Zamknięte w murach klasztoru – pomagają światu….

Najskuteczniejszym sposobem przekazywania jakichkolwiek treści zawsze było świadectwo. Gdy w V-IV wieku przed Chrystusem Diogenes z Synopy (413-323) chciał powiedzieć współczesnemu sobie światu, że bogactwa i godności nie mają żądnego znaczenia, wszedł do beczki i  chodzić zaczął w łachmanach. Gdy Pan Bóg uznał za stosowne przekazać ludziom prawdę, że jest Miłością i tylko z niej będzie kiedyś rozliczał człowieka, po prostu stał się człowiekiem. Żadne słowa nie byłyby w stanie tego wyjaśnić, gdyby Słowo stwarzające światy nie stało się ciałem i nie zamieszkało między nami, a następnie pozwoliło się ukrzyżować. Dlatego też wszelkie rozważania na temat roli świadectwa w nowej ewangelizacji wydają się zbędnymi – po prostu jest oczywiste, że bez świadectwa nie ma ewangelizacji, a zwłaszcza nowej ewangelizacji, która ma na celu przekonanie świata o wartości prawd znanych lecz stopniowo zapominanych.

Właśnie w celu przypomnienia ludziom o tym, że Bóg istnieje, kocha człowieka bezgranicznie, aż po oddanie za niego życia, że troszczy się o niego, prostuje jego drogi i prowadzi do Siebie, ostatecznego Celu człowieka i całego wszechświata –Bóg postawił w świecie znaki – klasztory kontemplacyjne. Tak mówi o tym adhortacja apostolska Vita Consecrata: „Wspólnoty klauzurowe, umieszczone niczym miasta na górze i światła na świeczniku (por. Mt 5, 14-15), mimo prostoty swego życia ukazują wyraźnie cel, ku któremu zmierza cała kościelna wspólnota. ‘Żarliwa w działaniu i oddana kontemplacji’ kroczy ona drogami czasu, wpatrzona w przyszłe zjednoczenie wszystkiego w Chrystusie, kiedy to Kościół ‘z Oblubieńcem swoim ukaże się w chwale (por. Kol 3, 1-4)’, a Chrystus ‘przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc (…), aby Bóg był wszystkim we wszystkich’ (1 Kor 15, 24. 28)”. (Jan Paweł II, Posynodalna Adhortacja Apostolska “Vita Consecrata”, punkt 59).

Oczywiście każdy człowiek prawdziwie wierzący jest znakiem. Jest znakiem, bo mieszka w nim Bóg i widzą to inni. Widzą – ponieważ obecność Boża natychmiast napełnia odczuwalnym promieniowaniem miejsce, w którym przebywa – staje się widoczna jak słup ognia towarzyszący Izraelitom na pustyni. Wszyscy jednak mają w życiu jeszcze jakieś inne zadania do spełnienia: napełnieni Duchem Bożym kapłani – nauczają i  sprawują sakramenty; płonący gorliwością misjonarze – jadą na dalekie lądy; święci, pragnący służyć Bogu i człowiekowi członkowie instytutów życia konsekrowanego o charakterze apostolskim – prowadzą różne dzieła charytatywne, społeczne itp., bogobojni ojcowie i świątobliwe matki rodzin – wychowują dzieci i zapewniają byt swoim rodzinom. We wszystkich tych przypadkach dawanie świadectwa jest jednak niejako rzeczą drugorzędną i wypływającą z pierwszej i zasadniczej misji. Inaczej jest, gdy chodzi o klasztory kontemplacyjne. Nie mają one bowiem żadnej innej pierwszorzędnej misji – ich głównym i najważniejszym zadaniem jest właśnie dawanie świadectwa, bycie „żywym znakiem” tej rzeczywistości, o której świadczą. Nie znaczy to oczywiście, jak niektórzy czasem myślą, że mniszki nie pracują. Tak nie jest, pracują jak wszyscy ludzie, choć nie idą do biura i nie podpisują listy obecności. Natomiast ponad pracę i wszelkie dobra tego świata, stawiają Boga i Jego sprawy.

Kościół bardzo ceni sobie ten szczególny rodzaj świadectwa i jego radykalizm. W Przesłaniu do Narodów (opublikowanym po zakończeniu Synodu dotyczącego życia konsekrowanego) Biskupi wyraźnie stwierdzili, że „jedynie ze spojrzenia adorującego tajemnicę Boga, Ojca, Syna i Ducha Świętego, jedynie z głębi milczenia, podobnego do łona przyjmującego jedyne Słowo, które zbawia, może wypłynąć godne wiary świadectwo dla świata. Jedynie ta modlitewna cisza może przeszkodzić rozmyciu się zbawczego Słowa w świecie pełnym zagłuszających je hałasów. Ponownie więc powraca na nasze usta słowo wdzięczności wobec wszystkich tych mężczyzn i kobiet, którzy w klasztorach i pustelniach poświęcają swe życie modlitwie i kontemplacji” (XIII Zgromadzenie Zwyczajne Synodu Biskupów, 7-28 października 2012, Przesłanie do Narodów, punkt 12).

