Rodzinne spotkania u Kapucynów

27 kwietnia, w Dziele Pomocy św. Ojca Pio odbyło się kolejne spotkanie dla rodzin. Już od ponad roku raz w miesiącu, w sobotnie popołudnie, największa sala Dzieła wypełnia się po brzegi. Przychodzą mali, nieco więksi i zupełnie duzi, by wspólnie spędzić ze sobą czas, bo, jak mówi organizator sobotnich spotkań, brat Mariusz Leszczak, „Czasem proste rzeczy dają najwięcej, prosta rozmowa, proste bycie razem…”

Wszystko zaczęło się w czerwcu 2011 roku, kiedy to z okazji Dnia Dziecka najmłodsi podopieczni Dzieła wraz z rodzicami zostali zaproszeni do kina. Wspólny seans i zadowolenie, które rysowało się na twarzach uczestników filmowej projekcji, stały się impulsem do tego, by w Dziele Pomocy organizować spotkania dla rodzin. Pierwsze z nich odbyło się 5 listopada 2011 roku. Od tego momentu upłynęło sporo czasu, a sobotnie spotkania w Dziele nadal są organizowane. – Na każde spotkanie zapraszamy około 20 rodzin, w sumie zbiera się więc ponad 70 osób. Są to przede wszystkim rodziny, które doświadczają lub doświadczyły problemu bezdomności i korzystają z pomocy Dzieła. – wyjaśnia Joanna Zaborowska, współorganizatorka spotkań. Przychodzą też osoby, którym udało się usamodzielnić, a dziś mają pracę i własny dom. Jest wśród nich pani Ania, mama samotnie wychowująca cztery córki  – Tu się przychodzi, bo tu chce się być. Można się otworzyć i zawsze jest się ciepło przyjętym. – opowiada.

Każde spotkanie rodzin ma swój temat przewodni. Wierze, nadziei i miłości były poświęcone trzy pierwsze, po nich rozpoczął się cykl Owoce Ducha Świętego. Wszyscy uczestnicy mają okazję do pogłębienia tematu spotkania poprzez katechezy. Dodatkowo dorośli zapraszani są do chwili refleksji i wymiany doświadczeń. Bywa, że jest to moment krzepiącego odkrycia, że w swoich trudnościach nie jesteśmy sami. – Czas wspólnego dzielenia się jest szansą na zobaczenie czegoś więcej, na spojrzenie głębiej na swoją rodzinę i życie codzienne. – opowiada brat Mariusz Leszczak, kapucyn.

„Zwykłe” sobotnie popołudnie, prosta rozmowa i bycie razem… tak niewiele, a znaczy tak dużo dla wielu. Dlaczego?

– … Bo człowiek już tak ma, że ciągnie go do dobra. – wyjaśnia pani Ania.