Pożegnali s. Łucję z Piszkowic. Stworzyła dzieciom kawałek nieba na ziemi

W kościele św. Jana Chrzciciela bp Adam Bałabuch przewodniczył obrzędom pogrzebowym zmarłej dyrektor Zakładu Leczniczo-Opiekuńczego dla Dzieci.

W środę, 9 września, miesiąc po śmierci siostry marianki, kapłani, zakonnicy i siostry zakonne oraz bliscy zmarłej odprowadzili ją na miejsce spoczynku.

– Miłość nie patrzy tylko na siebie, nie jest egoistyczna, ale potrafi dostrzegać obok siebie drugiego człowieka. Miłość, kiedy jest dzielona z innymi i kiedy jest ofiarowana innym, przynosi człowiekowi radość (…) To miłość skłania do tego, by głodnych nakarmić, spragnionych napoić, chorymi i niepełnosprawnymi zaopiekować się i przyjąć ich do przygotowanego dla nich domu – mówił w homilii bp Adam Bałabuch.

Dalej wyjaśniał, że przykład takiego życia znajdujemy w Maryi, która całkowicie w życiu i śmierci należała do Pana. Jej serce wypełniała miłość, która skłoniła Ją do włączenia się w zbawcze plany Boga.

– Siostra Łucja poszła drogą Maryi, wstępując do Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej, gdzie odkryła, jak cudownie jest należeć do Chrystusa i służyć z miłością Jezusowi w braciach i siostrach, szczególnie tych najmniejszych, dotkniętych chorobą i niepełnosprawnością. Do takiej postawy dorastała mała Eugenia, bo takie miała imię nadane podczas chrztu św., w rodzinie pod czułą troską swoich rodziców – wspominał przytaczając życiorys zmarłej siostry i przykłady jej ofiarnej służby dzieciom (więcej: Słuchała najcichszego szeptu).

Dodał, że ci, którzy przyjeżdżali do Ośrodka Leczniczo–Opiekuńczego dla Dzieci w Piszkowicach, mogli dzięki s. Łucji i jej współpracownikom dostrzec kawałek nieba na ziemi.

– Dostrzegali je w miłości i służbie s. Łucji i jej współpracowników do chorych i niepełnosprawnych dzieci. Dostrzegali niebo w uśmiechu i radości dzieci, które mogą doświadczać, że są kochane i nie są same. Jeżeli ktoś nas zapyta: Czy widziałeś niebo?, to możemy odpowiedzieć: Tak, w miłości, która dzięki s. Łucji zakorzeniła się w sercach sióstr, pracowników i dzieci tworzących szczególny dom w Piszkowicach – podkreślał.

Za: www.swidnica.gosc.pl