Home DokumentyDokumenty Kościoła o życiu konsekrowanymBenedykt XVIBenedykt XVI - Kanonizacje i beatyfikacje osób konsekrowanych 2006.04.30 – Mediolan – Kardynał Dionigi Tettamanzi, Homilia Arcybiskupa Mediolanu podczas Mszy Świętej beatyfikacyjnej Alojzego Biraghi i Alojzego Monza

2006.04.30 – Mediolan – Kardynał Dionigi Tettamanzi, Homilia Arcybiskupa Mediolanu podczas Mszy Świętej beatyfikacyjnej Alojzego Biraghi i Alojzego Monza

Redakcja

 

Kardynał Dionigi Tettamanzi

HOMILIA ARCYBISKUPA MEDIOLANU PODCZAS MSZY ŚWIĘTEJ BEATYFIKACYJNEJ ALOJZEGO BIRAGHI I ALOJZEGO MONZA

Mediolan, katedra, 30 kwietnia 2006 r.

 

Najdrożsi Bracia i Siostry w Panu!

Pierwszym uczuciem, które dziś rodzi się i wzrasta w naszych sercach, jest wdzięczność Bogu za wielki dar, jaki otrzymał Kościół ambrozjański w osobach dwóch nowych Błogosławionych: Alojzego Biraghi (1801–1879) i Alojzego Monzy (1898–1954). W tym Kościele przyszli na świat i wzrastali w wierze; tutaj przyjęli powołanie do kapłaństwa i poszli za nim. Jako kapłani Chrystusa wiernie i ofiarnie pełnili codzienną posługę Kościołowi, przeżywając ją jako drogę do świętości.

Dzisiejsza beatyfikacja ponownie gromadzi ich razem przed katedrą, matką wszystkich kościołów diecezji, również tych, w których obaj Błogosławieni przebywali, które kochali i którym służyli. Tak, są razem, choć żyli w różnych epokach, otrzymali odmienne dary naturalne i łaski, wykonywali różne zadania kapłańskie i z wielkim zaangażowaniem prowadzili rozmaite dzieła duszpasterskie. Są razem, głęboko zjednoczeni, ponieważ należeli do tego samego prezbiterium diecezjalnego i tego samego Kościoła ambrozjańskiego, w którym jedność harmonijnie łączy się z różnorodnością. Są razem, głęboko zjednoczeni, ponieważ obaj ukazują jedno oblicze świętego Kościoła Bożego i jego bogactwo duchowe, wyrażające się w odmiennych charyzmatach otrzymanych od tego samego Ducha oraz w różnych sposobach odpowiedzi na wielkie, wspólne wszystkim powołanie do doskonałej miłości.

Naszej wdzięczności Bogu za dar dwóch nowych Błogosławionych towarzyszą szczególna radość i zadowolenie, ponieważ po raz pierwszy w dwutysiącletniej historii Kościoła ambrozjańskiego obrzęd beatyfikacji odbywa się w naszej mediolańskiej katedrze. Również w tym dostrzegamy dobroć Pana wobec nas.

Najważniejszym jednak powodem naszej wdzięczności i radości jest przekonanie, że nowi Błogosławieni — Alojzy Biraghi i Alojzy Monza — są wielkim darem Boga dla nas wszystkich.

W jakim znaczeniu i jakie ma to konsekwencje dla naszego życia? Odpowiedzmy w świetle wiary Kościoła: Pan daje nam ich jako wzory życia i orędowników.

Błogosławieni są przede wszystkim przykładem życia chrześcijańskiego, który nas pociąga i zachwyca, a zarazem stawia przed nami wymagania i pobudza do działania. Ich duchowe doświadczenie zostaje ukazane naszym oczom i sercom nie tylko po to, abyśmy je poznawali, podziwiali i rozważali, lecz także aby budziło w nas szczere pragnienia i skłaniało do konkretnych wysiłków, dzięki którym nasze codzienne życie będzie podążać drogą świętości, do której Bóg powołuje wszystkich bez wyjątku. Jest to przykład zarówno dla poszczególnych osób, jak i dla całej wspólnoty chrześcijańskiej oraz społeczeństwa. Zawsze, a szczególnie dzisiaj, bardzo potrzebujemy wielu Błogosławionych i Świętych, aby przykład ich życia ujawniał zło obecne w nas samych, a przede wszystkim budził i umacniał dążenie do prawdziwego dobra, które odkrywamy w całym jego pięknie i które staramy się coraz pełniej urzeczywistniać. Ich przykład zasiewa nadzieję w nas i w innych, rodzi ufność i pobudza do wypełniania powołania do świętości, z jakim Bóg niestrudzenie zwraca się do nas w swojej miłości.

