Pallotyni: Relacja z ogarniętej wojną Gomy

W dniu 20 listopada 2012 r., rebelianci około południa zajęli miasto Goma, przy granicy z Rwandą, na wschodzie Republiki Demokratycznej Konga. Przejęli kontrolę nad radiem. Na razie w mieście jest spokój – zapewnia ks. Stanisław Stawicki, pallotyn, jedyny polski misjonarz w Gomie zajętej dzisiaj przez rebeliantów z ugrupowania M23.

W naszej wspólnocie mamy około 40 współbraci z różnych krajów afrykańskich. Dodatkowo przyjęliśmy siostry Benebikira, które w swoim klasztorze nie czuły się bezpiecznie – informuje ks. Stawicki. Dzisiaj będziemy się zastawiali, jak mamy się dalej zachowywać, chociaż nie mamy w tej chwili żadnych możliwości ewakuacji a sytuacja jest o tyle groźna, że wojska rządowe wycofały się w okolice naszej dzielnicy – Keshero. Obawiamy się napadów rabunkowych – mówi dalej pallotyn. Agencje informacyjne, w tym BBC, informują o bardzo słabym oporze wojsk rządowych. Są sprzeczne informacje o tym, czy lotnisko w pobliżu Gomy zostało zajęte przez rebeliantów. Rzecz o tyle ważna, bo lotnisko jest główną bazą pokojowych sił ONZ dla Demokratycznej Republice Konga – MONUSCO. Przed atakiem masy uchodźców przeszły przez miasto w kierunku południowym.

Goma liczy 600 tys. mieszkańców i jest stolicą prowincji Północne Kivu. Jest ważnym punktem administracyjnym, komunikacyjnym i ekonomicznym regionu.

(xjl/Goma)



ZAWSZE W NIEDZIELĘ
 – listopadowa wojna w Północnym Kivu 
(Z codziennych relacji ks. Stanisława Stawickiego)

Czwartek, 15 listopada 2012 r. 

Rebelianci i wojska rządowe oskarżają się nawzajem: Zbuntowani żołnierze z ruchu o nazwie M23 zaatakowali nas ok. 5.00 rano, w miejscowości Huhu, nieopodal Rwandy. Walki trwały do 15.00 – informuje pułkownik wojsk rządowych, Olivier Hamuli. Z drugiej strony, rzecznik M23, Bertrand Bisimwa, przekonuje: Armia rządowa zaatakowała nasze szeregi w Kitagoma, nieopodal granicy z Uganda. Walki spowodowały kolejne przemieszczenia ludności. Jak zwykle, najbardziej na tym cierpią kobiety i dzieci. Z ich mizernym dobytkiem na głowie i na plecach, ok. 250 rodzin dotarło do obozu w Kanyaruchinya, (10 Km od Gomy), w którym koczuje już od 4 miesięcy ponad 60 000 uchodźców (16 000 rodzin). Rzecznik Praw Człowieka na teren Północnego Kivu, Omar Kavotha, poinformował tego samego dnia, że kilka ciężarówek marki Mercedes Benz, wypełnionych rwandyjskimi osobnikami, przekroczyło granice RDC w miejscowości Ndjerima, wspierając w ten sposób rebeliantów z M23.

Piątek, 16 listopada 2012 r. 

Walka trwa. Ludzie nadal opuszczaj ich skromne zagrody, uciekając do obozów lub do miasta. W mieście wzrasta napięcie. W naszym Centrum, jak na ironie losu, kończy się trzy tygodniowy Międzynarodowy Kampus Uniwersytecki (finansowany przez Niemców): Pokój dla Afryki. Dwudziestu siedmiu uczestników z siedmiu afrykańskich krajów, otrzymuje dyplomy „budowniczych pokoju”. Wygłoszono także kilka podniosłych przemówień na ten temat. Natomiast wieczorem były tańce i fiesta!

Sobota, 17 listopada 2012 r. 

Rebelianci zajmują miejscowość Kibumba, około 20 km od Gomy. Wojska rządowe, korzystając ze wsparcia oddziałów ONZ, ostrzeliwują pozycje rebeliantów. W samo południe, Gubernator Północnego Kivu – Julien Paluku – zapewnia mieszkańców miasta, że wszystko jest pod kontrolą. Wojsko rządowe walczy, by miasto Goma było bezpieczne – powiada. Przekonuje nawet, że armii kongijskiej, wspomaganej przez wojska ONZ-towskie (MONUSCO), pozostał tylko jeden kilometr do odbicia terenów zajętych w czwartek przez rebeliantów.

Niedziela, 18 listopada 2012 r. 

Wcześnie rano otrzymuje SMS-a: Ze względu na wiszące w powietrzu niebezpieczeństwo, dzień skupienia został odwołany. Faktycznie, jak w każda trzecią niedzielę miesiąca, w Centrum miał odbyć się dzień skupienia dla zakonnic (ok. 150 sióstr). Nieco zdziwiony idę do kaplicy na Mszę św. Przed godz. 8.00, w czasie śniadania, dociera do nas odgłos spadających bomb. Rebelianci przemieszczają się zaskakująco szybko. Już w południe docierają do bram miasta. Po dwugodzinnym bombardowaniu nastaje śmiertelna cisza. W Keshero słychać tylko śpiewające ptaki i uderzające o skalisty brzeg fale jeziora. W międzyczasie docierają do nas wieści, że na wysokości lotniska, wojska ONZ przystopowały rebeliantów, skłaniając ich do negocjacji. Miał też przyjść rozkaz z Kinshasa, aby wojska rządowe wycofały się z frontu, bez stawiania oporu. Chodziło o to, by uniknąć paniki wśród ludności cywilnej. W godzinach popołudniowych żołnierze rządowi, z ich mizernym „sprzętem”, zaczęli faktycznie wycofywać się w kierunku Buhimba/Sake wykrzykując na prezydenta kraju (RDC), „naiwny zdrajca”. Kilku naszych, wysoko postawionych, sąsiadów z rodzinami, opuszcza domy uciekając do Bukavu.

Poniedziałek, 19 listopada 2012 r. 

Szkoły i urzędy zamknięte. Rebelianci z M23 dali ponoć 24 godziny armii rządowej, aby opuściła miasto. Jak dotąd, oprócz wezwania burmistrza miasta do zachowania spokoju, nie ma żadnej oficjalnej deklaracji; żadnego rządowego komunikatu! Wykorzystując „zawieszenie broni”, ks. Jerzy Kożuch i siostra Consolée przekraczają tego ranka granice, udając się do Rwandy. Siostra, na pogrzeb swego ojca, który zmarł wczoraj rano, a ks. Jerzy z rekolekcjami dla grupy zakonnic w Kabgayi, które miały rozpocząć się wczoraj wieczorem.

Jezioro dziś nadzwyczaj spokojne! Nie widać przemieszczających się łodzi na poniedziałkowy targ do sąsiedniego Kituku. Taka cisza, jakby to jeszcze była niedziela.

Cztery miesiące temu, dokładnie 8 lipca 2012 r., kiedy rebelianci po raz pierwszy zajmowali Ruthsuru, też była niedziela! Jakoś sobie upodobali ten świąteczny dzień tygodnia… Może ktoś kiedyś napisze książkę lub nakręci film po tytułem: Zawsze w niedzielę!?

Wtorek, 20 listopada 2012 r.

Jest 3.32 rano. Obudziłem sie po 3 godzinach głębokiego snu. Słyszę śpiewającego koguta. To dobry znak. Jezioro też spokojniejsze. O dziwo, jest elektryczność i działa nawet Internet! Wszystko tu odwrotnie niż na wojnie! Wczoraj wieczorem, w trosce o nasze bezpieczeństwo, siostry Benebikira odwołały Mszę św. Ich klasztor znajduje się jakieś półtora kilometra od naszego Centrum Formacji w Keshero. Miały dobre przeczucie tego, co „w trawie piszczy”. Faktycznie, wczoraj ok. 17.00, zaczęła się strzelanina w dzielnicy Keshero. Trwała do 23.30 z małymi przerwami. Kto? Z kim? Przeciwko komu? No i fundamentalne pytanie: DLACZEGO? Z oficjalnych komunikatów dowiaduję się, że miasto Goma jest kontrolowane przez siły rządowe. Tak przynajmniej zapewniał wczoraj wieczorem gubernator regionu Julien Paluku (dzwonił pewnie z Bukavu). To naturalne – mówił, – że jest strzelanina. Jesteśmy w stanie wojny. Wróg przedostał się do miasta. Ale armia kongijska objęła już kontrolę nad sytuacją w całym mieście. Gubernator wspominał też o „wrogich elementach, które znalazły sobie kwatery w mieście i które trzeba było „zneutralizować”.

