Jasna Góra Podkarpacia ma 350 lat

Na Podkarpaciu liczy się czas „przed” i „po Kalwarii” – mówi w rozmowie z KAI o. Edward Staniukiewicz OFMConv, duszpasterz w Sanktuarium Męki Pańskiej i Matki Bożej Kalwaryjskiej w Kalwarii Pacławskiej koło Przemyśla.

W tym roku obchodzi ono jubileusz 350-lecia istnienia. Główne uroczystości odbędą się podczas odpustu ku czci Wniebowzięcia Matki Bożej od 11 do 15 sierpnia.

Paweł Bugira (KAI): Jak wyglądały początki kultu na Kalwarii Pacławskiej?

O. Edward Staniukiewicz OFMConv: – Dokładnie 3 maja 1668 roku pierwsi pątnicy przeszli dróżkami kalwaryjskimi, rozważając mękę Pana Jezusa. Nie mamy dokładnych opisów tamtego wydarzenia, ale zostały fragmentaryczne zapiski, które mówią, że była to pierwsza droga krzyżowa. Kalwaria nie była jeszcze tak rozbudowana. Nie było nawet kaplic, tylko krzyże.

KAI: To było nabożeństwo dróżek czy drogi krzyżowej?

– Sądzę, że była to droga krzyżowa, aczkolwiek mogło to być już nabożeństwo tak zwanych dużych dróżek kalwaryjskich, obejmujących 28 stacji, które odtwarzają ostatnie dni życia Chrystusa.

KAI: Mamy jakieś informacje, czy to pierwsze nabożeństwo wiązało się z dziękczynieniem za jakieś szczególne wydarzenie lub przebłaganiem za zło?

– Nie spotkałem się z takim opisem, ale na pewno było ono podyktowane z pobożnością fundatora i okolicznych mieszkańców. Sam fundator Andrzej Maksymilian Fredro pragnął, aby pielgrzymi, którzy tu przybywają, mogli otrzymywać odpusty i przywileje Ziemi Świętej, dlatego kilka lat po założeniu Kalwarii, Fredro występuje do ówczesnego papieża, aby nadał takie przywileje Kalwarii. I faktycznie Klemens X przysyła odpowiedni dekret.

KAI: Cudowny obraz Matki Bożej już wtedy tutaj był?

– Jeszcze nie. Cudowny obraz Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej znalazł się tutaj w 1679 roku. Wcześniej znajdował się w naszym kościele franciszkańskim w Kamieńcu Podolskim i tam był czczony jako słynący łaskami. Gdy Kamieniec znalazł się pod panowaniem tureckim, kościoły były zamieniane w meczety, stajnie i magazyny. Obraz uratował się w jakiś cudowny sposób. Jest legenda, mówiąca, że został wyrzucony do rzeki, woda uniosła go na jakieś szuwary. Pewnemu mężczyźnie przyśniła się Matka Boża, mówiąca, gdzie obraz się znajduje i wskazująca, aby zanieść go do Kalwarii Pacławskiej. Jest jednak prawdopodobne, że Andrzej Maksymilian Fredro, który był też wojewodą podolskim, wykupił ten obraz od Turków albo w jakiś inny sposób uratował.

KAI: Czym Kalwaria Pacławska zasłużyła sobie na miano Jerozolimy Wschodu lub Jasnej Góry Podkarpacia?

– Jasna Góra Podkarpacia, bo jest to chyba jedyne tego typu sanktuarium na Podkarpaciu, położone rzeczywiście na najwyższym wzniesieniu Pogórza Przemyskiego. Pięknie to ujął abp Adam Szal, nadając ten tytuł świadomie lub nieświadomie.

A Jerozolima Wschodu, bo jest to najdalej wysunięte tego typu sanktuarium na wschód – w linii prostej jest 1,5 kilometra do granicy z Ukrainą. Poza tym chyba mało kto dziś wie, że do 1939 roku to sanktuarium służyło wiernym dwóch obrządków: rzymsko- i greckokatolickiego. Jedni i drudzy przed obliczem Matki Bożej odprawiali swoje nabożeństwa. Było nawet tak, że w tabernakulum był przechowywany Pan Jezus „rzymskokatolicki” i „greckokatolicki”, to znaczy pod postacią naszego białego opłatka i prosfory. Wiązało się to z tym, że na tych ziemiach przed wojną mieszkało wielu wiernych obrządku wschodniego.

KAI: Jak wyglądają obchody roku jubileuszowego?

– Uroczyste obchody zainaugurowaliśmy 3 maja 2018 roku Mszą świętą pod przewodnictwem abpa Adama Szala. Potrwają one do 3 maja 2019 roku. Centralne uroczystości to właśnie Wielki Odpust Kalwaryjski, który przeżywamy od 11 do 15 sierpnia. Wystąpiliśmy do Stolicy Apostolskiej o udzielenie specjalnych odpustów roku jubileuszowego. Takie pozwolenie otrzymaliśmy, dlatego każdy pielgrzym, który nawiedzi naszą świątynię, może uzyskać odpust zupełny pod zwykłymi warunkami przez cały rok, a więc do 3 maja 2019 roku. Papież Franciszek dał również pozwolenie abp. Adamowi Szalowi na udzielenie błogosławieństwa papieskiego. Arcybiskup przemyski udzieli go 14 sierpnia podczas Mszy św. o godz. 18.00. Otrzymają je również ci, którzy będą uczestniczyć w tej Eucharystii poprzez radio, telewizję lub internet.

