Powieść o jednej ze 108.

Siostra Małgorzata Borkowska OSB powiedziała kiedyś, że w zakonach wcale nie musimy się spieszyć z kolejnymi beatyfikacjami.

Trzeba jednak bardzo się troszczyć o naszą tożsamość, która wyraża się w przywiązaniu do starych miejsc i dawnych postaci. W obliczu tak mocno naruszonej ciągłości (bo i wojna, i zawirowania posoborowej odnowy) trzeba, ze względu na młodsze pokolenia, dbać o zakonny ogródek i ratować okruchy z tradycji. Z pewnością heroiczne życie dawnych zakonników uczyć może młodych lepiej niż kolejne teorie i dokumenty o przystosowanej odnowie mniszego życia.

Drugą już lekcję przyswajania historycznego dziedzictwa swej zakonnej rodziny celująco odrobiła dominikanka – s. Benedykta Karolina Baumann OP. Pięć lat temu „Na końcu schodów” spotkała panienkę z dobrego domu – Różę Białecką, która – jak wiele innych Matek Założycielek – nawróciła się romantycznie i pozytywnie i zostając uczennicą świętego Dominika – czyli siostrą Kolumbą. Wspominam, wznowiony właśnie debiut naszej autorki z 2015 roku, gdyż jej nowa powieść to kolejne ogniwo łańcucha świętości. Otóż wśród sierot przygarniętych przez siostrę Kolumbę była Stasia Leniart – przyszła dominikanka, która trzydzieści lat później adoptowała kolejną Stasię, czyli błogosławioną Julię Rodzińską – córkę organisty z Podkarpacia. Ta z kolei, po następnych kilkudziesięciu latach znalazła się w „tłumie” 108 wojennych męczenników razem z dominikańskim współbratem z książęcego rodu Czartoryskich. I chociaż pewnie literaturoznawcy z pewnością będa mieli krytyczne uwagi, to jednak nie przyćmią one ogromnej zasługi Autorki „Nieba w kolorze popiołu”, w tym, że z owej rzeszy świętych swą zakonną „babcię” wyprowadziła i postawiła przed naszymi oczami.

Oświetlanie historii pedagogicznych zmagań wileńskich sióstr udaje się siostrze Benedykcie tym łatwiej, iż sama jest pedagogiem nie czyniącym różnicy między tak zwanymi dziećmi niepełnosprawnymi a elitarnymi „drapieżnikami” z liceum. Jej własne doświadcznie wielokrotnie potwierdziło owocność pedagogicznego credo błogosławionej Julii: „Tęsknić za miłością i szukać tych, co tęsknią jeszcze bardziej”, bo w ten sposób ich doprowadzisz do Jezusa i sama oblubienicą Jego się staniesz!

Bohaterka to dziewczyna, która otrzymała dziesięć talentów do kochania setek trudnych dzieci w… każdym wieku. Na kartach powieści towarzyszymy jej na każdym z etapów życia, gdy odkrywać musiała kolejne, zadane jej talenty począwszy od trudu sieroctwa, a skończywszy na obozowym męczeństwie. Autorka jasno widzi, że ani pedagogicznego, ani żadnego innego talentu nauczyć się nie da! Być może da się go wyprosić lub wyżebrać. Historia osamotnionej Stasi pokazała, że jak się jest sierotą, to umiejętność proszenia ze względu na innych opanować jest znacznie łatwiej.

Do najmocnniejszych stron powieści trzeba zaliczyć opisy zmagań naszej Błogosławionej ze słabością, lękiem i bólem tak fizycznym, jak duchowym. Julia nie szuka owego nabożnego spokoju – quietas, który w pierwszej połowie XX wieku znów był powrócił jako modna herezja kwietyzmu kolejny raz potępiona wtedy przez Papieża w encyklice Mystici Corporis. Autorka „Nieba w kolorze popiołu” z pokusą zakonnego kwietyzmu walczy na sposób bardziej literacki stosując w opowieści formę „czasowego przekładańca”. W mieszając płaszczyzny czasowe doświadczona katechetka wymusza na czytelniku większą uważność, po to abyśmy nie skupiali się tylko na tym  – co będzie dalej?, lecz żebyśmy uchwycili subtelną łączność osobistej historii i podjętych kiedyś decyzji tak z tym co dzieje się teraz, jak i z tym, co wydarzy się w chwili największej próby. Siostra Baumann świetnie pokazuje, jak bardzo przeszłość wpływa na przyszłość i warunkuje ją nie tylko w sprawach trudnych i bolesnych, ale nade wszystko w dziedzinie dobra i miłości. Uchwycenie ewangelicznej logiki życiowych zasiewów i żniw udało się Autorce mistrzowsko!

To, że powieść o męczennicy nie ma happy end’u wydaje się oczywiste. Jednak dla naszej Autorki nie „koniec” jest ważny, lecz owa „szczęśliwość”. Kościół wszak uznał, że Julia Rodzińska i jej wojenne towarzyszki są błogosławione, bo uczeni mężowie udowodnili, iż wśród utrapień życia były one szczęśliwe już tu na ziemi, gdzie zgodnie z obietnicą Jezusa otrzymały do przeżycia: stokroć więcej domów, sióstr, pól i dzieci!…

„Nie ma czegoś takiego jak lepsze czasy – jest tylko  tu i teraz.  Możemy tworzyć [czyli] walczyć o nadzieję jedynie w tym ciasnym, byle jakim  tu i teraz.” – napisała na swym blogu Zakonnica bez przebrania –siostra Benedykta (28 IX 2020) w związku ze zmaganiami w zawodzie licealnej profesorki od teatru.

Niechaj tę puentę dopełnią słowa zacytowane przez Piusa XII we wspomnianej antykwietystycznej encyklice: „Dlatego ten, co powiedział: Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus (Gal 2, 20), nie wahał się też dodać: Łaska Boża nie była we mnie próżna, lecz usilniej od wszystkich pracowałem, ale nie ja tylko, lecz łaska Boża ze mną” (1 Kor 15, 19). […] Albowiem nie śpiącym udzielają dobrodziejstw niebieskich ale czynnym w przykazaniach, [bo] posiadają właściwą sobie wolność, świadomość, sumienie i sposób działania”.

Dr Andrzej Bielat OP

s. Benedykta Karolina Baumann OP, „Niebo w kolorze popiołu”, Edycja Świętego Pawła, 2020, s. 624