Nowińska U., Misja klasztorów kontemplacyjnywch wobec przemian laicyzacyjnych w Polsce

Głos w dyskusji panelowej po wykładzie s. Enriki Rosanna

Pragnę najpierw podziękować s. Enrice za jej pierwsze słowa, którymi przedstawiła się nam : „S. Enrika – szczęśliwa córka Maryi  Wspomożycielki”.  Bardzo mnie one ujęły. Są pięknym świadectwo jej przynależności do Jezusa i Maryi, świadectwem radosnego przeżywania swojej konsekracji. Wszyscy bowiem, takiego świadectwa bardzo potrzebujemy. Życzmy więc sobie, aby każdy z nas mógł o sobie powiedzieć w ten sposób: „ szczęśliwa córka /syn….”

W pełni odnalazłam się w treściach, które s. Enrika przekazała nam w swoim referacie. Z pewnością staną się one przedmiotem nie jednej refleksji w mojej wspólnocie, ponieważ dotykają spraw, które uważam za ważne, wymagające dogłębnego przemyślenia. S. Enrika przekazała je w sposób, który trafia do mojego serca.

Pierwsza refleksja, którą chcę się podzielić, wiąże się ze Słowem Bożym z dzisiejszej Ewangelii o Zwiastowaniu, które rozważaliśmy podczas porannej Eucharystii. Anioł mówi do Maryi: „Nie bój się Maryjo”. Słowa, przytoczone również przez s. Enrikę, które tak często powtarzał nam Jan Paweł II: „Nie lękajcie się”. Myślę, że ja i my, trochę z lękiem patrzymy w przyszłość. Niepokoją nas procesy, które się pojawiają, które próbujemy tu analizować, a które niejednokrotnie nas przerastają, ale także obnażają nasze słabości. One też nas mobilizują do refleksji i niewątpliwie do głębokiego życia. Również w dzisiejszej Ewangelii, odnalazłam odpowiedź, którą chciałabym się z wami podzielić, a którą Siostra, na swój sposób wypowiedziała w referacie. Chodzi o dalsze słowa Anioła: ”Znalazłaś bowiem łaskę u Boga … Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię”. Myślę, że tu właśnie zawiera się tajemnica naszej odwagi i niewyczerpane źródło nadziei, tak bardzo nam potrzebnej. Przecież każda z nas, osób konsekrowanych, jest tą, która znalazła łaskę u Boga. Bóg dał nam wszystko! Mamy ogromny SKARB! On nie tylko obiecał, ale dał nam Ducha Świętego, który „nie poszedł na wakacje”, ale jest z nami codziennie, kiedy pochylamy się nad Słowem Bożym, przyjmujemy Eucharystię, adorujemy Najświętszy Sakrament, medytujemy.  Potrzebujemy jednak, świeżego spojrzenia, głębszego podejścia do tych darów –  skarbów, które mamy w zasięgu naszej ręki. Może potrzeba tylko wiary, aby na nowo zasłuchać się w Słowo i pozwolić, by ono nas przenikało do głębi, by dotykało naszej istoty, aby ożyło w nas to, co było na początku to, co nas zafascynowało. Aby codzienne spotkanie z Nim było w swej intensywności, takim,  jak to pierwsze, kiedy Jezus spojrzał na nas, a my zostawiliśmy wszystko i poszliśmy za Nim. Myślę, że to się nie zdezaktualizowało.  Niech więc, to Słowo nas rozraduje, niech nas ogarnie, a wtedy będzie z nas promieniować. Wówczas my i nasze wspólnoty, będą piękne i będą atrakcyjne. Jeśli młody człowiek ma dziś coś wybrać, to musi to być coś piękniejszego od tego, co oferuje mu świat.  Nasze piękno, to autentyczność spotkania z Jezusem, to głębia bycia z Nim. Tylko tym możemy zafascynować młodych ludzi. Kiedy oni przychodzą i przyglądają się nam, przeżywając pośród nas doświadczenie powołaniowe, to patrzą na naszą autentyczność, na to, co dzieje się ze Słowem Bożym w nas, jak ono z nas promieniuje, jaka jest jakość naszego życia, jakie są nasze relacje we wspólnocie. Jeśli dotykają nas różne procesy laicyzacyjne, czy zeświecczenia, to antidotum, o którym również opowiedziała nam s. Enrika w swoim referacie, jest życie wiary. To jest nasza nowa kultura, nowa ewangelizacja, do której zapraszał nas Jan Paweł II. Nowa, ponieważ jest owocem nowego jakością spotkania z Jezusem.

Teraz chcę dać tu świadectwo: byłam ostatnią we wspólnocie, która chciała, aby zainstalować Internet, abyśmy miały, dla wspólnego użytku, komórkę. Denerwowałam się na te nowości, nie chciałam się na nie otworzyć. Wydawało mi się wtedy, że mamy już wszystko, co jest niezbędne, aby żyć naszym powołaniem i misją, po co wciąż te nowości?  Potrzebowałam przejść pewien proces przemiany mojego myślenia, w którym pomógł mi św. Maksymilian.  Zrozumiałam wówczas, że trzeba sięgnąć po wszystko, czym posługuje się współczesny człowiek, aby do niego dotrzeć, aby go zrozumieć i być przez niego zrozumianym, gdy niosę mu Ewangelię. Wtedy też zrozumiałam słowa, które zostawiła nam nasza Matka Założycielka – Sługa Boża M.Celeste Crostarosa:  „Nie zaniedbasz żadnego środka, ani możliwości aby Bóg był kochany przez wszystkich”. To jest ogromne wezwanie, korzystać z tych narzędzi, którymi posługuje się świat, ale nie tak, aby się stać ich niewolnikiem. Tutaj potrzeba wciąż uruchamiać nasze  rozeznawanie (discernimento). I musi się ono dokonywać w otwarciu na Ducha Świętego, tak, aby wiedzieć na ile i dokąd i czy to naprawdę prowadzi mnie do Jezusa? Czy to mnie na Niego otwiera, czy może tylko zajmuje moje myśli, mój czas, którego jest tak mało?

Druga rzecz, o której chcę powiedzieć, to fakt, iż jesteśmy zasypywani masą informacji. Niekoniecznie  złych, również dobrych, ale jest ich takie morze, że nie sposób tego wszystkiego przejrzeć, przeczytać, przeanalizować. I kończy się tym, że wiele rzeczy istotnych pozostaje na boku. Treści, które mogłyby być przyjęte, toną w tym morzu. Potrzeba dojrzałości i mądrości, aby właściwie wybrać.

Te wszystkie informacje i nowości, to dar i zadanie. Odkryłam to po długim  zmaganiu się z tym, co nowe. Aż w końcu powiedziałam sobie: przyjrzyj się, zobacz, czemu to służy, jak możesz przy pomocy tego daru, zbliżyć się do drugiego człowieka, do twojej siostry we wspólnocie, zrozumieć ją.  Z lęku przed sekularyzacją możemy się zamknąć, zbudować wysoki mur, ale trzeba również zobaczyć ryzyko, które z tym się wiąże, a mianowicie, że w pewnym momencie zostaniemy sami w tej twierdzy i umrzemy śmiercią naturalną.

Nasze zadanie nie jest łatwe. Wymaga od nas odpowiedzialności. Rozeznanie musi się w nas dokonywać nieustannie i nikt za nas tego nie zrobi!

Kiedyś przed dwudziestu laty, będąc jeszcze w klasztorze w Scala we Włoszech, przeczytałam w jakimś komentarzu do Ewangelii, takie słowa: „Duch Św. jest tym, który  nas stale wyrzuca z wygodnego fotela” (ci fa spoltronare), a my musimy Mu wciąż pozwalać to czynić. Czasem to będzie młody człowiek, zupełnie inaczej myślący niż my, czasem ktoś zadający niewygodne pytania, kwestionujący nasze utarte ścieżki we wspólnocie, innym razem, tzw. trudna siostra, której nie rozumiem, a której nam ochotę powiedzieć: „nie masz powołania”.  Tymczasem jest to wezwanie dla mnie, abym to ja się nawróciła, abym rozszerzyła trochę swoje myślenie i serce.

Dziękuję s. Enrice za przywołanie w swoim referacie przykładu trzech świętych kobiet. Cieszę się z tego, że jestem kobietą i mogę iść po ich śladach. Pośród tych kobiet jest św. Teresa Benedykta – siostra klauzurowa, która ma tak wiele do powiedzenia współczesnemu światu i każdemu z nas. Jest ona dla mnie zaproszeniem do życia głębokiego, pięknego, wiernego do końca. Tu właśnie odnajduję istotę tożsamości osób konsekrowanych – należeć do Chrystusa. Tożsamość, która wynika z osobistej więzi z Nim: intymnej, głębokiej, codziennej, nieustannej, takiej, która przemienia moje myślenie, gesty, zachowania, odniesienia, moje relacje, w końcu przemienia także moją wspólnotę.

Pozwolę sobie jeszcze przytoczyć słowa Matki Teresy z Kalkuty przywołane przez s. Enrikę: „Ludzie są zgłodniali miłości, ponieważ wszyscy jesteśmy zbyt zabiegani”. Myślę, że rzeczywistość, którą kryje w sobie słowo „zabiegani”, jest o wiele bardziej niebezpieczna niż wszystkie procesy laicyzacyjne, które dziś analizujemy. Chcę powiedzieć, że nasze wspólnoty są zapracowane. Troszkę mniej powołań, mniej sił, więcej chorób, wystarczy, aby te same osoby, które mają duże możliwości i są darem dla wspólnoty, stały się tak obciążone, że nie mają już sił na nic. I to w moim odczuciu, jest bardzo niebezpiecznym zjawiskiem, które dotyczy i mnie, i jest wezwaniem do nawrócenia. Myślę, że warto się temu przyjrzeć i coś z tym zrobić, bo jest to nieprzyjaciel niebezpieczny, bo ukryty za cnotą – zamaskowany, czasem przez nas uświęcany.

Nasze wspólnoty zakonne, a w szczególności, z radością to mówię, klauzurowe, chcą być takimi oazami ciszy i spokoju, gdzie tempo życia się zatrzymuje. Chcemy, aby tutaj, ludzie pochłonięci sprawami tego świata mogli wejść w inny wymiar swojego istnienia, aby mogli zatrzymać się, posłuchać bicia własnego serca, wsłuchać się w głos Boga, który nie przestaje do nas mówić. To jest nasza droga i nasza radość.

I ostatnia już rzecz, o której chcę powiedzieć, to zachęcić nas wszystkich, abyśmy się kochali wzajemnie w naszych wspólnotach, abyśmy byli dla siebie dobrzy, bo to jest najwspanialsza ewangelizacja, a dla nas nawzajem ogromna siła. Nią umocnieni, staniemy się prawdziwym świadectwem dla ludzi, którzy do nas przychodzą, piszą, dzwonią, powierzając nam swoje sprawy, i damy im nadzieję, której potrzebują, a której źródłem jest tylko Jezus!