Teksty kazań nowennowych o. Jana Pacha, paulina – dzień 1+2+3

100823a.png Kazania nowennowe wygłaszane są na Jasnej Górze przed uroczystością
Matki Bożej Jasnogórskiej. Przez dziewięć kolejnych wieczorów, od 17 do
25 sierpnia, jest odprawiana Msza św., która przygotowuje wiernych
duchowo do uroczystości Matki Bożej Jasnogórskiej. Sama uroczystość
Najśw. Maryi Panny Częstochowskiej, głównej Patronki miasta Częstochowy i
Archidiecezji Częstochowskiej jest obchodzona w dniu 26 sierpnia.
W tym roku kazania nowennowe głosi o. Jan Pach, paulin z Jasnej Góry.
Tematem widoącym kazań jest ‚Maryja, wierząca uczennica Pańska,
troskliwa Matka i Królowa Polaków’.

Kazania nowennowe podczas wieczornej
mszy św. transmituje Radio „Jasna Góra” przez satelitę do powszechnego
odbioru w Europie i przez nadajnik naziemny w regionie Częstochowy do
odbioru na fali UKF 100,6 MHz.


KAZANIA NOWENNOWE O. JANA PACHA

Dzień pierwszy 17.07.2010

(Iz 7, 10-14; 8, 10c; Łk 1, 26-38)

NIEWIASTA WSPÓŁPRACUJĄCA Z BOGIEM

POSŁUCHAJ

1.„Matko Częstochowska

oto masz korony

Które Ci zerwano

z Przenajświętszej skroni.

Dobry Ojciec święty

dał Ci je z powrotem:

Obraz Twój ujrzymy

znów z złotym klejnotem.

2. Już na Jasną Górę

nie wpuścim zbrodniarzy

I na Świętokradztwo

Nikt się nie poważy

Nad tym świętym skarbem

cały naród czuwa –

a to straż mocniejsza

niż srebrna zasuwa!

3. Powstrzyma złodzieja

Nie żelazna krata,

Ani noc bezsenna

klasztornego brata –

Tylko Miłość, Wiara,

całego narodu:

W niej Ty już tym razem,

nie doznasz zawodu!”.

Czcigodni Kapłani i Ojcowie, Drodzy Siostry i Bracia,
Przedstawiciele parafii miasta Częstochowy, Mieszkańcy maryjnego grodu u
stóp Jasnej Góry, Pielgrzymi z różnych stron Polski oraz łączący się z
nami dzięki „Radio Jasna Góra”`! Przed chwilą zacytowałem fragment
„Pieśni do Matki Boskiej Częstochowskiej na nową koronacyę Obrazu”,
napisanej właśnie na uroczystość, jaka odbyła się dnia 22 maja 1910
roku. Nowa koronacja Jasnogórskiej Ikony była wynagrodzeniem za
świętokradzką zbrodnię kradzieży koron z Cudownego Obrazu za
przyzwoleniem agentów carskiej ochrany rosyjskiego zaborcy. Pamiętajmy,
że Polska była rozdarta pomiędzy trzech zaborców, zaś Jasną Górę
okupowali carscy żołdacy, którzy traktowali sanktuarium jak rosyjskie
koszary i robili tu, co chcieli. Aby uniknąć okrutnego poniżenia Polaków
oraz sprofanowania Jasnogórskiej Ikony, gdyż car zamierzał sam
ofiarować Matce Bożej korony, na prośbę Polaków ofiarował je Papież, św.
Pius X. Car rosyjski, Mikołaj II, chciał jeszcze powiększyć skalę
szyderstwa z Polaków, gdyż na placu przed Jasną Górą, już od 1889 roku,
stał pomnik jego poprzednika, cara Aleksandra II. Dopiero 15
października 1917 roku został on usunięty. Na jego miejscu stanęła
figura Matki Bożej Niepokalanej, która depcze głowę węża. Stoi ona do
dnia dzisiejszego, jest tutaj pośród nas w nowej rzeźbie, postawionej
przed rokiem.

Po stu latach od koronacji po sprofanowaniu Jasnogórskiego Obrazu
przez carskich agentów, kiedy Polska jest wolna politycznie, ale w wielu
obszarach zagrożona w swej tożsamości narodu katolickiego, chcemy na
głowy Jezusa i Maryi nałożyć nowe korony i okryć Ich widzialne na
Obrazie Postacie nowymi płaszczami. Ten gest naszej wdzięczności i
ponownego zawierzenia będzie miał miejsce za kilkanaście dni, 4 września
tego roku.

W dniu dzisiejszym rozpoczynamy Nowennę przed uroczystością Matki
Bożej Jasnogórskiej, która w Częstochowie ma swój Dom, gdzie przyjmuje
Polaków i pielgrzymów z całego świata. Nowenna ta jest równocześnie
przygotowaniem do uroczystości nowej koronacji Cudownego Obrazu wotum
narodu, koronami i sukienkami miłości, wierności, cierpienia i nadziei.
Podczas tych dni modlitwy będziemy patrzyli na Maryje, jako wzór naszej
wiary, śledząc Jej drogę życia oraz drogę komunii z Jezusem w ziemskim
życiu. Odwoływać się też będziemy w kolejne dni do wydarzeń
historycznych, w których odczytujemy wielką solidarność Matki Bożej z
narodem polskim, czy też do gestów wdzięczności Polaków dla swojej Matki
i Królowej. Gdy patrzymy na to, co się dzisiaj dzieje w naszej
Ojczyźnie, na te znaki apokaliptyczne, jak śmierć Pana Prezydenta Lecha
Kaczyńskiego oraz elity narodu pod Smoleńskiem, w drodze do Katynia, jak
klęski żywiołowe, którym towarzyszą szumne deklaracje rządzących, ale
niewielka pomoc materialna, gdy widzimy ten swoisty potop bezbożnictwa
oraz liberalizmu, który chce zalać Polskę, czego smutny przykład mamy
pod krzyżem przed pałacem prezydenckim, to pytamy się, co jeszcze ma się
wydarzyć, by Polacy się obudzili? W Warszawie nie chodzi w
rzeczywistości o walkę z krzyżem, z tymi dwoma połączonymi kawałkami
drewna, ale to jest walka z Chrystusem i z Jego prawem, które broni
człowieka przed pustką i rozpaczą. Jeżeli ktoś jest niewierzący, to
dlaczego krzyż go dotyka, dlaczego go drażni? Widocznie krzyż staje mu
się wyrzutem sumienia, wezwaniem do nawrócenia, jak jest nim dla
każdego, przede wszystkim dla wierzącego. Ogłupiany jest naród, oducza
się go myśleć, bronić własnej godności, chce się go uczynić masą papug
powtarzających pieśń propagandy rządzących. A gdzie jest Boski dekalog,
gdzie jest polska tradycja? Są w tych różnych bolesnych doświadczeniach
Boże znaki i Boże zamiary, które musimy odczytać, żeby podjąć drogę
pokuty i nawrócenia. Musimy zapytać, co Bóg przez te wydarzenia chce nam
powiedzieć, co chce powiedzieć Polsce?. Może od tych jeszcze myślących,
mających sumienie, od sprawiedliwych, jak w Sodomie, Bóg żąda
wierności, aby uratować cały nasz naród? Niech te nowe sukienki i
korony, w których jest tyle cierpienia, wyrzeczenia, tyle serca, ale i
ogromna miłość i nadzieja, będą widzialnym znakiem hołdu dla Boga i Jego
Matki ze strony wiernej reszty narodu, której wiara i zaufanie do Maryi
uratują Polskę od zagłady!

Przejdźmy do refleksji biblijnej, opartej na wysłuchanym wcześniej
fragmencie Ewangelii, w którym słyszeliśmy opis zwiastowania Maryi w
Nazaret. Nie wiemy nic o Maryi z Nazaretu do chwili opisu Jej spotkania z
Bożym posłańcem. Ewangelista Łukasz przekazał nam jedynie, że była w
tym momencie już poślubiona mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida. Wiemy
też, że Maryja była dziewicą. Wynika z tego, że była Ona zaręczona z
Józefem, który miał zostać Jej mężem. Ewangelista nie mówi nam nic o ich
wieku, o ich życiowych planach, ale ujawnia, że Maryja znalazła łaskę u
Boga, że jest pełna łaski, że Pan Bóg jest z Nią. Znaczy to, że w
chwili zwiastowania Maryja żyła w ścisłej komunii, w przyjaźni z Bogiem.
Gdy usłyszała od Archanioła Gabriela, że ma stać się Matką Jezusa,
który będzie Synem Bożym, zapytała, jakże się to stanie, skoro Ona
jeszcze nie mieszka z przyszłym mężem, z Józefem. Dla Niej, mówiąc
najprościej, macierzyństwo w tej chwili nie było jeszcze niemożliwe. Gdy
jednak usłyszała, że stanie się Matką za sprawą Ducha Świętego, ochoczo
zgodziła się zostać Matką oczekiwanego Mesjasza. Czy łatwo Jej było
podjąć taką decyzję. Z pewnością nie. Przecież nie było Jej męża,
Józefa, nie mogła Go zapytać, poradzić się, sama musiała decydować i
wyrazić swą zgodę na Boga.