KAI: Ilu pielgrzymów się spodziewacie?

– Możemy się opierać na podstawie doświadczeń poprzednich lat. W ubiegłym roku służby obliczyły, że w czasie wielkiego odpustu przewinęło się tutaj ok. 170 tysięcy pielgrzymów. W tym roku, ze względu na jubileusz, możemy się spodziewać większej liczby, może nawet 200 tysięcy.

KAI: W archidiecezji przemyskiej sierpniowe odpusty w Kalwarii Pacławskiej są swoistym fenomenem. Mówi się nawet, że coś odbędzie się „przed Kalwarią” albo „po Kalwarii”. Każdy wie, że mowa o odpuście i połowie sierpnia. Z czego to wynika?

– Tak faktycznie jest i tak mieszkańcy Podkarpacia mierzą czas. Myślę, że ten fenomen wypływa z tego, że ci ludzie z pokolenia na pokolenie są związani z tym miejscem. I w swoich parafiach i rodzinach ten fenomen przekazują.

KAI: Podczas kalwaryjskiego odpustu w 1968 r. kard. Karol Wojtyła głosząc kazanie pytał: „Czyż to nie dziwne, że my przychodzimy żeby uczestniczyć w śmierci i pogrzebie? Przecież człowiek od śmierci stroni. Przecież człowiek chce przedłużyć swoje życie”. Powtarzając pytanie papieża: czy to nie dziwne?

– To jest właśnie fenomen Kalwarii, że ludzie przychodzą uczestniczyć w pogrzebie. Zresztą, jeśli kogoś kochamy, to przychodzimy na pogrzeb. Ale jest to perspektywa nie tylko odejścia ziemskiego, ale jak powiedział kardynał 50 lat temu: chcemy poprzez tę śmierć spojrzeć dalej, w przyszłość. Bo poza bramą śmierci, wierzymy, że życie istnieje i to życie ukazuje nam Maryja, którą odprowadzamy w tym kondukcie pogrzebowym. Liturgia pogrzebowa mówi: „Życie Twoich wiernych o Panie zmienia się, ale się nie kończy”. Maryja daje nam tę nadzieję, że Ona jako pierwsza z ludzi z ciałem i duszą została wzięta do nieba, czyli przekroczyła tę bramę śmierci. Ten pogrzeb daje nam nadzieję.

KAI: Zainteresowanie sanktuarium kalwaryjskim nie spada?

Nie spada, a nawet wzrasta. Również dlatego, że po prawie stu latach od śmierci czcigodny sługa Boży o. Wenanty Katarzyniec został „obudzony z grobu”. Jego proces beatyfikacyjny jest już właściwie zamknięty, bo papież Franciszek podpisał dekret o heroiczności cnót w 2016 r. Od tego momentu rozpoczął się jeszcze większy kult o. Wenantego. Do jego grobu, który znajduje się w kościele, przybywają pielgrzymi. Ktoś nawet niedawno zapytał, czy o. Wenanty nie przyćmi czasem kultu Matki Bożej Kalwaryjskiej. Odpowiedziałem, że absolutnie nie. O. Wenanty przyciągnie jeszcze więcej ludzi do Matki Bożej.

KAI: Zmienia się sposób pielgrzymowania albo sami pielgrzymi?

– Sposób pielgrzymowania na pewno tak. Dzisiaj jest ono bardziej zmotoryzowane. Pielgrzymi przyjeżdżają na cały dzień lub na kilka godzin, później wracają do domów. Jeszcze 20, czy 50 lat temu większość pielgrzymów przybywała na cały odpust i zostawała tu na kilka dni do zakończenia uroczystości. Dzisiaj jest inaczej, ale do tego zmuszają lub skłaniają nas sytuacje. Może ludzie są też bardziej wygodni, chcą się dobrze wyspać, wykąpać, odświeżyć się, żeby przyjechać na drugi dzień ponownie.

KAI: W ostatnich latach jako opiekunowie tego sanktuarium, poszerzacie „ofertę” dla pielgrzymów. Kiedyś Kalwaria żyła głównie w wakacje, teraz niemal przez cały rok coś proponujecie: rekolekcje, dni skupienia.

– To wypływa nie tyle od nas, co z potrzeby ludzkich serc. Oni potrzebują takich weekendów w ciszy, rekolekcji biblijnych, czy małżeńskich. To wypływa od ludzi, którzy w tym całym zapracowaniu nie mają czasu, żeby przemyśleć swoje życie. A że mamy tutaj odpowiednie warunki, bo jest dom pielgrzyma, to jesteśmy otwarci na to i wychodzimy z pewnymi propozycjami.

Za: www.ekai.pl