Home WiadomościZe Świata Bp Radosław Zmitrowicz OMI: matki poległych ukraińskich żołnierzy dają mi lekcję nadziei

Bp Radosław Zmitrowicz OMI: matki poległych ukraińskich żołnierzy dają mi lekcję nadziei

Redakcja

O wojnie w Ukrainie i o swojej duchowej drodze bp Radosław Zmitrowicz, biskup pomocniczy diecezji kamieniecko-podolskiej, opowiada Michałowi Jóźwiakowi.

Przyjechał Ojciec Biskup na kilka dni do Polski. Jak wygląda sytuacja za naszą wschodnią granicą? Kiedy jechałem dzisiaj do pracy, słyszałem w radiu, że rosyjskie ataki znowu się nasilają.

– Niestety – to prawda. Ciągle spadają bomby, atakują nas drony. Ludzie żyją w ogromnej niepewności. Wielu jest poranionych psychicznie, duchowo i oczywiście fizycznie. Ta wojna jest jak jątrząca się rana. Nie widać perspektywy końca. Prawie każda rodzina miała lub ma kogoś bliskiego, kto ucierpiał albo kto walczy na froncie. Żony tracą swoich mężów, matki synów, dzieci ojców… Łzy cisną się do oczu, kiedy odprawiamy pogrzeby kolejnych ofiar. Ale dla mnie, jako dla duchownego, bycie tam jest wielkim darem. Bo ludzie potrzebują nadziei, którą możemy im nieść. Oblaci stamtąd nie uciekają. Wręcz przeciwnie, trwają w Ukrainie i realizują swoje obowiązki duszpasterskie. Jest organizowanych wiele różnych spotkań dla tych, którzy stracili swoich bliskich. I wie Pan co? Niejednokrotnie to oni, doświadczeni tak boleśnie przez utratę najbliższych są źródłem nadziei. Widać, że Duch Święty działa, że tam gdzie rozlewa się zło, tam często jeszcze mocniej rozlewa się Łaska, jeśli tylko człowiek na to się otwiera. I właśnie to jest nasza misja, by pomóc otworzyć się na Łaskę.  Bo kiedy widzę matkę, która modli się nad grobem syna, a później ociera łzy i próbuje dalej żyć, nieść swój codzienny krzyż, to jest to dla mnie lekcja chrześcijaństwa. I właśnie lekcja nadziei.

Misja duchownego w takim miejscu jest chyba szczególnie trudna. Ojca Biskupa uformowała z pewnością przede wszystkim duchowość oblacka, ale też Droga Neokatechumenalna.

– Zgadza się. Będąc w seminarium, na pierwszym roku przeczytałem w gazetce komentarz do Ewangelii, który mnie bardzo poruszył. Autorem komentarza był Kiko Argüello. Wtedy to nazwisko nic mi nie mówiło, ale zainteresowałem się, kim jest ten człowiek. Później okazało się, że moi bliscy znajomi  należą do wspólnoty neokatechumenalnej. Ich przykład życia i świadectwo wiary przekonało mnie, że świeżość Ewangelii w ich życiu jest ogromna. Później moim wykładowcą był o. Ryszard Szmydki OMI. On także dość otwarcie, choć zazwyczaj na marginesie, mówił o tym, że Droga Neokatechumenalna jest dla niego ważnym elementem życia duchowego.

To Ojciec Biskup znalazł wspólnotę czy wspólnota Ojca?

– Decydujące było to, że pracując w parafii w Poznaniu poproszono mnie do pomocy w jednej ze wspólnot neokatechumenalnych w parafii pw. Najświętszego Zbawiciela. Miałem tylko jeden wolny wieczór w tygodniu. Wtorek. A im właśnie zależało na tym, żebym we wtorki do nich przyjeżdżał. I tak też było.

Odnalazł tam Ojciec Biskup coś, czego nie było we wspólnocie parafialnej?

– Po latach komuny, kiedy Kościół, mimo prześladowań ze strony aparatu państwa, cieszył się zaufaniem, w latach 90. doświadczył pierwszego zmasowanego ataku środowisk lewicowych wolnej Polski, ludzi którzy wcześniej bardzo często byli chronieni i wspierani przez Kościół.  Wcześniej sutanna budziła sympatię i zaufanie nawet wśród punkowców w Jarocinie, a wtedy zaczęła budzić niechęć, a czasem nawet wrogość. W tym kontekście spotkanie wspólnoty, w której działa Zmartwychwstały, było bardzo budujące. Dookoła widać było pierwsze znaki kryzysu, a neokatechumenat był miejscem wzrostu i rozwoju duchowości. Wspólnota była dla mnie jasnym znakiem, że Kościół ma przyszłość, a Bóg działa mimo przeszkód, bo widziałem to w życiu braci i sióstr, a później także i w swoim życiu.

bp Radosław Zmitrowicz i Michał Jóźwiak fot. Monika Król

W jaki sposób działał?