Trzeba tu powiedzieć, że wobec wyzwań, jakie stawia przed człowiekiem współczesny świat, to całkowicie proste i jednoznaczne w swojej istocie świadectwo klasztorów kontemplacyjnych zaczyna obejmować coraz szersze spektrum zagadnień. Świadczyć trzeba o prawdach, które do tej pory uchodziły za nienaruszalne i święte kanony i jako takie nie budziły żadnych wątpliwości. Rodzi się pytanie, w jaki sposób udowodnić niewidomemu, że to jego oczy są chore, a barwy nadal istnieją i cieszą ludzi swoim pięknem? To jest właśnie wielkie wyzwanie dla nas: Jak udowodnić że Bóg jest Miłością tym, którzy myślą tylko o sobie i własnej samorealizacji za wszelką cenę, zaś za miłość uważają egoizm będący jej zaprzeczeniem? Jak przekonać że Bóg troszczy się o nich i prowadzi do Siebie poprzez wszystkie wydarzenia życia? Jak sprawić, by zamiast wpadać w głęboką i coraz powszechniejszą depresję, odrzucili lęki i z ufnością powierzyli się Bogu? Jak zaświadczyć przed idącymi „po trupach” do wielkości, że Bóg objawia się maluczkim i tylko dzieci wejdą do Królestwa Niebieskiego? Jak pokazać, że Bóg jest światłością  tym, których coraz bardziej fascynuje ciemność i już nawet nalepki na napojach malują na czarno? Jak pokazać wartość wytrwałości światu, w którym wszystko jest niestabilne, rozpada się i dzieli? Jak udowodnić, że przy pomocy Boskiej wszelkie problemy mogą być rozwiązane w ramach istniejących struktur, bez ich łamania i bez rozpaczliwej ucieczki od nich?

Podobnych pytań można postawić mnóstwo.  Wynikają one oczywiście nie z tego, jakobyśmy się uważały za lepsze od innych ludzi. Wprost przeciwnie – Pan Bóg wybiera sobie słabe narzędzia, by jego moc mogła się w pełni okazać. Natomiast przy całej naszej słabości, widzimy wyraźnie iż w naszym sposobie życia odnaleźć można odpowiedź i sposób zaradzenia niemal wszystkim bolączkom współczesnego świata.

Doświadczenie uczy nas przy tym, że Pan sam troszczy się o to, aby jego „znak” działał tak, jak On to sobie zaplanował. A działa na zasadzie paradoksu – podobnie jak On sam i jak cała Boska rzeczywistość, niepojęta dla ludzkiego umysłu. Za dni swojego życia Pan Jezus powiedział: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony (na krzyżu), przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32) – i tak się stało. Nie trzeba się więc dziwić, że znanego wszystkim aktora porusza ignorancja nie wiedzącej o jego istnieniu mniszki; zdobywającego kolejne tytułu naukowca  – wstrząsa fakt, że inna osoba porzuciła wspaniale zapowiadającą się karierę naukową, by zamknąć się w klauzurze; błyskotliwy erudyta zaduma się głęboko nad życiową mądrością staruszki-zakonnicy, która ukończyła zaledwie kilka klas szkoły podstawowej; szukającego niezależności i niczym nieskrępowanej swobody poszukiwacza przygód zadziwi radość błyszcząca w oczach osoby żyjącej na ograniczonej do paru hektarów i to jeszcze ogrodzonej murami przestrzeni. Można by tak wymieniać długo – na każde z tych „zadziwień” znalazłyby się konkretne przykłady.

Faktem jest, że ludzie lgną do klasztorów klauzurowych i intuicyjnie szukają w nich antidotum na swoje liczne niepokoje, obawy, troski, problemy. Ściśle rzecz biorąc, zaczynają lgnąć, gdy już raz przełamią opory i spotkają się z mniszkami „oko w oko”. Panuje też bowiem przekonanie, że klauzurowa zakonnica – to zasuszona, zgorzkniała i niezadowolona z życia stara panna, która nie zdołała znaleźć swojego miejsca w świecie. Dlatego też tak wielkie jest zdziwienie, gdy się okazuje coś wręcz przeciwnego  i pukający do furty czy zatrzymujący się w domu gościnnym widzą tryskające radością, pełne życia, młode twarze promieniujące dziwnym blaskiem i pokojem. Sami potem mówią o swym zdziwieniu i zachęcają innych do przyjazdu. Stąd właśnie, między innymi, wielka potrzeba domów gościnnych przy klasztorach klauzurowych oraz kontaktu gości choćby z jedną tylko przedstawicielką wspólnoty. Oczywiście zasadniczą przyczyną otwierania się klasztorów kontemplacyjnych na ograniczony kontakt z ludźmi jest wielkie  (i wciąż rosnące) zapotrzebowanie osób z zewnątrz na takie oazy modlitwy, wyciszenia i skupienia, w których możliwe jest zregenerowanie duchowych sił i odnalezienie na nowo prawdziwych wartości, a zwłaszcza Boga.

