Kim jest i kim ma być kapłan zakonny?

Homilia wiceprzewodniczącego Konsulty o.Kazimierza Lorka, wygłoszona na zakończenie 121. zebrania plenarnego Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce. Obrady odbywały się w Centrum Kulturalnym Barnabitów w Warszawie w dniach 13-14 maja 2008 r.

Czcigodny Księże Arcybiskupie – Nuncjuszu Apostolski w Polsce, Przewielebny Księże Biskupie Kazimierzu – Przewodniczący Komisji KEP ds. IŻK i SŻA, Drodzy Ojcowie, Księża, Bracia – Wyżsi Przełożeni!

Bardzo dobrze złożyło się, że w dniu obrad naszej Konferencji możemy rozważać podczas liturgii w ramach Czytań teksty mówiące o istocie i pięknie powołania do służby Chrystusowi. Wyboru „nowego dwunastego” apostoła – Macieja dokonują zebrani uczniowie Chrystusa przez ciągnięcie losów. Ale tak naprawdę wybiera go Pan. „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem” – przypomina nam ustawicznie Chrystus. To wybór do „posługiwania i apostolstwa”.

Tak został wybrany każdy z nas tu obecnych w bardzo konkretnym celu: abyśmy „szli i owoc przynosili, i by owoc (nasz) trwał”. Kim jest i kim ma być zatem kapłan zakonny?

Otóż kapłan zakonny jawi się jako chrześcijanin o stu imionach. Po pierwsze należy postrzegać go w najbardziej podstawowym wymiarze: jest on przede wszystkim człowiekiem wśród ludzi, ze wszystkim, co dobre, pozytywne, ale też ze wszystkimi ograniczeniami tego stanu. To nie rodzaj nadczłowieka (supermana), należący do wyższej klasy lub kasty, lecz z pewnością człowiek bogaty w człowieczeństwo.

Kapłan, spotykając się z ludźmi i uczestnicząc w ich codziennym życiu, powinien kształtować w sobie i rozwijać ludzką wrażliwość, która pozwala mu rozumieć ich potrzeby i spełniać ich prośby, wyczuwać ich niewypowiedziane pytania, dzielić ich nadzieje i oczekiwania, radości i uciążliwości wspólnego życia. Ta wrażliwość pomaga mu spotykać się ze wszystkimi i prowadzić z nimi dialog. Zwłaszcza poznając i współdzieląc (to znaczy uznając za własne doświadczenie ludzkiego cierpienia w rozlicznych jego przejawach), kapłan wzbogaca swoje człowieczeństwo, czyni je bardziej autentycznym i ukazuje je wyraziściej poprzez coraz większą i żarliwszą miłość do człowieka.

W naszej pracy apostolskiej często spotykamy ludzi, którzy nie podzielają naszej wiary, lecz zawsze spotykamy ludzi, którzy dzielą z nami ludzką kondycję. Ta rzeczywistość stanowi pomost, dzięki któremu możliwe jest nawiązywanie ludzkich i opartych na przyjaźni relacji z dowolnymi ludźmi, możliwe jest zbliżenie z nimi, przeżywanie i doświadczanie dialogu życia przed doświadczeniem dialogu idei i wiary.

Po drugie kapłan zakonny jest chrześcijaninem wśród chrześcijan, wiernym wśród wiernych. Wszyscy bowiem staramy się przeżywać tę samą konsekrację chrztu i bierzmowania, tę samą tajemnicę Chrystusa, jesteśmy uświęcani przez tego samego Ducha Świętego, dążymy do tego samego celu (komunii z Ojcem), każdy na swój sposób oraz uczestnicząc w wielości darów, którymi Bóg pobłogosławił Kościół.

Kapłani Nowego Testamentu, chociaż z racji sakramentu kapłaństwa wykonują wśród Ludu i dla Ludu Bożego bardzo wzniosłą i konieczną funkcję ojca i nauczyciela, wspólnie jednak ze wszystkimi wiernymi są uczniami Pana, uczestnikami Jego Królestwa dzięki łasce powołującego Boga. Ze wszystkimi bowiem odrodzonymi w wodzie chrztu prezbiterzy są braćmi wśród braci, jako członkowie jednego i tego samego Ciała Chrystusowego, którego budowanie zlecone jest wszystkim.

Dlatego też, powtarzając przesłanie św. Augustyna, kapłan winien móc powiedzieć innym chrześcijanom: „Z wami jestem chrześcijaninem, dla was kapłanem”, „bratem wśród braci”.

By móc pomagać innym, głosić im przesłanie Chrystusa, wspierać w codziennym życiu i doświadczeniu chrześcijaństwa, my – kapłani – powinniśmy być zawsze i wszędzie, dla wszystkich (wierzących i niewierzących, ubogich i bogatych, wielkich i małych, młodych i starych) ludźmi spotkania.

Jak Chrystus, jesteśmy wezwani, by być pośrednikami. Naszym zadaniem jest mówić innym o Bogu w naszym codziennym życiu i mówić Bogu o ludziach w naszej modlitwie. Mamy odpuszczać im grzechy i sprawiać, by Chrystus był obecny w Eucharystii. Jesteśmy pośrednikami między ludźmi i Bogiem oraz między samymi ludźmi; pośrednikami wspólnoty ludzkiej i duchowej między Ludem a Bogiem i między członkami samego Ludu. Naszą misją jest uczłowieczanie, bratanie, chrystianizowanie.

Jeśli Chrystus jest Słowem, a my „w imieniu Chrystusa – jak mówi św. Paweł – spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień”, musimy też być ludźmi Słowa, sługami Słowa Bożego, głosem użyczonym milczącemu Bogu, obrazem niewidzialnego Boga, wizerunkiem Chrystusa ewangelizatora i misjonarza Ojca konsekrowanego i posłanego na świat „Chrystusa czystego, ubogiego, posłusznego, oddanego modlitwie i misji”.

A czynimy to, przede wszystkim poczynając od naszego sposobu życia: jasnym świadectwem, aby ono samo stało się czytelnym i zrozumiałym słowem tego, co głosimy innym. Słowem, które musi być pokorne, przekonane, ostrożne i pełne poszanowania, mądre, serdeczne i kompetentne. „Zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest. A z łagodnością i bojaźnią [Bożą] zachowujcie czyste sumienie” (1 P 3,15-16). A więc ewangelizatorzy świadomi, że sami muszą być stale ewangelizowani przez Boga i braci. Przypomnijmy tu, że jeśli pozostaniemy otwarci, gotowi – inni, owszem, będą dla nas wymagający, ale także wspomogą nas, zachęcą, będą nas ewangelizować.

Wszystko to będzie wymagało również od nas coraz lepszego zrozumienia i przyswojenia sobie tego, co mamy głosić innym, jeśli nie chcemy stać się swoistymi „przedstawicielami” czy „urzędnikami” czegoś w rodzaju międzynarodowego koncernu handlującego chrześcijaństwem jak towarem.

Można więc powiedzieć, że my, kapłani, jesteśmy ludźmi wspólnoty, ze wspólnoty i dla wspólnoty. Szczególnym darem Chrystusa dla wspólnoty, to znaczy szafarzami tajemnic Bożych, nie władcami nad wiarą innych, ale współtwórcami ich radości, sługami Chrystusa, Jego posłannikami, głoszącymi Jego niezgłębione bogactwo, sprawującymi posługę jednania, rybakami ludzi; jednym słowem – sługami Bożymi!

Jest potrzeba życia w solidarności i komunii we wspólnocie kościelnej. Trzeba zanurzyć się w życiu, troskach i radościach, nadziejach i bólach ludzkości. Od środka, bez pokusy kierowania, bez ambicji władzy, przekonani, że – niczym Chrystus – nie jesteśmy wezwani po to, by nam służono, lecz by służyć, obmywać nogi, jak Chrystus swym uczniom. Budując więzi serdeczne i braterskie. Oświetlając różne sytuacje. Przyjmując z gorliwością i aktywnie chroniąc wielorakie charyzmaty, jakie Pan zasiewa w swej wspólnocie. Będąc stałymi i szczerymi inicjatorami dialogu między ludźmi i w Kościele. To wszystko są zadania stojące przed nami zwłaszcza jako przełożonymi wspólnot zakonnych, choćby najmniejszych.

Ostatnim elementem, który tworzy podstawę życia kapłana zakonnego i wszystkiego tego, o czym powiedzieliśmy, jest to, że kapłan musi być zawsze, ale w sposób szczególny w tak zeświecczonym społeczeństwie jak nasze, człowiekiem spotkania z Bogiem. Ma nim być mimo swej kruchości, słabości, wewnętrznych sprzeczności, a nawet braków. Dlatego też musi być pełen Boga. Musi być człowiekiem wiary i modlitwy, by mógł być „nauczycielem modlitwy”. Dla wielu, wierzących i niewierzących, to on reprezentuje Boga, jest Jego widzialnym obrazem. To daje nam wielką radość i wielką odpowiedzialność: jesteśmy wezwani do ułatwiania spotkania z Bogiem (ale możemy je także utrudnić!). Iluż to mężczyzn i kobiet, chrześcijan i niechrześcijan, młodych i dorosłych przeżyło objawienie i odkryło wiarę, wzmocniło ją (ale też zwątpiło czy przeżyło jej kryzys) w wyniku spotkania z kapłanem! A skoro jesteśmy wezwani do tego, by być widocznym obrazem Chrystusa pośród ludzi, musimy się w Niego przemienić. Nasza obecność, nasze słowa, a przede wszystkim zachowanie muszą przypominać o Nim, nawiązywać do Niego, czynić Go „widzialnym”.

Oto dlaczego czasami czujemy, że niełatwo być kapłanem zakonnym. Nie jest łatwo być sobowtórem Chrystusa, unaoczniać w pewien sposób Chrystusa niewidzialnego, być Jego ikoną. Czasem może się to wydawać powołaniem aż za bardzo wysublimowanym, za bardzo wymagającym dla ludzi z krwi i kości, jakimi jesteśmy.

Jako wyżsi przełożeni należący do KWPZM jesteśmy obdarowani autorytetem i władzą. Ten, kto posiada autorytet, ma w życiu konsekrowanym przede wszystkim służyć wolności braci zaangażowanych w naśladowanie Chrystusa, poprzez stałe odsyłanie i odwoływanie się w sposób normatywny do formy życia obiecanego. Braterska posługa autorytetu ma w sposób normatywny wspierać ruch wolności w stronę Chrystusa i w stronę braci. Sprawowanie posługi braterskiej ma być wychwytywaniem i wzbudzaniem pragnienia u każdego z braci, by przyłączyć się do Chrystusa.

Sprawowanie autorytetu wychwytuje na swój sposób intencjonalność każdego spośród wspólnoty braci w jego pragnieniu przyłączenia się do Chrystusa poprzez szczególny charyzmat. Tutaj także prawidłowo umiejscawia się służba autorytetu we wspólnocie zakonnej , jako rękojmi wierności pierwotnemu charyzmatowi, do którego Pan wezwał wszystkich członków wspólnoty poprzez ich osobiste powołania.

Ważne jest przejście od dowodzenia do ożywiania, ze wszystkim tym, co obie te funkcje od siebie odróżnia, a więc przejście od autorytetu o charakterze autorytarnym i władczym tylko z tego powodu, że jest autorytetem, do autorytetu braterskiego.

Trzeba przejść od takiego sprawowania funkcji, które skupia się na ochronie statutów, reguł, wartości, określonych ról, w stronę podejścia, w którym autorytet będzie oznaczał również ożywianie, koordynację, a także sam poddawał się w pewien sposób próbie zdarzeń, ocenie procesu oraz wyników.

Odwołując się do dokumentu Życie braterskie we wspólnocie opracowanego przez Kongregację ds. Instytutów życia konsekrowanego i Stowarzyszeń życia apostolskiego, można wskazać trzy zakresy ożywiania, do którego powołani są wyżsi przełożeni, a mianowicie: życie duchowe, promowanie jedności i wspólnotowości oraz podejmowanie decyzji.

