„W sobotę wieczorem dostałem wysokiej gorączki”. Lech Dorobczyński OFM zarażony koronawirusem

„Złapałem koronawirusa; cierpią na tym moi Współbracia i moi Parafianie. I źle się z tym czuję” – mówi franciszkanin.

Jak twierdzi franciszkanin, ryzyko zarażenia koronawirusem to realne zagrożenie. „Każde wyjście na zewnątrz, spotkanie z przypadkowym (i nieprzypadkowym) człowiekiem niesie za sobą takie niebezpieczeństwo. Myślę, że każdy z nas powinien dopuścić do siebie taką myśl: «Mogę się zarazić»” – mówi Lech Dorobczyński portalowi DEON.pl.

Franciszkanin nie wie, kiedy mogło dojść do infekcji. „Przez pięć dni byłem na urlopie. W piątek późnym wieczorem wróciłem do Warszawy. W sobotę wieczorem dostałem wysokiej gorączki, w niedzielę rano była jeszcze wyższa, mimo próby jej zbicia. O 13.00 byłem już na badaniu, a po 21.00 dostałem ze szpitala wiadomość o wyniku pozytywnym” – informuje.

Zapytany o to, jak traktuje izolację, w której będzie musiał spędzić najbliższe tygodnie, odpowiada: „Nie chcę, by zabrzmiało to górnolotnie, ale myślę, że poprzez izolację Pan Bóg chce pobyć ze mną trochę sam na sam. Jeśli nie będę musiał iść do szpitala, będę codziennie odprawiał Mszę w moim pokoju. A intencji do omodlenia jest wiele. Jedną z nich jest głupota ludzka – w tym moja”.

„Nie interesują mnie teraz wszystkie naukowe i pseudonaukowe dywagacje na temat koronawirusa (spiski, nie spiski). Serio, mam to głęboko w nosie. Jedyne, co wiem, to to, że go złapałem. I że cierpią na tym moi Współbracia i moi Parafianie. I że źle się z tym czuję” – dodaje ze smutkiem franciszkanin.

Za: www.deon.pl