O. Szymona: „Jezus z Nazaretu” to książka dla szerokiego grona czytelników

– Ta książka zrodziła się z medytacji papieża, widać tam jego osobistą wiarę – powiedział w wywiadzie udzielonym KAI o. dr Wiesław Szymona, dominikanin, tłumacz książki Benedykta XVI „Jezus z Nazaretu. Od wjazdu do Jerozolimy do Zmartwychwstania”. Zakonnik, który przełożył na język polski także pierwszą część papieskiego dzieła, podkreślił, że Benedykt XVI dążył do tego, by jego książka była nie tylko przeczytana, ale w dużej mierze wewnętrznie przyjęta.

 
Publikujemy pełną treść wywiadu z o. dr Wiesławem Szymoną, dominikaninem:

Rafał Łączny (KAI): Do rąk czytelników trafiła właśnie najnowsza książka Benedykta XVI „Jezus z Nazaretu. Od wjazdu do Jerozolimy do Zmartwychwstania". Miał Ojciec okazję tłumaczyć obie części „Jezusa z Nazaretu". Nad którą z nich lepiej, łatwiej się pracowało? Przypomnijmy, że pierwszą część Ojciec Święty zaczął pisać jeszcze w 2003 roku, a więc przed wyborem na Stolicę Piotrowa.

Wiesław Szymona OP: – Druga część jest dużo łatwiejsza, bowiem przeznaczona dla szerszego grona. Widać to już we wstępie. W pierwszej części znajduje się długi wstęp, wyraźnie przeznaczony dla specjalistów, egzegetów zwłaszcza. Nie twierdzę jednak, że jest to książka dla dzieci, łatwa, jednak „jest to Ratzinger", widać tu więc ten pazur teologa, być może dzisiaj najwybitniejszego.

Jakie są podobieństwa pomiędzy obiema częściami?

– Obie są bardzo biblijne. Kard. Joseph Ratzinger zawsze był teologiem bardziej spekulatywnym, teoretycznym. Tymczasem tutaj widzę książkę, którą jakby napisał biblista. Benedykt XVI fantastycznie orientuje się w Piśmie Świętym. Uderzyło mnie tak mocne uwzględnianie w tej publikacji Starego Testamentu, tego w jaki sposób prawdy biblijne Nowego Testamentu, choć jeszcze ukryte, są przygotowane, antycypowane w Starym Testamencie. Papież świetnie zna Stary Testament, stąd jego komentarz do nowotestamentalnych wypowiedzi. Zarówno pierwsza jak i druga część jest niezwykle biblijna.

Co zdaniem Ojca w obecnym wydaniu jest najbardziej wartościowe, co Ojca szczególnie uderzyło, co sobie Ojciec ceni?

– Powtórzyłbym ten biblijny charakter książki. Jest to w przeważającej mierze teologia pozytywna, w odróżnieniu od tzw. teologii teoretycznej czy spekulatywnej. Zadziwia doskonała orientacja Autora w literaturze teologicznej, zarówno w tej starszej – możliwe że Benedykt XVI pamięta ją jeszcze z czasów studiów – ale i bieżącej. Bardzo bogata jest również bibliografia tej książki. W książce prowadzony jest ciągle dialog z tym czy innym autorem i to nie koniecznie katolickim, ale również protestanckim czy – jak to było w pierwszej części – z autorem pochodzenia żydowskiego. To pokazuje oczytanie papieża. Zadziwiła mnie końcowa partia, której jakby się wydawało, miało nie być, bo przecież podtytuł książki brzmi „Od wjazdu do Jerozolimy do Zmartwychwstania". Tymczasem książkę kończy podrozdział „Perspektywy", traktujący o Wniebowstąpieniu. Papież podkreślił ten moment, gdy Jezus żegna się ze swoimi uczniami, wyciąga ręce i błogosławi im. Benedykt XVI zwraca uwagę, że Jezus błogosławi nie tylko swoich uczniów ale cały świat. Żyjemy zatem w epoce pod wyciągniętymi nad nami, szeroko rozpostartymi, błogosławiącymi nam rękoma Pana Jezusa. Mnie osobiście dało to wiele pewności, że skoro tak jest, to mogę się czuć bezpiecznie.

A czy czegoś zabrakło, coś by Ojciec dodał?

– Nie śmiałbym sugerować czegokolwiek teologowi tej rangi. Mógłby Benedykt XVI napisać więcej, choćby w odniesieniu do przypowieści, co do których w pierwszej części pojawia się jedynie skromny wybór. Ciągle brakuje jeszcze omówienia dzieciństwa Jezusa, ale papież obiecuje, że napisze może nie książkę ale przynajmniej „zeszyt" na ten temat. Chętnie bym widział w wydaniu takiego Autora komentarz do ewangelii czy całego Nowego Testamentu a nie tylko do wybranych tematów.

Benedykt XVI zastrzega, że jego książka to nie jest traktat teologiczny ale esej o jego widzeniu Jezusa. W jaki sposób postać Jezusa jest przez papieża postrzegana, przedstawiana.

– Ta książka zrodziła się z medytacji papieża, widać tam jego osobistą wiarę. Nie jest on tu teoretykiem, intelektualistą, mówiącym akademickim językiem swoich kolegów naukowców. Ta książka wypływa z jego osobistego przeżycia tajemnicy Jezusa Chrystusa, wydarzeń zbawczych i dzielenia się z tym, co jest jego osobistym świadectwem.

Jezus jest dla Benedykta XVI Synem Bożym, który przyszedł do nas i wcielił się dla naszego zbawienia. Ważne jest tu wyrażenie „pro egzystencja", Bóg jest Bogiem dla nas. Ten sposób bycia Boga przejawiła się, o czym pisze papież, w tajemnicy wcielenia, w przyjściu Syna Bożego na świat. Jezus jest cały dla nas.

Benedykt XVI podkreślił, że „Jezus z Nazaretu" nie jest oficjalną wypowiedzią w imieniu Kościoła, lecz wynikiem osobistego szukania oblicza Pana. Czy papież, na którym „ciąży" dogmat nieomylności powinien pisać tego typu książki, wszak trudno oddzielić w tekście myśli kard. Ratzingera od myśli Benedykta XVI.

– Skoro papież zastrzega, że nie przemawia „ex cathedra" to ten problem nie istnieje. Teolodzy w tym wypadku mogą sobie pozwolić na krytykę. Papież jest tu traktowany jak jeden z teologów, owszem wybitny teolog, ale w stosunku do którego można mieć inne zdanie, coś mu wytykać itd. To chyba ułatwiało papieżowi pracę, nie czuł się skrępowany.

Czy ta książka może być przekonująca dla współczesnego człowieka?

– Z pewnością, ale wymaga to pewnej postawy. Po pierwsze pewnego przygotowania, w sensie wykształcenia. Ważniejsze jest jednak to, co dotyka wnętrza człowieka a mianowicie otwarcie na prawdę, gotowość przyjęcia i chęć zrozumienia prawdy. Papież chciał tej książce dać nawet podtytuł „Jezus z Nazaretu. Postać i przesłanie", żeby przemawiało to do drugiego człowieka. Sądzę, że pisząc książkę dążył do tego, by ona przemawiała, by była nie tylko przeczytana, ale w dużej mierze wewnętrznie przyjęta.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Rafał Łączny – KAI/pc

Za: www.dominikanie.pl