Werbiści: Relacja z Virgin Gorda po huraganie Irma

Właśnie dotarła do nas bezpośrednia relacja o. Jana Pastuszczaka SVD, pracującego na karaibskiej wyspie Virgin Gorda. Wyspa została całkowicie zniszczona przez huragan Irma, który przeszedł nad tym regionem świata na początku września.

Przez kilka dni po kataklizmie nie było kontaktu z Virgin Gorda. Nie mieliśmy też informacji, czy o. Pastuszczak jest bezpieczny. Wreszcie 13 września udało się potwierdzić, że jest cały i zdrowy.

Oto relacja o. Jana, która pokazuje, jak dramatyczne chwile przeżyli mieszkańcy karaibskich wysp.

W pierwszych dniach września poteżny huragan Irma uderzył w wyspy karaibskie. Gdy o godzinie 10:40 kawałek drewna zrobił dziurę w dachu i suficie pokoju, gdzie przebywałem, zaskoczony podbiegłem do okna i zobaczylem, jak huragan zrywa części dachu kościoła. Podbiegłem do głównych drzwi plebanii, a one zachowywały się, jakby ktoś na przemian próbował je pociągnąć, a nastepnie popchnąć z ogromną siłą. Próbowałem je zabezpieczyć, ale po chwili zrozumiałem, że to ponad moje siły i możliwości.

Gdy przeszedłem do mojego pokoju usłyszałem jak drzwi frontowe są wyrywane z zawiasami. Jednocześnie było słychać pękający dach. Zamknąłem drzwi do pokoju na klucz, ale huragan je wyrwał i dostał się do środka.

Ostatnie godziny przesiedziałem w łazience, patrząc przez wyłamane drzwi jak huragan niszczy wszystko w moim pokoju, jednocześnie zrywając resztki dachu. Zacząłem się modlić mysląc, że są to ostatnie chwile mojego życia. Pan Bóg jednak postanowił, że nie.

Gdy wiatr osłabł, z pomocą parafianina, który pracuje w lokalnej straży pożarnej, wydostałem się z plebanii. Po drodze zobaczyłem, że w jednym z pokojów dach zawalił się do środka. Dobrze, że nie schroniłem się tam.

Nasz kościół stracił ¾ dachu. Ocalał jego fragment i 5 ławek w rogu kościoła. Ten róg mieści zachrystię, więc na szczęście mamy wszystko, co potrzebne do odprawiania Mszy świętej. Huragan porwał jednak obie moje alby, więc podczas liturgii ubieram ornat na codzienne ubranie. Główny ołtarz, okna oraz dach kościoła zostały kompletnie zniszczone, ale krzyż z figurą Pana Jezusa pozostał nietknięty. Figurka Matki Boskiej stojąca pomiędzy kościołem a plebanią ocalała, chociaż obok niej wiatr rozrzucił duże części dachu. Oderwane zostały jedynie ręce złożone do modlitwy.

Pierwsze dwie noce po kataklizmie spałem w samochodzie, zaś w ciągu dnia pilnowałem ruin. Trzeciego dnia parafianie znaleźli mi pokój u rodziny, której dom ocalał. Nie należą oni do naszego kościoła, ale postanowili dać pokój bezdomnemu księdzu. Na razie mam zatem gdzie mieszkać, a potem zobaczymy.

Obecnie Mszę świętą odprawiamy w każdą niedzielę, a 1 października mieliśmy również chrzest. Proszę módlcie się za nas oraz tych, którzy nam pomagają.

Za: www.werbisci.pl