Ważna książka: „Trudne lata. Wielkie dni. Zakony żeńskie w PRL”

Trudne lata. Wielkie dni. Zakony żeńskie w PRLDziałania władz komunistycznych poważnie utrudniały codzienność sióstr zakonnych, zmuszając je do nieustannej obrony swej tożsamości, jak również walki o należne im prawa jako obywatelkom Polski Ludowej.

Bilans tego nierównego starcia między zakonnicami a komunistycznym prawem i władzami wskazuje na skuteczność obrony konsekrowanych kobiet, które dzięki swej determinacji wiernie trwały w powołaniu zakonnym, służąc Kościołowi i ludziom. W wojnie wypowiedzianej życiu zakonnemu i prowadzonej przez władze komunistyczne w okresie PRL zgromadzenia przegrały kilka potyczek, ale w ogólnym bilansie wygrały bitwę o zachowanie wewnętrznej niezależności, a także utrzymały przynależne im miejsce w polskim społeczeństwie.

Książka Agaty Mirek przybliża trudne, czasem nawet heroiczne życie żeńskich wspólnot zakonnych w Polsce Ludowej. Poprzez  kolejne odsłony rok po roku ukazuje udział zakonnic w tworzeniu historii Kościoła katolickiego i społeczeństwa w warunkach państwa totalitarnego w latach 1945-1989. Nie stanowi ona kalendarium życia zakonnego. Chronologiczny układ spełnia tu rolę symboliczną. W każdym roku przedstawiono jeden aspekt z życia sióstr zakonnych, który nierzadko obecny był w ich codziennej posłudze przez cały okres PRL. Ukazano represyjną politykę komunistycznych władz i spychanie sióstr zakonnych na margines życia społecznego, a także zmagania zakonnic z ówczesną rzeczywistością, ich codzienne życie i pracę oraz zaangażowanie w wielkie wydarzenia z życia Kościoła i narodu. Warunki  stworzone Kościołowi w Polsce przez reżim komunistyczny pogarszały się wraz z umacnianiem  systemu władzy ludowej. Chwilowo władzom zależało na stworzeniu pozorów respektowania  konstytucyjnych uprawnień Kościoła, a nawet przyjaznego z nim współistnienia. Instancją państwową zajmującą się sprawami kościelnymi było, do chwili utworzenia Urzędu do Spraw Wyznań, Ministerstwo Administracji Publicznej, jednakże działalność Kościoła, postrzegana jako fragment aktywnej opozycji, podlegała w pierwszym rzędzie inwigilacji przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Prawdziwe jest stwierdzenie, iż od początku istnienia Polski Ludowej Kościół katolicki był operacyjnie rozpracowywany, kontrolowany i obserwowany przez aparat bezpieczeństwa.

Autentyczne świadectwo życia chrześcijańskiego ukazywane w prozie życia przez polskie siostry zakonne było najbardziej skutecznym obrazem antykomunistycznego działania. Dlatego władze panicznie bały się obecności zakonnic w życiu społecznym i z taką wytrwałością i stanowczością usuwały je na margines życia społecznego. Zakonnice, tak jak całe społeczeństwo, zmuszone do milczenia i respektowania narzuconych reguł, przystosowały się do nich, a jednocześnie broniły pewnego zakresu autonomii i próbowały ją poszerzać. Te działania nie były pozbawione skuteczności, o czym świadczy znaczna rozbieżność między wytycznymi różnych instancji a realnym życiem. Dzieje PRL można przedstawić jako proces zmagania się aparatu władzy ze społeczeństwem, który u obu stron wywołał zmiany…

Po likwidacji zbrojnego podziemia i wyeliminowaniu opozycyjnych partii politycznych z życia publicznego, tj. po 1947 r., władze komunistyczne podjęły zdecydowane działania represyjne wobec Kościoła katolickiego i jego ludzi. Pod fałszywymi zarzutami osadzano w więzieniach osoby duchowne, także siostry zakonne, poddawano je fizycznym i psychicznym torturom.  W roku 1948 podstępem aresztowano s. Izabelę Łuszczkiewicz ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Wincentego a Paulo w Krakowie, która w czasie wojny współpracowała z Armią Krajową, a po wojnie pomagała członkom Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Postawiono jej zarzut szpiegostwa na rzecz Niemiec i Watykanu oraz zamiaru obalenia siłą ustroju.