Ojciec Święty, Jan Paweł II, w Encyklice Redemptoris Mater mówi o
Maryi: „Maryja, która z odwiecznej woli Najwyższego znalazła się – rzec
można – w samym centrum owych „niezgłębionych dróg” oraz „niezbadanych
wyroków ” Boga, poddaje się w półcieniu wiary, przyjmując całkowicie i z
sercem otwartym to wszystko, co było przewidziane w planie Bożym. (…)
Chociaż – przez wiarę – poczuła się w tej chwili Matką
„Mesjasza-króla”, to przecież odpowiedziała: „Oto ja służebnica Pańska,
niech mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1, 38). Od pierwszej chwili
dała wyraz przede wszystkim „posłuszeństwu wiary”, zdając się na takie
znaczenie powyższych słów zwiastowania, jakie nada im Ten, od kogo słowa
te pochodzą: jakie nada im sam Bóg.” (RM 14,15).

Pytanie Maryi: „Jakże się to stanie, skoro nie znam pożycia z
mężem?” (w. 34) nie jest wyrazem powątpiewania Maryi, ale próbą
upewnienia się, czy tym, który do Niej mówi jest rzeczywiście Bóg. Anioł
uznaje słuszność pytania Maryi i zapowiada Jej, że będzie to tajemnicze
poczęcie z Ducha Świętego. Nie wyjaśnia, jak się to stanie, ale jedynie
daje do zrozumienia, że Bóg ma swoje sposoby. To daje Maryi możność
nabrania pewności, że rozmawia Ona z Bogiem, dlatego innego
potwierdzenia nie potrzebuje. Od tej chwili Maryja z Nazaretu będzie
podążać naprzód w wierze, w pełni akceptując tajemniczy plan Boży,
chociaż pozostanie on dla Niej do końca niepojęty. Możemy powiedzieć, że
Maryja zrozumiała, iż Bóg nie może kłamać i zgodziła się, aby od tej
chwili to właśnie Bóg Ją prowadził. Zaufanie Maryi do Boga, Jej „fiat”,
jest odkupieniem nieufności i nieposłuszeństwa Ewy, która Bogu nie
wierzyła, ale uwierzyła podszeptowi węża, szatana. To nieufność do Boga,
oskarżanie Boga o to, że kłamie, jest istotą grzechu prarodziców, jest
także istotą każdego grzechu człowieka.

W chwili zwiastowania dla Maryi przestają być ważne dotychczasowe
plany życiowe, Jej relacje z Józefem, gdyż Ona wie, że Bóg się tym
zajmie i po swojemu rozwiąże. Maryja ufa Bogu, poważnie traktuje Boże
obietnice i przekłada je na życie codzienne. To tylko ludzie, my pewnie
też, próbowali zrozumieć to wszystko czysto po ludzku, dlatego stworzyli
sobie starego, niedołężnego Józefa, aby jakoś wytłumaczyć małżeństwo
Maryi oraz Józefa, aby pomieścić i pogodzić z nim dziewicze poczęcie i
zrodzenie Jezusa oraz dziewicze życie Świętych Małżonków z Nazaretu.

Maryja z Nazaretu ofiarowuje Bogu całą siebie, czyli tę przestrzeń
życia osobistego, której Bóg najbardziej potrzebuje: swoje ciało, swój
umysł, swoją osobę, całe swoje istnienie. Ona jest cała do dyspozycji
Boga, do realizacji Jego planów. Jesteśmy świadkami powołania Maryi: oto
prosta dziewczyna z nieznanej nikomu bliżej osady wyraziła swoja zgodę,
czyli zdecydowała się wejść w Boży plan zbawienia. Dzięki uważnemu
słuchaniu Boga i po-słuchaniu Go potrafiła wejść w ten nowy, inny świat,
w którym najważniejszy był Bóg i drugi człowiek. My natomiast – czy nie
staramy się zbyt często zmusić Pana Boga, by to On wszedł w nasz świat?
Zamykamy Go w ciasnej przestrzeni naszych oczekiwań, naszych planów,
naszych wizji, zagłuszając Jego głos naszymi racjami. Ileż sytuacji nas
przerasta, zaskakuje, ale jakże trudno nam podnieść się ponad nasze
możliwości, uwierzyć Bogu, że On mocen jest dokonać rzeczy niemożliwych,
jeżeli tylko Jemu zaufamy.

Jeżeli spojrzymy na historię przymierza Maryi Jasnogórskiej z naszym
polskim narodem, to dostrzeżemy, że takim analogicznym momentem
zwiastowania nam przez Boga przymierza było przybycie Cudownej Ikony do
Starej Częstochowy w 1382 roku. Czczony od dawna na Wschodzie Obraz
Matki Bożej został umieszczony tutaj, na tym wzgórzu, w małym kościółku,
i oddany pod opiekę Paulinom, którzy przybyli z Węgier. Nikt chyba nie
przewidywał, że tutaj będą się działy przez wieki tak wielkie cuda, że
Maryja z Jasnej Góry będzie otaczała wielkim i łaskawym płaszczem swej
opieki nie tylko Rzeczpospolitą, ale i całą polską diasporę.

W to zawiązywanie przymierza narodu polskiego z Maryją wpisała się
bardzo znacząco wielka wiara i poświęcenie Świętej Jadwigi, królowej
Polski i żony króla Władysława Jagiełły. Była ona zaręczona już w
dzieciństwie i przeznaczona na żonę Wilhelma Habsburga, ale zrezygnowała
ze swych praw, pewnie z bólem serca, po ogromnej walce wewnętrznej, i
została żoną Jagiełły, co przyczyniło się do chrztu Litwy, a później
Żmudzi. Święta Jadwiga jest też wielką dobrodziejką oraz drugą
fundatorką sanktuarium jasnogórskiego, po jego pierwotnym założeniu
przez księcia Władysława Opolczyka. Ona tutaj, na Jasnej Górze, modliła
się i przyczyniła się do szerzenia czci Maryi w sercach Polaków. Być
może była też promotorką rozszerzania w umysłach i sercach Polaków
pieśni „Bogurodzica”, którą w 11 lat od jej śmierci w 1399 roku gromko
śpiewało do boju z nawałnicą krzyżacką polskie rycerstwo. W tym roku
obchodzimy 600-lecie zwycięstwa Polaków, którzy z pieśnią „Bogurodzica”
ruszyli pod Grunwald i odnieśli wspaniałe zwycięstwo nad Krzyżakami. Nie
byłoby tego historycznego i opatrznościowego dla nas zwycięstwa nad
niemiecką butą, gdyby nie młodziutka i mądra królowa Jadwiga oraz ofiara
jej serca, które poświeciła dla dobra Polski i Litwy oraz całej
chrześcijańskiej Europy.

Święta Jadwiga słuchała Boga, na wzór Maryi, dlatego jej imię
wpisane jest na trwałe w historię jasnogórskich cudów na polskiej ziemi,
zaś pieśń „Bogurodzica”, jako pierwszy hymn narodowy, jest wspaniałą
pieśnią na drodze obecności Maryi na polskiej ziemi.

Powracamy do przywołanej na początku koronacji Cudownego Wizerunku w
dniu 22 maja 1910 roku. Wielki kapłan -społecznik, błogosławiony Ksiądz
Ignacy Kłopotowski, pisał w broszurze wydanej po odbytej koronacji w
1910 roku [pozostawiam język i styl sprzed 100 lat]: „Jak grom uderzyła w
pierś narodu wieść o świętokradztwie spełnionem na Jasnej Górze w
pamiętną noc z 22 na 23 października 1909 r. Nie tyle strata materialna,
ile sam fakt podniesienia ręki zbrodniczej przeciw Królowej Niebios i
przeciw Królowej Polski wzbudził grozę i przerażenie. Dziś (…) widzimy
w niem co raz dowodniej: dopust Boży.”. Potem autor podkreśla, że Matka
Boża z pewnością mogła się przecież obronić, „ale skoro tego nie
uczyniła, skoro łupieżcy (…) dotąd na wolności pozostają – należy w
tem uznać niezbadane wyroki i zamiary Opatrzności. (…) Wszak
przeżyliśmy niedawno okropne chwile zamętu. Kraj nasz był widownią
przerażających zbrodni. Walki bratobójcze, odstępstwa od św. Wiary
praojców, barbarzyńskie niszczenie dóbr doczesnych, zdziczenie moralne,
wreszcie owe krwawe rozboje zwane bandytyzmem – wszystko to stało się
chlebem powszednim w minionych latach burzy rewolucyjnej. Zdawało się
tedy, że nic już bardziej nas nie przerazi, nic grozą swą nie zadziwi,
tak zostaliśmy zahartowani, wprost znieczuleni, wydarzeniami doby
przeżytej. A jednak świętokradztwo na Jasnej Górze wstrząsnęło całym
narodem, wyrwało ze zbiorowej piersi polskiej potężny, jednomyślny,
nigdy przedtem nie słyszany ból okrzyku i przerażenia. Zrozumiałem to
się wówczas stało, czem, dla Polski i Polaków, bez względu na granice
polityczne i bez względu na wszystkie partyjności, miłość i cześć dla
Tej Królowej Niebios i Królowej naszej „co Jasnej broni Częstochowy”. W
ślad bowiem wstrząsającej sercem grozy nastąpiły objawy gorącego
pragnienia, aby wynagrodzić tę zniewagę, jaka w tę noc październikową
została spełniona. (…) I oto dla ukojenia naszego smutku i boleści
pojawia się pierwsza niemal pociecha. Z wyżyn Stolicy Piotrowej płynie
do Polski miłościwy i słodki głos Namiestnika Chrystusowego, naszego
Ojca Świętego Piusa X-go: „Przyjmując żywy udział w waszym strapieniu,
ozdobię Cudowny Obraz nowemi koronami, które zastąpią tamte, przez
świętokradców złupione”.

