“Takiego życia zakonnego nie wymyśliłby sobie”. Brat Marian Markiewicz już pół wieku w zgromadzeniu

Posługujący w Archikatedrze Warszawskiej brat Marian Markiewicz w niedzielę 12 lipca dziękował Bogu za 50 lat życia w Zgromadzeniu Braci Serca Jezusowego. To właśnie on zawiózł kard. Karola Wojtyłę na konklawe w 1978 r.

Bp Michał Janocha, który przewodniczył jubileuszowej Mszy świętej w Archikatedrze Warszawskiej odwołując się do życiorysu brata Mariana Markiewicza powiedział, że łaska Boża działa w człowieku na swój sposób, kiedy człowiek na to pozwala.

– Bracie Marianie, 50 lat temu, kiedy składałeś śluby, nigdy byś przecież sobie nie wymyślił takiego zakonnego życia. Kiedy poznałem brata Mariana byłem jeszcze świeckim studentem. Już wtedy usłyszałem tę historię, kiedy to właśnie w październiku 78 roku odwiózł Karola Wojtyłę na konklawe. Z tego konklawe wyszedł już Jan Paweł II. „Winowajca” – tak go  Papież lubił nazywać – wspominał bp Janocha.

Pierwsze śluby w Zgromadzeniu Braci Serca Jezusowego brat Marian Markiewicz złożył w 1970 r., po ukończeniu nowicjatu.  Przełożeni zakonni skierowali go do pracy w Archikatedrze Warszawskiej za czasów Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Wtedy też poznał ks. Jerzego Popiełuszkę, który był wtedy alumnem seminarium duchownego a także był świadkiem jego święceń kapłańskich.

W latach 1977-1982 brat Marian Markiewicz pracował jako kierowca w Polskim Kolegium Papieskim w Rzymie. Tam właśnie zatrzymywał się kardynał Karol Wojtyła podczas swoich pobytów w Wiecznym Mieście. Przy takich okazjach br. Markiewicz był m.in. kierowcą metropolity krakowskiego. Po latach wspominał:

“Gdy po 33 dniach pontyfikatu zmarł Jan Paweł I, ponownie odbierałem z rzymskiego lotniska kardynała Wojtyłę, który przyjechał na swoje drugie konklawe. Ale jakże inaczej zachowywał się. Był poważny, zamyślony. Chyba przeczuwał, że będzie musiał wziąć na swoje barki odpowiedzialność za cały Kościół. Przywiozłem go do Domu Polskiego samochodem audi 60. Długo modlił się w kaplicy. Zwykle, gdy ktoś wchodził, unosił głowę i dawał znak, że pozdrawia. Teraz też było inaczej, cały czas klęczał i trzymał głowę w dłoniach. Wraz z księdzem Stanisławem Dziwiszem zawieźliśmy walizki kardynała Wojtyły do małego pokoju przy Kaplicy Sykstyńskiej. Przed wyjściem na konklawe nasz kardynał poprosił mnie, abym go ostrzygł.

„Ostrzygłbyś mnie, żebym wyglądał jakoś na tym konklawe” – rzucił żartem kard. Wojtyła. Strzyc nauczyłem się w nowicjacie, więc chwyciłem za nożyczki.

Następnego dnia o godzinie 17.00 z minutami pokazał się biały dym. Kardynał Felici ogłosił nazwisko papieża. Było to, jak wiadomo, 16 października 1978 roku.

Następnego dnia wieczorem przyjechał ks. Dziwisz i kazał mi oraz księdzu Michalikowi udać się do Watykanu na spotkanie z Ojcem Świętym. Jan Paweł II żartował, że to ja jestem winowajcą. Mówił, że to ja go tam zawiozłem i zostawiłem – wspomina brat Marian Markiewicz.

67-letni obecnie zakonnik był też zaangażowany w prace procesu beatyfikacyjnego kard. Stefana Wyszyńskiego na etapie diecezjalnym. Powierzono mu zadanie doręczyciela pism, nazywanego z języka łacińskiego cursorem.

Brat Marian Markiewicz obecnie posługuje w Archikatedrze Warszawskiej na Starym Mieście.

awo/archwwa.pl

Za: www.archidiecezja.warszawa.pl