasztorze przy kościele św. Mikołaja przechowywane były także pieczątki i druki zdelegalizowanego związku.

Podnoszenie Narodu na duchu

Wsparciem duchowym w ciemnych dniach stanu wojennego były odprawiane 13. dnia każdego miesiąca Msze święte za Ojczyznę, papieża, internowanych i prześladowanych przez władzę. Dodawały one otuchy i pozwalały z nadzieją patrzeć w przyszłość. Odbywały się one m.in. w parafii św. Mikołaja w Kędzierzynie-Koźlu czy parafii św. Jerzego we Wrocławiu, gdzie w ich trakcie wygłaszano patriotyczne i dodające otuchy kazania, co strasznie irytowało władze komunistyczne.

Nie umknęło to uwadze, inwigilującej wszystkie obszary życia społecznego, Służbie Bezpieczeństwa, która zdawała sprawozdania do władz partyjnych PZPR (m.in. do Komitetów Wojewódzkich, a stamtąd do Komitetu Centralnego), nagrywała kazania, szykanowała odważnych kaznodziejów. Msze te były uznawane za wydarzenia niebezpieczne, gdyż po zakończeniu kościelnych uroczystości ich uczestnicy organizowali spontaniczne demonstracje, jak np. w Kędzierzynie-Koźlu – 31.08.1982 roku i 13.12.1983 roku.

Oblaccy duszpasterze nie bali się też stawać po stronie ludzi, którzy chcieli w czasie stanu wojennego upamiętnić ofiary tego okresu, zwłaszcza na cmentarzach w czasie uroczystości Wszystkich Świętych, jak to miało miejsce np. na cmentarzu przy parafii św. Mikołaja w Kędzierzynie-Koźlu 1.11.1982 roku. Jak wskazuje zapis w klasztornej kronice z tego czasu, wywołało to niemałą wściekłość SB. Zresztą, z punktu obserwacyjnego przy oblackim klasztorze przy kościele św. Mikołaja, stale inwigilowano duchownych i wiernych, robiąc operacyjne zdjęcia.

Natomiast po męczeńskiej śmierci z rąk oprawców z SB kapelana „Solidarności” – ks. Jerzego Popiełuszki w 1984 roku, dziś błogosławionego, m.in. przy oblackim kościele św. Mikołaja w Kędzierzynie-Koźlu, z inicjatywy ludzi zdelegalizowanej „Solidarności”, powstał pomnik ku jego pamięci, wzniesiony za zgodą duszpasterzy i przez nich poświęcony.

Przestrzenią wolności stały się też spotkania Klubów Inteligencji Katolickiej oraz Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej, które były jedynym wolnym forum wyrażania opinii w tym czasie. Tak było w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie w czasie stanu wojennego na pewien czas po 1981 roku zawiesił swą działalność, by wznowić ją w 1983 roku. Podobnie było we Wrocławiu.

Przy wielu oblackich parafiach prowadzono wtedy duszpasterstwo ludzi pracy, wraz z ogólnopolskimi pielgrzymkami na Jasną Górę, organizowano uroczystości religijno-patriotyczne w zakazane święta (3 maja, 11 listopada) czy dokonywano poświęceń sztandarów zdelegalizowanej „Solidarności”.

Kiedy w ostatnim czasie odbywały się pogrzeby naszych współbraci zakonnych, w konduktach pogrzebowych można było zauważyć  sztandary NSZZ „Solidarność” z Regionu Śląska Opolskiego (pogrzeb o. Jana Jopa OMI w 2014 roku, dawnego duszpasterza w parafii św. Mikołaja w Kędzierzynie-Koźlu) oraz z Regionu Dolnego Śląska (pogrzeb o. Józefa Kowalika OMI w 2017 roku, który w latach 80. działał we Wrocławiu). Kto wnikliwie się temu przyglądał i zadawał osobom z pocztów sztandarowych pytania, dlaczego są obecni właśnie na tych pogrzebach, mógł dowiedzieć się o pomocy, jaką nieśli ci konkretni oblaci ludziom, których dotknęły represje po 13.12.1981 roku.

o. Robert Wawrzeniecki OMI

Aresztowanie misjonarza w 1983 roku

Ciekawym zdarzeniem, jakie miało miejsce w czasie stanu wojennego, którego opis można znaleźć w archiwaliach Wydziału ds. Zakonów Sekretariatu Prymasa Polski, jest aresztowanie o. Jerzego Wiznera OMI w 1983 roku. Oblat udawał się na Madagaskar. Misjonarze wyjeżdżający na misje również odczuwali skutki „dobrodziejstw” stanu wojennego.