Pan daje nam dwóch nowych Błogosławionych nie tylko jako wzory życia, lecz również jako naszych orędowników. Ich miłość do Boga, która osiągnęła doskonałość w życiu wiecznym, jest nierozerwalnie związana z miłością do wszystkich braci i sióstr w wierze, a także do każdego człowieka. Właśnie dlatego, że Kościół ogłosił ich błogosławionymi, Alojzy Biraghi i Alojzy Monza w pewnym sensie oczekują na nasze modlitwy. To my mamy zwracać się do nich z ufnością i prośbą o pomoc, abyśmy mogli wraz z nimi podążać drogą świętości, a po osiągnięciu celu uczestniczyć w tej samej bezgranicznej radości, której źródłem jest błogosławione Serce Boga, obdarzające szczęściem.

Szczególne światło i siłę do podążania tą drogą świętości daje nam dzisiejsza liturgia słowa. Trzy wysłuchane czytania tworzą bowiem jasny obraz, niczym wielką ikonę, którą możemy kontemplować i wobec której możemy się modlić. W jej świetle możemy ponownie odczytać niektóre zasadnicze aspekty życia duchowego dwóch nowych Błogosławionych.

Tajemnica świętego życia: „Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem”

W centrum tego obrazu znajduje się spotkanie zmartwychwstałego Jezusa z uczniami po smutnych dniach męki i śmierci: „A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!»” (Łk 24,36). W tajemnicy wiary, czyli w najgłębszej rzeczywistości, ten sam Jezus, ukrzyżowany i zmartwychwstały, również teraz staje się obecny pośród naszego zgromadzenia liturgicznego, kieruje do nas to samo pozdrowienie i obdarza nas tym samym pokojem.

Początek tej sceny, tak jak przedstawia ją Łukasz, zaskakuje jednak reakcją uczniów. Ewangelista zapewnia nas, że ukazał się im sam Jezus, a mimo to uczniowie są „zatrwożeni i wylękli”, a Łukasz dodaje — jako jedyny spośród ewangelistów — że „myśleli, że widzą ducha” (w. 37). Nie rozpoznają Go więc. Obawiają się, że widzą cień, zjawę, postać pozbawioną rzeczywistego istnienia.

Jezus zbliża się zatem do swoich uczniów i pozwala im się rozpoznać. Spełnia ich pragnienie zobaczenia Go i dotknięcia: „Lecz On rzekł do nich: «[…] Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi” (ww. 38–40). To właśnie w Jego ciele, noszącym rany ukrzyżowania, a przemienionym przez zmartwychwstanie, uczniowie — zarówno tamci, jak i uczniowie wszystkich czasów, a więc każdy z nas — mogą spotkać Chrystusa, a raczej pozwolić, by On ich spotkał ze swoją miłością, która odkupia i zbawia, z miłością „aż do końca”, którą okazał i potwierdził na krzyżu.

To „widzenie” i „dotykanie” Chrystusa dokonuje się przez wiarę, przez pokorne i wdzięczne przyjęcie Jego samego, Jego miłości i zbawienia. Jak przypomina nam w niezwykle trafnych słowach nasz św. Ambroży: „Wiarą Chrystusa się dotyka, wiarą Chrystusa się widzi” (Wykład Ewangelii według św. Łukasza, II, 59; VI, 57). Z tej samej wiary rodzi się i rozwija miłość ucznia do Chrystusa. Wszystkiemu temu towarzyszy wielka radość, o której przypominają ewangeliczne opisy spotkań ze Zmartwychwstałym: „Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana” (J 20,20).

W ten sposób dochodzimy do samego serca życia chrześcijańskiego i odkrywamy „tajemnicę” świętości: Jezus Chrystus, ukrzyżowany i zmartwychwstały, rzeczywiście wychodzi nam na spotkanie i kocha nas bezgranicznie. Kocha nas i zbawia, dając nam przez swego Ducha nowe serce, naprawdę zdolne do miłości, i to miłości całkowicie nowej: takiej, jaką sam Bóg nas miłuje. Jak przypomniał papież Benedykt XVI na początku swojej pierwszej encykliki Deus caritas est: „U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie” (nr 1).

Właśnie w tym spotkaniu z Chrystusem ukrzyżowanym i zmartwychwstałym, w dobrowolnym przyjęciu Jego miłości i w nieustannej, coraz pełniejszej odpowiedzi na nią znajduje się samo serce świętego życia. Tu mają swoje źródło, siłę i niezwykłą żywotność duchowe dzieje tych dwóch kapłanów Kościoła ambrozjańskiego. Zakochani w Panu Jezusie — oto najprawdziwszy i najpiękniejszy obraz Alojzego Biraghiego i Alojzego Monzy.

Ma to znaczenie rozstrzygające. Duchowa wielkość dwóch nowych Błogosławionych polega nie tyle na ich intensywnej i niestrudzonej działalności, na wiernie i ofiarnie pełnionej posłudze duszpasterskiej — w przypadku Biraghiego szczególnie w seminarium mediolańskim i Bibliotece Ambrozjańskiej, a w przypadku Monzy w oratorium i parafii — ani nawet na założonych i kierowanych przez nich instytucjach: Zgromadzeniu Sióstr św. Marceliny i Instytucie Małych Apostołek Miłości. Polega przede wszystkim na miłości do Chrystusa, a w Nim do Kościoła i człowieka, którą przeżywali jako najcenniejszą łaskę i najważniejsze zadanie otrzymane od Boga.

Alojzy Biraghi nieustannie powtarzał seminarzystom: „Najdrożsi, oto pierwsza i najważniejsza cecha sług Jezusa Chrystusa: kochać Jezusa Chrystusa, kochać Go naprawdę, kochać Go ponad wszystko”. Do wszystkich zaś kierował słowa: „Nie ma większego dobra niż miłowanie naszego Pana Jezusa Chrystusa. Jedynie w miłości do Jezusa Chrystusa nie powinniście zachowywać żadnej miary”.

Właśnie tutaj przykład i wstawiennictwo dwóch nowych Błogosławionych stają się dla nas szczególnie cenne. To miłość do Chrystusa nadaje prawdziwy sens i najwyższą wartość naszemu życiu i działaniu, pracy i cierpieniu. Jak wielką przynosi to pociechę! Każdy z nas, zawsze i w każdej chwili, nawet w najtrudniejszych i najbardziej niepokojących okolicznościach życia, nawet w ukryciu i samotności, nawet wtedy, gdy spotykamy się z lekceważeniem i odrzuceniem, może osiągnąć wielkość przez miłość. I to właśnie naprawdę się liczy! Tak, jest to dla nas źródłem pociechy, a zarazem powodem głębokiej radości dla Kościoła Chrystusowego, który otrzymuje bogactwo miłości również od ludzi najbardziej pokornych i prostych. Jest to także źródłem nadziei dla naszego społeczeństwa: choć zło obecne w świecie zajmuje tak wiele widocznego miejsca, każdego dnia przeciwstawia mu się dobro, najczęściej niewidoczne, ale jakże rzeczywiste, które nigdy nie znika i nigdy nie zostaje ostatecznie pokonane.

Od miłości do Chrystusa do miłości braci: „Po tym poznajemy, że Go znamy, jeżeli zachowujemy Jego przykazania”

Powróćmy do końcowej części sceny ewangelicznej. Zmartwychwstały Jezus, po tym jak oświecił umysły uczniów, „aby rozumieli Pisma”, powiedział im: „Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego” (Łk 24,46–48).

