Papież do jezuitów

„My, jezuici, mamy myśleć i kochać tak jak Jezus, patrzeć Jego oczyma i iść tak jak On, zgodnie z Jego Sercem”. Tak mówił Ojciec Święty na Mszy w rzymskim kościele Imienia Jezus – Chiesa del Gesù.

Ten kościół macierzysty swojej rodziny zakonnej Papież odwiedził w dzisiejsze wspomnienie liturgiczne Najświętszego Imienia Jezus, czyli uroczystość patronalną Towarzystwa Jezusowego. Monumentalną świątynię wypełniło kilkuset jego współbraci zakonnych.

„Serce Chrystusa jest sercem Boga, który z miłości «wyzuł się z siebie» – mówił Ojciec Święty. – Każdy z nas jezuitów, który idzie za Jezusem, winien być gotowy wyzuć się z siebie. Jesteśmy powołani do tego uniżenia: aby być «wyzuci z siebie». Być ludźmi, którzy nie mogą żyć koncentrując się na sobie samych, ponieważ centrum Towarzystwa Jezusowego jest Chrystus i Jego Kościół. A Bóg to Deus semper maior, «Bóg zawsze większy», który nas zawsze zaskakuje. A jeśli Bóg «niespodzianek» nie jest w centrum, Towarzystwo Jezusowe ulega dezorientacji. Dlatego być jezuitą znaczy być człowiekiem, którego myślenie nie jest dokończone i zamknięte, ale pozostaje otwarte. Jezuita myśli bowiem patrząc zawsze ku horyzontowi, jakim jest chwała Boga, a On jest zawsze większy, zaskakuje nas nieustannie”.

Na tym właśnie polega znamienny dla duchowości ignacjańskiej „niepokój”:

„Ten święty i piękny niepokój! – kontynuował Papież. – Ponieważ jednak jesteśmy grzeszni, możemy zapytać, czy nasze serce zachowało niepokój poszukiwania, czy też przeciwnie, osłabło. Czy nasze serce jest wciąż w napięciu? Czy jest sercem, które nie szuka wygody, nie zamyka się samo w sobie, ale uderza rytmem drogi, jaką ma iść razem z całym wiernym ludem Bożym. Trzeba szukać Boga, by Go znaleźć, i znaleźć Go, by nadal zawsze Go szukać. Tylko ten niepokój jest pokojem dla serca jezuity. To niepokój także apostolski. Nie może nas nigdy znużyć głoszenie kerygmy, odważne ewangelizowanie. Jest to niepokój, który przygotowuje nas, byśmy otrzymali dar apostolskiej owocności. Bez niepokoju jesteśmy bezowocni”.

Jako przykład człowieka żyjącego takim właśnie „niepokojem” Franciszek wskazał Piotra Fabera, którego 17 grudnia, wpisał w poczet świętych. Przed dzisiejszą Mszą w kościele Imienia Jezus Papież uczcił nowego świętego, który był jednym z pierwszych jezuitów, okadzając jego figurę. Jak zwrócił uwagę w homilii, był on skromny i wrażliwy, umiał nawiązywać przyjaźń.

„Był też jednak duchem niespokojnym, niezdecydowanym, nigdy nie zaspokojonym – stwierdził Franciszek. – Pod kierunkiem św. Ignacego swą niespokojną, ale też łagodną, powiedziałbym wykwintną wrażliwość nauczył się łączyć ze zdolnością podejmowania decyzji. Był człowiekiem wielkich pragnień. Autentyczna wiara wiąże się zawsze z głębokim pragnieniem zmieniania świata. Oto pytanie, jakie musimy sobie postawić: Czy mamy wielkie wizje i rozmach? Czy my też jesteśmy odważni? Czy mamy wzniosłe marzenia? Czy pochłania nas gorliwość? Czy też jesteśmy przeciętni i zadowalamy się laboratoryjnymi programami duszpasterskimi? Zawsze pamiętajmy: siła Kościoła nie leży w nim samym i w jego zdolnościach organizacyjnych, ale kryje się w głębinach Boga. A te głębokie wody poruszają nasze pragnienia, te zaś poszerzają serce. Jak mówi św. Augustyn: modlić się, by pragnąć, i pragnąć, by poszerzyć serce. Właśnie w pragnieniach Faber mógł rozpoznać głos Boga. Bez pragnień nie dojdzie się nigdzie i dlatego trzeba ofiarować swoje pragnienia Panu”.

Franciszek przypomniał, że św. Piotr Faber był całkowicie skoncentrowany na Bogu i właśnie dlatego mógł w duchu posłuszeństwa iść – nieraz nawet pieszo – szlakami XVI-wiecznej Europy, by prowadzić dialog i głosić Ewangelię. Papież zachęcił swych zakonnych współbraci do naśladowania tego wielkiego pragnienia, by przekazywać ludziom Boga.

Dzisiejsza papieska Msza w rzymskim kościele Najświętszego Imienia Jezus rozpoczęła też jubileuszowy rok 200-lecia przywrócenia zakonu jezuitów na świecie po XVIII-wiecznej kasacie.

ak/ rv

Za: Radio Watykańskie.