Home WiadomościZe Świata Generał zakonu kamedułów: Swięty to nie VIP z okładki

Generał zakonu kamedułów: Swięty to nie VIP z okładki

Redakcja

Od czasów średniowiecza zrodziło się pojęcie “być jak ten święty”. Kiedy byłem dzieckiem proboszcz w mojej parafii mówił mi, że mam być takim, jak ten święty. I znowu chodziło o naśladowanie. Ja mam być sobą. Mam moją drogę do przebycia. Mam rozwinąć moją osobowość. Mam odpowiedzieć na wezwanie Ducha Świętego, który jest we mnie i który mnie kocha takim, jakim jestem. Także i mój grzech” – mówi w rozmowie z KAI o. Alessandro Barban OSB Cam, generał zakonu kamedułów. Włoski zakonnik podkreśla: “Jest też coś takiego jak świętość anonimowa, codzienna, wyrażona przez wiele kobiet i mężczyzn. Są oni wierni Ewangelii, pokonują próby, czynią miłosierdzie bez żadnego rozgłosu. Święci nie są VIP-ami. Żyją w zupełnej odwrotności do tego. Są bohaterami gestów miłosierdzia”.

Piotr Dziubak (KAI): Jaki jest Ojca ulubiony święty?

O. Alessandro Barban OSB Cam: To przede wszystkim założyciel kamedułów św. Romuald. W wielu kwestiach wyprzedził św. Franciszka. Dzielą ich prawie dwa wieki. Św. Romuald promował prostotę, uprzedził św. Franciszka jeśli chodzi o doświadczenie duchowe. Co do świętych współczesnych to dużo do myślenia daje mi św. Maksymilian Kolbe, ponieważ on oddał życie za drugiego człowieka w Auschwitz, za osobę, która nie należała do jego rodziny, nie była jego przyjacielem. To był ktoś obcy. A jednak ojciec Kolbe zajął jego miejsce jako skazańca. Nie wiedział zresztą do końca czy go uratuje. Tak się stało, więzień przeżył obóz. Jaką wiarę musiał mieć św. Maksymilian Kolbę? Co miał w sercu?

Z bliskich mi świętych to bp Oskar Arnulf Romero, Jan XXIII, Jan Paweł II. Miałem okazję poznać wielu ludzi, którzy nie zostali ogłoszeni świętymi, ale bez wątpienia żyli jak święci każdego dnia, w zwykłej codzienności. Prawdopodobnie nigdy nie zostaną wyniesieni na ołtarze, nie będą czczeni, ale to nie jest ważne. Liczy się miłość z jaką służyli innym ludziom.

KAI: Co na co dzień dają Ojcu święci? Czy w jakiś sposób naznaczyły życie Ojca?

– Widzę, że ci wszyscy mężczyźni i kobiety mieli bardzo silną relację z Bogiem poprzez modlitwę, bardzo głębokie duchowe doświadczenie Boga. To mnie bardzo fascynuje. Często dokonywali znaczących gestów i podejmowali ważkie decyzje. W ich życiu widać silną obecność Ducha Świętego. Modlitwa, słuchanie Słowa Bożego było silnie obecne w ich codzienności. Byli wierni Kościołowi.

Oczywiście każda z tych postaci ma swoją specyficzną historię. Święci nie mają czegoś takiego, jak homologacja. Nie można ich życia ustandaryzować. Doświadczenie Boga wyraża się w całej osobie świętego, jego życiu wiarą. Relacje z Bogiem dla tych kobiet i mężczyzn nie były czymś łatwym. Doświadczanie Boga było pełne wysiłku, prób wiary, ciemności duchowych doświadczeń. Nie było to łatwe, oświetlone niebiańskim światłem, że wiedzieli, co i jak robić. Czasami mieli bardzo trudną relację z Bogiem. W wierze i zaufaniu do Boga umieli podejmować odważne decyzje będące zgodne z Ewangelią.

KAI: Mimo zeświecczenia święci bardzo przyciągają współczesnego człowieka. Sanktuaria im poświęcone są licznie odwiedzane. Czy jednak nie jest to zwykła ludzka ciekawość ograniczająca się tylko do fascynacji heroicznością życia świętego, albo szukania wstawiennictwa z prośbą do Boga o pomoc w różnych trudnościach życia?

– Większość współczesnych ludzi bardzo interesuje życie osobowości z okładek gazet. Cała uwaga kumuluje się w jakimś spektakularnym rozbłysku i zafascynowania. Coś analogicznego pojawia się u osób wierzących. Poszukują fascynujących informacji w biografiach świętych i jakiś rzeczy ponadnaturalnych. Ale to jest tylko zaspokojeniem zwyczajnej ludzkiej ciekawości, analogiczne do chęci poznania prywatnego życia ludzi z show biznesu. Niestety tak robi wielu wierzących, nie zdając sobie z tego zupełnie sprawy. W następstwie takiego postrzegania świętych, nie uda się zrozumieć dogłębnie ich doświadczenia wiary.

Nadprzyrodzone sytuacje, jakich doświadczyło wielu świętych są tylko kluczem do odczytania ich uświęconego życia. Ich doświadczenie Boga nie kończy się na ponadnaturalnych sytuacjach. Dla świętych takie zdarzenia są tylko narzędziami do budowania codziennej więzi z Bogiem. Nam się wydaje z kolei wydaje, że doświadczenie świętości ma miejsce, ponieważ mają miejsce zjawiska nadprzyrodzone. Nie powinniśmy być tylko ciekawskimi, to zbyt prozaiczne. Musimy przede wszystkim dostrzegać objawienie się Ducha Świętego w życiu świętych.

KAI: Sanktuaria świętych są ozdobione wszystkim co możliwe, handluje się obrazkami, pamiątkami itp. To takie ekwiwalenty relikwii?

– W średniowieczu relikwie były formą urzeczywistnienia świętego. Ludzie chcieli mieć włosy, fragment habitu świętego. Można to zrozumieć, że wtedy chciano w taki sposób urealnić obecność świętych, poprzez dotknięcie relikwii zmaterializować ich doświadczenie Boga. Kościół był zawsze uważny, żeby nie kwestionować tej naturalnej ludzkiej potrzeby – to jest w nas wpisane, w naszą antropologiczną strukturę. Nasze zmysły domagają się kontaktu i doświadczenia osoby świętej.

Z drugiej strony trzeba uważać na „urynkowienie” świętych. Czym innym jest potrzeba doświadczenia poprzez nasze zmysły relikwii, modlitwa przy nich, ucałowanie relikwii, a czym innym jest merkantylizacja tych przeżyć. Granica jest bardzo delikatna. W minionych wiekach Kościół wiele ryzykował merkantylizacją relikwii. W takim przypadku doświadczenie religijne traci na wartości i staje się czymś nie do przyjęcia, ponieważ zupełnie nie interesuje nas misterium ukrytego Boga w świętych. Stajemy się wtedy ofiarami banalnego zainteresowania kosmykiem włosów, fragmentem ubrania, książki, której dotykał święty. Stąd już tylko krok dzieli nas od zabobonu. Takie sytuacje niestety miały już miejsce w chrześcijaństwie i w wielu innych religiach.

Sanktuaria świętych muszą być bardzo ostrożne na procesy urzeczowiania i merkantylizacji świętych. Oczywiście wokół sanktuariów kręci się duży biznes. Ale nie o to chodzi. Tam powinniśmy oferować przede wszystkim liturgię i doświadczenie modlitwy. W większości sanktuariów jest to mocno widoczne i odczuwalne. Trzeba uważać, żeby zdrowa pobożność ludowa nie przeobraziła się w zabobony.

KAI: W jednym z wywiadów stwierdził Ojciec, że dzisiejsza polityka skończyła się na politykowaniu, a nie świadomej realizacji troski o dobro wspólne. Analogicznie można by powiedzieć, że pojęcie świętości w społeczeństwie przeobraziło się w jakąś formę “uświęcenia” bez żadnego wpływu na zmianę życia?

– Ludzie są bardzo zależni od mediów, szczególnie internetu i mediów społecznościowych, a to wszystko ogranicza się jedynie do oglądania obrazków a nie do refleksji. Nie zauważamy, jak mocny wpływ ma to też na nasze doświadczenie religijne. Konieczna jest dobra edukacja i formacja.

Do szkół powinien zostać wprowadzony przedmiot „wprowadzenie do polityki”. Oczywiście nie po to, żeby mówić młodzieży na jaką partię mają głosować ale żeby przygotowywać do odpowiedzialnego udziału w demokratycznym życiu kraju, do budowania kultury politycznej.

Niestety także formacja chrześcijan jest słaba, ponieważ nauczaliśmy wiernych tylko norm i nakazów wiary. Powinniśmy natomiast przygotowywać ludzi do osobistego doświadczenia wiary w Boga. W obszarze wiary musimy przekazać to, co już w czasie II Soboru Watykańskiego rozróżniono, jako tradycja i tradycje. Tradycja (traditio) jest nauczaniem. Jest istotną rzeczywistością naszej wiary. Tradycje to z kolei interpretacje, które miały miejsce na przestrzeni wieków. Pomieszanie tych pojęć może doprowadzić do wiary fanatycznej, powstawania fundamentalistycznych form wiary zabobonnej.

Musimy z uwagą przygotowywać ludzi do jak najbardziej autentycznej formy „traditio”, czyli nauczania. To jest poważny obowiązek Kościoła, wyrażający się w słowie „ewangelizacja”. Musimy nauczyć ludzi dzielić się wiarą i wspólnie się modlić. Bez tego ryzykujemy pojawienie się formy wiary fundamentalistycznej o której już wspomniałem.

KAI: Czy wśród osób, które przyjeżdżają do Camaldoli w Toskanii na rekolekcje, żeby pobyć u was kilka dni, wziąć udział w licznych wydarzeniach, które organizujecie, są osoby, które pytają Ojca: jak zostać świętym ?

– Często pojawia się takie pytanie. Odpowiadam, że musimy zacząć od darów Ducha Świętego, które otrzymaliśmy w czasie chrztu. W każdym z nas mieszka Duch Święty. Źródłem naszej świętości jest właśnie wzmacnianie się obecności Ducha Świętego w naszej osobie. Musimy wspierać Jego wzrastanie w nas. Jeśli staniemy się poganami w naszym życiu, to On nie będzie w nas dojrzewał. Tylko On nas uświęca każdego dnia. W sakramencie bierzmowania działanie Ducha Świętego w nas staje się jeszcze mocniejsze.

Podobnie działają inne sakramenty, a w sposób szczególny eucharystia. Spożywając Ciało i Krew w czasie mszy uświęcamy się, stajemy się podobni do Chrystusa. Z kolei uroczystość Wszystkich Świętych pozwala nam zauważyć piękno Boga w świętych. To piękno wyraża się w mnogości. Musimy żyć błogosławieństwami Jezusa. Pośród nas są ci, którzy budują pokój, są cisi, są ci, którzy szukają sprawiedliwości, są ubodzy w duchu…

KAI: Innym zagrożeniem jest „cukierkowe” idealizowanie świętego, jako tego, który nie popełnił żadnego grzechu w swoim życiu…

– Święci nie są jakąś odmianą supermenów, nie są jakąś wersją bohaterów z mitologii. W ostatnim tysiącleciu historii Kościoła przedstawialiśmy niektórych świętych, jako istoty doskonałe. To był wielki błąd.

Jeśli przyjrzymy się tekstom napisanym przez świętych, to wielokrotnie przeczytamy, że byli grzesznikami, niektórzy wielkimi grzesznikami. W ich korespondencji znajdziemy często określenia największej grzeszności. W rzeczywistości nie byli to źli ludzie żyjący w permanentnym grzechu. Oczywiście jakieś grzechy popełniali. Dlaczego tak o sobie pisali? Bo przede wszystkim byli pokorni i chcieli podkreślić wielkość i miłość Boga. Rozumieli, że to co się wokół nich działo, albo przez nich, nie było ich zasługą. Pozwalali działać w nich łasce Bożej. Nigdy nie uważali się za doskonałych. Od czasów “Naśladowania Chrystusa” przenieśliśmy pojęcie naśladowania także i na świętych. Od czasów średniowiecza zrodziło się pojęcie “być jak ten święty”.

Kiedy byłem dzieckiem proboszcz w mojej parafii mówił mi, że mam być takim, jak ten święty. I znowu chodziło o naśladowanie. Ja mam być sobą. Mam swoją drogę do przebycia. Mam rozwinąć swoją osobowość. Mam odpowiedzieć na wezwanie Ducha Świętego, który jest we mnie i który mnie kocha takim, jakim jestem. Także i mój grzech.

Pojęcie doskonałości prowadzi niestety na manowce. Kiedy Jezus mówi: bądźcie doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec niebieski, to nie czyni żadnej aluzji do jakiejś perfekcyjnej doskonałości moralnej. Św. Łukasz ewangelista pisze: bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest wasz Ojciec – i to jest doskonałość. Ona tkwi w miłości Boga i bliźniego, w doświadczeniu miłosierdzia. Duch Święty jest miłością i taką doskonałość mamy osiągnąć.

Jeśli podzielę się moim chlebem z biednym, to to dzielenie się jest “doskonałe”. Bo to gest miłosierdzia. Nie wystarczy zrobić czegoś raz na całe życie. Nie chodzi o doskonałość etyczną, heroiczną, bo to byłoby zbyt alienujące. Bóg nas kocha, jest w nas, pozwala nam w Nim wzrastać. Pozwala nam na gesty “doskonałe”, pełne miłosierdzia i miłości bliźniego.

KAI: Zatem popełnienie grzechów nie zamyka nigdy drogi do świętości?

– Musimy nauczyć się czytać listy, pisma świętych. W ich tekstach można znaleźć prawdę o nich samych. Tam są wyznania. Tak jak św. Augustyn napisał swoje “Wyznania”. Wielu świętych napisało swoje pamiętniki. Często są to bardzo osobiste teksty. Można tam znaleźć świadectwa o ich niedoskonałościach. Wyznają swoje grzechy, a to jest kolejny znak świętości. Wyznanie grzechów jest fundamentalne w procesie świętości.

Prawdziwi święci znają siebie od podszewki. Dlatego nawrócili się. Dla świętych ważnym jest, żeby nie trwać w grzechu, bo to oddala od Boga. Ich aspiracją jest trwać w Bożej miłości. Święci się ciągle nawracają!

KAI: Papież Franciszek często wspomina o “świętych z sąsiedztwa”. Zachęca, żeby brać przykład z tych osób, które żyją w ciszy, z dala od światowych i kościelnych reflektorów.

– Papież Franciszek bardzo dobrze robi przypominając o “świętych z sąsiedztwa”. Dobrze, że mówi, że są nie tylko wielcy święci uznani przez Kościół, o których wspominamy w liturgii. Wyrażamy tym samym pewność naszej wiary, że oni już uczestniczą w chwale Boga.

Jest też coś takiego jak świętość anonimowa, codzienna, wyrażana przez wiele kobiet i mężczyzn. Są oni wierni Ewangelii, pokonują próby, czynią miłosierdzie bez żadnego rozgłosu. To są też wielcy święci. W zdecydowanej większości pozostają jednak nieznani. Nikt ich nie odkrył, żyją na marginesie. Kto jest święty, ten nie jest zainteresowany sukcesem, staniem się znaną osobą. Nie szukają aplauzów i uznania. Święci nie są VIP-ami. Są zaprzeczeniem takiej postawy. Są przede wszystkim bohaterami gestów miłosierdzia.

Rozmawiał Piotr Dziubak (KAI Rzym) / Camaldoli

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda