Przeor dominikanów chorych na COVID-19: spotykamy się z dwiema skrajnymi reakcjami

Jedną z nich nazywa: „absurdem, ignoracją, głupotą” i „trollowaniem samego siebie”. Opowiada też, jak doszło do zarażenia koronawirusem.

W rozmowie z Katarzyną Olubińską w programie „Dzień dobry TVN” o. Artur Gałecki, dominikanin i przeor rzeszowskiego klasztoru opowiada, jak doszło do zarażenia koronawirusem, mówi o kwarantannie braci, a także zdradza, z jakimi reakcjami spotykają się zakonnicy.

– Mieszka nas w klasztorze dwunastu i pięciu ma test pozytywny. Wszyscy – i pozytywni, i negatywni – mają się dobrze – informuje.

Jak to się stało, że wirus dostał się do wspólnoty? „Jeden z naszych braci będąc na rekolekcjach narciarskich, tu, w Polsce, dowiedział się, ze na tym obozie była osoba, która okazała się później pozytywna” – opowiada.

„Stanęliśmy w takiej prawdzie, że możliwe, że my jesteśmy chorzy i, nie daj Boże, mogliśmy sprawić, żeby ktoś jeszcze się od nas zaraził. Wezwaliśmy sanepid, opisaliśmy nasze objawy – przeziębieniowe – sanepid od razu nałożył na nas kwarantannę”.

A jakie są reakcje ludzi na wieść, że zakonnicy są zarażeni?

„Są dwie skrajne reakcje. Jedna mówi, że to za karę: „Zamknęliście kościół, to was pokarało”. To jest jeden wielki absurd. Jakaś jedna wielka ignorancja i głupota, i trzeba to nazwać wprost. Są tacy, którzy uważają, że wszystko się od nas zaczęło, że gdyby nie dominikanie w Rzeszowie, to na pewno by czegoś takiego nie było, co jest w ogóle jakimś trollowaniem samego siebie i rzeczywistości. Druga, bardzo duża grupa ludzi, która jest z nami związana, to jest niesamowite wsparcie. Ludziom pootwierały się serca” – mówi dominikanin.

Pytany o to, skąd zachowuje taką pogodę ducha, odpowiada, że czasem ma wrażenie, że czuje się „jak kobieta w ciąży”. „Czasem w ciągu pół godziny przechodzę przez wszystkie stany emocjonalne. Nie chodzi o to, żeby ich nie mieć. Doświadczenie wiary nie sprawi, ze mam mniej lęku. To ten moment, kiedy wiem ze w tym lęku nie jestem sam. Magiczne podejście do rzeczywistości, zastawianie się obrazami, dewocjonaliami – to nie ten kierunek” – wyjaśnia.

„Nasze pobożności są bardzo ważne – dla mnie też. Tylko nie to jest dla nas wybawieniem, ale Jezus Chrystus, którego próbuję odkrywać w swoim sercu i w swojej duszy” – dodaje.

Za: www.deon.pl