W dniu koronacji Msze święte odprawiane były zarówno w Cudownej
Kaplicy, jak i w bazylice oraz na wałach, gdyż trzeba było objąć
wszystkich pielgrzymów, a nie było takich możliwości technicznych, jak
dzisiaj. Kazanie w kaplicy Cudownego Obrazu w dniu koronacji 22 maja
1910 roku wygłosił Ksiądz profesor Antoni Szlagowski, późniejszy biskup
sufragan warszawski. Na zakończenie posłuchajmy kilka jego myśli z
kazania koronacyjnego, wypowiedzianych pięknym językiem staropolskim:
„Witaj Królowo Korony Polskiej, Witaj Ukoronowana Matko Częstochowska! U
podnóża Twego w powinnym hołdzie ściele się dziś cała Polska ziemia,
witaj! (…) Dzień to koronacyjny Królowej naszej na Jasnej Górze, –
wielki dzień katolicki w Polsce , – wielki dzień Polski w świecie
katolickim,- wielki dzień Piusa X-go w Polsce całej. Papież bowiem w
osobie swego Dostojnego Zastępcy koronami, przez siebie ofiarowanemi,
koronuje dziś Królowę niebios, Królowę Korony Polskiej. (…) Raduj się i
wesel, Polski narodzie, że masz własną i masz swoją Królowę. Podnieś
oczy i wiarą sięgnij wysoko po nad cherubiny i serafiny, tam u stóp
Przedwiecznego zasiada Matka Boża, łącząca z majestatem Pani Aniołów
królewskie znamiona Polskie. Patrz, Niepokalana Królowa Męczenników
występuje w twoich barwach narodowych. Śnieżną bowiem niewinność
powiązała z czerwienią męczeństwa duchowego. U stóp zaś Jej spoczywa
orzeł, symbol Ewangelii, która mówi o Słowie, co ciałem się stało w
Żywocie Przenajświętszej Dziewicy”.

Drodzy Siostry i Bracia! Z dzisiejszej refleksji chciejmy zabrać ze
sobą w pamięci serca Maryję, która podczas zwiastowania w Nazaret
zaufała bezgranicznie Bogu i przez całe życie szła pełna wiary i
przekonania, że Bóg może dokonywać rzeczy po ludzku niemożliwych. Ona
wygrała całe swe życie, gdyż nie tylko słuchała Boga, ale też robiła
wszystko, co było możliwe, aby zrobić Bogu miejsce domu swego Serca. Ona
z Bogiem w tym Sercu mieszkała i nieustannie rozmawiała. Na Maryję
patrzyli nasi praojcowie i od Niej się uczyli, że „bez Boga ani do
proga”. Weźmy ze sobą Maryję jako Nauczycielkę słuchania Boga oraz
stałej z Nim rozmowy. Niech Ona nam podpowiada, jak w codzienności
wprowadzać Boga w nasze życie, zwłaszcza w sytuacje trudne, w których
jesteśmy bezradni, jak sprawiać każdego dnia, żeby Bóg był zawsze na
pierwszym miejscu.

I jeszcze jedna prośba do Was, Drodzy Mieszkańcy Częstochowy. Nie
poprzestańcie na jednorazowym uczestnictwie w tym przygotowaniu do
uroczystości Matki i Królowej, Patronki miasta Częstochowy. Przychodźcie
tutaj każdego dnia. Zaproście też innych, aby wotum Waszego
uczestnictwa w przygotowaniach do święta było dołączone do wotów, które
tworzą nowe korony oraz płaszcze dla Jezusa i Maryi z Jasnogórskiej
Ikony. Częstochowa to dobre miasto, niech takim pozostanie, niech nie
ulegnie propagandzie Częstochowy bez Jasnej Góry, bez Matki Bożej, bez
Boga. Niech Częstochowa pozostanie dobrym Domem Matki dla każdego!
Szczęść Boże!



Dzień drugi 18. 08. 2010

(So 3, 14-18a; Łk 1, 39-56)

MARYJA NIOSĄCA BOGA W NAWIEDZENIU

POSŁUCHAJ

4. „Przedtem myśmy wszyscy

w niewierze zaspali

Wybacz nam, o Matko!

żeśmy nie czuwali –

Jako Ty nad nami

czuwasz z Jasnej Góry

Chroniąc nam przed Szwedem

Domów naszych mury.

5. Odtąd my będziemy

już mocniejsi w wierze,

Do świętego skarbca

nikt się nie dobierze

Któżby śmiał znieważyć

świętokradzką ręką

Matkę tego, co nas

Zbawił Krzyża męką!”

Czcigodni Kapłani oraz Ojcowie, Drodzy Siostry i Bracia, mieszkańcy
maryjnego miasta Częstochowy, pielgrzymi z różnych stron Polski oraz
łączący się z nami poprzez „Radio Jasna Góra”! Przed chwilą zacytowałem
kolejne zwrotki „Pieśni do Matki Boskiej Częstochowskiej na nową
koronacyę Obrazu”, napisanej właśnie na uroczystość, jaka odbyła się
dnia 22 maja 1910 roku. Nowa koronacja Jasnogórskiej Ikony była
wynagrodzeniem za świętokradzką zbrodnię kradzieży koron z Cudownego
Obrazu przez agentów carskiej ochrany rosyjskiego zaborcy. Car rosyjski,
Mikołaj II, chciał jeszcze powiększyć skalę szyderstwa z Polaków, gdyż
na placu przed Jasną Górą już od 1889 roku stał pomnik jego
poprzednika, cara Aleksandra II. Dopiero 15 października 1917 roku
został on usunięty. Na jego miejscu stanęła figura Matki Bożej
Niepokalanej, która depcze głowę węża. Stoi ona do dnia dzisiejszego,
jest tutaj pośród nas w nowej rzeźbie, postawionej przed rokiem.

Po stu latach od koronacji po sprofanowaniu Jasnogórskiego Obrazu,
kiedy Polska jest wolna politycznie, ale w wielu obszarach zagrożona w
swej tożsamości narodu katolickiego, chcemy na głowy Jezusa i Maryi
nałożyć nowe korony i okryć Ich widzialne na Obrazie Postacie nowymi
płaszczami. Ten gest naszej wdzięczności i ponownego zawierzenia będzie
miał miejsce za kilkanaście dni, 4 września tego roku. Obecnie to wotum
narodu można zobaczyć w Sali Rycerskiej i złożyć dar serca na pomoc
poszkodowanym w powodziach.

W drugim dniu naszej nowenny patrzymy na Maryję, która po wyrażeniu
zgody podczas zwiastowania na zostanie Matką oczekiwanego Mesjasza,
przerywa ciszę ukrytego i spokojnego życia w Nazarecie i wybiera się do
swojej krewnej Elżbiety, która doświadczyła od Boga łaski tak
upragnionego macierzyństwa, pomimo swojego podeszłego już wieku. W
wysłuchanym przed chwilą opisie z Ewangelii słyszeliśmy, iż Maryja
wybrała się i poszła do Elżbiety z pośpiechem. Nie był to zapewne
pośpiech ciekawości, chęci sprawdzenia, czy Jej krewna rzeczywiście
stała się matką. Jeżeli Maryja wierzyła do końca Bogu, to wiedziała, że
jest to prawdą. Ona nie potrzebowała nowych dowodów mocy Boga.
Zetknięcie się z nowym znakiem wszechmocy Bożej było dla Maryi nagrodą i
ukoronowaniem Jej wiary. Maryja spieszy się, żeby zanieść domowi
Elżbiety Jezusa, żeby się Nim podzielić z ludźmi. To był główny motyw
Jej pośpiechu, Jej chęci głoszenia światu, że Bóg jest już pośród swego
ludu.

Nie ulega wątpliwości, że od chwili zwiastowania Maryja zdaje sobie
sprawę, że Syn, którego ma porodzić, nie należy tylko do Niej: Jezus
jest przeznaczony dla innych, jest darem, który Ona ma ciągle
ofiarowywać światu. Maryja prawie biegnie do św. Elżbiety, gdyż spieszno
Jej, przynagla Ją pełne Boga serce, serce kochające ludzi, żeby jak
najszybciej podzielić się radością, że Bóg zamieszkał między nami.
Maryja, spiesząca do Elżbiety, objawia się nam jako Żywa Monstrancja,
Żywa Świątynia, w której cieleśnie zamieszkał Bóg. Ona nie traktuje
Jezusa jako swojej własności, ale uważa za najgłębszy obowiązek
podzielenie się Nim z ludźmi. Warto zastanowić się, czy my nie uważamy
Jezusa za naszą prywatną własność, za kogoś, kto został nam podarowany
na nasze usługi? To przecież nie Jezus ma spełniać naszą wolę, być do
naszej dyspozycji, spełniać nasze zachcianki, ale to my mamy Go słuchać
i, jak Maryja, być tymi, którzy poniosą Boga w świat, między ludzi,
którzy są głodni Boga, a może nie zawsze się do tego przyznają.

