Home DokumentyReferaty, Konferencje, ArtykułyFormacjaFormacja wstępna Witalis Mieczysław CSsR, Problemy młodzieży rozpoczynającej życie zakonne

Witalis Mieczysław CSsR, Problemy młodzieży rozpoczynającej życie zakonne

Redakcja

Wystąpienie na zebraniu plenarnym KWPZM, październik 1985 r.

Wstęp

Zamiast „usprawiedliwienia” fragmenty korespondencji do O. Przewodniczącego Konsulty /2.08.1985/ „Czuję się tą propozycją bardzo zaszczycony, jestem też gotów włączyć się w miarę możliwości – tylko co do tych możliwości mam właśnie poważne zastrzeżenia …” /kompetencje i aktualne warunki czasowe/.

„Jeśli wystarczy powiedzieć to, co jakoś „wiem”, jestem gotów tym się podzielić. Jeśli to jednak ma być źródłowe i generalne studium, żadną miarą na to mnie nie stać; w ogóle, a w obecnych warunkach szczególnie”.

O. Przewodniczący /8.08.1985/: „Wyżsi Przełożeni oczekują nie tyle na studium problemu, ile raczej na jakieś praktyczne refleksje, spostrzeżenia, sugestie, a nawet wskazania …”.

Na tych warunkach tutaj staję. Nie mogę zapewnić, że będzie tu powiedziane wszystko, co powinno być powiedziane; nie wiem nawet, czy zostanie powiedziane to, co najbardziej powinno być powiedziane; Jedno mam pragnienie: aby to, co powiedziane będzie, było jednak warte powiedzenia /by nie zaprzątać czasu i uwagi tak Dostojnego Grona „gadaniem dla gadania”/.

Baza tych rozważań

W roku 1982 Włoska Konferencja Wyższych Przełożonych /CISM/ poświęciła swe XXII generalne posiedzenie Problemom formacji zakonnej – dziś. /Obok Przełożonych wzięli w tym spotkaniu udział także formatorzy; łącznie ok. 200 osób; praca odbywała się wspólnie oraz w dziesięciu dwudziestoosobowych grupach roboczych/.

Referat pierwszy miał tytuł: Problemy młodzieży podejmującej /dziś/ życie zakonne /O. Sante Bisignano OMI/.

Po tym referacie grupy robocze dyskutowały następujące problemy:

– Wiek a dojrzałość /wg UNESCO – 25 lat/; problem „pośpiechu” młodych – i „opóźnienia” ze strony formatorów.

– Czy organizować kursy dla formatorów różnego stopnia /jak w Ameryce Południowej/

– Problem regionalnych spotkań formatorów różnych kategorii /czy z udziałem samych młodych; jakie zostawić granice „wolności” dla młodych protagonistów …/

– Czy nowicjaty międzyzakonne

– Jak przeciwdziałać zanikaniu modlitwy; co czynić żeby „obserwancja” nie była jedynie „szukaniem bezpieczeństwa” – unikaniem trudu budowania własnej świadomości i odpowiedzialności;

– Jakie wspólnoty należy ukazywać młodym: „realne” czy idealne;

– Ustalić listę problemów – według ważności zagadnień – aby ją przedłożyć Przełożonym i Formatorom;

– Zagadnienie selekcji powołań;

– Czy organizować kurs psychologii dla formatorów;

– Konieczność kierownictwa duchowego.

To był jedynie pierwszy temat, poszerzony o wyliczone zagadnienia. Wygłoszono jeszcze dwa referaty: „Główne wytyczne Soboru dla formacji” oraz „Etapy formacji”.

Część druga obrad polegała na prezentacji „planów formacyjnych” ze strony niektórych Zgromadzeń.

Korzystałem trochę z tych opracowań /na ile pozwolił czas – przy średniej tylko znajomości języka/.

Prezentuję tak szeroko listę tematów tam poruszonych, aby odesłać do tamtych akt: /opublikowanych/ tych spośród tu obecnych, których niniejsze rozważania nie usatysfakcjonują. Dobrze też może będzie wiedzieć jakimi zagadnieniami w tej tematyce zajmowało się analogiczne – do tutejszego – grono!

Wiadomo, że u nas w Polsce przeprowadzono bardzo szeroką /!/ ankietę dotyczącą „powołanych” /w sensie osób duchownych/. Rezultat jest podobno imponujący. Trwa opracowywanie tego ogromnego materiału.

Jestem świadom, że tam należało przede wszystkim sięgnąć przy opracowywaniu niniejszego referatu; a tam właśnie sięgnąć nie miałem możliwości /czasu!/. Tego właśnie „braku” dotyczyła cytowana na wstępie korespondencja z O. Przewodniczącym.

Tutaj wspomnę tylko, że na tegorocznym kwietniowym Sympozjum, duszpasterzy powołań i formatorów /Jasna Góra/, jedna z referentek – s. Róża Pierzchała ze Zgromadzenia SS. Wspomożycielek podjęła próbę scharakteryzowania dzisiejszej młodzieży zakonnej żeńskiej – właśnie w oparciu o część materiałów ze wspomnianej ankiety /oparła się nie na wypowiedziach samych młodych, ale na „opiniach” przesłanych przez Mistrzynie Nowicjatów oraz Opiekunki SS. Juniorystek/.