Urząd ds. Wyznań w Warszawie organizował spotkania indoktrynacyjne dla księży, mających pracować poza granicami Polski. Były one obowiązkowe i przyszli misjonarze nie mogli się z nich wymówić, ze względu na możliwość cofnięcia zgody na wyjazd. Dlatego o. Jerzy wraz z o. Stanisławem Ollerem OMI, uczestniczyli w takim spotkaniu w dniach 02-07.05.1983 roku.

Program szkolenia przewidywał m.in. obejrzenie 03.05.1983 roku o godzinie 19.00 w Teatrze Wielkim w Warszawie opery „Carmen”. To właśnie wtedy, zwiedzając Warszawę, w czasie przechodzenia obok pomnika Adama Mickiewicza, o. Jerzy i o. Stanisław zostali zatrzymani przez patrol MO ok. 17.30, a o. Jerzy został wylegitymowany i po chwili doprowadzony do milicyjnej ciężarówki, zaparkowanej przy warszawskim seminarium diecezjalnym. Samochód ruszył, na Placu Zamkowym doprowadzono kilka następnych osób. Wszyscy zostali przetransportowani do komisariatu MO przy ul. Wilczej, gdzie odbyło się przesłuchanie.

Po przesłuchaniu, o. Jerzy został umieszczony w celi z 20. osobami. W ciągu kilku godzin miejsce zapełniło się kolejnymi ofiarami represji, aż do stłoczenia 53. osób w małej celi. W dniu następnym, 04.05.1983 roku, o. Wizner został przewieziony do kolegium, gdzie miała się odbyć rozprawa, ale po pewnym czasie został wypuszczony ok. godziny 14.15. Jednocześnie zakomunikowano mu: „nie ma podstaw, by nie wierzyć funkcjonariuszowi MO, który twierdził, że był ksiądz w grupie manifestujących i wznosił wrogie okrzyki”.

Do dziś żyje jeszcze świadek tamtego wydarzenia – o. Stanisław Oller OMI, pracujący nieprzerwanie na Madagaskarze. Kiedy próbował zorientować się co stało się z o. Wiznerem, został obcesowo potraktowany przez funkcjonariuszy MO, zrewidowany bardzo dokładnie; a wręcz, jak sam wspomina z zeznań z tamtych czasów, zabroniono mu poruszać się po Warszawie i odgrażano się: „jeżeli jeszcze raz spotkamy się w Warszawie, to bardzo źle się to skończy”.

Warto wspomnieć, że w tym samym dniu, gdy o. Wizner został zwolniony, w godzinach przedpołudniowych toczyło się w Urzędzie ds. Wyznań spotkanie z o. Ollerem. Ojciec Stanisław – nie wiedząc, co dzieje się z jego współbratem – zabrał głos w obecności dyrektora Aleksandra Merkera i zadał w tej sprawie pytanie na spotkaniu z Wicemarszałkiem Sejmu Jerzym Ozdowskim, porównując zatrzymanie o. Jerzego, do znanych z historii łapanek z czasów II wojny światowej.

To wzbudziło nerwową i szybką reakcję czynników wyznaniowych komunistycznego państwa, choć jako naocznemu świadkowi wydarzenia – o. Stanisławowi, próbowano wmówić zmyślone przez funkcjonariusza MO fakty o obecności o. Jerzego w tłumie demonstrantów i wznoszeniu wrogich okrzyków, na co o. Oller zareagował, kpiąc z wypowiadającego te słowa Zdzisława Pijewskiego, powtarzającego informacje z rozmowy telefonicznej z komisariatem MO przy ul. Wilczej w Warszawie.

W obronie swojego podwładnego, w piśmie do Urzędu ds. Wyznań wyraźnie i mocno zareagował ówczesny prowincjał, o. Leonard Głowacki OMI, domagając się cofnięcia oszczerczych zarzutów wobec o. Jerzego Wiznera OMI. Władze komunistyczne, tłumacząc się z tego wydarzenia, mówiły o nim jako o tzw. „wypadku społecznym”.

(rw/zdj. archiwum rw)

Za: oblaci.pl