Święta Elżbieta rozpoznaje motyw pośpiechu Maryi, gdyż również ona
jest niewiastą słuchającą Boga i wrażliwą na Jego przychodzenie w drugim
człowieku. Warto zastanowić się, jak my odbieramy Boga, który
przychodzi do nas w spotkanych ludziach, czy w ogóle Go widzimy,
odczuwamy, czy może jesteśmy na Niego zamknięci, bo skupieni jesteśmy
tylko na sobie, bo uważamy, że jesteśmy samowystarczalni?

Wędrowanie Maryi z pośpiechem charakteryzuje swoista lekkość, jakby
powiew dobroci, ciepła, życzliwości. Maryja spieszy się, dzieli radość
macierzyństwa i śpiewa wspaniały hymn „Magnifikat”, pieśń uwielbienia
Boga za wielkie dzieła, których Bóg dokonał w Maryi. Tymczasem wielu z
nas, chrześcijan, przypomina raczej ociężałych, zakutych w zbroję
własnego egoizmu rycerzy niż ludzi z wielkim sercem, jak Maryja niosąca
Bożego Syna. Dotykamy tutaj problemu rytmu naszego życia: czy naprawdę
jest w nim owo radosne wyprzedzanie, pośpiech, świeżość intuicji, radość
odkrywania, czy tylko przyzwyczajenie, rygor, funkcjonalność. Przecież
nasz styl bycia chrześcijaninem wyraża treść i przesłanie, które
niesiemy w sobie, czyli to, co mieści się w naszym wnętrzu. Jeżeli nasze
wychodzenie z Bogiem do ludzi będzie realizowane nieśmiałym krokiem, w
sposób ociężały, nie łudźmy się, że inni podążą za nami, że dostrzegą
piękno, wyjątkowość i konieczność przesłania, którym jest Dobra Nowina o
Jezusie Chrystusie.

Na tle biblijnego nawiedzenia św. Elżbiety przez brzemienną Bogiem
Maryję, zobaczmy, choćby w błyskawicznej zadumie, na błogosławione
dzieło nawiedzania polskiej ziemi przez Maryję, z Jezusem w ramionach, w
kopii Cudownego Obrazu Jasnogórskiego. Jest to przedziwna tajemnica
obecności Niebiańskiej naszej Matki, która posługuje się znakiem Świętej
Ikony Jasnogórskiej, aby być obecna pośród swoich dzieci, które jeszcze
pielgrzymują na ziemi ku niebieskiej ojczyźnie. Maryja wędruje w Znaku
Obrazu Nawiedzenia już od 1957 roku, nawiedzając kolejny raz polskie
parafie, wchodzi do polskich domów, a przede wszystkim do serc Polaków,
którym przynosi Jezusa, jak niosła Go do świętej Elżbiety. Obecnie jest w
archidiecezji łódzkiej.

Obraz Nawiedzenia został poświecony w Rzymie przez Papieża Piusa
XII, potem Prymas, kardynał Stefan Wyszyński, przywiózł z powrotem Obraz
na Jasną Górę. Dnia 26 sierpnia 1957 roku dokonano swoistego uświęcenia
wędrującej dziś kopii Obrazu. Do pielgrzymów na Placu Jasnogórskim
Prymas mówił tego dnia: „I mnie dana była łaska, aby nieść słodki ciężar
naszej Najlepszej Matki. Cudowny Obraz wyjęty z ołtarza przydźwigaliśmy
przed chwilą z Kaplicy w podwoje Bazyliki Jasnogórskiej. Tu czekał już
Obraz Nawiedzenia, który widzimy przed sobą. Dokonaliśmy zbliżenia
Obrazów, jakby jakiegoś świętego pocałunku, na znak, że Obraz
nawiedzenia będzie szedł przez polską ziemię obdarzony mocami Cudownego
Obrazu, że ta sama Królowa Jasnogórska, wyzbywszy się koron i brylantów,
idzie ze swego tronu nawiedzać wierny lud”.

27 sierpnia 1957 Maryja w znaku Obrazu Nawiedzenia wyruszyła w
Polskę i niezmordowanie wędruje do dnia dzisiejszego. Ile tomów trzeba
by napisać, żeby zebrać te wszystkie cuda przemiany serc, pojednanych
rodzin, cuda nawróceń i ogromnej fali dobroci, życzliwości,
szlachetności, jaka przez tyle już lat przelewa się przez Polskę wraz z
pielgrzymującą Maryją. Na szlaku wędrówki Ikony Nawiedzenia działy się
cuda, ale piętrzyły się też ogromne przeszkody ze strony komunistycznych
władz, które kilkakrotnie Obraz aresztowały. Więziono go w katedrze
warszawskiej od 20 czerwca 1966 roku do 1 września tegoż roku. Potem w
drodze do Katowic Milicja Obywatelska brutalnie aresztowała Obraz pod
Będzinem i siłą odwiozła na Jasną Górę. Osadzono Maryje w „więzieniu”,
tak możemy powiedzieć, na kilka lat, od 1września 1966 roku do 13
czerwca 1972 roku, gdy Obraz został, jak się to mówiło, „wykradziony” i
wrócił na szlak nawiedzenia. Przez 6 lat wędrowała po Polsce pusta
rama, Ewangeliarz i świeca, ale ludzie odczuwali, że jest z nimi Maryja,
mimo, że nie widzieli Jej z Jezusem w Obrazie. Więzionego Obrazu
Nawiedzenia strzegły wokoło Jasnej Góry posterunki Milicji, zaś w
bazylice, w kaplicy św. Pawła, gdzie za kratami był więziony Obraz,
widniał napis: „Tu znajduje się uwięziony przez Władze Obraz, który
wędrował po Polsce”.

Ten lęk Państwa przed Matką Bożą, Jej aresztowania oraz niekończące
się utrudnianie dzieła nawiedzenia kojarzy się nam z lękiem, jaki
obserwujemy ostatnio, ze swoistą obsesją strachu przed wszystkim, co
przypomina Boga i Jego prawa. Władze komunistyczne przegrały walkę z
Bogiem i z Maryją. Czy dzisiejsze władze myślą po polsku, mają coś z
katolickiej tradycji naszego narodu…?

Drodzy Siostry i Bracia! W obecnym roku przeżywamy 30 rocznicę tego
bardzo wyraźnego i błogosławionego wejścia Maryi Jasnogórskiej do
strajkujących robotników w stoczniach, kopalniach, fabrykach i zakładach
pracy. W sierpniu 1980 roku, rok po błogosławionej pielgrzymce Jana
Pawła II przez polską ziemię z wołaniem o życie w wolności dzieci
Bożych, po pielgrzymce upominania się o krzyż i jego obecność wszędzie
tam, gdzie żyje i pracuje człowiek, rodziła się na naszej ziemi
„Solidarność”. Wtedy byliśmy świadkami strajków, które później wydały
błogosławione owoce. Dnia 26 sierpnia 1980 roku Prymas Tysiąclecia,
kardynał Stefan Wyszyński, wygłosił na Jasnej Gorze słynne kazanie,
które władza komunistyczna nakazała telewizji pociąć, ocenzurować i
zdeformowane wyemitować. Posłuszna telewizja chętnie to uczyniła. Czasem
mam wrażenie, że posłuszne rządzącym stacje telewizyjne czynią i dziś
podobnie. Telewizja, radio, prasa, która ma służyć prawdzie, kłamie.
Dobrze, że nie wszystkie stacje i pisma, że jeszcze ostały się bastiony
prawdy, że są ludzie, którzy mają niesprzedajne sumienia. Bogu niech
będą za nich dzięki!

Kazanie Prymasa sprzed 30 lat jest bardzo aktualne i dzisiaj.
Pozwólcie, że przytoczę krótki fragment: „Już ongiś naszym praojcom
wypowiadał swoje ubolewanie kaznodzieja narodowy, Piotr Skarga. Gdy
okręt tonie, nie pora myśleć o własnych węzełkach, by je ratować. (…)
Jeżeli przyszliśmy do Matki Bożej Jasnogórskiej jako do Tej, która „dana
jest ku obronie Narodu naszego”, to nie po to, by kogokolwiek oskarżać,
by jątrzyć, niepokoić, ale by przypominać – jak to należy do sług
Kościoła, naśladujących Chrystusa – o tym, jakie wartości trzeba
uszanować i co należy wypełnić, aby w Ojczyźnie naszej powrócił spokój i
ład”. W pierwszej chwili, gdy telewizja wyemitowała ocenzurowane
kazanie, robotnicy byli zaszokowani, ale wnet dowiedzieli się, że
zostali okłamani. Wtedy bardzo szybko zobaczyli w Prymasie Wyszyńskim
Ojca Narodu, który wymaga, ale któremu na robotnikach rzeczywiście
zależy. On też, wielki Prymas Tysiąclecia, 31 sierpnia 1980 roku, posłał
do strajkujących hutników warszawskich Księdza Jerzego Popiełuszko. To
był początek świętego nawiedzenia rzesz robotniczych, gdy Ksiądz Jerzy
wszedł między ludzi pracy, rozmawiał z nimi, spowiadał, odprawiał Msze
święte i niósł dobre słowo.