Fakt, że ludzie oczekują od nas również tego rodzaju pomocy; że Pan Bóg dopuszcza nas do bliskości z sobą nie dla naszej własnej satysfakcji, lecz dla dobra całego Kościoła i świata – budzi poczucie odpowiedzialności oraz obawę, by nie „schować pod korcem” światła, które powinno być widoczne dla wszystkich i nie zasypać studni, z której wszyscy powinni czerpać źródlaną wodę i „która powoduje, że zakwita pustynia” (por. Mk 4,21-23; „Verbi Sponsa”. Instrukcja o życiu kontemplacyjnym i klauzurze mniszek, punkty 3-7). Mamy świadomość, że od nas zależy, czy sprawimy, że powierzony nam skarb wzbogaci również innych, czy też pozwolimy, aby sczerniał zakopany w ziemi.

To napięcie pomiędzy troską o zachowanie kontemplacyjnej i klauzurowej tradycji a dostosowaniem jej do konkretnych uwarunkowań czasowych i przestrzennych jest podobne do balansowania na linie. Przy całej naszej otwartości na „znaki czasu”, nie możemy bowiem pozwolić, aby hałas świata i propagowane przez „świat” idee, przeniknęły za mury klauzury i uczyniły nas podobnymi do „świata”, niszcząc w zarodku moc naszego świadectwa. Nie tego bowiem spodziewa się po nas Kościół, abyśmy uczestniczyły w spektakularnych (nawet najsłuszniejszych) akcjach i dyskusjach, wychodziły z klauzury, by zwiększyć skuteczność swojej misji, czy prowadziły – kosztem kontemplacji –  działalność zapewniającą dobrobyt nam lub nawet innym. Kościół wciąż na nowo upewnia nas w przekonaniu, że pragnie, aby wkład nasz w dzieło ewangelizacji pozostał „wybitnie duchowy – jak dusza i zaczyn przedsięwzięć apostolskich – pozostawiając uczestnictwo aktywne tym, do których należy ono z racji ich powołania” („Verbi Sponsa”. Instrukcja o życiu kontemplacyjnym i klauzurze mniszek, punkt 7).

Drugi aspekt świadectwa klasztorów kontemplacyjnych w Kościele i świecie jest prostą konsekwencją pierwszego: dlatego, że stanowimy czytelny znak, proszone jesteśmy o wstawiennictwo u Boga, z którym pozostajemy w bliskiej zażyłości. Im zażyłość będzie większa, tym skuteczniejsza będzie modlitwa i tym więcej osób będzie pociągała do Pana. W chwili obecnej każdy z klasztorów kontemplacyjnych dosłownie tonie w prośbach o modlitwę. Proszą o nią zarówno kapłani i członkowie instytutów życia konsekrowanego o charakterze apostolskim, jak też osoby świeckie – indywidualne bądź zrzeszone w najróżniejszego rodzaju ruchach i grupach. Podawałam niedawno dla przykładu fakt, że w ciągu jednego tylko minionego półrocza, kamedułki wspierały modlitwą 45 różnych grup ewangelizacyjnych, a wciąż jeszcze zgłaszają się nowe. Ostatnio na przykład wzbudziła nasze zainteresowanie nazwa grupy modlitewnej założonej przez mężczyzn z pewnej parafii w Polsce: „Brewiarz na Hardkorze”. Musiałyśmy szukać w internetowych słownikach, by w pełni zrozumieć jej znaczenie, a w konsekwencji również idee grupy. Myślę, że coraz częściej potrzebne będzie takie rozeznawanie i aktualizowanie chociażby tradycyjnego słownictwa.

Ponieważ o modlitwie klasztorów kontemplacyjnych dużo już powiedziano i ten aspekt ich służby Kościołowi jest bardziej znany, poprzestanę na poczynionych wyżej spostrzeżeniach. Chciałabym jedynie dodać, że nasza modlitwa służy nie tylko innym, ale  jest niezbędna dla nas samych. Od niej zależy jakość naszego życia i naszego świadectwa. Na ile „napełnimy się” Bożą miłością, mocą i światłością; na ile staniemy się podobne do naszego Pana – na tyle też ukażemy Go innym i w proporcjonalnym stopniu zdołamy uprosić dla nich łaski. Sam Pan Jezus pokazał to na swoim przykładzie, gdy bowiem „rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbiegały się, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swoich niedomagań, On jednak usuwał się na miejsce pustynne i modlił się” (Łk 5, 15-16).

 

m. Weronika H. E. Sowulewska OSBCam
Przewodnicząca Konferencji Przełożonych
Żeńskich Klasztorów Kontemplacyjnych w Polsce

Złoczew, 15 stycznia 2013 r.

Za: www.episkopat.pl


Klasztory kontemplacyjne – A.D. 2012

Konferencja Przełożonych Żeńskich Klasztorów Kontemplacyjnych zrzesza przełożone z 84 Klasztorów. W klasztorach nie należących do Konferencji żyje ok. 40 sióstr. Szczegółowa statystyka na dzień 31 grudnia 2012 r. przedstawia się następująco:

Za: www.episkopat.pl