Zdecydowanie wolę dzwon kościelny

O senegalskich klimatach opowiada o. Krzysztof, rektor naszego Wyższego Seminarium Duchownego, który kilka dni temu powrócił z Dakaru z dwutygodniowego spotkania odpowiedzialnych za formację.

Wczesnym rankiem, między czwartą a piątą nad ranem, przez dwa tygodnie budziły mnie nawoływania muezina, muzułmanina odpowiedzialnego za wzywanie do modlitwy. Te same nawoływania docierały jednocześnie z głośników różnych minaretów rozsianych po całym Dakarze, a powtarzały się jeszcze czterokrotnie w ciągu dnia. Muezin nawoływał przed wschodem słońca, w południe, po południu, po zachodzie słońca i w nocy. Treścią tych pięciokrotnych nawoływań są: „Allahu akbar!”; „Nie ma bóstwa ponad Allaha a Mahomet jest jego prorokiem”; „Ruszajcie do modlitwy, ruszajcie ku powodzeniu”. Przyznaję, że zdecydowanie milszym dla mojego ucha, serca i przekonań religijnych jest poranne bicie dzwonu kościelnego. Co zatem było powodem, że „wystawiłem” się na takie doświadczenie?

W dniach od 24 czerwca do 5 lipca odbyło się Międzynarodowe Spotkanie Formatorów w Dakarze, w Senegalu. Czyli spotkanie odpowiedzialnych za wspólnoty formacyjne (seminaria, nowicjaty, postulaty, itp.) w Zgromadzeniu Ducha Świętego z całego świata. Zjechało się nas 50 osób, w tym zaangażowani w formację młodych misjonarzy, przedstawiciele Rady Generalnej Zgromadzenia z Rzymu oraz kilka osób zaangażowanych w organizację tego spotkania.

Na pierwszym etapie spotkania dzieliliśmy się tym, jak konkretnie wygląda formacja w poszczególnych wspólnotach, domach i prowincjach. Następnie wysłuchaliśmy kilku tematycznych konferencji dotykających problemów formacyjnych. Po czym, na podstawie tego co już jest w naszych domach i w zestawieniu z treściami konferencji, poprzez pracę w grupach i dzielenie się na forum, sformułowaliśmy całą listę praktycznych wskazań dotyczących formacji młodych duchaczy.

Nie były to więc wakacje pod palmą, choć nie zabrakło drobnych elementów wakacyjnych. W jedno sobotnie popołudnie udaliśmy się na Wyspę Gorée. Wyspa pochodzenia wulkanicznego, położona 3 km na wschód od portu w Dakarze, stolicy Senegalu. Zajmuje 36 ha powierzchni, a zamieszkuje ją ok. 2000 mieszkańców. Na wyspie pierwsi osiedlili się Portugalczycy w 1444r. Później wyspa przechodziła z rąk do rąk: Holendrów, Anglików czy Francuzów. Miejsce bajkowe, aż trudno uwierzyć, jak tragiczna historia jest z tym miejscem związana. Od XVI do XIX w. stanowiła największą w Afryce bazę handlu niewolnikami, gdzie ich więziono, sprzedawano, a następnie ładowano na statki i wysyłano przez Atlantyk do Ameryki Płn. Płd. oraz Europy. To właśnie z tej pozornie malowniczej wyspy przedstawiciele ludów afrykańskich wyruszali w swój niewolniczy rejs, w podróż bez powrotu. Niegdysiejszy ośrodek handlu niewolnikami, dziś jest swoistym sanktuarium, symbolem wyzysku człowieka przez człowieka. Pierwszy afrykański poseł do Zgromadzenia Narodowego urodził się na wyspie Gorée. Wyspa, dziś  jest pod patronatem UNESCO.

Zaś w niedzielne popołudnie zwiedziliśmy katolicką katedrę Dakaru. Dlaczego właśnie to miejsce?  Nasz współbrat, bł. Daniel Brottier (1876-1936) powiedział, że gdyby mu otwarto serce, tam znaleziono by sieroty z Paryża i katedrę w Dakarze. Dlaczego? Pragnął ofiarować swe życie, swą krew dla szerzenia Dobrej Nowiny w Zgromadzeniu Ducha Świętego. I czynił to w czasie ośmioletniej pracy, właśnie w Senegalu. Misyjną pracę przerwał mu wypadek samochodowy i musiał wrócić w 1911 r. do Francji na leczenie. Wtedy o. Brottier z zapałem oddał się zbieraniu środków na budowę katedry, które przerwała I wojna światowa. W czasie wojny był kapelanem-ochotnikiem. A ponieważ kule się go nie imały, po wojnie wrócił do Paryża i dalej zdobywał fundusze na budowę katedry w Dakarze, wtedy też został mianowany dyrektorem sierocińca w paryskiej dzielnicy Auteuil. Stąd paryskie sieroty i katedra zamieszkały na stałe w jego sercu. I jedno i drugie dzieło jest piękne, monumentalne i Boże. I co najważniejsze, jedno i drugie trwa do dzisiaj.

Senegal to jeden z krajów, w których wyznawcy islamu i chrześcijanie żyją w modelowej niemal zgodzie. Nawoływania muezina i głos dzwonu katolickiego kościoła współbrzmią symbolicznie, wyrażając to realne, zgodne współistnienie. Zabrzmi, to dumnie, ale temu poświęcił się o. Daniel i wielu, wielu innych duchaczy, jako pierwsi ewangelizatorzy tej części Afryki. Międzynarodowe spotkanie formatorów przypomina, że misja duchaczy trwa.

o. Krzysztof Ferenc CSSp

Za: duchacze.pl