W poszukiwaniu karmelitańskich śladów Pallottiego: Monte Compatri

Korzystając z wolnego dnia, wyskoczyłem we wtorek na Monte Compatri. To 12 tys. miasto, położone na wzgórzu o tej samej nazwie, znajduje się ok. 26 km od Rzymu. Sąsiaduje z podobnymi sobie miastami i miasteczkami, takimi jak Monte Porzio, Rocca Priora, Marino, Castel Gandolfo, Colonna, Frascati, Albano, Grottaferrata, etc. Jak prawie wszystkie miasta regionu nazywanego „Castelli Romani”, Monte Compatri zbudowane jest na wzgórzu pochodzenia wulkanicznego na wysokości ponad 570 m n.p.m.

Wincenty Pallotti znał je wszystkie jak własną kieszeń. Bywał tam od dziecka. Na rodzinnych imprezach u stryjka Alojzego i ciotki Kandydy; w celu odpoczynku podczas sierpniowego „Ferragosto” (dosł. „Wakacje Augusta”, czyli święto zbiorów lub po prostu dożynki obchodzone początkowo we wrześniu, a przez cesarza Augusta przeniesione na sierpień); czy też po to, by podreperować swe fizyczne i duchowe zdrowie. W rzeczy samej, przyjazna cisza oraz łagodny klimat tychże okolic sprzyjają „zdrowotności”. Latem termometr nie przekracza 30°C, a pięknemu słoneczku towarzyszy zawsze łagodna bryza.

Nieco poza miastem, na samym szczycie Monte Compatri (640 m n.p.m.) znajduje się klasztor „San Silvestro” (św. Sylwestra). Jego historia zaczyna się w połowie XV wieku. Jako pierwsi osiedlili się tu Franciszkanie. W 1605 roku na wzgórze przybyli Karmelici Bosi. Wybudowali kościół i klasztor pozostając w nim po dzień dzisiejszy. Ojciec Orlando Pietrobono, aktualny przełożony wspólnoty, obiecał mi że „pogrzebie” w archiwach klasztornych, by sprawdzić czy nie ma tam jakiś śladów po Pallottim. A być powinny, bo Don Vincenzo pojawiał się tu każdego roku, przynajmniej na tydzień lub dwa, w latach od 1818 do 1822. Wizyty te zostały udokumentowane listami jakie z „czcigodnego klasztoru św. Sylwestra” pisał i słał do Rzymu. A jest takowych ponad dwadzieścia.

Oto jeden maleńki przykład. Chodzi o urywek z listu pisanego 20 września 1822 roku do niejakiego Alojzego Nicoletti, młodszego od Pallottiego o dwa lata Rzymianina, którego ks. Wincenty „na prostą drogę” wyprowadził, do ołtarza doprowadził i na nową drogę pobłogosławił (Pallotti miał wtedy 27, a Nicoletti 25 lat):

„Jaśnie Oświecony Panie Alojzy! Grzechy me są przyczyną wszelkiego zła, więc są przyczyną i tego, iż długo nie odpisywałem, gdyż w minionych dniach nie otrzymałem oświecenia, co do Jego osoby. Dopiero wczoraj, Bóg w nieskończonym Miłosierdziu swoim, wyprowadził mnie na wysoką górę (być może chodzi o „Monte Salomone”, które znajduje się o 2,5 km od klasztoru Karmelitów na wysokości 773 m n.p.m. – 30 minut na kamasz), oddalając mnie całkowicie od kontaktu z ludźmi. Kiedy pogrążony w kontemplacji i modlitwie zwróciłem się ku niebu, odczułem wyraźnie pańską obecność. Otóż, Bóg dał mi poznać i poczuć, że do tej pory nie skorzystał pan z rad jakich udzielił mu przed rokiem pewien przykładny i zatroskany jezuita. Na podstawie jego listu, cały zatrwożony, przeląkł się pan śmiercią. Bóg jednak, przez ów list nie chciał niczego innego, jak zmobilizować pana, by trwał zawsze w stanie jej świadomości, i by każdego dnia żył tak, jakby w tym konkretnym dniu miał zakończyć życie. I ja zwracam się atoli do waćpana pokornie i na klęczkach, z twarzą zwróconą ku niebu i ku ziemi, prosząc Boga o to, by odtąd nie przeżył pan ani jednego dnia bez pochylenia się, choćby przez chwilę, nad tym wielkim pewnikiem jakim jest śmierć. Proszę jednak nie myśleć, jakobym chciał panu oznajmić, iż jego przejście do wieczności jest bliskie. Wszak i ja dnia tego nie znam, jakkolwiek Bóg w wyjątkowym nadmiarze nieskończonego miłosierdzia swego, gotów byłby mi to objawić, gdyby to miało wyjść na Jego chwałę i na pożytek mój oraz pański. Piszę o tym dlatego, aby pan, odpowiadając na łaskę najmiłosierniejszego Boga, wciąż i coraz bardziej postępował w bogaceniu się przed Nim, ku wieczność! Skądinąd, proroctwo to może też być Bożym ostrzeżeniem! Czyż ja, choć grzeszny, nie mógłbym przemówić do pana tak, jak oślica proroka Balaama? Niech więc pan korzysta z tej wody, która wypływa ze szczeliny rozwartej ręką Boga, a stanie się z panem tak, jak z Samsonem: „wrócą mu siły i ożyje” (Sdz 15, 18-19). Proszę się modlić za mnie i za mego zmarłego brata (16 lipca 1822 roku umiera Franciszek, 15-letni brat Wincentego). Polecam się Pańskim modlitwom”.

W dobie koronawirusa i innych „wirusów” – rada i zachęta Pallottiego, mogą doprawdy okazać się bardzo przydatne!

I jeszcze jedno.

W klasztorze św. Sylwestra na Monte Compatri znajduje się nienaruszone do dziś ciało Generała Karmelitów Bosych, ojca Giovanni di Gesù Maria – Jana od Jezusa Maryi. Kim on był?

Urodził się w hiszpańskim mieście Calahorra w 1564 roku. Był więc współczesnym świętym Teresie z Avila i Janowi od Krzyża, dwóm reformatorom Karmelu. Sam znalazł się wśród pierwszych zreformowanych Karmelitów Bosych, i jako taki został posłany do Włoch. Najpierw do Genui jako mistrz nowicjatu, a potem w tej samej roli do Rzymu. To jemu Karmelici Bosi zawdzięczają opracowanie ich Konstytucji. Jako postulator generalny prowadził w Rzymie proces kanonizacyjny Teresy z Avila. Został trzecim z kolei Przełożonym Generalnym Zakonu otwierając w miejscu dzisiejszego „Teresianum” (Papieski Instytut Duchowości założony w 1935 r.) Seminarium misyjne, w którym Karmelici przygotowywali się do wyjazdu na misje. Dzięki uruchomieniu tego Kolegium – nie bez trudności i wewnętrznych opozycji w Zakonie – Karmelici Bosi otworzyli klasztory w Zatoce Perskiej, w Goa (Indie), w Anglii, we Francji, w Belgii i w Niemczech.

Jeden z historyków Karmelu, profesor „Teresianum”, o. Bruno Moriconi, nazywa Jana od Jezusa Maryi „mistycznym wędrowcem”, którego życie jawi się jako mozolne pielgrzymowanie na Górę doskonałości, na którą nigdy się nie dociera, ale ku której też nigdy nie przestaje się iść”. Niestety, sami Karmelici przyznają, iż „zaniedbali” Jana od Jezusa Maryi. Cytowany przed chwilą o. Moriconi, tak o nim pisze w artykule “Il volto di Giovanni di Gesù Maria” – „Oblicze Jana od Jezusa Maryi”: „Jeszcze sześćdziesiąt/siedemdziesiąt lat temu, w wielu prowincjach Zakonu, dwie pozycje książkowe Giovanni di Gesù Maria dotyczące formacji w Karmelu – „Instrukcja dla nowicjuszy” (w dwóch tomach, wydana w Rzymie w 1598 i 1605 r.) oraz „Instrukcja dla mistrza nowicjatu” (wydana w Neapolu w 1607 r.) – były lekturami nie do pominięcia. Niestety, postać ich autora zawieruszyła się między fałdami długiej tradycji” (Rivista di Vita Spirituale, nr. 69, 2015/4).

Aby zachęcić do ponownego odkrycia tego mądrego i świętego karmelity, pioniera i założyciela europejskiego Karmelu oraz gorliwego misjonarza, wystarczy uzmysłowić sobie trzy rzeczy. Po pierwsze, autorytet jakim się cieszył u wszystkich, którzy pukali do drzwi jego celi prosząc o radę: od prostych, zwykłych ludzi, po książęta, kardynałów (Robert Bellarmin), świętych założycieli (Józef Kalasanty), a nawet papieży (Klemensa VIII i Pawła V). Po drugie, rzucić okiem na tytuły napisanych przez niego książek. Wydał ok. 80 pozycji z dziedziny teologii, mariologii, historii, literatury, polityki, egzegezy i pedagogiki. Po trzecie, przyjrzeć się intensywności jego życia, które zakończyło się w wieku 51 lat (1564-1615). W rzeczy samej, mamy tu do czynienia z prawdziwym „duchowym olbrzymem”.

Wspominam o tym dlatego, bo czuję, iż Pallotti musiał Jana od Jezusa Maryi „podglądać” (przynajmniej kiedy przebywał na Monte Compatri) zwłaszcza jako „mistyka apostolskiego” lub, jak kto woli, „apostoła mistycznego”. W końcu Don Vincenzo nie tylko karmił się obficie doktryną Teresy z Avila i Jana od Krzyża tworząc własną wersję wspinaczki na „Górę Karmel”, ale i do Szkaplerza należał, i do Trzeciego Zakonu Karmelitańskiego został wpisany 16 grudnia 1816 roku „po wieczornym Anioł Pański” (OOCC X, s.738/739) składając w nim profesję 20 kwietnia 1842 roku w Kościele św. Pankracego w Rzymie, na ręce Przełożonego Generalnego Karmelitów Bosych ojca Klemensa od św. Teresy. Tak sam o tym pisał: „Dnia 20 kwietnia 1842 roku, Ja, Wincenty od Najświętszych Serc Jezusa i Maryi, składam profesję i przyrzekam Bogu, Najświętszej Dziewicy z Góry Karmel, świętej Teresie i przełożonym Zakonu posłuszeństwo i czystość, które chcę zachowywać aż do śmierci z doskonałością, jaka tylko będzie dla mnie możliwa. Podpisał: Brat Wincenty od Najświętszych Serc Jezusa Chrystusa Pana Naszego, Najświętszej Dziewicy Niepokalanej oraz św. Dyzmy” (OCL IV, s.27/28).

W 1614 roku, a więc na rok przed śmiercią, ojciec Giovanni di Gesù Maria osiadł w klasztorze na Monte Compatri, gdzie zmarł 28 maja 1615 roku, w święto Wniebowstąpienia. Jego proces beatyfikacyjny został wznowiony w 1997 roku.

Ks. Stanisław Stawicki SAC
Za: waw.pallotyni.pl