Autorytet powinien być przede wszystkim autorytetem duchowym. Niełatwym zadaniem dla autorytetu jest stać się przewodnikiem duchowym. Często przełożony jest nieprzygotowany do wykonywania tego zadania, ponieważ, zwłaszcza w instytutach życia apostolskiego, powołany jest przede wszystkim do zadań organizacyjnych, administracyjnych, kierowniczych, a także prawno-dyscyplinarnych. Zagrożeniem jest tworzenie pewnego nowego formalizmu, jakby prymat życia duchowego miał polegać wyłącznie na wykonywaniu określonych czynności (wydłużanie czy podkreślanie czasu przeznaczonego na modlitwę, uczestniczenie w inicjatywach permanentnej formacji) bez konieczności sprawdzenia, czy wszystko to rzeczywiście jest początkiem procesu nawrócenia, czy faktycznie wywiera ewangeliczny wpływ na życie osobiste i wspólnotowe.

Co do drugiego zakresu – ożywiania promocji jedności – zadaniem przełożonego jest słuchanie, syntetyzowanie, wprowadzanie harmonii i równowagi. Powinien on hamować tych, którzy chcieliby uzyskać przewagę swego punktu widzenia, ale nie zamykać im ust. Jego też rolą jest zachęcanie do wypowiedzenia się tych, którzy z kolei mają skłonność do izolowania się w indywidualizmie.

Przełożony jako animator braterstwa musi też umieć radzić sobie z różnicami związanymi z mentalnością, kulturą, wiekiem. Każdy przełożony pełni swą rolę, nie wyrzekając się własnego myślenia i wrażliwości. Jest przecież wybierany czy powoływany także ze względu na takie, a nie inne przekonania. Być zawsze i konsekwentnie sobą to dobra życiowa zasada. Jeśli wcześniej przełożony stał na straży jednorodności, teraz ma dbać o harmonijność pełnoprawnego i wzbogacającego duchowo pluralizmu. W tej sytuacji nie można improwizować, trzeba do tego wszechstronnego umysłu, a jednocześnie pewnej dojrzałości duchowej oraz intelektualnej.

Co do zakresu dotyczącego podejmowania decyzji, chodzi o nowy sposób praktykowania autorytetu przy użyciu dwóch słów: rozeznanie i planowanie. Rozeznanie nie jest żadną magiczną umiejętnością rozwiązywania problemów związanych z podejmowaniem decyzji, lecz niezwykle przydatnym, choć wcale nie prostym i nie automatycznym sposobem postępowania. Pierwszym i naturalnym miejscem rozeznania jest wspólnota zakonna. Planowanie wymaga zaś od przełożonego umiejętności starannej weryfikacji.

Z pewnością zasadniczą sprawą jest, by autorytet zakonny na nowo odkrył swą rolę przewodnika duchowego, bardziej niż „zarządzającego” działaniami, z którymi – w świetle przepisów cywilnych – wiążą się dziś struktury i obowiązki tak rozbudowane, że wymagają szczególnych kompetencji profesjonalnych, jakich formacja zakonna nie była w stanie zapewnić.

Pamiętajmy, że ten, kto zostaje wybrany na przełożonego, powołany jest do trudu, nie do zaszczytów. I dawniej pytany, czy przyjmuje to stanowisko, odpowiadał: „Accepto In cruce”. Oby zawsze towarzyszyła nam świadomość takiej deklaracji.

Może dobrym sposobem na podsumowanie tego, co powiedziałem, są słowa Pawła VI:
„Kapłan jest
robotnikiem miłości,
adwokatem ubogich,
pocieszycielem cierpiących,
ojcem dusz,
powiernikiem,
doradcą,
przewodnikiem,
przyjacielem wszystkim,
człowiekiem dla innych,
a, jeśli trzeba, dobrowolnym i cichym bohaterem.
Drugim Chrystusem.”.

I tak jak napisał pewien włoski kapłan – poeta J.M. de la Torre:
„Na końcu drogi
spytają tylko:
czy kochałeś?
A ja nie odpowiem nic;
otworzę puste ręce
i serce
pełne imion.”