Być świadkami zmartwychwstałego Jezusa — oto zadanie misyjne powierzone uczniom. To samo zadanie zostało powierzone również nam. Czy można „zobaczyć” i „dotknąć” Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, a nie ukazywać Go innym, nie dzielić się z nimi doświadczeniem osobistego spotkania z Panem? Nakaz misyjny zostaje wprawdzie przekazany uczniom przez Jezusa, ale nie tyle jako zewnętrzne przykazanie moralne, ile jako wewnętrzny dar łaski, która daje piękno i siłę, budzi zachwyt i nieodpartą potrzebę dzielenia się ze wszystkimi darem zbawienia płynącym ze śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Takiego doświadczenia doznali uczniowie w Wieczerniku w wieczór wielkanocny, kiedy uradowali się na widok Pana i po powrocie apostoła Tomasza nie mogli powstrzymać się od powiedzenia mu: „Widzieliśmy Pana!” (J 20,25). Podobnie przeżyła to Maria Magdalena, która „poszła […] oznajmiając uczniom: «Widziałam Pana» i to, co jej powiedział” (J 20,18).

Możemy powiedzieć, że doświadczenia bycia kochanym przez Chrystusa i miłowania Go nie można przeżywać — ani, by tak rzec, zatrzymywać egoistycznie — wyłącznie w sobie. Ma ono bowiem wewnętrzną siłę, która pobudza nas do otwarcia się na innych, do spotykania się z nimi i zapraszania ich do udziału w tym samym doświadczeniu zbawienia, życia odnowionego i zdolnego odnawiać innych, prawdziwej wolności i pełnej radości.

W ten sposób miłość do Chrystusa prowadzi do miłości bliźniego, do wszystkich naszych braci i sióstr.

Przypomina nam o tym w mocnych i pięknych słowach Jan w swoim Pierwszym Liście, którego fragment usłyszeliśmy dzisiaj jako drugie czytanie. Apostoł i ewangelista pisze swój list o miłości, a raczej o „Bogu, który jest miłością”: „Dzieci moje, piszę wam to dlatego…” (1 J 2,1). Jan mówi o jedynym przykazaniu chrześcijanina i wskazuje jedną naukę prowadzącą drogą świętości: „Po tym zaś poznajemy, że Go znamy, jeżeli zachowujemy Jego przykazania […]. Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała” (ww. 3.5), albo, jak mówi tekst oryginalny, „dochodzi do końca” (teteleíotai), osiąga swój cel, którym jest miłość samego Jezusa okazana podczas męki, w całkowitym oddaniu siebie na krzyżu.

Pięknie jest pomyśleć, że Jan również dzisiaj nadal pisze do nas ten list, posługując się mądrością i serdecznością papieża Benedykta. W jego pierwszej encyklice, zatytułowanej Deus caritas est, czytamy: „Program chrześcijański — program dobrego Samarytanina, program Jezusa — to «serce, które widzi»” (nr 31). Serce, które dostrzega różne potrzeby i niedostatki braci oraz odpowiada na nie przez dar z siebie i dzieła sprawiedliwości i miłości.

Pięknie jest również pomyśleć, że list Jana był i nadal jest każdego dnia pisany przez Kościół Chrystusowy w jego dziejach miłości. Jak mawiał Alojzy Monza: „Gdyby ktoś wam powiedział: «Chciałbym opisać dzieje chrześcijaństwa w pięknej księdze, tę księgę streścić na jednej stronie, tę stronę w jednym wierszu, a ten wiersz w jednym słowie», odpowiedzielibyśmy mu: «Napisz: Miłość»”.

Tak, dzieje Kościoła są dziejami miłości, a przez to także dziejami świętości. Dlatego możemy i powinniśmy patrzeć na dwóch nowych Błogosławionych jako na żywe obrazy tego listu o miłości, który Bóg nieustannie pisze przez świętość ludzi wszystkich epok. Alojzy Biraghi i Alojzy Monza są dwiema pięknymi kartami „Listu o agape” w XIX i XX wieku. Jako ludzie swoich czasów potrafili dostrzec wyzwania płynące od współczesnych im ludzi, rozpoznając w nich znaki domagające się nowych i odważnych odpowiedzi na ówczesne potrzeby. Mieli bowiem, jak mówi Papież, „serce, które widzi”!

Biraghi, człowiek wielkiej wiedzy i wybitny wychowawca wielu pokoleń kapłanów i misjonarzy, potrafił przez swoją działalność wychowawczą przekazywać znaczenie miłości wyrażającej się w służbie intelektualnej, mądrości płynącej z wiary, zdolnej bez lęku i z ufnością mierzyć się z problemami własnej epoki. Nieustannie przypominał swoim córkom duchowym, siostrom marcelinkom, o potrzebie zaangażowania w wychowanie, które niewątpliwie stanowi integralną część chrześcijańskiej miłości. W wieku pełnym konfliktów potrafił być człowiekiem pokoju. Gdy podejrzewano go o stronniczość, zabiegał o jedność duchowieństwa i wierność Kościołowi, rezygnując nawet z osobistych zaszczytów.

Alojzy Monza, człowiek pokorny i skromny, rzucił wyzwanie współczesnemu społeczeństwu, marząc o powrocie do czynnej miłości pierwszych chrześcijan. W wyniku trudnych do wyjaśnienia okoliczności historycznych właśnie braterska miłość pierwszych chrześcijan przybrała postać fachowej troski o osoby z niepełnosprawnościami, zwłaszcza dzieci i młodzież w okresie rozwoju. Alojzy Monza założył dzieło La Nostra Famiglia, które być może jako pierwsze we Włoszech pomogło osobom z niepełnosprawnościami wyjść z izolacji społecznej, tworząc ośrodki w całym kraju i na świecie. Dokonał tego, pozostając proboszczem i ukazując mieszkańcom Lecco zapoczątkowane przez siebie pionierskie dzieło jako „oddech” życia parafialnego i wspólnoty braterskiej. Miłość pierwszych chrześcijan stała się zatem wzorem życia kościelnego i służby społecznej.

Ale również my, najdrożsi, jesteśmy powołani nie tylko do czytania „listu o miłości”, który inni — szczególnie Święci i Błogosławieni — napisali i nadal piszą. Jesteśmy powołani, zarówno osobiście, jak i jako wspólnota, aby sami stawać się jego autorami, aby każdego dnia pisać własny „list o miłości”, a nawet byśmy sami, w sercu i czynach, byli żywym listem, listem — jak powiedziałby apostoł Paweł — „napisanym nie atramentem, lecz Duchem Boga żywego; nie na kamiennych tablicach, lecz na żywych tablicach serc” (2 Kor 3,3).

Prośmy z ufnością dwóch nowych Błogosławionych, aby pomagali nam pisać ten nasz list. Oczekują na niego, świadomie lub nieświadomie, ludzie doświadczający rozmaitych potrzeb i niedostatków materialnych, moralnych i duchowych w naszym społeczeństwie, miastach i miejscowościach. Przede wszystkim jednak domaga się go, z wyjątkową pilnością, miłość do Chrystusa, która przynagla nas, abyśmy ukazywali Go innym przez świadectwo miłości braterskiej.

Niech dwaj nowi Błogosławieni pomagają nam nadawać naszej miłości, zarówno pod względem jej głębi, jak i zasięgu, nieograniczone rozmiary właściwe Sercu Chrystusa. Jak pisze Alojzy Monza: „Tak jak nie można sobie wyobrazić chrześcijanina bez miłości, tak nie można sobie wyobrazić chrześcijanina, którego miłość nie rozciągałaby się na cały świat. Nie mówcie: «Chcę się zbawić», lecz mówcie: «Chcę zbawić świat». To jedyny horyzont godny chrześcijanina, ponieważ jest to horyzont miłości”.

Bogu, jedynie Bogu, chwała, uwielbienie i moc na wieki!

Nam zaś, w każdym czasie, Jego zbawcza miłość i Jego radość!

Amen.

 

Tłumaczenie OKM
Za: www.causesanti.va


Copyright © Dicastero delle Cause dei Santi

 

 

 

 

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda