W 1841 roku włoski kapucyn Andrea Canova OMFCap przybył do Filipopolis, nazywanym przez Bułgarów Płowdiwem i rozpoczął intensywną pracę ewangelizacyjną „w tym barbarzyńskim kraju”, gdzie przemoc była codziennością. Gdy ćwierć wieku później umierał, wspólnota katolicka rozwijała się, każda wieś miała swojego duszpasterza i kościół a następcy br. Canovy kontynuowali prace na solidnych podwalinach, które zbudował z wielkim trudem i ofiarnością.
Ponad sto pięćdziesiąt lat później, po dekadach komunistycznych opresji i terroru, przybyli do Sofii polscy kapucyni br. Krzysztof Kurzok i br. Mariusz Polcyn by kontynuować wśród bułgarskich katolików dzieło współbrata. W tym roku upływa 185 lat od obecności Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów na ziemiach bułgarskich.
Budowniczy fundamentu
Andrea Canova OFMCap z Garessio marzył o misji w Gruzji, ale w drodze do celu rozchorował się w Stambule, musiał wrócić do swej ojczyzny, by po kilku latach osiąść w Filipopolis. Zakonnik mocnej i głębokiej wiary był też zręcznym dyplomatą i utalentowanym menadżerem, który zaopiekował się około pięciotysięczną społecznością katolicką, zamieszkującą wówczas sześć wiosek. Wydźwignął katolicką wspólnotę nie tylko duchowo, ale także ekonomicznie i cywilizacyjnie. W pół roku nauczył się języka, by móc ewangelizować, w każdej katolickiej wiosce przedsiębiorczy Piemontczyk wybudował kościół, a w Filipopolis katedrę pw. „Św. Ludwika”. Ponadto założył szpital, szkoły dla chłopców i dziewcząt, dom dla pielgrzymów, podążających do Ziemi Świętej. Był pierwszym po stuleciu sofijsko-płowdiwskim biskupem. Szczególnie dbał o bułgarskie powołania. To on sprowadził pierwsze na ziemiach bułgarskich organy, a także nauczył wiernych hodowli truskawek, które przywiózł z ojczystego Piemontu.
Kilka lat przed śmiercią pisał do papieża Piusa IX: „Z Bożą pomocą i przy wsparciu Kongregacji Rozkrzewienia Wiary, dzięki dobrowolnym datkom i współpracy katolików z tej misji, dotychczas mogłem wybudować dziesięć świątyń. Ponadto dla każdego kapłana tej misji był wzniesiony odpowiedni dom. Dla biskupa i jego wikariusza, jak również dla nauczyciela i nauczycielki były wykonane własne domy, zostały otwarte męska i żeńska szkoła oraz szpital”. Ubolewał, że nikogo spośród prawosławnych nie nawrócił i oskarżał siebie za brak gorliwości, i wobec spotykających go trudności trzykrotnie podejmował decyzję by powrócić do Włoch. Decyzją zakonnych przełożonych, a także proszony przez samego Ojca Świętego – pozostał, wiernie służąc bułgarskiemu narodowi. Zmarł 10 sierpnia 1866 roku, został pochowany w obecności licznie zgromadzonych wiernych, jak i przedstawicieli innych religii oraz władz świeckich, w katedrze, którą sam wybudował ogromnym wysiłkiem.
Misja bp. Canovy została dokładnie zbadana dzięki o. Andrzejowi Tyrnavolijskiemu, bułgarskiemu kapucynowi, który wobec komunistycznego terroru, pozostał na emigracji. Zakonnik zbadał włoskie archiwa i po niemiecku, i włosku, opublikował wyniki swojej wieloletniej pracy. Trudna historia Bułgarii sprawiła, że publikacja po bułgarsku była możliwa prawie 60 po lat od jej pierwszego wydania. – Jest to ważne wydarzenie dla kapucynów, posługujących w Bułgarii i bezcenne źródło informacji, nie tylko dla historyków katolicyzmu w tym kraju, ale również zapis dziejów narodu pod tureckim panowaniem – mówił w czasie prezentacji br. Jarosław Babik OFMCap, delegat Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów w Bułgarii. Omawiając studium o. Tyrnowalijskiego historyk Kościoła prof. Ełdyrow nazwał o. Canovę budowniczym podwalin katolicyzmu w diecezji sofijsko-płowdiwskiej, na których można było stawiać kolejne „piętra”.
Męczennicy
Losy bułgarskich katolików nigdy nie były łatwe, ale po komunistycznym przewrocie we wrześniu 1944, stały się dramatyczne. Nowi władcy dążyli do całkowitego podporządkowania Kościoła katolickiego oraz wszelkich wspólnot chrześcijańskich, działających w Bułgarii, nieraz od stuleci. W 1952 odbył się wielki proces pokazowy księży, sióstr zakonnych i świeckich, na ławie oskarżonych zasiadł biskup diecezji północnej Ewgeni Bosiłkow. Wszyscy zostali oskarżeni o „szpiegostwo na rzecz Watykanu”, biskup Bosiłkow po wydanym wyroku śmierci został zamordowany wraz z trzema księżmi w sofijskim więzieniu.
Dwóch ojców kapucynów nawet nie doczekało procesów. Ojciec Flawian Mankin, duszpasterz młodzieży, został bestialsko zamordowany już w 1944 roku przez komunistycznych oprawców, natomiast o. Fortunat Bakalski, katecheta, gwardian, proboszcz sofijskiej parafii, redaktor naczelny czasopisma „Istina” („Prawda”), został zakatowany w sofijskim więzieniu w czasie prowadzonego śledztwa w sierpniu 1952 roku. „Nie boimy się walki i mamy nadzieję, że nie zabraknie nam łaski, a Wy pewnego dnia zrozumiecie, że także w Bułgarii znaleźli się bracia na miarę męczenników z Maroka” – pisał, wspominając męczeńską śmierć za wiarę pierwszych franciszkańskich męczenników z 1220 roku, do Generała Zakonu Kapucynów w Rzymie w 1949 roku.
Po mordach i uwięzieniu prawie wszystkich księży, konfiskacie majątków, nakazie opuszczenia kraju przez wszystkich duchownych obcokrajowców (księży, zakonników i zakonnice), zakazie ewangelizowania młodzieży, nie tylko dla katolików, ale dla wszystkich ludzi wierzących, rozpoczął się czas ukrytej wiary.
Nowe fundamenty po totalitaryzmie
Po upadku komunizmu przybyli do Sofii dwaj polscy kapucyni, o. Mariusz Polcyn i o. Krzysztof Kurzok. Był rok 1992. Msze św. w stolicy kraju, odprawiane były w niegdysiejszym salonie teatralnym, przysposobionym na potrzeby kultu, gdyż kościół pw. Św. Józefa został zbombardowany przez aliantów w 1944 roku (Bułgaria była sojusznikiem Hitlera), a próba jego odbudowy spotkała się z zdecydowaną odmową już nowych, komunistycznych władz, i konfiskatą środków finansowych przeznaczonych na ten cel. Na plebanii przy ulicy „Księcia Borysa” mieszkał i posługiwał o. Franc Nonow, kapucyn, (który odbył wyrok blisko 10 lat więzienia i łagrów), gospodarstwem zajmowała się bratanica bp. Bosiłkowa – s. Gabriela z zakazanego Zgromadzenia „Pro Oriente”. Wspólnota parafialna była nieliczna, składała się ze starszych ludzi, którym było już obojętne, czy reżim ich ukarze za praktykowanie wiary oraz cudzoziemcy, przeważnie dyplomaci, akredytowani w Bułgarii. W sezonie pojawiali się turyści. Bardzo pomocni byli Polacy, budujący rozmaite zakłady pracy i to oni położyli nowy dach na budynku improwizowanego kościółka. Przed nową ekipą duszpasterzy było mnóstwo zadań.
Dynamiczna i różnorodna posługa, „w duchu Canovy”
W pierwszym rzędzie to oczywiście posługa sakramentalna – celebrowanie Mszy św. w języku bułgarskim, angielskim, polskim (ze względu na sporą polonijną grupę wiernych, mieszkających w Sofii), a raz w miesiącu francuskim, włoskim i hiszpańskim; posługa spowiednicza; katechizacja dzieci, młodzieży i dorosłych; wydawanie książek lub czasopism mających na celu wyjaśnianie podstawowych prawd wiary; to troska o najbiedniejszych, pukających do drzwi klasztorów i charakterystyczna posługa kuchni socjalnej w wiosce Bełozem; to odbudowy lub remonty odzyskanych własności Kościoła, zagrabionej przez komunistów. “W tym aspekcie” – mówi z uśmiechem br. Jarosław: „Czyż to nie kontynuacja, choć po tylu latach, dzieła naszych pierwszych braci misjonarzy, w tym o. Canovy, na tych ziemiach?”
Ważna i związana z wielkimi emocjami była pielgrzymka Jana Pawła II do Bułgarii w maju 2002 roku. To wówczas, po wielu latach obstrukcji, władze zgodziły się na odbudowanie, a właściwie wybudowanie kościoła w Sofii, zresztą na terenie, który do niego należał i po dekadach został zwrócony. Kamień węgielny pod budowę poświęcił Ojciec Święty i w ciągu czterech lat wzniesiona została jednonawowa świątynia według projektu architektów Konstantina Peewa i Stojana Janewa, nawiązująca do wczesnochrześcijańskich kościołów. Środki na budowę pochodziły ze zbiórek i datków z całego świata, logistyką kierowali gospodarze – bracia kapucyni. Poświęcony w 2006 r. przez kard. Angelo Sodano, obecnie jest konkatedrą diecezji sofijsko-płowdiwskiej.
Ogromna parafia, rozciągająca się na tereny 200 kilometrów – do granicy z Serbią i Grecją – rozwija się, działają grupy parafialne – Trzeci Zakon św. Franciszka, Grupa Modlitewna o. Pio, grupy młodzieżowe, Oaza Rodzin, Neokatechumenat i in. Odbywają się różnorodne spotkania, koncerty, od dekady bracia współorganizują, wraz ze świeckim Zakonem św. Dominika Dominikańską Szkołę Wiary, która ma być studium teologicznym w pigułce w kraju, w którym nie ma wydziału teologii katolickiej.
Obecnie w Sofii pracuje trzech braci. Proboszczem około pięciotysięcznej parafii, w której, rzecz jasna, przeważają Bułgarzy, ale do której należą także Polacy, Włosi, Wietnamczycy, Anglosasi i in., jest brat Ełko Terzijski – jedyne bułgarskie powołanie po dziesięcioleciach totalitarnych opresji. Wraz z br. Zbigniewem Tęczą i br. Markiem Bakierzyńskim posługują również w języku polskim i angielskim. “To bardzo dynamiczna i różnorodna posługa” – mówi br. Jarosław Babik OFM, delegat Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów w Bułgarii. Bracia prowadzą także bursę dla chłopców z katolickich wiosek, którzy uczą się w stolicy. Raz w miesiącu dla Libańczyków odprawiana jest i Msza św. w obrządku maronickim, w języku arabskim. W ciągu lat kilkadziesiąt dorosłych osób wstąpiło do Kościoła Katolickiego poprzez przyjęcie sakramentu chrztu lub przez tzw. konwersję z prawosławia lub protestantyzmu.
Kapucyni posługują w więzieniach w Sofii i w Burgas. Dzielą się doświadczeniami, opowiadają o byłym policjancie, zabójcy młodej dziewczyny, który wyszedł na wolność po osiemnastu latach. Zdiagnozowano mu nowotwór, ogłoszono zbiórkę krwi. Na taką potrzebę wielkodusznie odpowiedziała młodzież z parafii, choć nie będąc wcześniej zaznajomiona dla kogo będzie przeznaczony ów środek ratujący życie. To wydarzenie, po czasie, było rozważane w perspektywie wiary na młodzieżowym spotkaniu z podstawowym: „Czy oddałbyś krew dla zabójcy?”, odpowiedź brzmiała: “Tak”. Były więzień miał świadomość tego, co zrobił, nawrócił się i tak jak kilku osadzonych, przyjął chrzest.
Bracia pracują także w katolickich wioskach w pobliżu Płowdiwu: w Bełozem, gdzie odpowiedzialni są za parafię pod wezwaniem „Św. Franciszka” i służą wsparciem duszpasterskim księżom diecezjalnym w miasteczku Rakowski oraz w wiosce Żytnica. W samym Płowdiwie obecnie posługę pełnią br. Jarosław Babik, br. Marcin Grec i br. Krzysztof Orzadowicz. Klasztorny kościół pw. „Matki Bożej Anielskiej” jest niewielki i mieści się przy skonfiskowanym niegdyś przez komunistów klasztorze, który po latach został odzyskany w stanie kompletnej dewastacji. Trwa remont, który przedłuża się z powodu braku dostatecznych środków, ale bracia nie tracą nadziei. Przy braterskiej wspólnocie prócz miejscowych Bułgarów, gromadzą się i cudzoziemcy, wśród nich liczni studenci, w sumie kilkadziesiąt osób. Msze św. odprawiane są również i po angielsku.
Brat Krzysztof Orzadowicz (do Bułgarii przyjechał ponad ćwierć wieku temu) od lat prowadzi Szkołę Maryi, uświadamiając sobie, jak wielką rolę odgrywa Duch Święty w rozwoju duchowym – po włączenie się w ewangelizację i gotowości do złożenia ofiary. Formacja w tej szkole ewangelizacji i życia chrześcijańskiego trwa siedem lat i uczestniczyło w niej już od 400 do 500 osób. Brat Krzysztof angażuje się również w Pogotowie Duchowe – o każdej porze można zadzwonić na jego bułgarską komórkę i rozmawiać o tym, co bolesne, trudne, ważne.
Rok rocznie, od 2000 roku, bracia organizują Chrześcijański Festiwal Młodzieżowy w Bełozem, wiosce, położonej 30 km od Płowdiwu, na który przyjeżdża około setka uczestników z kraju i zagranicy. Młodzi wspólnie modlą się, słuchają konferencji, biorą udział w specjalnie dla nich przygotowanych nabożeństwach, warsztatach, wieczorami natomiast odbywają się występy artystyczne i taneczne.
Szczególnym wyzwaniem dla braci z płowdiwskiej wspólnoty jest sezon letni, kiedy to posługują na wybrzeżu Morza Czarnego wśród licznie przyjeżdżających z całego świata turystów. Opieką duchową obejmują przybywających głownie do Słonecznego Brzegu organizując w domach kultury dodatkowe niedzielne Msze Św. w Nesebyr oraz w Primorsko, prócz tych celebrowanych w parafialnym kościele w Burgas.
Zakonnicy utrzymują także nieoficjalne kontakty z duchownymi prawosławnymi, którzy inspirują się licznymi inicjatywami i wdrażają je w swoich wspólnotach. Natomiast braciom takie kontakty dają możliwość realizować w praktyce oddolne dążenie ekumeniczne i poszukiwać tego, co chrześcijan łączy a nie dzieli.
Nowi Męczennicy
Ważnym zadaniem, realizowanym wspólnie z władzami diecezji, jest prowadzenie procesu beatyfikacyjnego kolejnej grupy męczenników z czasów komunistycznego reżimu. Poza kapucynami – o. Flawianem Mankinem i o. Fortunatem Bakałskim – prowadzony jest także proces biskupa diecezji sofijsko-płowdiwskiej Iwana Romanowa (1878-1953). Pochodzący z wioski Sekirowo kapelan cara Ferdynanda, który otrzymał sakrę biskupią w 1942 roku, mimo ciężkiej choroby został osądzony w pokazowym procesie jako „szpieg Watykanu”. Zmarł wkrótce po otrzymanym wyroku, w 1953 roku, w więzieniu w Szumen i został pochowany w bezimiennej, zbiorowej mogile, bo „wrogom państwa” nie należało się żadne miejsce pamięci. Po kilku latach jego szczątki zostały potajemnie przeniesione do rodzinnej wioski, a ciało zidentyfikowano dzięki grabarzowi, który był katolikiem, wiedział, kim jest zmarły i będąc uczestnikiem pochówku zapamiętał jego miejsce, a wcześniej zawinął wokół biskupiego palca „pierścień” z drutu.
Pierwsza uroczysta sesja procesu beatyfikacyjnego odbyła się 22 października 2023 w kościele pw. „Św. Michała Archanioła” w Rakowski, dawnym Sekirowo. Ojcowie Mankin i Bakalski oraz biskup Romanov formalnie są już Sługami Bożymi. Wicepostulatorem procesu jest br. Jarosław Babik OFMCap, który od lat poszukuje, zbiera i bada dostępne archiwalia, zarówno w Bułgarii, jak i poza krajem, obejmujące wskazane sylwetki oraz czas reżimu komunistycznego i jego wpływ na wiernych Kościoła. Najtrudniej jest z dostępem do akt w archiwum bułgarskiej służby bezpieczeństwa (ministerstwa spraw wewnętrznych – odpowiednikiem polskiego IPN-u). Biskup diecezjalny, Rumen Stanew, który objął diecezję przed pięcioma miesiącami, bardzo chciałby, aby do tej grupy duchownych dołączyć jeszcze dwóch świeckich – Geno Burowa i Rafaiła Peewa, którzy wzięli w obronę lubianego i szanowanego o. Flawiana. Ten czyn przypłacili życiem.
“Cały czas staramy się posługiwać w duchu o. Canowy” – mówią bracia kapucyni, posługujący w Bułgarii. “Dajemy serce pełne wiary i chcemy przybliżyć Boga każdemu spotkanemu”. “Nie wiem, co byśmy robili bez polskich zakonników” – mówi starsza parafianka, która dobrze pamięta lata opresji i braku nadziei.