W niniejszym referacie postaram się podać trochę danych z tego referatu, czynię to jednak jedynie w oparciu o osobiste zapiski, stąd zainteresowanych odsyłam do Autorki opracowania.

Jak we wszystkich Zgromadzeniach, tak i w naszym Zgromadzeniu /OO. Redemptoryści/ odbyło się już wiele debat na tematy formacyjne, w których brałem udział – również na szczeblu ogólnozgromadzeniowym; analizowaliśmy również opracowane centralnie „Ratio Institutionis Novitiatus CSSR” oraz analogiczne „Ratio Institutionis Sacerdotalis”; mam też trochę własnych doświadczeń. Przeprowadziłem przed tym referatem – i na jego użytek – kilka rozmów indywidualnych.

Zakres rozumienia tematu

Wspomniany wyżej włoski referat o współczesnej młodzieży zakonnej omawiał nie tylko cechy młodzieży czyli „rozpoznanie” formowanych, ale także sposób formowania młodych dziś; uczyniono to, mimo, że niebawem miały być wygłaszane dalsze referaty, właśnie o sposobach formacji.

Wynika z tego, że niniejszy referat /jedyny na temat młodzieży zakonnej/ powinien również objąć obydwa te zagadnienia. Wymaga również tego swoista „sprawiedliwość”. Dwa poprzednie referaty tutaj wygłoszone, a dotyczące zagadnień młodzieży w ogóle „obsługiwały” obydwa te aspekty:

Głos I. – O rozpoznaniu

Głos II. – O religijnym formowaniu współczesnej młodzieży polskiej.

Podobną drogą wypada podążać i tutaj.

Rozpoznanie sytuacji

Rozpoznanie „sytuacji” to nie tylko rozpoznanie cech MŁODZIEŻY, która dzisiaj podejmuje życie zakonne. Ważne jest również rozpoznanie ŚWIATA, w którym ona to życie zakonne pragnie podjąć i „rozegrać”; obydwa więc te tematy wypada kolejno poruszyć.

Współczesna młodzież zakonna

Rozpoznanie wychowawczyń sióstr zakonnych w Polsce /referat s. Róży Pierzchała/. Polskie Mistrzynie Nowicjatów i Wychowawczynie Juniorystek mówiły osobno o walorach, brakach żeńskiej młodzieży zakonnej, a także o tych wartościach, które one cenią w starszym pokoleniu.

WALORY /zalety, możliwości!/

– śmiałość, sięgająca niekiedy „pewności siebie”

– otwartość, szczerość

– prostota, naturalność

– wrażliwość na cierpienie

– pragnienie autentyzmu

– potrzeba wspólnotowości /… ale typu „rodzinności”; gorzej z wpisaniem się w wspólnotę „zorganizowaną”/

– potrzeba modlitwy /… ale raczej „spontanicznej”; gorzej z systematycznością i wiernością modlitwie „trudnej”

– potrzeba osobistej więzi z Chrystusem!!!

– idealizm /generalny, bo gorzej z konkretnymi wcieleniami/

BRAKI

– wygodnictwo

– mała odporność psychiczna, słaba wola

– krytykanctwo /kwestionowanie autorytetu, chyba, że „osobisty”/

– w obowiązkach: niedokładność, powierzchowność, brak odpowiedzialności

– słaba wiara

– brak samokrytycyzmu

– niedojrzałość emocjonalna /w rozumieniu problemów szeroko pojętej czystości/

– nadwrażliwość

– zniechęcenie się w pracy nad sobą

– fascynowanie się „wielkimi ideami” – bez dotykania ziemi!

– apostolstwo „wprost” – tak; pośrednia /zwykła praca/ nie!

– mimo zapotrzebowania na wspólnotę, swoista „wybiórczość”, dzielenie na „sympatycznych” – i „niesympatycznych”; wspólnoty rówieśnicze – tak, z udziałem we wspólnocie wielopokoleniowej – znacznie gorzej /mały szacunek dla osób starszych – mało znaczących/; wyłączanie się ze wspólnoty zorganizowanej; unikanie „ćwiczeń” …

– trudno im zrozumieć posłuszeństwo

– trudno zrezygnować z czegokolwiek w dziedzinie ubóstwa /już w swych rodzinach cieszyli się daleko większą „niezależnością” finansową i materialną niż to było dawniej!!!/

– trudności z milczeniem

– mimo „tęsknot” do modlitwy, w życiu zwycięża zdecydowanie praca!

Wśród tych braków, które doprowadzają do odejść /zwłaszcza na etapie Junioratu/:

– kryzys czystości

– kryzys posłuszeństwa

– zatrata radości z powołania, utrata sensu życia zakonnego /budowano na „przemijających” emocjach!?/

– wpadanie w zeświecczenie /przy kontaktach ściśle duszpasterskich nawet, czasem bierze górę przejmowania świeckości nad przekazywaniem wartości sakralnych!/

WARTOŚCI DOCENIANE U STARSZYCH /o ile u nas są!/

– wzajemna zgoda /mimo trudności/ i radość z powołania, mimo życia surowego /Urzeka klimat zgody, tam, gdzie ona jest, co pozostaje w takim kontraście ze znieczulicą i „okrucieństwem” świata!!!/

– prawdziwy radykalizm

– duch ofiarności i wyrzeczenia

– autentyzm w modlitwie

– osobista więź z Chrystusem!

