Kalwaria Pacławska: Brakuje już tylko cudu

"Do wyniesienia na ołtarze sługi Bożego o. Wenantego Katarzyńca brakuje już tylko takiego cudu, którego w żaden sposób nie dałoby się podważyć" – ogłosił postulator sprawy o. Paweł Solecki OFMConv.

W Kalwarii Pacławskiej w ostatnią sobotę i niedzielę franciszkanie modlili się o wyniesienie na ołtarze swojego współbrata, żyjącego na przełomie XIX i XX w. "Inspiratorem wyniesienia na ołtarze o. Wenantego był św. Maksymilian Kolbe. Jednak II wojna światowa opóźniła rozpoczęcie tego procesu. Został on wszczęty dopiero w 1949 roku" – opowiada o. Solecki.

Teraz co roku franciszkanie w ostatni weekend marca (w okolicach rocznicy śmierci o. Wenantego – 31 marca – przyp. red.) gromadzą się wokół jego grobu w podcieniach sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej i modlą się o jego beatyfikację.

Na te dni przybył do Kalwarii także przełożony krakowskiej prowincji franciszkanów i prosił, aby bracia nie tylko się modlili, ale również naśladowali sługę Bożego. "Dziś módlmy się nie tylko o dar beatyfikacji naszego wspaniałego, pokornego współbrata. Módlmy się także o to, byśmy sami podążali drogą, którą on nam ukazał swoim życiem, drogą posłusznego pełnienia woli Ojca" – mówił prowincjał o. Jarosław Zachariasz OFMConv.

Zdaniem prowincjała wielkość o. Katarzyńca polega na tym, że pełnił wolę Boga poprzez służbę braciom. Przy tej okazji przypomniał urywek z książki o. Alfonsa Kolbego, opowiadający o tym, jak o. Wenanty, wszechstronnie wykształcony kapłan w wigilię liturgicznego wspomnienia św. Franciszka i w Wielki Czwartek całował nogi swoim wychowankom – nowicjuszom.
Podczas modlitw o beatyfikację o. Wenantego byli obecni bracia prenowicjusze z Głogówka na Opolszczyźnie, junioryści i klerycy z Krakowa oraz nowicjusze z Kalwarii. Ich obecność kustosz sanktuarium o. Jarosław Karaś uzasadniał faktem, że "o. Wenanty jest wzorem życia zakonnego, oddania się w całości na służbę Panu Bogu".

Prowincjał jest pełen nadziei, że przyjdzie wreszcie dzień, w którym o ojcu Wenantym będziemy mówili nie "sługa Boży", ale "święty". "O. Wenanty Katarzyniec jest wielkim skarbem. Jest perłą, która czeka na swój czas, która w odpowiednim momencie zostanie ukazana światu – człowiek, który uwierzył Bogu" – zakończył o. Jarosław Zachariasz.



O. Wenanty Katarzyniec ur. się 7 października 1889 r. w Obydowie koło Lwowa. Ukończył lwowskie seminarium nauczycielskie. Zaraz potem wstąpił do zakonu franciszkanów. Święcenia przyjął w Krakowie w 1914 r. Nie oszczędzał się. Wiernym służył szczególnie w konfesjonale i na ambonie. Szybko został mistrzem nowicjatu. Był też wykładowcą filozofii, łaciny i greki. Posługiwał chorym w szpitalu onkologicznym i siostrom zakonnym, głosząc im konferencje i rekolekcje. Był człowiekiem głębokiej modlitwy. Chory na gruźlicę zmarł 31 marca 1921 r. w Kalwarii Pacławskiej w wieku 32 lat.

Przyjaźnił się z o. Maksymilianem, który powiedział o nim: "O. Wenanty nie silił się na rzeczy nadzwyczajne, ale zwyczajne wykonywał w sposób nadzwyczajny".

jms

Więcej na stronie www.franciszkanie.pl