Polska: obchody Dnia Życia Konsekrowanego

zakonnice.png W kościołach katedralnych całej Polski spotykali się wczoraj na wspólnej modlitwie zakonnicy, zakonnice i członkowie instytutów świeckich. Dziękowali za dar swego powołania z racji Światowego Dnia Życia Konsekrowanego.
Jak podkreślił bp Kazimierz Gurda, przewodniczący komisji Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego Konferencji Episkopatu Polski, to również dzień modlitwy o powołania oraz refleksji na temat form życia konsekrowanego, które Kościół proponuje.

„A są to zakony, zgromadzenia zakonne, są to instytuty świeckie,
stowarzyszenia życia apostolskiego, ale również indywidualne formy
życia konsekrowanego, jak stan dziewic konsekrowanych, wdów, wdowców,
czy też życie pustelnicze – powiedział bp Gurda. – Chcemy pogłębić
każdego roku naszą refleksję nad zakonami kontemplacyjnymi, których
członkowie stale walczą o zbawienie człowieka przez swoją modlitwę w
ciszy, przez dzieła pokuty”.
 
Światowy Dzień Życia Konsekrowanego w Polsce to okazja do wsparcia klasztorów kontemplacyjnych. Właśnie na ich rzecz przed świątyniami w tym właśnie dniu odbywa się specjalna zbiórka do puszek.

W Polsce do różnych wspólnot i instytutów życia konsekrowanego należy niespełna 39 tys. osób, wśród których prawie 70 proc. stanowią kobiety.

R. Łączny, KAI

 

 

Być uśmiechem Boga w każdej chwili – rozmowa na Dzień Życia Konsekrowanego
 
Powołanie odkryła we Francji. Pewności nabrała w chorobie. Jezusa szuka w każdej chwili. Radością powołania, receptą na kryzysy i swoistą odtrutką na popadanie w rutynę dzieli się s. Faustyna Białoskórska ze Wspólnoty Błogosławieństw. 
 
– Co Siostrę pociągnęło do tego, aby przywdziać habit i wejść na drogę życia konsekrowanego?

S. Faustyna: Dziwne, ale Jezus poprowadził mnie ku temu nie w Polsce,
gdzie jest tyle zgromadzeń, lecz we Francji. Ponieważ studiowałam
francuski na filologii romańskiej UJ, pojechałam w 1985 r. do Francji.
Tam spotkałam moją wspólnotę. Zachwyciły mnie małżeństwa, które chciały
w sposób radykalny żyć Ewangelią. To był pierwszy zachwyt, pierwsze
odkrycie nocnej adoracji, modlitwy. Potem potrzebowałam czasu, żeby
odpowiedzieć na to powołanie. Skończyłam studia, zaczęłam pracę w
katolickim liceum w Krakowie. Czułam jednak, że pociąga mnie coś
mocniejszego. Zostawiłam Polskę, to co robiłam i co było mi bliskie.
Pojechałam. Myślę, że było to spojrzenie Jezusa, zapraszające mnie do
powierzenia Mu całego życia. Spotkałam się z tym pięknem. Czułam, że
mam dać odpowiedź, że nie mogę zostawić Jezusa bez odpowiedzi.

– Pierwsze spotkanie zawsze jest poniekąd fascynacją. Czy później ta fascynacja się przeradzała w zrozumienie, pogłębiała się?

S. Faustyna: Moja fascynacja Jezusem się pogłębiała i pogłębia. Mam
nadzieję, że będzie się pogłębiała aż do śmierci. Właściwie to
przechodziła ona przez różne momenty zapytań, wątpliwości, chwil
trudniejszych. Bywało, że nie wiedziałam, czy to jest moje miejsce. Ale
ona była i jest. Jednym z mocniejszych momentów spotkania z Jezusem
była moja choroba kilka lat temu: rak. Pokazała mi ona bardzo wiele w
życiu duchowym. Gdy szukałam Jezusa myślałam, że być może, kiedy więcej
się będą modliła, im surowsze życie będą dla Niego prowadziła, im
bardziej będą Go szukała, tym bardziej będę z Nim zjednoczona. I kilka
lat temu przyszedł moment choroby. Rak. Operacja. Różne terapie.
Właściwie to moment cierpienia był takim spotkaniem z Jezusem, które
było dla mnie czymś nowym, najpiękniejszym, co do tej pory przeżyłam w
mojej relacji z Nim. Pokazał mi, że On sam się udziela, że to nie my
zasługujemy na to, kiedy Go spotykamy tak naprawdę, ale że spotkanie z
Nim jest łaską. Nieustannie szukamy Go po to, aby On nas zaskoczył w
którymś momencie, przez takie, a nie inne wydarzenie. Nieraz myślę,
dlaczego było to dla mnie źródłem nieustannej radości i szczęścia,
takiego szczęścia, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczałam. Nie
czułam tego, ani kiedy przyjmowałam habit, ani kiedy składałam śluby
wieczyste. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa, jak wtedy na stole
operacyjnym, czy w moim łóżku w szpitalu. Dlaczego? Myślę, że właściwie
to oddawałam się Jezusowi, chciałam się Mu wydać. Mamy jednak taką
niesamowitą zdolność, że choć ciągle się dajemy, to coś chcemy zostawić
sobie. Sądzę, że wtedy było to takim zaproszeniem do wydania się Mu
zupełnie. Po raz jedyny w moim życiu poczułam, że chcę Mu oddać
wszystko. Jeśli chce, żebym umarła, chce mnie zabrać – to jestem
gotowa. I to był ten moment, kiedy dostąpiłam wielkiego szczęścia i
radości. Właśnie wtedy. Była to dla mnie osobista lekcja życia
duchowego.