Rozpoznanie włoskie /materiały z obrad CISM/

Rzecz charakterystyczna, mniej tam jest „oceny”, zwłaszcza w sensie „ubolewania” – wyliczania wad. Jest próba „wczucia się”, a charakterystyka przebiega bardziej po linii analiz niż ocen … /zasada: określaj a nie oceniaj/.

Rozbudowano natomiast jeszcze bardziej temat – co młodym podoba się – i co ich razi u nas – starszych!

CECHY młodzieży

– to co prywatne góruje nad tym, co „oficjalne”

– liczy się bardziej osobiste doświadczenie – nad „podyktowanym”

– bardzo pragnie się jedności /grupy!!!/

– w strasznym „dorosłym” świecie czują się zagubieni i zagrożeni; stąd ta ogólna dążność dzisiejszej młodzieży do bycia razem, i to „nasycenie” własnych zbiorowisk … krzykiem, muzyką, tańcem! /siła powiązań!/

– kultura /zjawiska kulturowe/ liczy się więcej niż „struktura”

– młodzież „zjadana jest” przez poczucie relatywizmu, brak stałych punktów odniesienia; stąd też kształtowanie się własnej dojrzałości /stabilizacja wnętrza/ dokonuje się o wiele później, mimo, że się wcześniej zaczyna. O ile dawniej dojrzałość ta krystalizowała się w latach 15-22, dziś proces jej kształtowania rozciąga się na lata od 10-30 lat /nieraz nawet do 35-ciu!/

Co młodzież ceni /w ogóle, i u starszych!/

– przyjaźń wspólnotę

– klimat prawdziwej /zdrowej/ wolności

– sprawiedliwość

– dialog

– szacunek dla osoby

– postawę służby /… zawsze w konkretnym wcieleniu, a nie w hasłach/.

Co młodzież u nas zniechęca /i razi!/

– kryzys identyczności /brak zdecydowanego oblicza, nijakość!/

– mały stopień wspólnotowości /skłócenia!!!/

– zestarzenie duchowe /brak dynamizmu, inicjatywy – zarówno w życiu osobistym jak i w odniesieniu duszpasterskim ospałość i rutyna/.

Widzimy w tych dwóch zestawach, że polskie i włoskie rozeznanie mimo różnicy stylu, w zasadniczych obserwacjach są zupełnie zgodne, co je potwierdza!

Współczesny świat

Jak już wyżej wspomniano, dla przyszłego kształtu życia zakonnego naszych młodych ważne jest, nie tylko to, jacy oni są w sobie, ale też, w jakim świcie przyjdzie im kształtować i realizować swoje wybory.

Włosi w swoich rozważaniach ogromnie mocno akcentowali szybkie tempo zmian w dzisiejszym świecie, które to zjawisko ciągle się nasila.

Stąd konieczność wpojenia młodym fundamentalnych wartości, które nie „padną” w obliczu zmian, lecz potrafią je twórczo wyzyskać. Trzeba nauczyć chodzić młodych ludzi po „niestałym gruncie”; trzeba budować ich życie zakonne, jak się buduje bloki na terenach zagrożonych trzęsieniem ziemi … To już moje obrazy; ale myśl jest ich; jest to myśl, która wraca i na różnych spotkaniach międzynarodowych – i w rozmaitych opracowaniach.

Wołają by uczyć młodych rozumieć i podejmować problemy współczesne, by wychować ich na ludzi, którzy będą umieli tkwić w ciągle „przyspieszanej” ewolucji, niejednokrotnie dla nas bolesnej.

Wraca niezrozumiała trochę dla nas nieufność do zjawiska „obserwancji zakonnej” /Cfr – jeden z wyliczonych tematów pracy w grupach, podczas XXII zgromadzenia generalnego CISM/. Przez tyle wieków obowiązywała zasada „Serva ordinem – et ordo te servabit”.

Dzisiaj wielu „węszy” tu niebezpieczeństwo swoistej „łatwizny” tzn. szukania asekuracji w formach, by nie musieć się zmierzyć z trudną zmieniającą się ciągle rzeczywistością …

Temat bardzo „złożony” – ale jest coś narzeczy … Dzisiejsza homilia podczas Eucharystii była uczuleniem, że nawet w rzeczach świętych, mogą się zautonomizować /umywanie rąk i naczyń, stałe formy …/ i przysłonić istotne najwyższe wartości.