Druga możliwa wersja wypadków… Powodem strzelaniny są wycofujący się żołnierze armii kongijskiej. Ich obawiamy sie najbardziej, gdyż są jak sępy, które rzucają się na każdą żertwę! Prasa lokalna informowała zresztą wczoraj wieczorem, że policja wojskowa zatrzymuje „włóczących się po mieście uzbrojonych żołnierzy”. Okradają opuszczone domy i zabierają samochody, ale nie po to, aby udać się na front, lecz po to, by mieć na co załadować zdobycze i wraz z rodziną uciec, gdzie oczy poniosą.

Dziś rano dzwoniłem do biskupa Gomy. Mówił o totalnym zamieszaniu. Nie wiadomo kto mówi prawdę. Brak jest rzetelnych informacji. Trzeba czekać i nie ruszać się z miejsca! Niestety, nasz ekonom musiał ruszyć tego ranka do pobliskich sklepików, by zorientować się czy można tam jeszcze zrobić trochę zakupów. Wojna zaskoczyła nas bowiem jak „zima polskich drogowców”, a jest nas tutaj 40 osób do wyżywienia: 9 postulantów, 26 kleryków i 4 księży, w tym jeden „krzyżak” (tak, tak! zakon „krzyżaków” nadal istnieje!), który przybył do naszego Centrum z dalekiego Butembo, by uczestniczyć w międzynarodowej formacji na temat pokoju. Jean-Marie, bo tak ma na imię, czeka cierpliwie na samolot i wierzy, że „przecież wszystko będzie dobrze”.

Wczoraj w godzinach popołudniowych podpalono jednak stację paliw w mieście, ponieważ „należała do żony prezydenta RDC” (Josepha Kabili). Pierwsza dama pochodzi faktycznie z Północnego Kivu, dokładnie z Bobandany. Pobierała nawet nauki w szkole prowadzonej przez siostry bernardynki w Goma. To wyraźny znak sprzeciwu wobec polityki jej męża. Opozycja wzywa nawet prezydenta RDC do ogłoszenia stanu wojennego. Jeśli tego nie uczyni, to znak, że jest „przekupczykiem i zdrajcą narodu” – krzyczą i zarzucają mu jego przeciwnicy.

Jesteśmy źli i zmęczeni – wyznaje z kolei Patrice Wabaguma, członek Biura Ochrony Cywilnej. Władza, która nie jest w stanie odpowiedzieć na podstawowe potrzeby społeczeństwa jest złą władzą; jej miejsce jest w koszu na śmieci.

Faktycznie, tysiące uchodźców przemieszcza się od dwóch dni z obozu usytuowanego na północy miasta (Kanyaruchinya), do drugiego obozu znajdującego się na jego południowych obrzeżach (Mugunga). Większość z nich spędziła już drugą noc pod gołym niebem. Bardziej szczęśliwi, zatrzymali sie w mieście, znajdując kawałek kąta u znajomych lub członków rodziny. Nowo przybyli do Mugunga nie maja nic. Po pierwsze, obawiamy sie głodu, bo nie mamy wystarczająco ani jedzenia, ani wody pitnej – opowiada jeden z pracowników humanitarnych. Największy problem jest z brakiem wody. Obawiamy sie różnych epidemii. Obóz w Mugunga liczył już 90 000 uchodźców, którzy przybyli z opuszczonych wiosek miedzy czerwcem a lipcem 2012.

Chodź to dopiero 10.00 rano, wiatr przygnał nam deszcz. Pewnie z Rwandy, bo tam ponoć leje od samego rana. Czekamy też, z tamtych stron, na powiew pokoju! Jak na razie, od 6.00 rano, dochodzą do nas tylko odgłosy spadających pocisków i nasilający się „śpiew kałasznikow”.  Współbrat Kongijczyk informuje, że rebelianci okrążają Gomę. Zajęli juz ponoć lotnisko i radio.

W oczekiwaniu na rychłe zakończenie tego czasu niepewności i niepokoju, a nade wszystko z prośbą o „Zdrowaśkę…”, z Gomy ogarniętej wojną pozdrawia –

Ks. Stanisław Stawicki SAC


Za: InfoSAC 21/11/2012 [37]