Spotkanie młodzieży i redemptorystów z Europy na Sardynii

W dniach od 7 do 12 sierpnia odbyło się 10. Europejskie Spotkanie Młodzieży Redemptorystowskiej. W coraz dłuższej, bo już 25-letniej, historii tych spotkań przyszła kolej na San Sperate na Sardynii. Spotkanie to zostało zorganizowane przez dwie włoskie prowincje redemptorystów – Rzymską i Neapolitańską pod auspicjami Zarządu Generalnego oraz Konferencji Redemptorystów Europy.

Tegoroczny zjazd młodzieży zgromadził niemal 600 uczestników z 17 europejskich jednostek Zgromadzenia. Pośród przybyłych delegacji do najliczniejszych należały grupy z Prowincji Świętego Klemensa, Prowincji Madryckiej, Prowincji Lwowskiej, Prowincji Neapolitańskiej, Prowincji Rzymskiej, Prowincji Lizbońskiej, Wiceprowincji Michalovce i Bratysławskiej oraz Prowincji Dublińskiej. Nasza delegacja przedstawiała się skromnie i należała do najmniej licznych, z Polski do San Sperate wyjechało 6 osób, można do nich doliczyć jeszcze 9 osób przybyłych z Regii Świętego Gerarda z Rosji i Kazachstanu. Podczas całego spotkania młodym ludziom z różnych zakątków Europy towarzyszył o. Generał Michael Brehl oraz Koordynator Konferencji Europejskiej o. Jacek Zdrzałek.

Temat spotkania „Be live, believe, be love” („Żyć, wierzyć, kochać”) obejmował całość powołania chrześcijańskiego ze szczególnym uwzględnieniem charyzmatu naszego Zgromadzenia i powołania misjonarza redemptorysty. Rozpoczęło się ono barwnym przemarszem z flagami narodowymi przez miasto na miejsce spotkań wieczornych, gdzie oficjalnie rozpoczęto wspólne świętowanie i swoistego rodzaju celebrację chrześcijańskiej radości. Spotkanie bowiem miało także wymiar ewangelizacyjny. Pierwszy wieczór poświęcony był prezentacji historii, tradycji i obyczajowości miejsca, w którym się zgromadziliśmy. Nazajutrz rano celebrowaliśmy wspólną Eucharystię pod przewodnictwem o. Generała. Warto dodać, że na etapie przygotowań spotkania temat codziennej Eucharystii wywoływał wiele dyskusji – w ostatecznym programie przewidziano dwie wspólne Eucharystie, natomiast poszczególne grypy językowe mogły celebrować Mszę św. codziennie bez najmniejszych kłopotów, jedna z kaplic w San Sperate stała się także w tym czasie miejscem nieustannej adoracji Chrystusa Eucharystycznego.

Kolejne dni rozpoczynały się od śniadania i wspólnej modlitwy w różnych językach, następnie poszczególne grupy językowe (włoska, niemiecka, francuska, angielska, ukraińska i słowacka) udawały się na miejsca głoszenia katechez, które z kolei były pogłębiane w małych grupach prowadzonych przez przygotowanych animatorów (szczerze mówiąc nie odczuwałem problemów językowych, pomimo tego, że nasza delegacja uczestniczyła w spotkaniach w grupie słowackiej). Popołudnia wypełnione były przez różnego rodzaju warsztaty przygotowane przez organizatorów i poszczególne delegacje. Wieczorami odbywały się radosne spotkania przy wielkiej scenie, wypełnione przez prezentacje poszczególnych delegacji. Nie brakowało także dobrej i głośnej muzyki.

Przedostatni wieczór przeznaczony był na procesję pokutną zakończoną „wielkim finałem” – sprawowaniem sakramentu pokuty i pojednania oraz uwielbieniem Chrystusa Ukrzyżowanego. Jeden z dni poświęcony był na wyjazd i zwiedzanie niedalekiego Cagliari, stolicy wyspy. Wtedy też o. Generał wygłosił do wszystkich uczestników katechezę w bazylice Bonaria w Cagliari. Katecheza ta zawierała odniesienia do charyzmatu redemptorystów, do niedawnych Światowych Dni Młodzieży w Rio de Janeiro oraz do rozpoczętego już Roku Wspierania Redemptorystowskiego Powołania Misyjnego. Mówiąc o powołaniu misjonarza redemptorysty o. Generał dokonał szczegółowej analizy, kogo to powołanie dotyczy, rozciągając je także na współpracujących z nami świeckich jak i tych, do których jesteśmy posłani. W ostatni wieczór uczestniczyliśmy w Eucharystii sprawowanej przez Arcybiskupa Cagliari Arrigo Miglio.

Na uwagę i docenienie zasługuje zaangażowanie organizatorów z Prowincji Rzymskiej i Neapolitańskiej, a szczególnie odpowiedzialnych ojców: Vito Lombardi i Piotra Sułkowskiego wraz z całą masą wolontariuszy zarówno z San Sperate jak i poszczególnych prowincji, którzy przybyli na miejsce kilka dni wcześniej. Niczego nam nie brakowało, wszystko było przygotowane świetnie, także pogoda była iście śródziemnomorska, dlatego obok wzajemnej integracji i wzrostu duchowego widzialnym znakiem pobytu na Sardynii stała się opalenizna zdobyta na przepięknych sardyńskich plażach.

o. Marcin Klamka CSsR


Oto świadectwo jednej z uczestniczek: 

Wspaniała atmosfera, niezapomniane widoki i niezwykli ludzie. Tego będzie mi najbardziej brakowało po wyjeździe z San Sperate na Sardynii, gdzie odbyły się Europejskie Dni Młodzieży Redemptorystowskiej.

Jechałam tam z pewnymi obawami: daleka podróż, nie znałam nikogo; wyruszałam zupełnie sama. Ale jak się okazało, właśnie samotność pomogła w nawiązywaniu kontaktów. Szczególnie najlepiej nawiązałam kontakty z rodaczkami. Wyruszyłyśmy we cztery, jako młodzież, i mieliśmy oczywiście opiekunów – dwóch. Byłam wśród nich najmłodsza, ale nie odczuwałam tego.

Po przybyciu do San Sperate, a w szczególności podczas wieczornego pochodu, wszystkie moje obawy zniknęły. W świetle gwiazd około sześciuset młodych ludzi, trzymając flagę swojego kraju, szło po małym miasteczku. Było głośno, ciemno, a przede wszystkim wspaniale. Każdy krzyczał coś lub śpiewał w swoim języku. Doskonałe lekcje języków obcych na żywo.

Codzienne katechezy – jako Polki uczestniczyłyśmy w katechezach prowadzonych przez ojców ze Słowacji. Obcowanie z językiem słowackim pozwoliło mi trochę się go nauczyć i skupić przy wysłuchiwaniu wypowiedzi w obcych językach.

Bardzo podobały mi się dyskusje w grupach, gdzie każdy dzielił się swoimi myślami, spostrzeżeniami, doświadczeniami.

Ucieszyło mnie to, że zorganizowano nam czas podczas warsztatów, czyli tzw. workshopów, jak je nazywaliśmy. Każdy kraj przygotował coś specjalnego np. Irlandia prowadziła taniec irlandzki, Ukraina taniec ukraiński; można było także brać udział w zajęciach teatralnych i sportowych, robić makaron i zbierać brzoskwinie.

No właśnie, jedzenie. Nie pozwolono nam chodzić głodnymi, choć pierwszego dnia widok sucharów i ciastek na śniadanie mógł przerazić. Oczywiście, był makaron. To w końcu Włochy. Otrzymywaliśmy także wspomniane wcześniej brzoskwinie, które są w tym regionie bardzo popularne.

Tak naprawdę najwięcej działo się wieczorami. Kto spodziewałby się takich zabaw? Ja w ogóle tego się nie spodziewałam. Było to wspaniałe odstresowanie się od rzeczywistości – takie wyszumienie bardzo pomaga.

Z pewnością nie zapomnę porannych modlitw, które odbywały się w wielkim namiocie. Wszyscy śpiewaliśmy, a nawet tańczyliśmy. Nie polegało to na surowym odczytywaniu formułek, ale właśnie na zabawie i obcowaniu z ludźmi.

Nigdy nie zapomnę tego, co spotkało mnie w San Sperate. To były piękne dni, w czasie których poznałam wielu ciekawych ludzi, otworzyłam się na świat, zastanowiłam się nad treścią katechez, obcowałam z różnymi kulturami, poduczyłam się języków obcych oraz nabrałam opalenizny :).

Nie mogę się doczekać kolejnego takiego wyjazdu.

Alicja Trusewicz

Za: www.redemptor.pl