Wspólnota z Taizé przyjęła grupę nieletnich uchodźców

www.deon.plW nocy ze środy na czwartek, 3 listopada do sąsiadujacej z Taizé niewielkiej wioski Ameugny, przybyła grupa nieletnich imigrantów pozbawionych opieki.  Przyjechali oni ze zlikwidowanego niedawno obozu w Calais.

Grupa ta liczy piętnastu nastolatków w wieku od 13 do 17 lat, głównie z Sudanu, Syrii i Erytrei.

Przyjęcie ich zorganizowała wspólnota z Taizé, która zaoferowała im gościnę. Z pomocą wolontariuszy, wsparcia logistycznego oraz we współpracy ze stowarzyszeniem „Le Pont”, wspólnota zadbała o wszelkie procedury administracyjne. Przed przybyciem młodych uchodźców, mer Ameugny oraz rada wioski poinformowali o tym mieszkańców.

Młodzi, pozbawieni opieki migranci zostali przyjęci przedwczoraj przez burmistrza mera Ameugny, mieszkańców Taizé, pracowników fundacji „Most” oraz innych młodych uchodźców z Sudanu, którzy zamieszkali w Taizé w ubiegłym roku. Byli obecni również reprezentanci władz regionu Saône-et-Loire.

W tym dniu prefektura wydała następujące oświadczenie:

Jest to tymczasowa oferta schronienia. W tej chwili przewidujemy 3 miesięczny pobyt tych uchodźców. Pozwoli on na zakwaterowanie ich w optymalnych, bezpiecznych warunkach oraz na opiekę zdrowotną, zanim Ci młodzi ludzie trafią do Wielkiej Brytanii lub będą mieli możliwość korzystania z pełni swoich praw na terenie Francji. Ich wnioski o możliwość bezpiecznego sprowadzenia najbliższej rodziny będą rozpatrywane priorytetowo, w ciągu 3 do 6 tygodni. Gwarantujemy im to.
 
„Modlą się więcej od nas”
 
Wspólnota z Taizé nie pierwszy raz w ostatnich miesiącach przyjmuje uchodźców. Pod koniec 2015 roku w Taizé przyjęto siedmiu młodych ludzi z Północnego Sudanu i Afgańczyków.
 
– Sam przyjazd był niełatwy. Trzeba sobie wyobrazić sytuację tych ludzi. Zabierają ich autobusami, zawożą do wioski zabitej dechami. Przyjechali wieczorem. Ciemno. Mgła. Więc pierwsze chwile były trudne. Trudno im było nawet wysiąść z autokaru. No ale w takich sytuacjach pomagają zwykłe, ludzkie rzeczy. Jeden z uchodźców musiał wyjść do toalety. Za nim wyszli inni. Bracia skorzystali z okazji i zaprosili ich wszystkich na herbatę. I ta prosta herbata odprężyła wszystkich, trochę otworzyła. Także w końcu tych siedmiu młodych ludzi u nas zostało. Przyjęliśmy ich w jednym domu, który służy do podejmowania naszych gości. To dom w samym środku wioski, więc można powiedzieć, że są na oku wszystkich. Okazało się, że są to młodzi chłopcy z różnych miejscowości, z różnych stron Sudanu. Między sobą się nie znali. Najmłodszy ma 18 lat, najstarszy 26. Młodzi muzułmanie, praktykujący. Modlą się więcej od nas. Pięć razy dziennie. Bracia ze wspólnoty tylko trzy razy (śmiech) – mówił wtedy w wywiadzie dla DEON.pl brat Marek z Taize.
 
„Osobiste zetknięcie zmienia nasze spojrzenie”
 
27 października 2016 brat Alois (przeor wspólnoty) wygłosił wykład w ramach XV Ekumenicznego Święta Biblii w Poznaniu, w trakcie którego podzielił się doświadczeniem przyjęcia uchodźców w Taizé:
 
„W Taizé przyjmujemy dwie chrześcijańskie rodziny z dziećmi z Iraku i z Syrii, syryjską rodzinę muzułmanów, a także grupę młodych mężczyzn z Sudanu i z Afganistanu. Nie przestaję im powtarzać: To Bóg was do nas przysłał.

Osobiste zetknięcie zmienia nasze spojrzenie. Młodym ludziom, którzy tydzień po tygodniu przyjeżdżają do Taizé, czasem proponuję, żebyśmy wszyscy odwiedzili imigrantów. Po prostu po to, żeby ich poznać, wysłuchać ich historii. A później – kto wie? – może zostaną uczynione inne kroki.

I zdarza się, że dokonujemy zadziwiającego odkrycia: kiedy przybliżamy się do osób cierpiących, nasze własne zranienia zostają uleczone. Często otrzymujemy dużo więcej, niż dajemy, kiedy otaczamy opieką ludzi strapionych.

Przeżyłem to podczas pobytu w Syrii w grudniu zeszłego roku. Mówię o tym, abyśmy nie przestawali się modlić za ten kraj, który cierpi za bardzo. Brakuje żywności, ale tyle osób podejmuje się rozdzielania czegoś do jedzenia. Nigdy nie zapomnę poranka w podwórzu wypełnionym kobietami muzułmankami, w ciąży albo z niemowlętami, czekającymi na swój przydział jedzenia. Chrześcijanie i muzułmanie, także wspólnie, podejmują działania, żeby zbierać dzieci i uczyć je, kiedy nie ma szkoły.

Młody człowiek powiedział mi: Chcemy żyć wspólnie, wyznawcy różnych religii, ale naszego głosu nie słychać, huk broni jest głośniejszy”.

Za: www.deon.pl.