Jest to problem zawsze żywy, ale szczególnie w sytuacji „zakrętu”; na takim właśnie „zakręcie” faryzeusze rozminęli się z życiem /Chrystus/; a jakimś tam „zakrętem” podąża dzisiaj świat, Kościół i życie zakonne …

Myślę, że adekwatnym w tym względzie będzie następujące porównanie:

Jest rzeczą pewną i łatwą podążać w góry szlakiem turystycznym. Wystarczy patrzeć na malowane znaki – i dołożyć do nich swój trud wspinania się. W tej sytuacji nie musi się samemu studiować ukształtowania terenu, nie musi się zawsze myśleć o celu drogi; wystarczyła decyzja podjęta na rozdrożu. Ale ta metoda podróżowania sprawdza się tylko przy założeniu, że teren jest „stały” i znaki wszędzie wyraźne. Jeśli by teren był „poruszony” lub nawet ciągle się „poruszał”; albo gdyby znaki przybladły … pogubienie się jest pewne! Aby w tych okolicznościach skutecznie dojść do celu, trzeba niestety podjąć trud rozeznania całego terenu, nanoszenia ciągle nowych zmian – i trzeba mieć ciągle ostrą świadomość celu!!!

Do takiej trudnej elastyczności zmusza nas dzisiaj życie, dzisiejszy świat!!!

Mnie osobiście się wydaje, że wychować dzisiaj młodego zakonnika, to przewidzieć niebezpieczeństwo „wykorzenienia”, czyli uodpornić go na niebezpieczeństwo zakwestionowania przez otoczenie tego, co się mu przez lata z ogromnym trudem wpajało jako nienaruszalne i „święte”. Idzie o podobną próbę, jaką przechodzą młodzi z dobrych rodzin czy z religijnych środowisk, gdy nagle udają się do wielkich miast /studia, hotele robotnicze/.

Czy nas nie zadziwia, że po całych latach rozmyślań, konferencji, rekolekcji, studiów teologicznych itd. itd., gdzie każdy odcień jest „wyważany” na wszystkie sposoby, nagle to wszystko przestaje się w ogóle liczyć – i młody kapłan /zakonnik/ z nagła się sekularyzuje … To tak, jakby przez lata „haftować” najstaranniej płaszcz, gdzie każdy ścieg jest rozważany – i każda nitka się liczy, a oto nagle ktoś jednym gestem cały ten płaszcz, zrzuca – i startuje od nowa, z pozycji „nagiego” …

Mam ciekawą włoską książkę o życiu zakonnym w dobie sekularyzacji. „Zeświecczenie” jest faktem, również u nas, zarówno gdy idzie o społeczeństwo, jak też i nasze zakonne wspólnoty. /Nie chodzi tylko o „zgorszenie” ze strony starszych, ale nawet o tę „próżnię” w zakresie wspólnotowego życia sakralnego; bo czym są nieraz te „zdawkowe” wspólne pacierze, do których ogranicza się nieraz nasz zakonny wspólny „program” … Piszę „wspólny” – bo pojedyncze jednostki mogą „w sobie” być solidarne, ale obraz życia „wspólnotowego” może młodym dać poczucie próżni!/

Aby wychować do wewnętrznej osobistej świadomości, albo przesycić w większym stopniu „żywotnością” sakralną i duszpasterską nasze życie wspólnotowe! Dzisiejszy świat wymaga chyba od nas jednego i drugiego …!

Analizowałem kiedyś nasze nowe konstytucje i Statuty Generalne pod kątem owej nowej „pedagogiki”.

W miejsce postawy wierności /formom/, akcentuje się rozwój świadomości – poprzez studium.

W miejsce postawy utrzymania /ideał „niezmienności” w sensie zachowawczym/, na wszystkie sposoby zachęca się do dynamizmu, realizowanego poprzez ciągle nowe inicjatywy i ich późniejsze sprawdzanie we wspólnej kontroli /tzw. „revisio”/.

O tym przestawieniu z „zachowawczości” – na „inwencyjność” – otwartość, mówiono wielokrotnie na posiedzeniu CISM.

/Problem jest złożony – wiadomo, że nie idzie tutaj o negację prawa, świeżo przez Stolicę Apostolską aprobowanego; jednak wiemy, że samo prawo ma dzisiaj nie taki sam „styl”/.

Metody formacji

Staje przed nami dziś istotne pytanie – Jak wychowywać tych ludzi /młodzież/ – do życia zakonnego w tym świecie?

Pragnę omówić kolejno zadania stojące przed samymi formatorami, przed wspólnotami formacyjnymi; wreszcie jak rozwiązywać niektóre konkretne zagadnienia.

Postulaty dotyczące formatorów

Żąda się najpierw szczerego bezpośredniego kontaktu na linii osoba – osoba!

Była już tutaj mowa /w pierwszym referacie/ – jak rozbudowane „poczucie osobistej godności” mają dzisiaj młodzi. To jedno; a drugie – potrzeba szczerości, zaufania, dobroci.

Na jednym z naszych rzymskich spotkań, młody magister Nowicjatu z Australii mówił o modelu relacji /magistra z nowicjuszami/ na zasadzie „naczyń połączonych”. Nie – jeden duży pojemnik i wieniec małych, ku którym od dużego biegną osobne połączenia, ale jeden wielki „obwód”, w który włączone są „szeregowo” wszystkie pojemniki. Decydująca rola dużego polega na tym, że będąc „bogatszym”, on właśnie najwięcej inne „zasila” – w owym okrężnym „krwio-obiegu”; „znaczy” swym bogactwem, a nie swą instytucjalną „ważnością”

W Nowicjacie, który osobiście prowadzę, głoszę zasadę: nie jest tak, że Nowicjusze mają przed Magistrem „klękać” /stać na „baczność”/. To my wszyscy razem mamy „stać na baczność” przed sprawą, klękać przed Bogiem; a wzajemnie czujemy się braćmi! Było dla mnie dużą radością, gdy jeden z nowicjuszy napisał do kogoś „nasza grupa” liczy 17-tu /15-tu Nowicjuszy i Magister z Socjuszem/.

Ktoś zapyta: a gdzie „posłuszeństwo”? Jest ocalone; bo też i posłuszeństwo /najprawdziwsze/ może mieć rozmaite wcielenia! Inne porównanie dla takich wzajemnych relacji: Nie idzie o to, aby wychowawca czuł się taternikiem stojącym na wysokiej skale, który „wyciąga” na linach, z niższych rejonów – swoich wychowanków. Razem idziemy ku szczytom i niejeden z młodych może zajść dalej, niż nam się to uda … Inaczej nie byłoby rozwoju ani reformy w zakonach i w Kościele.

Gdyby na uniwersytecie studenci mogli dojść tylko do punktu, gdzie stoi profesor, lub mniej, to nigdy nie byłoby rozwoju nauki; podobnie i w naszym wychowaniu …

Mówiliśmy wyżej; młodzi mają „za dobre oczy” – i tak nie uwierzą w doskonałość naszego „modelu”. Gdy stanę obok nich, i w pokorze mówię; wszyscy idziemy pod górę, wszystkim nam jest trudno; gdy ktoś z was zajdzie dalej, tylko „pogratuluję” i będę się cieszył, nie obniży to wymagań i aspiracji, a unikniemy przeciwstawiania i nieporozumień /licznych/.

Nie chodzi o to, by się Nowicjusz „bał” Magistra /póki go ma nad sobą …/; Wszyscy mamy się „bać Boga” – tzn. mieć poczucie rygorów, świętości „nienaruszalnych”, wymagań, ale wymagań idących ku nam wszystkim „od góry” – a nie od nas nawzajem … Mam im te wymagania pokazać – a nie strachem „narzucić”!

Dalsze wymagania formacyjne: Zanim się młodych zdoła „urobić” wprowadzić w ducha zakonnego, od samego początku chcieć ich wprowadzić w rodziną życzliwych sobie braci; przyjąć ich z życzliwością takimi – jakimi są.

Na urabianie będzie czas: trzeba tutaj mieć dużo cierpliwości i zrozumienia dla stopniowego procesu „wzrastania”; ale zaakceptować trzeba ich od początku …

Znowu – w pierwszym dzisiejszym referacie była mowa, jak duży procent młodzieży się wykoleja /ubodzy– idą w wódkę; bogatsi w narkomanię/ … właśnie z jednego wspólnego powodu: Nie zaznali w rodzinach naturalnego „ciepła”. Poza tym młodzież ucieka we własne „kręgi”, buduje je „wrzaskiem” i niekiedy ekstrawagancją, dlatego właśnie, że czuje się „zagrożona” ze strony zewnętrznego „okrutnego” świata.

Włosi doradzają: pozwolić młodym „znaleźć się w rodzinie” /już, od początku; takimi, jakimi są!/; w rodzinie, w której będą mogli „oddychać pełnymi płucami”, która po „bezsensie świata” pomoże im sensownie żyć, z dnia na dzień, z godziny na godzinę, w poczuciu bezpieczeństwa i w poczuciu radości życia „prawdziwego” – dać im smak radosnej pracy, sensownej pracy, nawet tej najprostszej, w radości.

/Gościli u nas przez dwa dni – poeci: Anna Kamieńska i Zbigniew Jankowski. Mówili, że przeżyli coś z wielkich „rekolekcji”; właśnie ten wyciszony „krąg” ludzi młodych, choćby nie zawsze najzdolniejszych, to jednak zawsze skupionych, rozbrojonych z napięć; ze zniewalającą uwagą w twarzach …/

Znów problem; życie jest zbyt złożone /wszystkich „rozróżnień” tutaj się nie wypowie/; znam magistra, który głosi hasło: dosyć mamy w zakonach „mięczaków”; grozi nam wychowanie „dziewczęce”; sam był w wojsku; „ćwiczy swoich” … jak: Nie; właśnie, że nie jak „kapral”. Byłem tam – i bardzo mi się podobało. „Sztama” może być nie tylko w rodzinie, tzn. w domu rodzinnym, przy kołderkach i wypastowanym parkiecie … Czasem jeszcze większa „sztama” może być w harcerskim obozie, albo na żaglowcu w sztormie. Forma formą, warunki warunkami, język językiem – ważna jest „sztama” a nie psychiczny „terroryzm”.

To „klimat”, styl, typ wzajemnych odniesień; a co przekazywać!? To, co już było wyżej powiedziane /Cfr – współczesny „świat”, w którym młodzi musieli realizować swój ideał/.

