Kardynał Schönborn: Czemu mówimy tylko o rozwiedzionych?

„To dramat, że litujemy się nad rozwiedzionymi. A kto będzie współczuł ich dzieciom? Co z ich przysięgą złożoną wobec Boga?”.

Metropolita Wiednia, dominikanin ostro o dyskusji na Synodzie Biskupów.

Christoph Schönborn udzielił wywiadu włoskiemu dziennikowi „La Stampa”, w którym wyraził swoje rozczarowanie dotychczasowym przebiegiem Synodu Biskupów w Rzymie na temat rodziny. Jednym z głównych tematów obrad jest kwestia dopuszczenia osób rozwiedzionych, które żyją w nowych związkach, do komunii świętej.

Moi rodzice też się rozwiedli

„Czemu mówimy wciąż tylko o rozwiedzionych, tak jakby byli najbiedniejszymi ludźmi na świecie – oczywiście trzeba poświęcić im uwagę – ale czemu nie mówimy o tych parach, które żyją jak herosi w naszym świecie i dbają o świętość i czystość małżeństwa, które są przykładem wierności?!” – bulwersuje się kard. Schönborn.

Arcybiskup Wiednia zgadza się, że Kościół powinien otaczać duszpasterską troską rozwiedzionych, ale skarży się, iż „brak wśród nas szerszego spojrzenia na rodzinę w takich przypadkach”.

„Każda rozwiedziona para, każde takie małżeństwo ma dzieci, rodziców, którzy zostali dziadkami, są w takiej rodzinie siostry i bracia, wujkowie, kuzyni… Rozwód dotknął każdego z nich, nie tylko dwie osoby! Jak możemy o tym zapominać! Rozwód zawsze dotyka i kaleczy całą jakby sieć społeczną i rani komórkę, jaką jest rodzina. Takiego spojrzenia brak mi na synodzie” – podkreśla

Kard. Schönborn mówi to z własnego, bolesnego doświadczenia – sam wzrastał jako dziecko w rozbitej rozwodem rodzinie. „Moi rodzice rozstali się, kiedy miałem 13 lat. Strasznie to przeżywałem, obarczałem się, jak każde dziecko, winą. Muszę powiedzieć, że najgorszym dniem w całym moim dotychczasowym życiu był dzień, wieczór, kiedy dowiedziałem się, że rodzice się rozwodzą. Na szczęście było nas więcej. Ciocie, wujkowie otaczali nas miłością, pomagali mamie. Przetrwaliśmy, ale ranę noszę do dzisiaj. I nikt nie jest w stanie tego zmienić” – wyznaje „La Stampie” austriacki duchowny.

Gdzie są wasze dzieci?

Hierarcha nie chciał odpowiedzieć wprost na pytanie włoskiego dziennikarza, co sądzi na temat dopuszczenia do komunii osób rozwiedzionych – co postulują niektórzy uczestnicy Synodu Biskupów.

„To bardzo złożony problem i nie może rozwiązać go żaden synod. Mam pytanie do takich osób, zadaję je zawsze, gdy pytają o komunię: gdzie są wasze dzieci? Co z nimi? Czy obarczyliście je ciężarem waszego upadku i grzechu? Jak możecie prosić o komunię, skoro przez złamanie przysięgi, którą złożyliście, te owoce waszej miłości – dzieci – teraz cierpią. Czy zdajecie sobie z tego sprawę?” – tłumaczy kardynał. I dodaje: „(…) to jest dramat, o którym milczymy także i na synodzie. Dzieci po rozwodzie rodziców żyją zwykle między jednym a drugim. Co z tego wynika? Czy to się da naprawić?”.

Grzech zostaje

Kard. Schönborn przekonuje, że choć są różne przyczyny rozwodów, to zarazem podkreśla dobitnie, że osoby rozwiedzione, które zawarły ponowne związki, żyją w grzechu ciężkim i łamią nakaz, jaki dał małżonkom Chrystus.

„Jest jeszcze inna kwestia. Jeden małżonek zostawia drugiego na pastwę samotności! I o to też pytam małżonków: kim staje się żona czy mąż po rozwodzie? W naszym społeczeństwie żyją setki tysięcy „wdów i wdowców” po rozwodzie. Żyją sami, bo ktoś ich opuścił. Ci, którzy weszli w nowe relacje i mają kolejne dzieci, nie czują tak samotności. Ale oni kogoś opuścili… Czy można dać im w takiej sytuacji komunię?” – stawia pytanie metropolita Wiednia.

I sam odpowiada na nie tak: „Kościół musi być po stronie samotnych i opuszczonych, cierpiących, papież podkreśla, byśmy byli przy biednych i maluczkich. A takimi są właśnie dzieci rozwiedzionych i osoby opuszczone przez współmałżonka”.

Cała góra problemów

Austriacki kardynał ubolewa, że rzymski synod omija zupełnie refleksję nad powodami rozpadu małżeństw. „Bo czy tacy ludzie wcześniej dobrze byli do małżeństwa przygotowani? Być może w wielu historiach nie jest już możliwy powrót żony do męża i męża do żony. Ale czy spróbowali wszystkich sił, by wrócić? Jeśli tak, to znaczy, że nie ma między nimi miłości. Co więc jest? Nienawiść? Jak można zostawić ją w sercu? Pytam więc takich rozwiedzionych znowu: jak chcecie prosić o Komunię, jeśli w waszych sercach jest złość i nienawiść? No bo skoro nie możecie do siebie wrócić…” – zastanawia się Schönborn.

Metropolita Wiednia chciałby, by Kościół zaangażował się bardziej w pojednanie par i w poważną drogę penitencjarną dla nich. „Kwestia osób rozwiedzionych i ich dostępu do komunii to nie tylko sprawa tej dwójki, ale całej rodziny, całej góry problemów” – mówi kard. Schönborn.

„Oczywiście w wielu przypadkach możemy wszcząć w Kościele proces stwierdzenia nieważności małżeństwa, jeśli zachodzą poważne przyczyny, ale tylko Bóg zna serca takich ludzi, prawdę o ich życiu. Nie mówię tego, by oskarżać kogoś, ale by uświadomić, że tak, Bóg jest miłosierny, bo kocha każdego z nas, mówi do naszych serc. Ale trzeba zadać sobie pytanie: co z moim sumieniem i jaka jest moja sytuacja wobec Boga, jeśli żyję w nowym związku?” – uważa austriacki duchowny.

„Ale ta debata, tak gorąca wokół komunii dla rozwiedzionych, daje do myślenia. Jest bowiem tyle osób, które przystępują do komunii automatycznie, bezwiednie, a i takich, które mogą, a nie przystępują. Popatrzcie, jak wielki to skarb, komunia święta! Ile osób za nią tęskni!” – podsumowuje synodalna dyskusje o komunii dla rozwodników kard. Schönborn.

Przetłumaczone fragmenty wywiadu pochodzą ze strony Gosc.pl.

Za: www.dominikanie.pl