7 czerwca: Męczennicy z Pariacoto

7 czerwca obchodzimy w Kościele liturgiczne wspomnienie bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego, pierwszych polskich franciszkańskich misjonarzy męczenników. W tym roku mija 28 lat od ich męczeńskiej śmierci. Mimo upływu czasu, świadkowie życia błogosławionych Męczenników i wydarzeń, jakie miały miejsce 9 sierpnia 1991 r. nadal rzucając nowe światło na tamtą noc.

 

Misjonarze

W chwili śmierci bł. Zbigniew miał 33 lata, a Michał 31 lat. W noc męczeństwabł. Michał wrócił wraz z grupą młodzieży z wycieczki do Huaraz. Spieszyli się, by zdążyć na wieczorną Mszę Świętą. Młodzież chętnie angażowała się w dzieła parafialne, a bł. Michał miał szczególny dar porozumiewania się z młodymi. Bł. Zbigniew miał inny dar – leczył chorych, choć nie był z zawodu lekarzem. Mieszkańcy Pariacoto nazwali go zdrobniale „doktorkiem”. Tego wieczoru opatrywał zranioną nogę dziewczynki, którą przyprowadziła zatroskana mama. Ojcowie razem wyszli odprawiać Mszę Świętą. Wiedzieli już wtedy o obecności terrorystów w miasteczku, ponieważ tuż przed Mszą zdążyła im o tym powiedzieć s. Berta Hernández Guerra ze Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusa. Siostry z tego zgromadzenia pracowały w Pariacoto i pomagały franciszkanom w pracy duszpasterskiej.

Świadectwo 

Potrzebujemy świadectwa ich wiary, odwagi i konsekwencji, z jaką jechali na misje. Ta odwaga ujawniła się choćby w tym, że mimo możliwości wyjazdu z misji, gdy zagrożenie ze strony terrorystów narastało, franciszkanie postanowili zostać. „Dlaczego to ważne?” – ktoś mógłby zapytać. „To głupota” – mógłby rzec ktoś inny. W naszych czasach uczeni jesteśmy raczej unikania trudności i uchylania się przed nimi, a nie odważnego stawiania im czoła. Bł. Michał i bł. Zbigniew dali swoim życiem świadectwo, że stawianie czoła trudnościom, odwaga i wierność Bogu mają sens.

5 grudnia 2015 r. w czasie Mszy Świętej beatyfikacyjnej w Chimbote (Peru) kard. Angelo Amato w homilii mówił: Nasi Męczennicy mówili językiem Bożej miłości […]. Udowadniają nam, że miłość zawsze zwycięża zło […]. Refren Hymnu beatyfikacyjnego zawiera słowa Oni tutaj są…Te słowa przypominają nam, że nasze życie nie kończy się tu i teraz. 

7 czerwca obchodzimy w Kościele liturgiczne wspomnienie bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego, pierwszych polskich franciszkańskich misjonarzy męczenników. Ten dzień to data ich święceń kapłańskich (bł. Zbigniew) i diakonatu (bł. Michał), które w 1986 r. przyjęli tego samego dnia we Wrocławiu. Był to wyjątkowe wydarzenie, ponieważ świętowano wówczas 750-lecie przybycia franciszkanów do Polski, właśnie do Wrocławia.

Świadek

Od wielu lat siostra Berta Hernández Guerra daje świadectwo o wydarzeniach z nocy 9 sierpnia 1991 r. i męczeńskiej śmierci bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego. Siostra porównuje ich ostatnie chwile do chwil jakie przeżył Jezus przed ukrzyżowaniem. Wiele mamy podobieństw: noc pojmania, obecność zdrajcy, ofiarowanie życia za braci, podobne słowa i śmierć w milczeniu, w pokorze. Poniżej prezentujemy fragment książki-świadectwa s. Berty pt. „Ojcze, nadeszła godzina” opisujący wydarzania z nocy męczeństwa. 

Przybyli z latarniami i bronią… (J 18,3b). 

[…] Udałam się w kierunku stołówki wieśniaków, która znajduje się za ogrodem, by szukać młodzieży. Akurat wtedy usłyszałam silne uderzenia w drzwi od tylnej części domu. „Kto tam?” – odważyłam się zapytać. Nikt nie odpowiedział. Ponowiłam pytanie i znów napotkałam milczenie. Tym razem jednak przez kratkę drzwi ujrzałam błysk latarki, co oznaczało, że ktoś rzeczywiście znajduje się za drzwiami. Równocześnie niespodziewanie usłyszałam uderzenia w drzwi od przodu domu, w tak zwane drzwi główne. Choć niczego nie można było dojrzeć, przeczuwałam, że jesteśmy okrążeni. Pośpieszyłam w tym kierunku. Na miejscu stwierdziłam, że siostra Lucila zdążyła już otworzyć. To byli senderyści – z maskami na twarzach i bronią. Zbliżywszy się do wejścia, przeżyłam chwilowy wstrząs na ich widok. Było ich około dwudziestu, dwudziestu pięciu. Jeden z nich trzymał w ręku granat piña8. Bez wątpienia byli dobrze uzbrojeni. Jedni nosili maski, inni mieli na głowach nylonowe pończochy, które zniekształcały ich wygląd, a także głos. Nie można było wprawdzie rozeznać charakteru ich głosu, dało się jednak zauważyć złość w ich spojrzeniu. W momencie, kiedy terroryści zapytali o ojców, nabrałam odwagi – teraz wiem, że otrzymałam ją od Boga. Spytałam ich, czego sobie życzą. Jeden z nich tonem rozkazującym odpowiedział: „Już kazaliśmy wezwać ojców”. (Rzeczywiście, jeden z młodych mężczyzn, który stał w przejściu, poszedł po nich). Nalegałam i pytałam, o co im chodzi, czego szukają? Powiedziałam, że jeśli czegoś oczekują od prezydenta, to niech napiszą list, a my postaramy się go dostarczyć za pośrednictwem biskupa. „Proszę, możemy porozmawiać” – błagałam, jednak zupełnie mnie nie słuchali. Uporczywie kierowali swój wzrok ku wnętrzu posesji.

Kogo szukacie?… skoro więc Mnie szukacie, pozwólcie im odejść (J 18,4.8).

Po paru sekundach pojawił się ojciec Zbigniew. „Czy ty jesteś zakonnikiem?” – zapytali go senderyści. Odpowiedział twierdząco. „Ilu was jest?” – pytali dalej. „Pięciu” – odparł ojciec. Terroryści domagali się, by stawili się wszyscy. Jednak ojciec Zbigniew i ojciec Michał, który właśnie stanął w drzwiach, odmówili, twierdząc, że trzej pozostali są tylko kandydatami do seminarium. Ci jednak nalegali. W tej sytuacji ojciec Zbigniew ofiarował siebie, mówiąc: „Zabierzcie mnie, a ich zostawcie”.

Fragment książkis. Berty Hernández Guerra, Ojcze nadeszła godzina. Michał i Zbigniew, męczennicy i błogosławieni, świadkowie Ewangelii, Wydawnictwo Rafael, Kraków 2019, stron 40.

Anna Dąbrowska

Biuro Promocji Kultu Męczenników Franciszkańskich

Za: www.franciszkanie.pl