Znów boję się błędnego rozumienia tego, co będzie tutaj powiedziane; za mało czasu, by wszystko „rozróżnić”; nie jestem za „nieuziemionymi” mglistym „ideami”, bez konkretnych „wcieleń”. O nie!!! Jednak w dzisiejszym zmieniającym się świecie nie można poprzestać na samym „przyuczaniu” do dawnych zakonnych sposobów zachowań; trzeba ponad wszystko kształtować świadomość, która owszem doprowadzi do konkretnych czynów, ale będą to czyny dynamiczne, dostosowane do warunków, nie zrutynizowane, twórcze!!!

Droga jest jedna; zaszczepić ponadczasowe wartości Ewangelii i pokazać własny charyzmat zakonu, wszystko w żywym konkretnym wcieleniu na dzisiejsze czasy.

W jednym zakonie żalono się: zebrała się w Rzymie pierwsza powojenna Kapituła Generalna /rok 1947/ uradzono m.in., że można mieć w celi obrazy, po dawnemu bez szyb, ale już w drewnianych listewkach, a nie, jak dotąd, tylko w oklejeniu płótnem introligatorskim. Hitleryzm przetoczył się przez świat, a tu delegaci Zakonu z całego świata nie dostrzegli tej „drobnej okoliczności”, którą powinno by się jakoś włączyć w debaty nad rolą Zakonu w „dzisiejszym” takim wtedy świecie …

Niech ten drastyczny przykład ustrzeże nas od taniej interpretacji mówionych tu słów; Idzie o walkę „o coś” /życie w formach!/, a nie płytkie, burzycielskie głoszenie „aformizmu” zakonnego. Problem jest znów złożony; bo na przykład „współczesny” przecież T. Merton napisał w Znaku Jonasza, że drżał, gdy musiał ćwiczyć antyfony jako drugi kantor, bo bardzo wiele w świecie zależy od tego, jak mnisi w klasztorze śpiewają antyfony …

Trzeba się pytać o wierność. Nie wystarczy się jednak tylko pytać, jakie zwyczaje są „zachowywane” w klasztorze … ale czym zakonnicy zbiorowo „żyją”, czym są zainteresowani, jakie mają umiłowania, „pasje”, dążenia – czy są to dążenia, pasje, zaangażowania rodem z Ewangelii i charyzmatu, czy też tylko świat własnych spraw, przy równoczesnym rytuale tradycyjnych zachowań, które przy dzisiejszym zróżnicowaniu są już i tak „fragmentaryczne”, że same nie uniosą życia!

Obok wrażliwości na DZIŚ, obok postulatu twórczej elastyczności, Włosi bardzo uczulali na konieczność budzenia zmysłu historii , który to zmysł daje bardzo dziś ważne poczucie przynależności.

Oto określenia z różnych zresztą opracowań:

„Nie można mieć zmysłu rozwoju i zmysłu otwartości, bez poczucia bycia żywą tradycją!”

„Nie ma przyszłości ten, kto się zapiera przeszłości”.

Z tym, że ważny jest również sposób mówienia o przeszłości … Jeśli jest to głównie: dawniej, tośmy byli zakonnikami – nie tak jak wy /młodzi/ dziś – to zrodzi frustrację nie zapał.

W naszym Nowicjacie przez pewien okres roku czytaliśmy sobie wspomnienia o dawnych polskich Redemptorystach. Jeszcze nie zdążyliśmy omówić systematycznie historii Prowincji, a Nowicjusze już tyle o tej historii wiedzą – i tak się nią interesują, że sami przegrzebują różne szpargały, aby się dowiedzieć więcej. Zresztą usystematyzowana historia nie powie np., że we lwowskim Seminarium Duchownym ówczesny wicerektor Ks. Adam Sapieha pokazał klerykowi marzącemu o życiu zakonnym modlącego się w kaplicy O. Bernarda Łubieńskiego.

Ten kleryk, to późniejszy wieloletni prowincjał, O. Emmanuel Trzemeski … Wykorzystujemy też każdy przyjazd, każdy czas, każde miejsce, które coś „przypomina” … Więc przypominamy!

Ważne jest, że dzisiejszy sposób pojmowania młodych jest nastawiony o wiele bardziej na życie niż na rozumowanie … Oni pojmują bardziej okiem niż uchem; oni „usłyszą” więcej skórą – niż uchem. Są doskonale wyczuleni na atmosferę, dostrzegają postawy w życiu; mniej interesują ich teoretyczne uporządkowane wywody. Powiedziano, że oni „scholastycznych” rozumowań „nie rozumieją”; nie, żeby nie byli dostatecznie zdolni, lecz, że na to nie są nastawieni. Uporządkowanie pojęć jest ważne, nie możną z tego zrezygnować, nie można jednak od tego zaczynać; to przyjdzie później. Pierwszym „językiem”, który rozumieją jest język odnoszonych wrażeń i obserwowanych postaw – a nie „objaśnień”, napomnień pouczeń.