Mogłam świadczyć przy lekarzach, pielęgniarkach o radości ze spotkania
z Nim. Tej radości świat potrzebuje. Takiej, która zachwyca, pociąga
młodych, ale nie tylko ich, lecz ludzi różnych stanów. Jan Paweł II
mówi w Vita consecrata: mamy być dla świata znakiem dobroci Boga,
znakiem piękna, które nas pociągnęło, żebyśmy i my pociągali innych do
Jezusa. W czasie choroby doświadczyłam, że Jezus pociąga ludzi, którzy
byli zupełnie niewierzący, w laickiej Francji, gdzie dwa razy leżałam w
szpitalu. Jezus poruszał serca lekarzy i pielęgniarek poprzez to, że ja
byłam szczęśliwa. To było widać. Ja nie wyczytałam tego z książek, ja
tego doświadczyłam.

Dzisiaj, po pięciu latach mogę powiedzieć, że ta relacja z Jezusem
ciągle się pogłębia. Dziś mam 46 lat. Od 18 lat jestem we Wspólnocie
Błogosławieństw. Myślę, że każdego dnia jesteśmy zaproszeni, żeby żyć
wiarą. Każdego dnia są nowe wydarzenia, które nas zapraszają do
głębszego wejścia w wiarę. Nie zawsze jest to łatwe czy proste. Jestem
przekonana, że każdy etap życia duchowego ma swoje piękno. Dzisiaj mogę
powiedzieć, że czuję się szczęśliwa i chcę Go szukać dalej. Mam
nadzieję, że do ostatniej sekundy mojego życia.

– Jezus dał Siostrze doświadczyć czystości, ubóstwa i posłuszeństwa
wieczystego, bo kiedy człowiek staje w perspektywie śmierci, to taka
myśl musi się pojawić. Życie zostało Siostrze darowane. Jak to Siostra
odbiera?

S. Faustyna: Życie jest dla mnie darem, ale i wyzwaniem. Zadane mi
zostało. W jaki sposób wykorzystam każdą chwilę? Czy będę marzyła o
tym, co będzie jutro, czy będę żyła tu i teraz? Wierzę, że każda
chwila, każde wydarzenie może przynieść mi Jezusa, każde spotkanie, tak
jak to nasze dzisiaj, jest dla mnie pięknem, które daje Jezus.

– Rozmawiając w Dniu Życia Konsekrowanego myślimy o tych, którzy
namacalnie doświadczają miłości Jezusa, ale i o tych, którzy tak
doświadczeni są krzyżem życia, że nawet będąc osobami konsekrowanymi
Jezusa nie widzą. Co by Siostra powiedziała takim osobom z własnego
doświadczenia?

S. Faustyna: Myślę, że trudności są częścią naszego życia. Sama
przeszłam i wylałam bardzo dużo łez, co zresztą nie przeszkadza temu,
że czułam się szczęśliwa. Sądzę, że odpowiedź Jezusowi na zawsze, do
końca, do ostatniej chwili, wymaga szukania i wysiłku. Co bym mogła
powiedzieć osobom zniechęconym, które może przeżywają akurat kryzys? Że
jest to moment par excellence, aby pójść głębiej w tym naszym
powiedzeniu fiat: Jezu – co zechcesz. Taki moment zawierzenia Jezusowi
i uwierzenia może być okazją do doświadczenia szczęścia, ale też i Jego
łaski, która przychodzi wtedy, kiedy rzeczywiście Mu się powierzamy i
kiedy dajemy Mu wszystko.

– To rada na dni trudniejsze. A na takie powszednie? Co decyduje o bliskim byciu z Jezusem?

S. Faustyna: Więź z Jezusem, modlitwa, bycie z Nim we wszystkim, co
robimy, co stanowi naszą codzienność. Nie tylko modlitwa, bo dla każdej
duszy konsekrowanej ważne jest, abyśmy byli przewodnikami życia
duchowego. To znaczy: byśmy równocześnie nie bali się Jezusowi
poświęcać darmowych chwil każdego dnia. Być z Nim na modlitwie, ale
również pamiętać, że być z Nim, to być wszędzie: w kuchni, na studiach,
w jakiejkolwiek pracy, w spotkaniu z każdym człowiekiem. Być uśmiechem
Boga w każdej chwili – to jest codzienność. Tego, jak mi się wydaje,
oczekuje świat od każdej duszy konsekrowanej: żeby była świadkiem tego,
że spotkała się z miłością, spotkała się ze Zmartwychwstałym.

Rozm. Józef Polak SJ