Gdy wybuchły w Polsce strajki, wszędzie była obecna Maryja
Jasnogórska, wszędzie obecny był krzyż; to było wielkie, robotnicze
nawiedzenie Bożej Matki. Ono wydało błogosławione owoce wolności, której
zagospodarowania ciągle się uczymy. To nic, że niektórzy sprofanowali
Jasnogórską Maryję w Jej znaku, że przynoszą wstyd Matce Bożej, którą
noszą, że walczy się z krzyżem na naszej ziemi. Jezus i Maryja
ostatecznie zwyciężą. Oni pozostaną Kotwicą ratunku i Portem nadziei,
ale muszą nimi być najpierw w naszych sercach!

Pozwólcie, że przywołam wielkiego apostoła nawiedzenia przez Boga i
Jego Matkę wszystkich miejsc, gdzie pracują, zmagają się i cierpią
Polacy, błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszko. Chyba zbyt mało z
jego ducha miłości Boga i Ojczyzny, z ducha uczciwości, prawości,
solidarności i troski o drugiego człowieka weszło w krwioobieg Polaków,
mimo, że tak niedawno został ogłoszony błogosławionym. Dlatego warto
przytoczyć choć kilka jego myśli z Mszy świętej za Ojczyznę, 28 sierpnia
1983 roku, gdy przywoływał upalne dni sierpniowe w1980 roku: „Na
klęczkach, z różańcem w ręku, na klęczkach przy ołtarzach polowych, z
patriotycznymi i religijnymi pieśniami na ustach, w patriotycznym zrywie
robotników, z poparciem inteligencji i świata kultury rodziła się
„Solidarność” polskiego narodu, która w krótkim czasie rozrosła się jak
olbrzymie drzewo. I chociaż dzisiaj ma odciętą koronę, porąbane gałęzie,
jednak ma korzenie, korzenie mocne, bo zapuszczone w ludzkie serca i
umysły. Dlatego zawsze będzie wypuszczała nowe gałęzie i będzie
przypominała światu, że istnieje, że żyje”.

Jakżeż wielkim jest paradoksem, że w roku beatyfikacji Księdza
Jerzego ci, którym została powierzona teraz władza, w słowach, ale tylko
w słowach, odwołują się do Księdza Popiełuszki, a robią wszystko, żeby o
jego dziedzictwie zapomnieć, żeby zniknął znak krzyża i znak Matki
Bożej z życia publicznego. A przecież z tymi znakami szedł do nich
błogosławiony Ksiądz Jerzy. Dlatego trzeba wołać o orędownictwo
Błogosławionego Duszpasterza Robotników, żeby naród się opamiętał, żeby
sam sobie nie podcinał korzeni, z których wyrasta. Razem z Księdzem
Jerzym modlimy się jego słowami z 30 maja 1982 roku: „Matko oszukanych,
módl się za nami, Matko zdradzonych, módl się za nami…”.

Potrzeba nam tej modlitwy, żeby się nie zniechęcić, nie załamać i
nie ulec propagandzie demagogii, że Kościół i krzyż nie mają już prawa
obywatelstwa w Polsce, co najwyżej mogą sobie być zamknięci w murach
kościołów. Razem z Błogosławionym Księdzem Jerzym powtarzamy modlitwę z
Pierwszej Pielgrzymki Robotników na Jasną Górę we wrześniu 1983 roku:
„Dzisiaj specjalnie dziękujemy Ci, Matko, my ludzie z hut, stoczni i
kopalni, uwierzyliśmy Tobie i Ty nas nigdy nie opuściłaś. Pani
Jasnogórska, zbudowaliśmy krzyże w naszych fabrykach, otworzyliśmy drzwi
dla naszego Odkupiciela. Jest z nami Twój Syn, Jezus Chrystus i u stóp
Twoich na Jasnej Górze wołamy: „Matko Odkupiciela, bądź zawsze z nami.
Nie opuszczaj nas””.

To wołanie czynimy naszym w tych dniach, gdy przygotowujemy się do
uroczystości nałożenia na Cudowny Obraz Jasnogórski wotum narodu, nowych
koron i płaszcza dla Jezusa i Maryi. Ludzie „Solidarności” obrali
Maryję Matką i Królową polskich przemian i tego wyboru nie odwołają,
gdyż są wierni Bogu i złożonej przysiędze.

Ponowna koronacja Jasnogórskiego Obrazu, po jego sprofanowaniu przez
agentów carskiej ochrany w 1909 roku, odbyła się 22 maja 1910 roku.
Błogosławiony Ksiądz Ignacy Kłopotowski, wielki społecznik i myśliciel
tamtych czasów, mówi o wielkich rzeszach pielgrzymów, którzy przybyli na
uroczystości koronacyjne. Pisze on: „Dzień 22 maja 1910 r. będzie
stanowił nową epokową datę, nie tylko w historyi Jasnej Góry, ale i w
dziejach narodu polskiego, tak ściśle z Częstochową zespolonych. Nie ma
zakątka na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej , z której by nie przybyli
wierni poddani na koronację swej Królowej. (…) W tym milionie ludu
polskiego na Jasnej Górze, widziało się pielgrzymów nie tylko z nad
Wisły, Pilicy i Warty. Mnogie rzesze przyciągnęły i z za Buga, z nad
Niemna, Dniepru i Dniestru, z nad Odry, Gopła i Sanu. Mimo wszelkich
rozdziałów i kordonów, czciciele Bogarodzicy uczuli się jednolitą
społeczną gromadą u stóp swej Ukochanej Królowej”.

W kontekście wspomnianego duszpasterza „Solidarności”, bł. Księdza
Jerzego Popiełuszko, który po śladach naszych ojców prowadził rzesze
robotnicze ku Jasnej Górze, przywołujemy teraz kolejny fragment homilii
jednego z kaznodziei sprzed stu lat, gdy nakładano na Obraz korony
przesłane przez Papieża Piusa X, księdza profesora Antoniego
Szlagowskiego, późniejszego biskupa warszawskiego. Podczas jednej z
trzech Mszy świętych, odprawianych dla setek tysięcy pielgrzymów, w
kaplicy, w bazylice i na wałach, on w Cudownej Kaplicy wołał:

„Miewaliśmy kiedyś królów obieralnych, dotąd posiadamy obieralną
Królowę. Boć Przeczystą Matkę Bożą upatrzyli od wieków ojcowie nasi na
Panią dla siebie i sercem Ją obrali. Co zaś naród w duszy dawno chował,
to Jan Kazimierz uroczyście światu obwieścił w owej pamiętnej
przysiędze, gdy Maryę ogłosił za Królowę wszystkich ziem Polskich, a
samego siebie i wszystkie kraje; sobie poddane, i wszystkie wojska obu
narodów i wszystkie ludy Jej osobliwej opiece i obronie polecił. Została
więc Matka Boża Królową naszą, Panią dusz, Władczynią serc,
Orędowniczką zbawienia, Opiekunką narodu Polskiego. Za stolicę obrała
sobie zdawna, bo od wieków pięciu, Jasną Górę w Częstochowie i na kraj
cały panuje z tego Cudownego Obrazu. W nim, ludu mój, otrzymałeś statut
Miłosierdzia, wypisany ręką Łukasza, Ewangelisty miłosierdzia
Chrystusowego. Abyś pamiętał o Bożem miłosierdziu, a nie szemrał i nie
rozpaczał, gdy widzisz dzierżawy swej Królowej pustoszone. Wbrew
wszelkiej nadziei masz w nadzieję wierzyć i ufać, jako Prorok Pański
mówi: dobrze jest czekać z milczeniem zbawienia Bożego (Treny III, 26).

Na Obrazie tym Świętym jaśnieje karta wolności naszych duchowych, –
tu spoczywa złota księga Konstytucyi, przypieczętowana śmiercią Syna
Bożego i boleścią Jego Rodzicielki.

Czytajcie, Bracia moi, w tej księdze ustaw naszych, a doczytacie
się, że Miłościwa Pani oddaje nam Siebie za Matkę, a Synaczka Swego
Jedynego na skarb nasz koronny przeznacza”.

Drodzy Siostry i Bracia! Z dzisiejszej refleksji weźmy ze sobą w
pamięci serca Maryję, która brzemienna Bogiem spieszy do św. Elżbiety,
aby dzielić się z nią radością, że Bóg zamieszkał pośród swego ludu.
Maryja nie zatrzymuje Jezusa dla siebie, ale dzieli się Nim z ludźmi,
czyni z Jezusa najcenniejszy dar dla drugiego człowieka. Jesteśmy
zaproszeni i wezwani, jako chrześcijanie, czyli ci, którzy są
„nosicielami Chrystusa”, aby spieszyć z Bogiem, który jest miłością, do
ludzi, bo świat jest głodny Chrystusa, jak spękana ziemia spragniona
jest kropli ożywczej wody. My mamy być tą rosą i wodą życia dla
dzisiejszego człowieka.

I jeszcze jedna prośba do Was, Kochani mieszkańcy Częstochowy. Nie
poprzestańcie na jednorazowym uczestnictwie w tym przygotowaniu do
uroczystości Matki i Królowej, Patronki miasta Częstochowy, ale
przychodźcie tutaj każdego dnia. Zaproście też innych, aby wotum Waszego
uczestnictwa w przygotowaniach do święta było dołączone do wotów, które
tworzą nowe korony oraz płaszcze dla Jezusa i Maryi z Jasnogórskiej
Ikony. Częstochowa to dobre miasto, niech takim pozostanie, niech nie
ulegnie propagandzie Częstochowy bez Jasnej Góry, bez Matki Bożej, bez
Boga. Niech Częstochowa nie wstydzi się Maryi, niech pozostanie dobrym
Domem Matki dla każdego! Szczęść Boże!



Dzień trzeci 19. 08. 2010

(Ga 4, 4-7; Łk 2, 15b-19)

ŚWIĘTA MARYJA, BOŻA RODZICIELKA

POSŁUCHAJ

1.„Powstań wierny polski ludu,

Chwal Maryje, czekaj cudu,

2. Że ta nasza Matka droga

Łaskę zjedna nam u Boga.

3.Oto z tchnieniem miłej wiosny,

Krąży w koło głos radosny.

4. Że już mamy dzień godowy,

Koronacyi swej Królowej.

5.Ojciec święty dar już złożył,

Jasna Góra go przyjęła.

6. My Maryi chwałę dajem

I radością ziemia drgnęła”.

Drodzy Siostry i Bracia, mieszkańcy maryjnego miasta Częstochowy,
pielgrzymi z różnych stron Polski oraz łączący się z nami dzięki „Radio
Jasna Góra” pielgrzymi duchowi! Przed chwilą zacytowałem fragment jednej
z dwu pieśni, zatytułowanej: „W święto Majowe”, jakie napisane były
właśnie na nową koronację, która odbyła się dnia 22 maja 1910 roku.
Rekoronacja Jasnogórskiej Ikony była wynagrodzeniem za świętokradzką
zbrodnię kradzieży koron z Cudownego Obrazu przez agentów carskiej
Ochrany rosyjskiego zaborcy. Pamiętajmy, że Polska była rozdarta
pomiędzy trzech zaborców, zaś Jasną Górę okupowali carscy żołdacy,
którzy traktowali ją jak rosyjskie koszary i robili tu, co chcieli. Car
rosyjski, Mikołaj II, chciał jeszcze powiększyć skalę szyderstwa z
Polaków, gdyż na placu przed Jasną Górą już od 1889 roku stał pomnik
jego poprzednika, cara Aleksandra II. Dopiero 15 października 1917 roku
został on usunięty. Na jego miejscu stanęła figura Matki Bożej
Niepokalanej, która depcze głowę węża. Stoi ona do dnia dzisiejszego,
jest tutaj pośród nas w nowej rzeźbie, postawionej przed rokiem.

Po stu latach od koronacji po sprofanowaniu Jasnogórskiego Obrazu
przez carskich agentów, kiedy Polska jest wolna politycznie, ale w wielu
obszarach zagrożona w swej tożsamości narodu katolickiego, chcemy na
głowy Jezusa i Maryi nałożyć nowe korony i okryć Ich widzialne na
Obrazie Postacie nowymi płaszczami. Ten gest naszej wdzięczności i
ponownego zawierzenia będzie miał miejsce za kilkanaście dni, 4 września
tego roku. Teraz można oglądać to wotum w Sali Rycerskiej i, kto może,
złożyć dar serca na pomoc poszkodowanym w powodziach.

Drodzy Siostry i Bracia! W słowie Boga, jakiego wysłuchaliśmy przed
kilkoma minutami, usłyszeliśmy radosną nowinę o tym, że pasterze
zobaczyli, co zdarzyło się w Betlejem: zobaczyli Dziecię leżące w żłobie
i usłyszeli objawioną im przez Boga prawdę o posłannictwie tego
Dziecięcia, Jezusa zrodzonego z Maryi Dziewicy. Pasterze rozpowiadali
wszystko, co usłyszeli, wzbudzając wśród ludzi wielki podziw. Natomiast
Maryja, Matka Dziecięcia, brała do swego Serca to wszystko, czego była
świadkiem i co Ją przerastało, rozważając zaskakujące dzieła Boga na
modlitwie. Dziś ze skarbca rozważań Jej Serca chcemy zaczerpnąć trochę
radosnej dla nas prawdy o darze naszego zbawienia. Pragniemy też mocniej
usłyszeć radosną wieść o naszym wyzwoleniu z niewoli grzechu, o której
mówi św. Paweł.

Pisał on do Galatów, a dziś do nas wszystkich, że w pełni czasów Bóg
zesłał swego Syna na ziemię, posługując się Najświętszą z niewiast,
Maryją z Nazaretu, aby przez Syna, który stał się człowiekiem, jednym z
nas, wyrwać nas z niewoli grzechu. W Jezusie Chrystusie staliśmy się
córkami i synami Boga, choć wcześniej byliśmy daleko od Niego, bo grzech
nas oddzielał. Do Boga możemy teraz mówić „Ojcze”, wołać jak dzieci, a
nie jak niewolnicy. Maryja jest nam Matką usynowienia w Jezusie
Chrystusie oraz Tą, która nas wprowadza do Boskiego dziedzictwa, do domu
Boga.

Maryja po trzech miesiącach pobytu u św. Elżbiety, gdy w Ain- Karim
wszyscy wielbili Boga za cudowne narodziny Jana Chrzciciela, powróciła
do Nazaretu. Jak wiele musiało dziać się w sercu Maryi, gdy w drodze
powrotnej którą przemierzała, a było to około 130 kilometrów, myślała o
tym, jak będzie wyglądało Jej spotkanie z Józefem. On przecież nie
wiedział nic o tym, że przyrzeczona mu na małżonkę Maryja jest w stanie
błogosławionym, za sprawą Ducha Świętego. Jesteśmy przekonani, że Maryja
wracała spokojna, bez lęków, gdyż już uwierzyła Bogu, że On nie kłamie i
może dokonać rzeczy po ludzku niemożliwych. Namacalny dowód Jego mocy
nosiła w sobie, bo w Jej łonie obecny był pod sercem Jezus.

Dla Józefa spotkanie z Maryją, która była w stanie błogosławionym,
było szokiem, całkowitym zaskoczeniem, gdyż on wiedział, że nie jest
ojcem tego Dziecka. Jednak nie oskarżył on Maryi o zdradę, nie zrobił
publicznego skandalu, by Maryję poniżyć, a może nawet doprowadzić do Jej
ukamienowania, na co pozwalało mu prawo żydowskie. Po trochę wziął winę
na siebie, chcąc przyznać się do ojcostwa, ale zdecydował się na
oddalenie Maryi, uczynienie Jej wolną, ale bez winy. Józef po prostu
chciał uciekać, powiedzielibyśmy, że chciał załatwić sprawę jak
najdelikatniej po ludzku, ale bez odpowiedzialności, gdyż to wszystko go
przerosło. W tym momencie w jego życie wkroczył Pan Bóg, objawiając mu
się we śnie i wyjaśniając, żeby nie bał się wziąć do siebie Maryi, gdyż
Dziecko, która Ona nosi pod Sercem, zostało poczęte za sprawą Ducha
Świętego.

Józef uwierzył i stał się, razem z Maryją, współpracownikiem Boga.
On cztery razy otrzymuje objawienie we śnie, zawsze słuchając Boga.
Trzeba podkreślić, że biblijny sen, to nie zwykłe spanie, ale stan
wyciszenia człowieka, nastrojenia na fale, na jakich przemawia Bóg.
Józef staje przed nami jako ojciec rodziny, który słucha ustawicznie
Boga, na każde Jego zwiastowanie odpowiada posłuszeństwem oraz wielkim
wysiłkiem odpowiedzialności za powierzone mu Dziecko, które jest Synem
Bożym.

Gdy Józef zostaje wtajemniczony w Boży plan misji Jezusa, staje się
sługą dyspozycyjnym i bardzo troskliwym opiekunem. Razem z Maryją
przeżywa brak miejsca, gdzie Ona mogłaby spokojnie urodzić Dziecię, musi
ratować Ich życie i uciekać przed Herodem do Egiptu, gdzie żyje jako
wygnaniec. Jak ogromna musiała być wiara Maryi oraz Józefa, którzy z
jednej strony wiedzieli, że Jezus jest Synem Bożym, z drugiej zaś
doświadczali ogromnych trudności, łącznie z groźbą utraty życia. Tylko
bezgraniczne zaufanie do Boga mogło im dać moc trwania i niepoddawania
się rozpaczy. W Egipcie żyli jako wygnańcy, czekając, aż Bóg wezwie Ich
do powrotu. Posłuszni Bogu wracają później do Nazaretu i w pocie czoła
pracują, i Józef, i Maryja, aby wyżywić Rodzinę i dać jej godne warunki
życia. Św. Józef staje przed nami jako wzór ojca rodziny, który modli
się, słucha Boga i otacza swą rodzinę czułą troską i miłością, chroniąc
ją przed grożącymi niebezpieczeństwami. Opiekun Jezusa jawi się nam też
jako obrońca Syna Bożego na ziemi, gdy ludzie czyhają na Jego życie oraz
obrońca Bożej Matki. Św. Józef dany jest polskiej rodzinie jako żywy
przykład ojca, który odpowiada za swoje dzieci, któremu zależy na nich i
z tymi dziećmi rozmawia, bawi się oraz przeżywa ich troski i radości.

Drodzy Siostry i Bracia! W naszej refleksji nowennowej odwołam się
do wydarzeń historycznych, gdzie bardzo widoczna i skuteczna okazała się
obecność i pomoc Jasnogórskiej Matki i Królowej. Dzisiaj, patrząc na
Maryję i Józefa, którzy muszą uciekać, żeby chronić Jezusa a potem żyją
na wygnaniu, chciałbym przywołać wielkie wydarzenia z XVII wieku, kiedy
Jasna Góra tak bardzo namacalnie okazała się skałą ocalenia dla narodu
polskiego oraz twierdzą obronną całego chrześcijaństwa w Europie. Chodzi
o cudowna obronę Jasnej Góry, Śluby Lwowskie króla Jana Kazimierza oraz
zwycięstwo króla Jana Sobieskiego pod Wiedniem.

Doświadczenie potopu szwedzkiego przyszło na Polskę jako cierpienie
ku opamiętaniu politycznemu oraz religijnemu, gdyż samowola możnowładców
rujnowała jedność i siłę narodu, zaś zbytnie sprzyjanie nowinkarstwu
protestanckiemu groziło zniszczeniem katolickich korzeni społeczeństwa. O
słabości ducha patriotycznego świadczy fakt, że spora część
możnowładców przeszła na stronę protestanckich Szwedów, pozwalając na
straszną grabież dóbr narodowych oraz kościelnych. Jakże wiele majątku
narodowego popłynęło bezpowrotnie Wisłą i później Bałtykiem do Szwecji.
Dziś jesteśmy świadkami podobnej grabieży tego, co polskie, co stanowiło
o sile naszej tożsamości ekonomicznej, tak, że istnieje poważna obawa,
że niedługo będziemy żebrakami we własnym polskim domu. Widzimy potężne
sektory gospodarki, które oddawane są w obce ręce za żebracze pieniądze,
którymi rząd łata dziurę budżetową. Bezmyślnie sprzedawane są wielkie
zakłady, kopalnie, huty, wielkie połacie ziemi. Nad Bałtykiem niszczeją
stocznie, bo ponoć Polakom się nie opłaci. A Niemcom się opłaca i mówią
wprost, choćby wczoraj, że nie boją się już konkurencji z Polski. Czy
taka gospodarka nie jest polityką złodzieja, który wyprzedaje cudzy dom,
bo nie czuje się w nim gospodarzem?

Szwedzi chcieli zdobyć Jasną Górę, gdyż nie tylko chcieli złupić
rzekomo wielkie skarby jasnogórskie, ale przede wszystkim chcieli
wyrwać, wykraść Polakom Cudowny Obraz Matki Bożej, sprofanować go i
wyszydzić pobożność maryjną Polaków. Pomagali im w tym polscy zdrajcy
narodowi, ale ich odstępstwo rozbiło się w 1655 roku o mury Jasnej Góry i
o twierdzę wierzącego serca przeora klasztoru, Ojca Augustyna
Kordeckiego. On zaufał bezgranicznie Maryi, nawet wbrew niektórym ze
współbraci oraz wbrew namowom garstki obrońców, którzy zaczynali tracić
nadzieję, że można się obronić. Wątpiącym powtarzał: „Bracia, nie bójcie
się, uspokójcie się, jeszcze Najświętsza Panienka pokaże, że od
burzących kolubryn mocniejsza!”. Przeor świadomy był wielkiego
spustoszenia w sercach i umysłach Polaków, ale wbrew czysto tylko
ludzkiej nadziei wyznawał: „Szydzi i drwi z nas nieprzyjaciel, pytając,
co nam z dawnych cnót pozostało. Ja odpowiem: wszystkie zginęły, ale
pozostała cześć i miłość dla Najświętszej Panienki, na którym to
fundamencie reszta odbudowaną być może!”.

Przeor Kordecki uratował nie tylko Jasną Górę, uratował Polskę oraz
samych Polaków przed zwątpieniem i sprzedaniem własnej Ojczyzny
protestanckim Szwedom. 6 maja 1976 roku kardynał Karol Wojtyła mówił w
kościele Paulinów w Wieruszowie, gdzie zmarł Ojciec Kordecki, że w tym
skromnym mnichu paulińskim objawił się dziejowy geniusz, „geniusz
człowieka, w którym skupia się przeszłość i zarazem jak gdyby –
zapoczątkowuje przyszłość”. Geniusz Ojca Kordeckiego – mówił Kardynał
Wojtyła – „był zapoczątkowaniem nowych czasów, nowych zadań dziejów i
ducha polskiego”. Dalej podkreślał ówczesny kaznodzieja, że dzięki
żołnierskiej odwadze Ojca Kordeckiego „Jasna Góra zadziwiła cały naród”,
jedyna obroniła się przed potopem, zaś „ten fakt mówił bardzo wiele
współczesnym, ale ten fakt mówił jeszcze więcej potomnym” . Bohaterstwo
Ojca Kordeckiego zawsze było, i jest także dzisiaj, żywe i porywające
ku szczytom bohaterstwa.

Więziony ponad trzy lata przez władze komunistyczne Prymas Polski,
Stefan kardynał Wyszyński, pisał na Jasną Górę do Generała Paulinów,
Ojca Alojzego Wrzalika: „I dziś musi być przeprowadzona w Polsce „obrona
Jasnej Góry” – już nie za pomocą armat i pocisków, ale przez potężny
ładunek myśli i uczuć. (…). Jak ongiś mrowie wojsk najeźdźczych, tak
dziś szturmują „polską Jasną Górę” istne „potopu świata fale”, wżerając
się w mury duszy narodu nienawiścią Imienia Bożego, pasją grzechu i
potwornych nałogów. „Polska Jasna Góra” jest podminowana przez ducha
nienawiści społecznej, przez programową apostazję moralną, przez
zadawnione wady narodowe, które rzucają cienie na świetlany naród
ochrzczony. Stokroć to groźniejszy potop od szwedzkiego”.

Jasna Góra broniła się wielokrotnie, i to zwycięsko, na przestrzeni
swej historii, zawsze była z narodem i była latarnią nadziei w trudnych
okresach niewoli, nocy okupacyjnej oraz zniewolenia komunistycznego.
Była też ciągle okupowana przez wrogów Kościoła i narodu, ale dzięki
obecności Maryi zawsze wychodziła zwycięsko ze zmagań ze złem. Do
Częstochowy komuniści przysyłali najgorszy beton partyjny, byle tylko w
czymś przeszkodzić, zamieszać, utrudnić życie pielgrzymom. Takim
ostatnim atakiem, bardzo widocznym i spektakularnym, był wykopany przy
końcu Alei Najświętszej Maryi Panny pod koniec lat 70.siątych tunel,
który miał iść pod obecną ulicą Księdza Popiełuszki. Do tego tunelu, do
tych ciasnych wykopów, ówczesne władze chciały zepchnąć pielgrzymów, że
utrudnić im dojście do Jasnej Góry. Pamiętam to dokładnie, gdyż jako
kleryk chodziłem nad wykop w procesjach protestacyjnych. Ten wykop był
jak szwedzkie podkopy pod twierdzę w XVII wieku. Jasna Góra stanowczo
protestowała, bo miała bardzo mocne wsparcie Biskupa Częstochowy,
świętej pamięci Księdza Biskupa Stefana Bareły, któremu trzeba złożyć
wielki hołd za stanowczą obronę Jasnej Góry. Zdecydowanie walczył o
swobodne dojście do Jasnej Góry Ksiądz Prymas, kardynał Stefan
Wyszyński, cały Episkopat Polski oraz pielgrzymi z całej Polski, którzy
tu przyjeżdżali i w modlitwie wołali: „Precz ręce od Jasnej Góry!”. Za
tę stanowczość współczesnych Kordeckich z całego serca im wszystkim
dzisiaj dziękujemy!.

Jakże bardzo potrzeba nam dziś nowych Kordeckich, którzy nie będą
paktowali, nie tylko z jawnymi wrogami naszej Ojczyzny i Kościoła, ale
również z pseudo-patriotami, którzy lubią być głaskani i chwaleni za tak
zwaną pro-europejskość i złudną nowoczesną otwartość, bo podają się za
katolików, jednakże dodają zawsze: „ale…, ale… . Na Jasnej Górze
jest miejsce dla każdego, zwłaszcza dla grzesznika, który w pokorze, jak
literacki Kmicic, wyznaje swoje grzechy, przyjmuje miłosierdzie Boga i
się nawraca. Ale nie ma miejsca, z fanfarami i powitaniami, dla tych,
którzy chcieliby się Jasną Górą posłużyć, a w rzeczywistości popierają
zabijanie dzieci nienarodzonych czy poczętych w probówkach, którzy wciąż
są dziś modnymi, tak zwanymi „ale…katolikami”. Może trzeba by im
powtórzyć to, co sienkiewiczowski Kmicic z „Potopu” powiedział zdrajcy
Kuklinowskiemu, który służył Szwedom (przepraszam za mocne słowa, ale
cytuję noblistę Sienkiewicza): „Jesteś szelma, zdrajca, łotr, rakarz i
arcypies! Masz dosyć, czy mam ci jeszcze w oczy plunąć”. Z
miłosierdziem to mówić, ale stanowczo!

Wiadomość o cudownej obronie Jasnej Góry była bezpośrednią przyczyną
Ślubów Królewskich, które Jan Kazimierz, król – wygnaniec, wypowiedział
we Lwowie 1 kwietnia 1956 roku. Ogłosił on Maryję Jasnogórską Królową
Korony Polskiej, oddając w Jej władanie całą Rzeczpospolitą. Dzięki
Maryi przyszło zwycięstwo nad Szwedami a Polacy pozostali sobą we
własnym domu. Śluby Jana Kazimierza stały się natchnieniem coraz
głębszego zawierzenia Maryi, na wszystkie pokolenia, aż po zawierzenia
papieskie, dokonywane na Jasnej Górze przez Jana Pawła II.

Przeor Kordecki obronił nie tylko Polskę przed wrogiem, ale obronił
także Europę przed zalaniem przez zimne, pozbawione ciepła maryjnej
pobożności chrześcijaństwo w wydaniu protestanckim. To jest ważny polski
wkład w chrześcijańskiego ducha Europy. Jasna Góra obroniła wolność
narodu oraz jego prawo do życia własnym duchem i tradycją ojców.

Kolejnym cudem w życiu nie tylko Polski, ale i całej Europy, którego
korzenie wyrastają z obecności Jasnogórskiej Matki i Królowej, jest
zatrzymanie potopu muzułmańskiego pod Wiedniem w 1683 roku, a więc
niecałe 30 lat po potopie szwedzkim. Król Jan III Sobieski, który chciał
zatrzymać inwazję turecką jak najdalej od granic Rzeczypospolitej, ale
też ratować chrześcijaństwo w Europie, na prośbę samego Papieża
Innocentego XI, zdawał sobie sprawę, że tylko ludzką mocą nie zwycięży
ponad 130.tysięcznej armii tureckiej. Dlatego też, idąc pod oblężony
przez Turków Wiedeń, przybył do Matki Bożej na Jasną Górę, tutaj modlił
się żarliwie, wraz z najbliższymi współpracownikami, prosząc o
zwycięstwo wojsk chrześcijańskich nad muzułmańską nawałnicą. Szedł na
wroga z wizerunkiem Maryi na sztandarach, z Jej imieniem na ustach, a
przede wszystkim w sercu. Po wspaniałym zwycięstwie napisał do Papieża
znamienne słowa: „Veni, vidi, Deus vicit” (Przyszedłem, zobaczyłem, Bóg
zwyciężył), zaś na Jasnej Górze zostawił Matce Bożej jako podziękowanie
liczne trofea wojenne. Polska tradycja patriotyczna odczytała wiktorię
wiedeńską jako jedno z wielkich zwycięstw odniesionych dzięki
interwencji Królowej Polski.

Jasnogórskie zwycięstwo nad protestanckimi Szwedami oraz wiedeńska
wiktoria nad muzułmańskimi Turkami słusznie uważane są za dowód wielkiej
łaskawości Maryi dla narodu polskiego oraz wyraz Jej troski o naszą
przynależność do rodziny krajów głęboko katolickich. Do tych zwycięstw
dojdzie jeszcze Cud nad Wisłą w 1920 roku, gdzie Polacy zatrzymali
nawałnicę bezbożnego komunizmu, który chciał się rozlać na Europę z
prawosławnej dotychczas Rosji. Te zwycięskie zmagania pokazują nam
dobitnie, że Jasnogórska Maryja rzeczywiście dana nam jest jako Matka ku
pomocy i obronie naszego narodu.

Drodzy Siostry i Bracia! W trzecim dniu naszej nowennowej refleksji
zabierzmy ze sobą w sercu Maryję jako troskliwą Matkę Jezusa, ale i
naszą Matkę, żeby nam podpowiadała, jak w codziennym życiu dobrze
wypełniać misje macierzyństwa wobec naszych dzieci a nam samym jak
jeszcze pełniej być posłusznymi dziećmi tak dobrej Matki. Weźmy też ze
sobą świętego Józefa, aby każdego ojca uczył odpowiedzialności za
dziecko, któremu dał życie, żeby każdy mężczyzna miał odwagę stawać w
obronie życia oraz potrafił bronić godności swojej żony, matki, siostry,
godności każdej kobiety. Jakże bardzo brakuje nam dziś takich mężczyzn,
którzy za punkt honoru wezmą prawo serca, że nie skrzywdzą żadnej
kobiety. Jeżeli codzienne sytuacje tak często nas przerastają, stajemy
bezradni wobec konkretnych, czasem bardzo trudnych sytuacji, to uczmy
się od Maryi postawy odwagi zachowywania tych spraw w swym sercu i
rozważania ich na modlitwie, a wtedy pomoc przyjdzie nam z nieba.

Na zakończenie przywołajmy słowa jednego z kaznodziei jasnogórskich w
dniu koronacji 22 maja 1910 roku, księdza profesora Antoniego
Szlagowskiego, który w Cudownej Kaplicy tak wołał do wielkich rzesz
pielgrzymów:

„Na Górze Jasnej wywieście chorągiew, podwyżcie głos, podnieście rękę, a niechaj wejdą w bramy książęta Kościoła. (…)

Wstańcie Wy, na Wawelu śpiący Królowie, mądry Kazimierzu, zacny
Auguście, przezorny Batory, i przynieście przed ołtarz znamiona
monarszego dostojeństwa waszych wielkich poprzedników i następców.
Podajcie koronę Jadwigi, berło Jagiełły, płaszcz Zygmuntów, szczerbiec
Bolesława.

Zstąpcie teraz z zaświatów Wy, święci Orędownicy i Przyczyńcy nasi u
Boga, koronujcie dziś dziedziczną Władczynię niebios na obraną Królowę
Polską.

Święci Biskupi Męczennicy, namaście Ją chryzmem Krwi Chrystusowej.
Święci Młodzieniaszkowie anielscy, włóżcie koronę na nieskalane skronie
Przeczystej Panienki. Święte Niewiasty księżne, przybierzcie
Najjaśniejszą Panią w odwieczne nasze klejnoty koronne.

Zasiadła w majestacie na tronie Jagiellonów.

Błogosławieni Wybrańcy Niebiescy pierwsi Jej hołdy składają,
królowie do stóp się chylą, jeden po drugim przysięgę wypowiada:
„Wielkiej Boga Człowieka Rodzicy, Dziewicy.”.

Słyszycie? Śpiewają pieśń starodawną: „U Twego Syna Gospodzina zyści nam, spuści nam, Kyrie elejson”.

I my też wołajmy: O Królowo Korony Polskiej, żyj na wieki! Żyj z
narodem i w narodzie Polskim, żyj w publicznej myśli naszej, żyj w
publicznej pracy naszej, żyj w każdym z nas i we wszystkich nas!

A po wszech miastach i wioskach poprzez Polskę całą niech idzie dziś
jeden zgodny uroczysty głos: Bądź pozdrowiona Polska Królowo!

A po wszystkich krajach i miejscach, dokąd tylko dotarł ojczystej
mowy naszej dźwięk, niech zabrzmi radosny okrzyk: Panno Święta, co
Jasnej bronisz Częstochowy!”.

Mam jeszcze serdeczną prośbę do Was, Kochani mieszkańcy Częstochowy.
Nie poprzestańcie na jednorazowym uczestnictwie w tym przygotowaniu do
uroczystości Matki i Królowej, Patronki miasta Częstochowy, ale
przychodźcie tutaj każdego dnia. Zaproście też innych, aby wotum Waszego
uczestnictwa w przygotowaniach do święta było dołączone do wotów, które
tworzą nowe korony oraz płaszcze dla Jezusa i Maryi z Jasnogórskiej
Ikony. „Częstochowa to dobre miasto”, jak powiedział o nas Jan Paweł II,
choć nie brak w nim wrogów Maryi, wrogów Jasnej Góry i wrogów
wierzących Częstochowian. Ale, gdzie jest ziarno, tam są też plewy.
Jeżeli ziarno jest zdrowe i zapuszcza głęboko korzenie, ciernie kłamstwa
go nie zagłuszą. Żadne pismo czy ulotki, które zaśmiecają ulice
Częstochowy, nie zagłuszą naszej „Niedzieli”, nie zmusza nas do
milczenia!. Niech nikt z Was nie ulegnie propagandzie Częstochowy bez
Jasnej Góry, bez Matki Bożej, bez Boga. Niech Częstochowa pozostanie
dobrym Domem Matki dla każdego. Szczęść Boże!

/zobacz poniżej teksty kazań z kolejnych dni nowenny/

Za: Biuro Prasowe Jasnej Góry.