Osobiście wydaje mi się, że poza troską o jakość wspólnot formacyjnych /i nie tylko/, gdy o spojrzenie na starszych idzie, warto czasem jednak coś i zinterpretować. My mamy obecnie dwa Nowicjaty; w jednym domu Nowicjusze są grupą nośną; „wspólnota domowa” jest tylko dodatkiem. Nowicjat drugi jest dodatkiem do dużej wspólnoty dorosłych …

Próbowałem nauczyć „dojrzałego” spojrzenia i sprawiedliwszej oceny starszych przez młodszych. Młodzi gorszą się brakiem „entuzjazmu” starszych …

To trochę tak, jak młody sportowiec wbiegający na stadion może z lekceważeniem mijać tych, co robią kolejne okrążenie … Młody „na oko” biegnie szybciej, ale może się zdarzyć, że po piątym okrążeniu będzie już leżał na trawie podczas gdy ten biegnący „wolno” zmęczony nieco zawodnik, ma już za sobą kilkanaście okrążeni i jeszcze kilkanaście zaliczy.

Albo:

Bywa w rodzinach, że młodzi gorszą się wzajemną „oziębłością” i szorstkością rodziców, gdy oni sami całują się na każdym przystanku … Może się jednak zdarzyć, że ci „rozmiłowani w sobie” młodzi po kilku latach będą po rozwodzić, podczas, gdy ich „szorstcy” rodzice np. w sytuacji choroby jednej ze strony znajdą w sobie tyle opiekuńczości, że druga strona pójdzie na drugi koniec świata po potrzebne lekarstwo, a gdy to lekarstwo nie pomoże, strona owdowiała niedługo też zemrze, bo „nie ma już po co żyć” …

Stare, połamane drzewo, trzymające się skalnej ściany, może bardziej imponować swoją żywotnością, niż młode drzewko w sadzie, o prostym pniu i okrągłej koronie. Ile już wzięło w siebie piorunów, ile wytrzymało wiatrów – a żyje, podczas; gdy to ładne, zielone drzewko, może już po pierwszej wichurze będzie straszyć złamanym pniem.

Był taki młody nowicjusz, który w ogóle nie chciał „zaszczycić” starszych swoim spojrzeniem … Po co mamy interpretować ich życie; starajmy się sami żyć lepiej … Niby słuszne, a się bałem, i rzeczywiście tego Nowicjusza już nie ma! Budowanie swej „lepszej” świętości na „pogardzie” … Coś to nie tak!

Podkreśla się, że chociaż pozornie dziś młodzi historią się zbytnio nie interesują, to jednak podświadomie tej historii bardzo pragną i potrzebują, bo potrzebują poczucia przynależności!

Ci ludzie, których Włosi nazwali „ofiarami kultury na dziś”, kultury „krótkich dystansów” właśnie potrzebują jakiegoś osadzenia w czymś trwalszym, tak jak potrzebują „grupy” – rodziny!

Ciągle wraca problem osobowości formatora

Mówi się, że wychowanie jest „sztuką” … /nie ma schematów na życie, nie ma też schematów na wychowanie – musi być czucie/. Bardzo się podkreśla, aby Formator miał czucie nadprzyrodzone. Taktyka ludzka i technika nie wystarczy; ważne są Boże Światła, o które trzeba zabiegać, o nie prosić, na nie starać się zasłużyć. /Znów w pierwszym referacie była mowa, że „manipulowani” będą później manipulować, chyba, że sami wcześniej się „rozsypią”, gdy spostrzegą, że byli „brani sprytem” – i zostali wpędzeni w sytuacje przymusowe, których sobie od wewnątrz nie przyswoili/.

Na posiedzeniu CISM powiedziano, że o dobrego formatora nie jest dziś łatwo:

– starsi są już zmęczeni i zniechęceni

– średnia generacja sama nosi niekiedy na sobie ślady posoborowego „kryzysu”

– młodzi są najlepszej woli, ale często muszą bardzo „drogo” płacić za swój brak doświadczenia …

Stąd stwierdzenie – Zgromadzenie, które posiada sprawnego formatora, skarb znalazło!

Wyrażono tam dość znaczące „podejrzenie”; zastanawiano się nad owocnością i celowością długich obrad na temat formacji, gdy odczuwa się brak powołań. Konkluzja: nasze przemyślenia może przydadzą się nie tylko nam; bo może się zdarzyć, że gdzieś, gdzie są powołania – nie będzie formatorów /wyraźnie powiedziano o „trzecim świecie”/.

Postulaty dotyczące wspólnot formacyjnych

Waga wspólnot wynika już z tego, co powiedziano w „rozpoznaniach” na temat potrzeby grupy, a także na temat walorów, które młodzi u starszych cenią, oraz braków, naszych braków, które ich zniechęcają.

Z tamtych uwag wynika też, jakie te wspólnoty winny być, by stworzyły młodym klimat właściwego rozwoju /zgoda wzajemna nawet w trudnościach, radość z powołania a nie znudzenie, dynamizm autentycznego życia sakralnego i inicjatyw apostolskich, itd./.

Tu dopowiedzieć można i trzeba jedno: Nie idzie jedynie o znane od wieków powiedzenie, że słowa uczą, a przykłady zachęcają /pociągają/. Z tym, że oczywiście byłoby lepiej, gdybyśmy w zachowaniu starszych nie musieli niczego tłumaczyć, i żeby młodzi nie pragnęli być „lepsi” od nich – lecz podobni!

Ponieważ referat się „wydłużył”, nie zaprezentowano trzeciego odcinka rozważań o formacji, zatytułowanego „zagadnienia szczegółowe”; wyliczono tylko owe kwestie:

Rozpoznanie powołań, rekrutacja, samoodpowiedzialność, wzmiankowany tylko problem wychowania do celibatu, zjawisko nadmiernego niekiedy „kokietowania” młodych przez starszych w duchu obecnej „mody” na młodość, dojrzałość ludzka-chrześcijańska-zakonna w warunkach polskich, lokalizacja czasowa Nowicjatu czy trwanie postulatu, przerwa dla wszystkich w studiach, by jeszcze przed kapłaństwem mogli zmierzyć się z sytuacją „wykorzenienia”, emocjonalne traktowanie religii przez młodych i próba przejścia z pozycji nastroju na pozycję ofiary, itd./

W dziedzinie „rozpoznania” zakomunikowano jedynie rozróżnienie Włochów, że „rozpoznanie” to nie tylko rozeznanie faktu powołania lub jego braku /kwestia być – nie być/, ale to także umiejętność śledzenia etapów rozwoju …

Ponieważ u nas mamy wielkie „kursy”, liczymy jak idzie czas, a mniej jak idzie człowiek. Na Zachodzie, gdy mają tylko niewielu Nowicjuszy czy Kleryków, bada się bardziej indywidualnie, czy można już posunąć kandydata na dalszy etap formacji, czy jeszcze „przetrzymać”.

Tego właśnie dotyczył temat pracy jednej z grup: pośpiech ze strony młodych i „wstrzymywanie” przez formatorów.

Zakończenie

W ramach zakończenia podnieść pragnę dwie sprawy, które w obradach włoskich znalazły się na początku; zachęta do nadziei i zachęta do cierpliwej wytrwałości.

Nadzieja: Martwimy się brakiem nowego „modelu” wychowawczego w zakonach, ale przecież wiele spraw zostało już posuniętych znacznie naprzód:

– mamy już zatwierdzone Konstytucje i Statuty /po ich aktualizacji/

– wiele rodzin zakonnych wypracowało już swoje „ratio institutionis”

– wiele spraw już przemyśleliśmy i przedyskutowali, a może i częściowo wyeksperymentowali.

Duch Święty wzywa i dziś młodych do życia zakonnego; wzywa ich takimi, jacy są! Bóg jest mocen nawet, z kamieni „wzbudzić synów Abrahamowych”. Duch Święty nie opuści Kościoła; do nas należy nie tylko oceniać, co z troską i autentycznie kształtować takich kandydatów, jakich dziś otrzymujemy. Obok narastających w Kościele problemów obserwujemy przecież wyjątkowo wyraźne działania Ducha Świętego w dzisiejszym Kościele.

Młodzi tacy jacy oni są /ze swoimi zapotrzebowaniami i ze swoją ostrością spojrzenia/, mobilizują nas – starszych do fundamentalnego nawrócenia; zmuszają nas do bardziej twórczych i otwartych postaw … Przez swoje biedy i trudności, a także przez swoje zapotrzebowanie na autentyzm nas formują!

Cierpliwa wytrwałość. Nasza praca formacyjna jest dziś trudna, ale „jest” też dzisiaj wyjątkowo potrzebna i znacząca !!!

Świat jest na nowo przeorany; czasy dzisiejsze to okres nowych „zasiewów pod nową kulturą; nowy kształt cywilizacji, nowy model człowieka.

Znów spoczął w rękach człowieka fundamentalny wybór, który zadecyduje o przyszłości …

Decydują nie wydarzenia, lecz wnętrze człowieka, człowieka, który się rodzi …

Przeżywamy jeden z najdelikatniejszych i najbardziej decydujących momentów historii. Koniec XX wieku, który zadziwia techniką, ale też, który jest nieustannie wstrząsany tyloma i takimi konfliktami.

Luźne cytaty z dokumentacji narad CISM

… w tej sytuacji jakże się liczy /!/ każde, choćby najmniejsze ewangeliczne „ziarno gorczycy” wsiane w te glebę, pod ten nowy świat!

W tych czasach zapewnić – przez młodych – światu zbawczą obecność Kościoła! – Oto waga naszego trudu.

Nie wolno się nam zamykać; mamy poszerzyć miłość na te nowe czasy, które się rodzą … tzn. mamy kochać tych, których nam Bóg dziś daje, i przez których ziarno Ewangelii ma przeniknąć w nowy kształt świata!

Zakończę znaczącym cytatem z Friedricha Hobbela, który to cytat zamieszcza ks. Kazimierz Wojtowicz w „Przypiskach” /Wyd. Św. Wojciecha – rok 1985, str. 107/ „Młodości zarzuca się często, że wierzy, iż świat zaczyna się dopiero od niej. Ale starość wierzy jeszcze częściej, że świat się kończy razem z nią …”

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda