Potrzebujemy odbudowania relacji, dbania o wartość słowa, uczenia się dostrzegania w drugiej osobie nie tylko zagrożenia, ale obecności, z którą trzeba się liczyć. Wskazuje na to kard. Pierbattista Pizzaballa, podkreślając, że w Izraelu szerzy się kultura pogardy, będąca podatnym gruntem do umacniania się ekstremizmu.
W rozmowie z największym włoskim dziennikiem „Corierre della Sera” łaciński patriarcha Jerozolimy odniósł się m.in. do skandalicznego zachowania izraelskiego ministra bezpieczeństwa narodowego Itamara Ben Gwira wobec członków Globalnej Flotylli Sumud. Na opublikowanym nagraniu pokazano kilkudziesięciu klęczących na ziemi aktywistów, podczas gdy Ben Gwir macha izraelską flagą i krzyczy po hebrajsku: „Witamy w Izraelu, to my tu rządzimy”.
„Corierre della Sera”: Czy zaskoczyło Księdza Kardynała nagranie przedstawiające Ben Gwira wśród aktywistów flotylli?
Kard. Pierbattista Pizzaballa: Obrazy z flotylli w ogóle nie zaskakują tych, którzy dobrze znają tę ziemię, ale za każdym razem ranią, ponieważ pokazują coś, co wykracza poza pojedynczy epizod. Nie są to po prostu sceny napięcia: ujawniają one klimat, sposób postrzegania drugiej strony, który stopniowo się pogarszał. To jest być może najbardziej niepokojący aspekt: nie tyle sam fakt, ile to, co go umożliwia.
Mówił Ksiądz Kardynał o „kulturze pogardy”, czym ona jest?
Kiedy mówimy o „kulturze pogardy”, nie odnosimy się tylko do skrajnych wypowiedzi czy głośnych gestów. Pogarda to powszechna, często cicha postawa, która wkrada się do codziennego języka, do uproszczeń, do sprowadzania drugiego człowieka do karykatury lub stereotypów. Powstaje, gdy przestajemy postrzegać w drugiej osobie konkretnego człowieka, z konkretną twarzą i historią, i przekształcamy go w symbol, w nieokreślonego wroga. Jest to forma zubożenia ludzkiego i duchowego, a dopiero potem politycznego.
Ekstremiści byli zawsze, ale być może nigdy nie mieli tak dużego znaczenia. Co im sprzyjało?
Ekstremizm znajduje podatny grunt właśnie w tym kontekście. Nie jest nowością w historii, ale dziś wydaje się mieć większą siłę i widoczność. Dzieje się tak, ponieważ odzwierciedla on rzeczywiste, głębokie lęki, często uzasadnione doświadczeniami przemocy, niepewności, straty. Strach, gdy nie znajduje odpowiednich słów i przestrzeni do przetworzenia, ma tendencję do utrwalania się i poszukiwania prostych, jednoznacznych, natychmiastowych odpowiedzi. Ekstremizm oferuje właśnie to: pozorną jasność, silną tożsamość, dobrze zdefiniowanych wrogów. Jednak jest też inny element, mniej oczywisty i być może bardziej radykalny: zmęczenie.
Czy izraelskie społeczeństwo obywatelskie ma przeciwciała, by zareagować?
Po latach konfliktu, nierozwiązanych napięć, sfrustrowanych oczekiwań, społeczeństwa ryzykują utratę zdolności wyobrażania sobie innej przyszłości. A kiedy nadzieja słabnie, rośnie pokusa zamknięcia się, obrony, a nawet zatwardziałości. W tym sensie pogarda jest często zewnętrznym obliczem głębokiego rozczarowania. Stąd bierze się poczucie, że pewne tendencje mogą stać się destrukcyjne również od wewnątrz. Każde społeczeństwo żyje dzięki zaufaniu, jakim ludzie darzą się nawzajem, oraz wzajemnemu uznaniu. Kiedy ta tkanka ulega rozdarciu, zagrożone jest nie tylko współistnienie społeczne, ale sama tożsamość wspólnoty. Ryzyko nie pochodzi więc wyłącznie od jawnych wrogów, ale z postępującej erozji wewnętrznych więzi. Byłoby jednak niesprawiedliwe i nieprecyzyjne poprzestać na tej interpretacji.
Czy jest coś jeszcze?
Istnieją, choć często nie trafiają na pierwsze strony gazet, inne siły. Są ludzie, grupy, instytucje edukacyjne, religijne i obywatelskie, które nadal wierzą w możliwość spotkania, które codziennie pracują nad utrzymaniem otwartych przestrzeni dialogu. Są to dyskretne, czasem kruche, ale realne obecności. Stanowią one ważne dziedzictwo, cichą zaporę przeciwko dryfowi pogardy.
Prawdę mówiąc z zewnątrz nie widać wielkich relacji, z wyjątkiem nielicznych elit, takich jak intelektualiści i pisarze…
Tak, z zewnątrz niewiele z tego widać. Dominują obrazy konfrontacji, podczas gdy relacje wydają się ograniczone do wąskich kręgów. To podsyca poczucie izolacji, niemal bycia otoczonym, co z kolei wzmacnia dynamikę zamknięcia. Jest to trudny do przerwania bieg, ponieważ każda strona ma tendencję do potwierdzania obaw drugiej strony.
Czy są jakieś możliwe rozwiązania?
Nie ma natychmiastowych rozwiązań. Jedną z możliwych dróg jest jednak powrót do bardziej realistycznego i ludzkiego spojrzenia na rzeczywistość, bez zaprzeczania jej złożoności i ran, ale też bez ulegania logice ciągłego przeciwstawiania się. W praktyce oznacza to powolne odbudowywanie relacji, dbanie o wartość słowa, uczenie się dostrzegania w drugiej osobie nie tylko zagrożenia, ale obecności, z którą trzeba się liczyć.
Ile to potrwa?
To długa praca, która nie przynosi natychmiastowych rezultatów i rzadko przyciąga uwagę. A jednak jest to być może jedyne działanie, które może naprawdę coś zmienić.
Ponieważ kultury pogardy nie zwalcza się wyłącznie decyzjami politycznymi czy środkami bezpieczeństwa, ale poprzez głębszą przemianę spojrzenia i sposobu postrzegania rzeczywistości. Na ziemi takiej jak ta, naznaczonej wyjątkową gęstością historii, wiary i konfliktów, zadanie to jest jednocześnie trudniejsze i bardziej konieczne. Nie chodzi o naiwność, ale o odpowiedzialność: o codzienne wybieranie tego, by nie pozwolić, by pogarda miała ostatnie słowo.
