Homilia wygłoszona podczas kanonizacji bł. Karola z Sezze i bł. Joachimy z Vedruny – 1959.04.12 – Watykan

Czcigodni Bracia, ukochani synowie!

Uważnie rozważając szczerym umysłem nabożne życie tych Niebiańskich Świętych, przypominamy sobie te bardzo cenne słowa św. Franciszka Salezego: «Wszyscy, w jakichkolwiek żyjemy warunkach i jakiekolwiek pełnimy obowiązki, możemy posiąść cnotę i świętość chrześcijańską)) (Filotea, cz. I, rozdz. 3).

Karol z Sezze, urodzony w skromnej miejscowości, już od lat dziecięcych był zmuszony zarabiać pracą na roli na chleb codzienny; Joachima z Vedruny pochodziła z rodziny szlacheckiej, do której od najmłodszych lat wszystko się uśmiechało, tak łatwo mogła zdobyć bogactwa, zaszczyty, rozkosze tego przemijającego świata. Każde z nich, powołane do większych i wznioślejszych rzeczy, powoli osiągnęło najwyższe szczyty świętości.

Pierwszy takim bowiem jaśniał blaskiem niewinności, że już jako chłopiec pociągał ku sobie pasterzy i rolników, których zachęcał czy to swoim przykładem, czy też pobożnymi opowiadaniami o Jezusie Chrystusie, o czynach świętych Pańskich dokonanych przez nich na ziemi, czy wreszcie wygłaszanymi z dobrocią i prostotą napomnieniami do życia chrześcijańskiego. A taką pałał miłością do Boga i do biednych, że niczego tak bardzo nie pragnął, jak tylko tego, aby oddać się modlitwie i rozmyślaniu, a potrzebującemu dopomóc wedle swej możliwości. Kwiat czystości, który od młodości poświęcił Najświętszej Dziewicy Maryi, otoczył cierniami pokuty, strzegł z wielką bojaźnią i niezmazany dochował do końca. Aby zaś nie tylko powstrzymać się od rzeczy niedozwolonych i niebezpieczeństw rozkoszy, lecz także by wynagrodzić Panu Bogu za zbrodnie ludzkie, wyniszczał ciało swoje postami i dręczył biczowaniem. Mimo to zawsze do wszystkich odnosił się pełen najwyższej przychylności, radości i niebieskiego wesela, i kogo tylko mógł, pocieszał według swej możności słowem lub czynem.

Wreszcie przyjęty do Zakonu św. Franciszka, czego tak bardzo pragnął, codziennie czynił postępy w gruntowaniu chrześcijańskich cnót, toteż z pomocą łaski Bożej doszedł do ewangelicznej doskonałości życia. Spostrzegano więc, że do tego stopnia anielskie niż ziemskie prowadził życie, iż nie tylko współbraciom, lecz także swoim przełożonym służył za doskonały wzór. A miłość, którą od młodości żywił do Boga i do ludzi z wiekiem wzrastała tak gwałtownie, że poprosił swoich przełożonych, aby pozwolili mu udać się do krajów pogańskich, by tam nie tylko swoje siły poświęcić dla zdobywania braci, ale także, jeśliby zaszła tego potrzeba, przelać swoją krew, byle tylko sprowadzić ich do wiary katolickiej i poprawy obyczajów.

Darzył szczególną czcią Boskiego Zbawcę, ukrytego pod eucharystycznymi postaciami, dlatego, ile miał wolnego czasu, z rozkoszą swej duszy trwał na adoracji u stóp tabernakulum, modlitwie i bogomyślności. Dla tej gorącej miłości pewnego dnia, jak głosi podanie, stał się godnym daru niebieskiego. Otóż, kiedy w kościele tego Miasta (Rzymu), adorując podczas wystawienia Najświętszy Sakrament, cały zapłonął gorącą miłością ku Najświętszej Hostii i zobaczył, jak jasny płomień wydobywający się z Niej ugodził go w serce bijące miłością i zranił je jakby strzałą. Od tego dnia mógł powtarzać słowa św. Pawła: «Dla mnie żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk» (Fil 1,21); «Pragnę odejść, a być z Chrystusem» (Fil 1,23). Co też wkrótce się stało, a mianowicie 26 stycznia 1670 r.

Druga zaś osoba, św. Joachimy z Vedruny, doszła do radości niebios zupełnie inną drogą. Jak powiedzieliśmy, pochodziła z rodu szlacheckiego, opływała we wszystkie bogactwa, jednak już od młodości nie szukała rzeczy ziemskich, lecz przede wszystkim pragnęła niebieskich. Mając 12 lat, postanowiła wstąpić do zakonu. Dlatego prosi, by ją przyjęto do żakonu karmelitanek. Ustępując jednak woli ojca, za zgodą kierownika duchowego wstępuje w związek małżeński z pobożnym, szlachetnym młodzieńcem. Zostaje więc wkrótce matką dziewięciorga dzieci, które wychowuje i zaprawia do dobrego życia, kształcąc je w cnotach chrześcijańskich.

Lecz gdy w młodym jeszcze wieku zostaje wdową ponownie budzi się w niej dawne pragnienie, rodzą się nowe chęci poświęcenia się całkowicie Bogu. A że w tych czasach jej ojczyzna przeżywała ciężkie chwile, widząc wokół siebie rzesze dziewcząt nie mających dobrego wychowania, idących zgubną drogą grzechu, a przy tym tylu chorych i biednych pozbawionych nie tyle dóbr ziemskich, ile raczej niebieskich, powzięła, nie bez natchnienia Bożego, zamiar założenia zgromadzenia niewiast, których celem byłoby wychowywanie dziewcząt, opieka nad chorymi, szczególnie spośród ludzi utrzymujących się z pracy rąk.

W pracy nad założeniem i rozwojem tego dzieła musiała znieść wiele trudności, drwin, przykrości, a nawet więzienie i wygnanie. Ale pokładając ufność jedynie w Bogu, którego błagała w ciągłych modlitwach, w znoszeniu przeciwności zachowała wielką pogodę ducha i spokój umysłu, który «przewyższa wszelki umysł» (Fil 4,7), skoro z nieba pochodzi. I zażywała takiego pokoju, jaki Boski Zbawiciel obiecał swym apostołom: «Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam» (J 14,27). Dlatego z pomocą łaski Bo­żej mogła w krótkim czasie założyć zgromadzenie, które wielce przyczyniło się do dobrego wychowania dziewcząt, do ulżenia w cierpieniu i troskach chorym i do podtrzymania w nich, z wielką radością i korzyścią dla duszy, nadziei nagrody niebieskiej.

Tak więc w św. Joachimie z Vedruny mają wzór do naśladowania zakonnice, matki rodzin, wdowy. Pierwsze uczą się od niej, jak należy służyć Bogu, to jest duszą jedynie Jemu oddaną wesołą i kochającą drugie -z jaką przezorną pilnością chętną i zatroskaną należy kształcić i wychowywać potomstwo, a wdowy jak się należy zachować w ciężkich i smutnych zdarzeniach, jak, po zapewnieniu sobie modlitwą i błaganiem pomocy Bożej wznieść się od rzeczy doczesnych do nigdy nie przemijających niebieskich.

Z Naszej zaś strony, czcigodni bracia i ukochani synowie, błagajmy wspólnie tych Świętych, aby Nam, dźwigającemu ciężar papiestwa, zechcieli wyprosić u Miłosierdzia Bożego to wszystko, co jest konieczne do przeprowadzenia powziętych i zapoczątkowanych zamiarów, które zostały już oznajmione światu katolickiemu, aby wszyscy chrześcijanie zjednoczeni miłością braterską jedną mieli owczarnię i jednego pasterza (por. J 10,16); aby wszyscy ludzie po osiągnięciu pokoju i po ułożeniu swoich spraw wedle porządku sprawiedliwości i miłości do takiego doszli dobrobytu, który jest odbiciem wiecznej szczęśliwości oraz jej zwiastunem. Amen”.

 


Acta Apostolicae Sedis” 51, 1959, s. 290-294; „Acta Ordnis Fratrum Minorum” 78, 1959, fasc. IV, s. 191-193; Discorsi, Messaggi, Colloąui del Santo Padre Giovanni XXIII, tom I, s. 240-243. Przekład z łac. Grzegorz Wiśniowski OFM.

Copyright © Konferencja Episkopatu Polski