Werbiści bezpieczni po trzęsieniu ziemi

Ogromne trzęsienie ziemi, jakie nawiedziło Papuę Nową Gwineę 25 lutego, miało siłę 7,5 w skali Richtera. Po nim czym nastąpiło wiele wstrząsów wtórnych, z których najsilniejszy miał miejsce 7 marca.

Kataklizm jak dotąd kosztował życie życie prawie 150 osób, w górskich prowincjach w środkowej części kraju. Kilkaset osób zostało rannych, tysiące bez dachu nad głową.

Na szczęście żaden z naszych misjonarzy nie ucierpiał, choć wielu zgodnie twierdzi, że trzęsienie było bardzo mocne.

Tereny, na których pracują nasi misjonarze, nie ucierpiały w tym trzęsieniu ziemi – pisze z Madang o. Józef Maciołek SVD, prowincjał werbistowskiej Prowincji Papui Nowej Gwinei. – Ucierpieli przede wszystkim mieszkańcy Diecezji Mendi. Nie ma informacji o ofiarach w Diecezjach Mt. Hagen czy Wabag, gdzie pracujemy.

Madang [miasto w płn-wsch. części kraju, siedziba władz werbistowskiej Prowincji PNG – przyp. red.] odcięte jest od gór i od Lae, bo po obfitych deszczach rozmyty został jedyny przejazd przez żleb górski w górach Madang – pisze dalej o. Maciołek. – Ruch kołowy został zupełnie zatrzymany. Tubylcy zbudowali drewniany mostek i żądają wysokiej opłaty za przejazd. Nie wiadomo, kiedy przejazd zostanie na nowo udrożniony.

Br. Wiktor Kanarski SVD, pracujący w Goroka, który przyjechał do Madang na posiedzenie Rady Prowincjalnej, nie może wrócić do domu – dodaje o. Józef. – Z drugiej strony, w kierunku Bogia, zawalił się duży most przed miejscowością Megiar. O. Michał Płoszczyca SVD swoje zapasy do Bogia musi przewozić przez rzekę na łódkach i płacić przewoźnikom. O naprawie mostu na razie nie ma żadnej informacji.

Z kolei bp Józef Roszyński SVD, ordynariusz Diecezji Wewak, opisuje swoje przeżycia związane z trzęsieniem ziemi i sytuację w jego diecezji.

O godz. 3.47 obudził mnie krzyż misyjny, uderzający głośno o ścinę mojej sypialni – krótko po najsilniejszym wstrząsie pisał bp Roszyński. – Po sekundzie zdałem sobie sprawę, że trzęsie się cały dom. Wydawało się, że trwa to wieczność. Trzęsienia ziemi są u nas dość częste, ale to było wyjątkowo długie i bardzo silne. Natychmiast zgasło światło i przebiegła mi przez głowę myśl, że być może zbliża się tsunami, które dotarło już do elektrowni na przedmieściach Wewak. Wydawało się, że zbliża się apokalipsa. Na szczęście po chwili wszystko ucichło.
W miarę upływu czasu zaczęły do nas napływać informacje o tym, co się naprawdę wydarzyło, gdzie zniszczenia są największe i gdzie jest najwięcej ofiar. Trzęsienie zniszczyło lotnisko w Wewak, uszkodziło albo zupełnie zniszczyło mosty. W wyniku osuwisk zablokowany został nurt rzek. Bardzo wiele domów i ogrodów zostało doszczętnie zniszczonych.

Ludzie są przerażeni, w szoku – pisze dalej bp Roszyński. – Patrząc na ostatnie wydarzenia w naszym regionie boją się, co jeszcze może się stać [na początku stycznia wybuchł w tym regionie wulkan Kadovar – przyp. red.]. Czekają na pomoc i ewakuację w bezpieczniejsze regiony.

Wielki Post, który obecnie przeżywamy, wymaga od nas tutaj na miejscu jeszcze głębszej refleksji nad tym, czym jest życie i co jest naprawdę w nim ważne. Szczególnie, gdy okazuje się, że śmierć może czyhać tuż za progiem – dodaje bp Józef. – Modlimy się za wszystkie ofiary i ich rodziny, a także za tych, którzy robią wszystko, co w ich mocy, by nieść pomoc.

Najdramatyczniejsza jest relacja bpa Donalda Lipperta OFMCap, ordynariusza Diecezji Mendi, gdzie zniszczenia były największe. To tam było najwięcej ofiar. W Diecezji Mendi nie pracują werbiści. Relację bpa Lipperta (w języku angielskim) można znaleźć bezpośrednio na stronie internetowej diecezji – zob. www.mendidiocese.com/index.php/news/item/157-earthquake.

Więcej informacji o trzęsieniu ziemi w Papui Nowej Gwinei: https://en.wikipedia.org/wiki/2018_Papua_New_Guinea_earthquake

Sytuację sejsmiczną można śledzić na bieżąco na stronie: https://earthquaketrack.com/p/papua-new-guinea/recent

Za: www.werbisci.pl