25 lat od masakry jezuitów w San Salvador

25 lat temu w nocy 16 listopada 1989 roku, na Uniwersytecie Środkowoamerykańskim w Salwadorze zamordowano sześciu jezuitów i ich dwie współpracowniczki. Trwała wojna domowa. W Europie właśnie obalono Mur Berliński, symbol zimnej wojny.

Żołnierze ze specjalnego oddziału anty-partyzanckiego wtargnęli na teren UCA (Uniwersytetu Środkowoamerykańskiego) i uzbrojeni w sowieckie karabiny, tak aby odpowiedzialność spadła na partyzantów, weszli do domu jezuitów i zastrzelili rektora, Hiszpana Ignacio Ellacuria, razem ze współbraćmi Ignacio Martin Baro, Segundo Montes, Amando Lopez, Juan Ramon Moreno i Salwadorczykiem Joaquin Lopez, a także kucharką Elba Julia Ramos i jej piętnastoletnią córką Celina Mariceth Ramos. To była próba odcięcia „myślących głów” w Salwadorze.

Ojca Ellacuria bano się jako możliwego mediatora. Sześciu kapłanów było zaangażowanych w formację oraz obronę najuboższych i najsłabszych, domagało się przestrzegania praw człowieka oraz troszczyli się o uciekinierów.

Zabójcy dostali rozkaz od najwyższego dowództwa zabicia ojca rektora, ale tak by nie było świadków. Stąd zginęli wszyscy obecni wtedy w domu zakonnym. Można powiedzieć, że była to jedna z ostatnich zbrodni zimnej wojny. Jej autorzy nie chcieli pojednania i zakończenia konfliktu. Dlatego zabili jezuitów starających się o dialog społeczny. Jednak nie udało im się. Ta zbrodnia poruszyła sumieniem wielu ludzi, także w USA. Zaczęto naciskać na rząd amerykański, by przestał wspierać reżim w Salwadorze i tak doprowadzono do końca wojny domowej.

jssj

Za: www.deon.pl