– Przede wszystkim przemieniał życie ludzi, dawał im nadzieję, odwagę by przebaczać, by się jednać, by przyjąć potomstwo, by być wiernym nauczaniu Kościoła w tak trudnych dzisiaj kwestiach jak np. seksualność, czystość do ślubu.  Pan Bóg dał mi łaskę uczestniczyć w synodzie o synodalności i wtedy uświadomiłem sobie, że to, co chce się osiągnąć w procesie synodalnym ja doświadczyłem we wspólnocie neokatechumenalnej. Mam na myśli pojednanie prawdy i miłosierdzia. Dla każdego jest miejsce. Także człowiek poraniony, pogubiony ma swoje miejsce i zostanie przyjęty. Jest przyjęcie do wspólnoty, ale jednocześnie jasny przekaz na temat sytuacji danego człowieka, który czasem ma przeszkody, żeby na przykład przystępować do Komunii świętej. Ważny jest także element słuchania. Każdy we wspólnocie ma prawo się wypowiedzieć. A w ekipach odpowiedzialnych  za ewangelizację, gdy szuka się woli Bożej, każdy ma obowiązek się wypowiedzieć. A gdy jest podjęta decyzja przez tych, którzy są do tego powołani to wszyscy to lojalnie wspierają.  Nazywamy  to posłuszeństwem wiary. I jeszcze można dodać misyjność, głoszenie Chrystusa, o którym tak wiele mówiło się jako o celu synodalności.  Kto trochę zna Drogę, wie jaka jest wielka gorliwość w głoszeniu Ewangelii.

Widzę, że krzyż pektoralny Ojca Biskupa także nawiązuje do stylistyki kojarzącej się z Kiko Argüello.

– Arcybiskup Stanisław Gądecki miał identyczny (śmiech).

Charyzmat oblacki i Droga Neokatechumenalna mają jakiś wspólny mianownik?

– Jeśli oblat fascynuje się tym, co odkrywa na Drodze to może rodzić się na początku pewne napięcie. Ale celem Drogi jest odkrycie swojego chrztu. Nasza konsekracja zakonna też wychodzi z chrztu. Droga pomaga przyjąć swoją rzeczywistość, czyli dla zakonnika będzie to przyjęcie swoich współbraci i swoich obowiązków. To wierność praktykom duchowym zawartym w  Konstytucjach i Regułach. Droga nie ma ukierunkowywać mnie na inne cele tylko na to, by lepiej żyć swoim powołaniem.

Czyli chodzi o to, aby umacniać korzenie, a nie szukać nowinek?

– Dzisiaj nierzadko księża mają trudność, aby  z pełnym przekonaniem proponować to, czego naucza Kościół zwłaszcza w sferze życia małżeńskiego, seksualności, otwartości na życie. Wydaje mi się, że jedną z przyczyn jest to, że często nie widzą praktykowania tych zasad moralnych w życiu ludzi i pojawia się wątpienie czy w dzisiejszym świecie to, co proponuje Kościół jest dobre i możliwe. Tymczasem wspólnoty neokatechumenalne pokazują, że takie życie jest nie tylko możliwe, ale i szczęśliwe. To dla duchownego jest wzmacniające doświadczenie, które daje mu siły, by dalej odważnie i wytrwale głosić nauczanie Chrystusa.

Katechiści czasem dają Ojcu Biskupowi popalić? Mówią, że ma się Ojciec nawrócić?

– Wszyscy potrzebujemy nawrócenia! (śmiech). Więc muszą tak mówić – i mają rację. Ale mówiąc zupełnie poważnie, to jest trochę tak, jak z kierownictwem duchowym. Wierzymy w asystencję Ducha Świętego w tym procesie wzrastania na Drodze Neokatechumenalnej. Widzimy ją po owocach. Oczywiście zawsze jest możliwa pomyłka i dlatego też  katechiści nie działają indywidualnie tylko w ekipie, w której zawsze powinien być ksiądz.  Jedni naprostowują drugich. Głosy moich braci i sióstr z neokatechumenatu na pewno pozwalają mi wzrastać duchowo i wiele razy dawały mi sporo do myślenia.

rozmawiał Michał Jóźwiak

Za: www.oblaci.pl

 

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda