Franciszkanie – Rosja: odbudowa zniszczonego Kościoła

Franciszkanie pracujący w Rosji odbudowują nie tylko zniszczone budynki kościelne, ale przede wszystkim Kościół, wspólnotę wierzących. O swojej posłudze i dziełach, jakie podejmują bracia w tym kraju opowiada O. Stanisław Wójtowicz, misjonarz z Czerniachowska (Obwód Kaliningradzki). Podczas ostatniej kapituły Rosyjskiej Generalnej Kustodii św. Franciszka, o. Stanisław został wybrany gwardianem klasztoru św. Maksymiliana Marii Kolbe w Czerniachowsku. Wcześniej, przez cztery lata pracował w klasztorze w północnej Rosji, w Sankt Petersburgu.

 

Jak wspomina Ojciec lata spędzone w Petersburgu? Co dał Ojcu ten czas?Swoją pracę w Rosji rozpoczynałem w Astrachaniu, mieście położonym nad Morzem Kaspijskim, gdzie pracowałem dziewięć lat. Tam początki nie były łatwe. Zaczynałem pracę w 2001 r. po tragicznych wydarzeniach, które miały tam miejsce – poprzedni proboszcz został otruty. Sytuacja była bardzo trudna. Ale później przyszły nowe wyzwania, które przynosiły zarówno troski jak i radości. Przyjechałem do Petersburga z Astrachania, który wg oficjalnych danych zamieszkuje ok. 525 tys. ludności, wg nieoficjalnych ok. 700 tys. To miasto dość zniszczone, z wieloma zaniedbanymi budynkami. Chwała Bogu, przez ostatnie lata odnawiania i remontów, w tym również zabytków kultury, miasto powoli przywracane jest do porządku. Natomiast Sankt Petersburg to bardzo piękne miasto.

W czasie, gdy pracowałem w Petersburgu trzeba było uregulować wiele spraw administracyjnych, które zajmowały dużo czasu i sił. Nasz klasztor w Petersburgu jest o tyle szczególny, że nie ma przy nim parafii. Znajduje się tam dom formacyjny dla braci, którzy uczęszczają na wykłady do seminarium diecezjalnego pod wezwaniem Maryi Królowej Apostołów, jedynego seminarium katolickiego w Rosji. Obecnie u nas na formacji nie ma nikogo, ale dom formacyjny zostaje i jeśli tylko pojawią się chętni, to właśnie tam będą mieszkać. Teraz pewnie taka przerwa bez kleryków potrwa przynajmniej dwa czy trzy lata. Patronem domu formacyjnego jest bł. Duns Szkot, a naszemu klasztorowi patronuje święty Antoni Cudotwórca.

Zarówno w Polsce, jak i w Astrachaniu pracowałem w parafiach. Dlatego w Petersburgu chcieliśmy kontynuować te formy pracy duszpasterskiej, które już się sprawdziły, ale szukaliśmy również nowych sposobów i dróg, dotarcia do ludzi i służyć im oraz Kościołowi w Rosji. W końcu zaczęliśmy regularnie prowadzić raz w miesiącu, z przerwą wakacyjną, rekolekcje zwane „Rekolekcjami z franciszkanami”. Trwają one trzy pełne dni i uczestniczy w nich wiele osób. Uczestnicy rekolekcji mogli się z nami modlić, wspólnie spożywać posiłki, a także pogłębiać swoje życie duchowe. Wszyscy byli zadowoleni z tego spędzonego z nami czasu.

Zaczęliśmy również prowadzić nocne czuwania modlitewne z adoracją Najświętszego Sakramentu. Zapraszaliśmy do współpracy także inne zgromadzenia i młodzież. Nasz petersburski klasztor jest bardzo duży, dlatego mogliśmy prowadzić również rekolekcje dla naszych braci z Kustodii Generalnej. Możemy również organizować doroczne spotkania braterskie oraz przyjmować gości. Chcieliśmy i nadal chcemy praktykować naszą franciszkańską gościnność. Naszym dążeniem było również wprowadzanie atmosfery spokoju i pokoju. Myślę, że to się udało, bo mimo że nasz klasztor znajduje się praktycznie w centrum miasta, gdy się tam wejdzie, czuje się wielki spokój.

Bardzo dobrą inicjatywą okazały się również spotkania w naszej bibliotece, nazywane „wtorkami u franciszkanów”, podczas których prowadzone były różne wykłady i dyskusje dotyczące teologii, historii i filozofii Kościoła, a także spraw związanych z kulturą i życiem Kościoła. Również na te spotkania przychodziło od kilku do kilkunastu osób.

Ważnym wydarzeniem, które przeżywaliśmy w czasie mojego pobytu w Petersburgu, była konsekracja naszego kościoła. Z tej okazji został przywieziony nowy ołtarz – dar, z bazyliki św. Antoniego z Padwy. Sprawą tą zajmowało się wielu naszych braci. Można powiedzieć, że było to dzieło całej naszej Kustodii, ponieważ dość skomplikowaną i rodzącą wiele pytań kwestią, okazał się transport ołtarza z Padwy. To bardzo cenny dar, ponieważ w tym ołtarzu przez trzy lata, kiedy odrestaurowywano grób św. Antoniego, znajdowało się tymczasowo jego ciało.

 

 

Dzięki Bogu, mimo wcześniejszych problemów z transportem, sama konsekracja kościoła i ołtarza przebiegła bardzo spokojnie i uroczyście. Uczestnicy tego wydarzenia byli pod wielkim duchowym wrażeniem. Wszystko odbyło się także z dużym spokojem, tak że mogliśmy przeżyć konsekrację jako głębokie, duchowe spotkanie. Niedługo potem inną szczególną uroczystością było 50-lecie święceń kapłańskich o. Ivana Rolofa. Wielu wiernych mogło przeżyć z nami tę uroczystość.

A jak wygląda praca franciszkanów w innej części Rosji, w Czerniachowsku?Bracia w Czerniachowsku obecni są już dwadzieścia lat. Obecnie obsługujemy dwie parafie, w Czerniachowsku i w Oziorsku. Tymczasowo przez rok, będziemy obsługiwać jeszcze jedną parafię w miejscowości Bolszakowo.

Parafia w Czerniachowsku nie była mi od początku obca, już wcześniej kilka razy byłem tam na różnych spotkaniach i uroczystościach. Również bracia dużo opowiadali o tym miejscu. Jest tam grupa wiernych, którzy aktywnie uczestniczą w życiu parafii.

Co do parafii w Oziorsku, pojawia się nadzieja otrzymania działki pod budowę nowego kościoła. To jednak bardzo trudne zadanie, szczególnie związane z finansami. Władze miejskie już wskazały nam teren pod budowę. Wszystko teraz zależy czy go przyjmiemy, a także czy parafianie go zaakceptują. Jeśli tak się stanie, będziemy przygotowywać kolejne potrzebne dokumenty.

A ilu braci tam pracuje?Teraz jest nas dwóch i czekamy z nadzieją na trzeciego kapłana, bo przy tylu obowiązkach jest trudno w takiej małej wspólnocie. Tymczasowo jest tutaj o. Paweł Dybka, który pogłębia znajomość języka rosyjskiego. Możliwe, że ktoś dojedzie do nas w styczniu, bo naprawdę potrzebujemy pomocy. Na przykład w niedzielę, gdy wyjeżdżamy o 8:00 rano, to wracamy wieczorem o 18:00.Najpierw o 9:00 jest msza święta w Oziorsku, po niej wracamy szybko do Czerniachowska, gdzie odprawiamy mszę świętą o 12.00, następnie powrót do klasztoru, by coś zjeść i jedziemy dalej, do Bolszakowa… Tam o 16:00 jest kolejna msza święta.

A ilu jest tam parafian? Czy wielu jest w tej części Rosji katolików?Prawdopodobnie katolików jest dużo, choć może trzeba powiedzieć inaczej – wielu jest tych, którzy Kościół w Czerniachowsku byli ochrzczeni w kościele katolickim. Natomiast tych, którzy praktykują swoją wiarę jest od kilkunastu do kilkuset. To zależy również od parafii, bo jest ich bardzo dużo – trzynaście takich, przy których są kapłani, a dodatkowo oni obsługują też inne parafie, więc punktów duszpasterskich w Obwodzie w Kaliningradzkim jest więcej.

W Czerniachowsku jest około 250 parafian, choć tak naprawdę może być ich więcej, nawet do około 1500 osób. Pewną specyfiką jest też to, że parafianie to zarówno Rosjanie jak i Polacy, oraz ci, którzy mają korzenie polskie. Są tam też Litwini i dość duża grupa Cyganów.

 

 

Całkiem inna jest parafia w Oziorsku, gdzie mieszka wielu Polaków, którzy wyjechali z północnego Kazachstanu oraz ci, którzy już dawno, bo jeszcze w latach trzydziestych, zostali deportowani z Ukrainy. Niektórzy z nich przeżyli wysiedlenie, gdy byli małymi dziećmi. Wielu Polaków z Kazachstanu zaczęło przyjeżdżać również w latach 90. Chcą tu mieszkać, bo wychodzą z założenia, że będą bliżej Polski, nawet jeżeli nie uda im się wrócić do Ojczyzny. Oni bardzo tego pragnęli, ale wiemy i pamiętamy, jak wyglądała pomoc dla Polaków ze Wschodu… Podobno w Oziorsku i w okolicach może być od tysiąca do półtora tysiąca Polaków. Można więc powiedzieć, że jak na razie, to parafia złożona z wiernych, mających korzenie polskie.

Jak wspominałem w Oziorsku nie ma kościoła. Msze święte sprawowane są w Domu Polonii, który służy Polakom. Mimo że parafia liczy około 300 osób, to na mszę świętą przychodzi 60-70 wiernych. Podobnie jest w Czerniachowsku. W tym trzecim miejscu wiernych jest mniej – w sumie od 5 do 9 osób, które przychodzą do kościoła. Kiedyś podobno było ich więcej, ale powoli ten rejon się wyludnia. Są problemy z pracą, młodzi wyjeżdżają do Polski na studia, do Petersburga, czy do innych miast i prawie nikt nie wraca.

W Czerniachowsku mamy kościół, który został wybudowany w latach 1902-1904. W czasach sowieckich używany był jako skład dla wojska, więc świątynia ucierpiała. Nikt o nią nie dbał, kościół był bardzo zniszczony. Po wojnie, dopiero w latach 90-tych zaczynali tam pracę bracia z prowincji gdańskiej – o. Czesław Kozieł i o. Waldemar Mackiewicz. Wówczas też – od 1993 roku – kościół został wyremontowany.

Jak obecnie wygląda Ojca praca w parafii?Jak wspomniałem mieszkając w Czerniachowsku, obsługujemy trzy parafie: jedną w samym Czerniachowsku, tam też jest nasz klasztor i tam codziennie odprawiamy msze święte. Inne parafie są już oddalone o 30 km, tak jak parafia Oziorsk i cały podległy jej rejon oraz parafia w Bolszakowo.

 

 

Praca wygląda zwyczajnie: msza święta, nabożeństwa, odwiedziny chorych… Dużym utrudnieniem jest jednak to, że te tereny są bardzo rozległe i czasem jakikolwiek wyjazd wiąże się z całodzienną wyprawą. Problem w tych parafiach stanowi również fakt, że jest mało młodzieży. Jeśli już są, to naprawdę maleńkie grupki. Wiadomo, że tutaj trzeba systematycznych działań. Jeżeli są one regularnie prowadzone przynoszą często jakieś duchowe owoce. Można powiedzieć że już takie widzimy u nas w Czerniachowsku, gdzie wcześniej nie było ani jednego ministranta, a jest już trzech. Br. Wiktor zorganizował także kilka osób, które tworzą maleńki sześcioosobowy chór. Już drugi rok śpiewają w niedzielę podczas mszy świętej i sprawiają, że staje się ona jeszcze bardziej uroczysta.

Piękne w naszej parafii jest też to, że parafianie bardzo chętnie angażują się jako lektorzy Słowa Bożego oraz modlitwy wiernych na mszy. Podobnie jest w Oziorsku, to staje się dla wiernych czymś naturalnym. Wydawałoby się, że to takie małe i proste rzeczy, ale myślę, że mają one bardzo wielkie znaczenie dla tworzącej się wspólnoty. Prawda jest taka, że nie można też oczekiwać, że w parafiach będą tłumy ludzi, bo tych tłumów nigdy nie było i pewnie nie będzie. Trzeba pracować z tymi, którzy są i pomagać tym, którym można pomóc. Prowadzić normalnie nasze życie, naszą pracę i czekać cierpliwie, a może będą jakieś owoce…

 

 

Chyba trudne jest takie czekanie?Gdy przyjechałem do Rosji z Polski, było mi trudno, bo miałem w pamięci pełne ludzi kościoły, a w Rosji zobaczyłem 50-60 osób na Mszy świętej w niedzielę… w tygodniu jedna, czy kilka osób… Wielkim odkryciem dla mnie były słowa, które powiedział św. Paweł, a które usłyszałem w czasie rekolekcji na Alwerni, po kilku latach pracy w Rosji: „jeden sieje, drugi podlewa a trzeci będzie zbierał owoce”. Zróbmy więc to, co do nas należy, tyle, ile możemy i to, co jest w naszych siłach, a resztę zostawmy już Bogu. On najlepiej wie, co z tym zrobić. Jeśli będziemy się zamartwiać o to, co ma być, to nigdy nic nie zrobimy albo zawsze będziemy myśleli, że nie jest wystarczająco dobrze. Daję to co mam, moją siłę, pracę, talenty… a resztę niech już Pan Bóg prowadzi.

Rozmawiała Agnieszka Kozłowska

Za: www.misje.franciszkanie.pl