W czasie pobytu w więzieniu była torturowana i zastraszana. „Oprócz bicia, przysiadów w liczbie dwóch tysięcy naraz, miałam jeszcze tzw. stójki. Polegały one na tym, że w czasie zimowych dni i mroźnych stałam boso na betonie tylko w koszuli tyłem do okna i tuż pod oknem, z którego wyjmowano szyby. Na domiar wszystkiego jeszcze w nocy zlewano mnie konewkami zimnej wody. Po 14 dniach i nocach takiego stania (bo nawet do podawanego mi jedzenia nie pozwalano mi usiąść), będąc już cała spuchnięta, straciłam przytomność i ocknęłam się w szpitalu więziennym. W szpitalu, urągającym nazwie szpitala, przyszłam Bogu dzięki do siebie, by zacząć znowu śledztwo”.

Pierwsza rozprawa tajna bez opuszczenia terenu więzienia, w celi, odbyła się 4 sierpnia 1949 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie. Dnia 23 września 1949 r. wydano wyrok: łącznie 15 lat więzienia. Wniosek rewizyjny do Najwyższego Sądu Wojskowego złożył na niekorzyść wiceprokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej Borys Kosko. Najwyższy Sąd Wojskowy zarządził ponowną rozprawę przed Wojskowym Sądem Rejonowym. Dnia 13 marca 1950 r. zapadł wyrok: trzykrotna kara śmierci, utrata praw publicznych na zawsze i przepadek mienia.

„Czekając na wykonanie wyroku – zapisała s. Łuszczkiewicz – przez trzy miesiące byłam ustawicznie wywoływana wieczorami, iż niby idę na wykonanie wyroku. Z początku ciężko to przechodziłam, ale wreszcie przyzwyczaiłam się do tego i starałam się być przygotowaną na śmierć”. Obrońca siostry złożył skargę rewizyjną do Najwyższego Sądu Wojskowego. Dnia 10 maja 1950 r. sąd zmienił wyrok na dożywotnie więzienie. W czerwcu tegoż roku s. Łuszczkiewicz została przeniesiona do więzienia w Fordonie, gdzie po raz pierwszy uzyskała widzenie z rodziną. Kilkakrotnie, zarówno zgromadzenie, jak i matka skazanej, zwracały się do najwyższych władz państwowych o ułaskawienie. Wszystkie prośby pozostawały bez odpowiedzi.

Czas więzienia to droga krzyżowa s. Zofii. W jej wspomnieniach czytamy: „Traktowanie najgorsze było w więzieniu w Warszawie na Mokotowie oraz w Inowrocławiu, zwanym popularnie polskim Oświęcimiem, gdzie przesiedziałam: w Warszawie dwa lata, w Inowrocławiu trzy lata, łącznie z 13 miesiącami izolatki. Ostatni rok tj. ósmy spędziłam już w warunkach możliwych przy pracy, a mianowicie przy hafcie w więzieniu w Fordonie, skąd wypuszczona zostałam na urlop chorobowy 15 czerwca 1956 r. Przez cały czas tj. przez 8 lat, byłam pozbawiona sakramentów św., Mszy Św. i nie miałam ani medalika, ani różańca, ani żadnego przedmiotu kultu religijnego. Dopiero w ostatnim roku siedzenia po tzw. odwilży wolno mi było mieć różaniec i książkę do nabożeństwa”.

W czerwcu 1956 r. ze względu na zły stan zdrowia otrzymała przerwę w odbywaniu kary. Do celi nie powróciła. Pobyt w więzieniu wyniszczył jej organizm i doprowadził do przedwczesnej śmierci. Zmarła dnia 8 sierpnia 1957 r. w Krakowie w domu zgromadzenia przy ul. Warszawskiej. Dnia 8 grudnia 2009 r. prezydent Polski prof. Lech Kaczyński pośmiertnie odznaczył s. Zofię Łuszczkiewicz Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Trudne lata. Wielkie dni. Zakony żeńskie w PRL – Agata Mirek

Wydawnictwo Apostolicum, ilość stron: s. 658

Za: www.apostolicum.pl.